Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Płacz, euforia i duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po spotkaniu z Górnikiem Zabrze część kibiców – mówiąc delikatnie – zaniepokoiła się postawą drużyny w derbowym meczu. Choć katowiczanie nie dawali w poprzednich spotkaniach podstaw do niepokoju, jeśli chodzi o samą grę, to spotkanie z Górnikiem – przez to, że było pierwszym słabym meczem – dało nam pewien znak zapytania – czy jest to wypadek przy pracy czy początek zadyszki/kryzysu/słabej postawy ogólnie. Nie pozostawało nam nic innego, jak czekać do następnej kolejki ligowej.

Mecz pucharowy w Niecieczy nie mógł być w żaden sposób porównywalny z… czymkolwiek. Skład kompletnie odmienny od ligowego, potem z modyfikacjami w postaci wejścia zawodników z pierwszej jedenastki, nie dawał możliwości jakiejś porównawczej analizy. Sens spotkania z Termaliką w tym kontekście – oprócz oczywiście gry o zwycięstwo – był więc w dużej mierze mentalny, tak żeby poprawić morale całego zespołu po Śląskim Klasyku i dobrze się nastawić przed piątkowym meczem z Pogonią Szczecin.

Wyzwanie było bardzo ciężkie. Jest problemem Pogoni w tym sezonie gra na wyjazdach, ale przecież z mocną Stalą Rzeszów na wyjeździe wygrali zdecydowanie, strzelając przy tym przepiękne bramki. Dodatkowo Pogoń to zespół, który w ostatnich czterech sezonach był zawsze w pierwszej czwórce na koniec sezonu, w tym dwukrotnie na podium, w zeszłym sezonie dotarł do finału Pucharu Polski. Grali w europejskich pucharach i są zespołem niezwykle doświadczonym. Przed meczem z GKS zespół ze Roberta Kolendowicza był na piątym miejscu w tabeli.

Wszyscy widzieliśmy, jak GieKSa zdała ten trudny egzamin we wczorajszym meczu. Celująco. Od początku do końca zespół grał na swoim wysokim poziomie. Zdarzyły się co prawda w pierwszej i drugiej połowie momenty, w których rywale przejęli wyraźną inicjatywę, ale po pierwsze, nie trwało to zbyt długo, po drugie – Portowcy nie wykreowali sobie w tym czasie bardzo groźnych sytuacji. Nasi rywale nie grali nawet jakoś źle. Ale to „granie na swoich warunkach”, o których mówi trener Rafał Górak, gdy jest dobrze realizowane, nie pozwala rywalom nawet z czołówki ekstraklasy rozwinąć skrzydeł.

Kapitalnie się oglądało GieKSę wczoraj. Znów intensywność, energia, agresja i ciąg na bramkę. Przez całe 90 minut, co świadczy też przecież o bardzo dobrym przygotowaniu fizycznym i mentalnym. Ach, przepraszam – jakie 90 minut…? Przecież dwie bramki strzeliliśmy po upływie regulaminowego czasu gry. W takim razie możemy założyć, że zespół mógłby tak zagrać i 120 minut i jakość by nie ucierpiała.

Znowu strzeliliśmy gola po wrzucie z autu, choć tym razem nie bezpośrednio, a w drugim tempie, po rozegraniu akcji. Na to zwracał uwagę szkoleniowiec – że akcja nie kończy się z momentem wybicia piłki przez rywali z pola karnego. Zawsze można ją zebrać i na tej energii po stałym fragmencie podjąć drugą próbę – zawodnicy mają wtedy nadal „stało-fragmentowe” zadania. Naprawdę jakimś ewenementem na skalę światową jest to, że w tej akcji, która niejako przerodziła się w atak pozycyjny, asystę zaliczył środkowy obrońca, drugi środkowy ją przepuścił, a trzeci stoper strzelił gola. Absolutnie unikatowa sytuacja.

Dodajmy jednak, że jeszcze przy stanie 0:0 było blisko, aby bezpośrednio po wrzucie z autu strzelić bramkę, ale po wykonaniu tego stałego fragmentu przez Marcina Wasielewskiego i przedłużeniu przez Oskara Repkę, Adamowi Zrelakowi w ostatniej chwili piłkę z nogi zdjął Leonardo Koutris, który dalej w trakcie meczu stał się „ulubieńcem” katowickiej publiczności.

GieKSa prowadziła, grała swoje, ale musiała być też czujna. Kilka razy, gdy Kamil Grosicki miał piłkę przy nodze… no nie oszukujmy się, widać było jego klasę i umiejętności. Mimo to jednak Grosik sobie w tym meczu kompletnie nie pograł, bo zwłaszcza Marten Kuusk, jak i cała spółka wyeliminowała atuty jeszcze do niedawna reprezentanta Polski.

Gdy chcieliśmy już zakończenia meczu i zadowolenia się skromnym zwycięstwem… zaczęło się dziać. Bartosz Nowak powalczył o piłkę przy linii końcowej i nie do końca dobrze, ale ostatecznie skutecznie zagrywał w pole karne, a Sebastian Bergier wbił piłkę do bramki niczym bilę do łuzy. Pogoń nie poddawała się i tutaj pokazał się chyba jedyny większy mankament, który towarzyszy nam od początku sezonu, czyli znów nieumiejętność wybicia piłki z pola karnego. Ostatecznie po odbiciu od Klemenza, Alexander Gorgon wpakował piłkę do siatki. Serce podeszło nam do gardła, bo rywale mieli jeszcze rzut rożny. Na szczęście tym razem – w przeciwieństwie do meczu z Widzewem – to my ukłuliśmy jeszcze raz, a sposób w jaki Mateusz Marzec wbiegł przed Rafała Kurzawę, to jest to, czego oczekujemy od zawodników wchodzących na boisko z zapasem sił. Jesteś świeży, wchodzisz na podmęczonego rywala – to wykorzystaj tę przewagę właśnie w taki sposób. Mateusz zrobił to szkoleniowo.

Cieszy bardzo, że zawodnicy, którzy wcześniej grali słabo czy przeciętnie, tym razem weszli na wyższy poziom. Da się wyciągnąć jeszcze więcej, ale postawa np. wspomnianego Nowaka czy Alana Czerwińskiego była naprawdę jakościowa. Wspomniany Klemenz też zagrał lepiej niż w poprzednich meczach. O Wasielewskim napisano już tyle, że… co tu dodawać. Niektórzy wieszczą mu jeszcze powołanie do kadry i znając styl prowadzenia reprezentacji przez Michała Probierza i jego ciągłe zamiłowanie do zawodników ze Śląska – nie zdziwię się, jeśli kolejnym po Mateuszu Kowalczyku piłkarzem w reprezentacji będzie właśnie nasz naczelny „zap…lacz”. Ambicja, jaką ma ten zawodnik to jest to, co powinno cechować piłkarza GieKSy.

Osobno chcę też wspomnieć o Adrianie Błądzie, bo choć w tym meczu wyglądał bardziej na zawodnika wykonującego czarną robotę, to grał naprawdę kapitalnie. Zastawiał się, zbierał piłki, tyłem do bramki odgrywał do wychodzących do akcji/kontry partnerów zespołu. Dodatkowo robił to lekko, technicznie, jakby nie potrzebował w tym wszystkim żadnego wysiłku. Świetny mecz Adriana.

Bergier, który niewiele dał w poprzednich meczach, tym razem zakończył z golem i asystą w naprawdę kluczowych momentach meczu. Drżeliśmy, że Pogoń nam „walnie” drugą w doliczonym, ale jak się okazało, nie było się czego bać. Sebastian, podobnie jak Bartosz, wygarnął piłkę niemal zza boiska i rozprowadził bramkową akcję.

Ten mecz chyba największych sceptyków utwierdził w przekonaniu, że GKS Katowice nie tylko wywalczył awans do ekstraklasy, ale stał się po prostu drużyną na ekstraklasowym poziomie. Popełniamy błędy – czasem jesteśmy za mało skuteczni w ofensywie, czasem panikujemy w defensywie. Wszystko jednak jest procesem, który – jak widać – idzie do przodu. Pamiętacie mecz z Rakowem? Wtedy GKS grał naprawdę bardzo dobrze w polu, była agresja i dobre akcje, ale brakowało sytuacji bramkowych. To spowodowało, że rywal miał jedną akcję w pierwszej połowie i strzelił gola, a mecz ostatecznie przegraliśmy. Teraz nie tylko gramy ładnie i agresywnie, ale co rusz stwarzamy sobie okazje do strzelenia gola. I co jeszcze lepsze – wykorzystujemy je. Ostatnie trzy mecze na Bukowej to osiem bramek. Osiem bramek! Z Jagiellonią, Widzewem i Pogonią. Przecież to brzmi jak jakiś sen.

Sam się muszę przekonywać, żeby tę łyżkę dziegciu tu wrzucić. No ale zarówno trener, jak i drużyna, zapewne dobrze wiedzą, że gdyby sytuacja z golem Gorgona miała miejsce przy stanie 1:0, to poziom wku…rzenia po tym meczu wyrzuciłoby poza skalę. O ile mamy coraz więcej opanowania i całościowo ten mecz był naprawdę spokojny, to ta jedna sytuacja w doliczonym czasie gry daje materiał do analizy. Musimy unikać takich sytuacji, żeby znów w głupi sposób nie uciekło nam jakieś zwycięstwo. Ale to ten jeden fragment. Poza tym to był naprawdę świetny mecz i mogliśmy się znów cieszyć z wygranej.

Ekstraklasa w tym sezonie to dla nas coś pięknego. To nie jest jakiś tam awans, byleby był, w stylu: weszła sobie drużyna z genem pierwszoligowej młócki do ekstraklasy i jest piątym kołem u wozu. GieKSa dodaje tej lidze kolorytu, jest powiewem świeżości i myślę, że kibice w całej Polsce raczej z sympatią podchodzą do naszego zespołu, bo taką piłkę po prostu da się lubić.

My jako kibice doświadczamy ekstraklasy na różne sposoby. Był płacz i zgrzytanie zębów po remisie z Widzewem (a wcześniej w mniejszym stopniu po porażce z Zagłębiem), było przyjęcie na siebie „gonga” – popularne od meczu z Widzewem słowo u nas 🙂 – od Górnika. Ale mamy też te nasze euforie po Jadze czy Pogoni. Całościowo natomiast możemy być dumni z postawy zespołu. Od początku sezonu widać, że kierunek obrany jeszcze w poprzednim sezonie jest po prostu bardzo dobry i taki, który daje nie tylko nadzieję, ale i pewność, że punkty po prostu będą przychodzić.

Po bólu związanym z porażką z Górnikiem nie ma już śladu. Od tamtego czasu wygraliśmy dwa mecze – pucharowy z arcytrudnym rywalem i to w momencie, gdy jedna trzecia ligi odpadła już na starcie z Pucharu Tysiąca Drużyn. No a potem świetny mecz ligowy i zwycięstwo. Tydzień w piłce naprawdę może dużo zmienić. Zespół się nie podłamał i dzięki temu mamy… naprawdę przyjemny weekend.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga