Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: szansa na historyczny rekord w Katowicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od niespełna dwóch lat idą za sobą krok w krok ekipy w żółtych koszulkach: obie razem awansowały do Ekstraklasy kosztem innej drużyny z żółtymi trykotami, obie spisywały się całkiem nieźle jak na beniaminków, podobnie jest i w tym sezonie – jako sąsiedzi w tabeli nawet kryzysy łapały w podobnych momentach. W piątek, jako względnie bezpieczni, z apetytami na coś więcej, staną naprzeciw siebie na Arenie Katowice, a stawką będzie podłączenie się do walki o czołowe lokaty. Z jakim nastawieniem przyjadą do Katowic goście z Lublina? Zapytaliśmy przedstawiciela społeczności Motorowego Twittera, znanego na tym portalu jako Lewy do Prawego.

Losy GieKSy i Motoru są w pewien sposób splecione i od dwóch lat depczemy sobie po piętach. Nie ukrywam, że w katowickiej społeczności mamy czasem dość tego Motoru, który nie pozwala nam odskoczyć od siebie wystarczająco daleko. Dla was ta rywalizacja z GKS-em ma jakiś dodatkowy smaczek?
Przed tą rozmową przypominałem sobie nasze wspólne historie i również rzuciło mi się w oczy, że praktycznie w każdym momencie licząc od awansu jesteśmy do siebie bardzo podobni. Ubiegły sezon zakończyliśmy z taką samą liczbą punktów i o wyższym miejscu Motoru zadecydował bilans bezpośrednich meczów. Ostatnią jesień mieliśmy nienajlepszą – zarówno my, jak i wy, a zimą dzielił nas zaledwie jeden punkt. Z kolei w tym roku oba kluby prezentują się bardzo dobrze i nadal jesteśmy sąsiadami w tabeli, ale już znacznie bliżej czołówki. W moim przekonaniu wasz klub, szczególnie w ostatnim czasie, jest bardziej na świeczniku – powszechnie chwalony, gdy tymczasem Motor spisując się równie dobrze nie jest tak postrzegany. Być może wynika to z faktu, że Motor dłużej wygrzebywał się z piłkarskiej otchłani, a GKS trzymał się jednak 1. czy 2. ligi. Niektórym może się wydawać, że Motor wziął się w Ekstraklasie znikąd i musi minąć więcej czasu, aż w niej okrzepniemy. Jest więc pewna rywalizacja, ale nie do tego stopnia, by wyższa pozycja GieKSy nie dawała nam spać po nocach. Raczej nie ma między nami złej krwi.

Ile razy w ciągu sezonu słyszałeś z ust piłkarskich „ekspertów” diagnozę, że Motor jest jednym z głównych kandydatów do spadku?
Wbrew pozorom nie tak mało, szczególnie na początku sezonu, a w zimowej przerwie także was wskazywano w tym gronie. Nie braliśmy sobie takich komentarzy do serca, bo po pierwszym sezonie mieliśmy przeświadczenie, że sztab jest w stanie wycisnąć z tej drużyny wystarczająco dużo, aby utrzymać ją w Ekstraklasie, mimo że nie było super transferów. W zimie morale nieco spadło, na co wpływ miały wewnętrzne zawirowania w klubie, związane m.in. z obsadą stanowiska dyrektora sportowego – do końca roku funkcję tę pełnił Paweł Golański, a Zbigniew Jakubas już w styczniu chciał sprowadzić do Lublina Veljko Nikitovicia z Arki. To się nie udało i na zimowe okienko zostaliśmy bez dyrektora i w zasadzie bez transferów. Biorąc pod uwagę, że mieliśmy tylko punkt przewagi nad strefą spadkową, nie napawało to optymizmem. Czas pokazał, że nie doceniliśmy Motoru, bo wiosną idzie nam dobrze. Śrubujemy serię meczów bez porażki i jeśli uda się wywalczyć punkty w Katowicach, to pobijemy historyczny rekord klubu.

Trener Stolarski ocenił, że w poprzednim sezonie Motor został wyciśnięty jak cytryna, tzn. osiągnęliście maksimum tego, na co było was stać. A jak to wygląda w obecnych rozgrywkach, jeśli chodzi o trzeźwą ocenę potencjału sportowego?
Mateusz Stolarski nie lubi mówić o globalnych celach i unika deklaracji, o co gra Motor. Tym bardziej w sezonie, kiedy praktycznie każdy gra zarówno o utrzymanie, jak i o puchary. Obserwując tę drużynę można wyczuć dobrą energię w szatni, którą potwierdzają przyzwoite wyniki i nawet jeśli zdarzają się potknięcia jak ostatnio w Radomiu czy u siebie z Rakowem, to działają one bardziej motywująco niż deprymująco. Liczę, że do końca sezonu się to nie zmieni. Dobrze, że obecne rozgrywki układają się w ten sposób, że do ostatniej kolejki niemal każdy będzie grał o coś, bo nikt nie spocznie na laurach i emocje będą do samego końca.

A jaki końcowy scenariusz zakładają kibice? Marzą się wam puchary?
Stąpamy raczej twardo po ziemi, szczególnie mając w pamięci nastroje w zimie, kiedy chcieliśmy się przede wszystkim utrzymać. Trudno więc szukać wśród kibiców pucharowej euforii – trzeba dobić brakujące do utrzymania punkty i czekać na kolejny sezon. W obecnym, tak zwariowanym, utrzymanie na kilka kolejek przed końcem i tak będzie sukcesem.

Były momenty w rundzie jesiennej, gdy pozycja Mateusza Stolarskiego nieco się chwiała. Swoją drogą, jeszcze niedawno młoda fala trenerów zalewała Ekstraklasę, tymczasem obecnie nastąpił zwrot w kierunku doświadczenia, którego przykładami mogą być trenerzy Zieliński, Ojrzyński czy ostatnio Banasik. Najmocniej spośród młodych trzyma się właśnie Stolarski.
Pogłoski o braku zaufania do trenera Stolarskiego były bardziej pompowane przez media niż faktycznie rozważane w klubie. Wśród kibiców wiara w Stolarskiego jest duża, może poza pewną grupą, którą nazywam „kościółkiem Goncalo Feio”. Są tacy, którzy nadal za nim tęsknią, mając przeświadczenie, że Stolarski tylko ciągnie wózek zmontowany przez Feio, mimo że od jego odejścia mijają już dwa lata. Większość jednak ma pełne zaufanie do trenera i kogo jak kogo, ale kibiców GieKSy raczej nie trzeba przekonywać, że takie nastawienie popłaca. Mam zresztą wrażenie, że w skali Ekstraklasy ta trenerska karuzela nie kręci się już tak szybko jak kiedyś.

Niekwestionowaną gwiazdą Motoru jest jego najlepszy strzelec – Karol Czubak. Wielu przymierzało go nawet do gry w kadrze. Widzisz w nim następcę Roberta Lewandowskiego?
Trudno w nim widzieć talent generacyjny, natomiast moim zdaniem powinien dostać swoją szansę. Jest to solidny napastnik, o czym świadczą liczby wykręcane w Ekstraklasie. Piłka szuka go w polu karnym i potrafi on zdobywać gole w nieoczywistych sytuacjach. Jest doskonałym egzekutorem i uważam, że zasługuje na powołanie. Byłem gorącym zwolennikiem jego transferu po odejściu Samuela Mraza. Na Czubaka spadła duża odpowiedzialność i presja, aby powtórzyć liczby wykręcane przez Słowaka. Wielu w niego nie wierzyło po nieudanej przygodzie w Belgii, ale ostatecznie okazał się napastnikiem na miarę Ekstraklasy, najlepszym zawodnikiem w naszej kadrze.

Barwną postacią w Motorze jest Jacques Mbaye N’Diaye. Więcej w nim piłkarskiej jakości czy nieszablonowych zachowań na murawie?
Nie można mu odmówić jakości i moim zdaniem Jacques ma duże możliwości rozwoju, jednak często brakuje mu zimnej krwi na boisku. Długo postrzegaliśmy go jako piłkarskiego „jeźdźca bez głowy” – biegał, robił dużo wiatru, ale wynikało z tego niewiele konkretów. Potrzebował przełamania, które niespodziewanie przyszło wiosną. Oglądamy obecnie zupełnie innego piłkarza niż w poprzedniej rundzie. O ile nadal od czasu do czasu ma niezrozumiałe, wesołe zagrania, jak gdyby wcisnąć losowy przycisk na padzie grając w Fifę, to zaczął wreszcie dawać liczby. Nie da się go nie lubić. Widać w nim potencjał, a że jest młody, to jeszcze dużo przed nim.

Jaka przyszłość czeka za to sprzedawanego niedawno za miliony do Anglii Brighta Ede? 19-latek nie zawojował na razie Ekstraklasy, jak więc ocenić jego potencjał?
Wydaje mi się, że pewni dziennikarze niepotrzebnie „napompowali” sytuację wokół Ede i jego transferu. Zrobił się wokół niego zbyt duży szum, który bardziej mu zaszkodził niż pomógł. Do transferu finalnie nie doszło, a Ede musi na nowo odnaleźć formę w Ekstraklasie. Ma potencjał na coś dużego, ale najwidoczniej jeszcze nie czas na niego.

Potencjał na coś dużego pokazała za to GieKSa, szczególnie w ostatnim tygodniu. Na ile śledziłeś nasze zmagania w lidze i Pucharze i co powiesz o tych pięknych porażkach, bo nie sposób inaczej ocenić jeden punkt i brak awansu bez względu na postawę na boisku?
GKS gra widowiskowo i fajnie się was ogląda. Mecz z Lechem zaliczyłbym do topowych w całym sezonie, jeśli chodzi o poziom sportowy i dawkę emocji. Świetna robota z waszej strony, szczególnie mając wybiegane 120 minut w Pucharze kilka dni wcześniej. Na stadionie lidera Ekstraklasy w pierwszej połowie byliście lepszą drużyną i możecie czuć niedosyt, że finalnie nie udało wam się wygrać. Wydaje się jednak, że brakuje wam pełnej stabilizacji formy, bo do pewnego momentu wszystko idzie dobrze, aż nagle do głosu dochodzi przeciwnik. Podobnie jak u nas, w dłuższej perspektywie wychodzą jednak braki w jakości indywidualnej poszczególnych zawodników. Zarówno GieKSa, jak i Motor, opierają się na zespołowości, zgraniu i właściwym planie na mecz. Ponadto, sztab GKS-u ma zdolność do odgruzowywania zawodników, którzy w poprzednich klubach zaliczyli spadek formy, a w Katowicach przeżywają drugą młodość. Podobną drogą musi iść sztab Motoru – pozyskiwać nieoczywistych zawodników i wyrzeźbić z nich drużynę. U nas wpływ na to ma podejście Zbigniewa Jakubasa, który mimo że ma pieniądze, to nie chce wydawać ich na drogich piłkarzy. Trener Stolarski wyciska więc maksimum z tego, co ma.

Oba nasze zespoły mierzyły się ostatnio z Rakowem – my w Pucharze, a wy w lidze – i obaj możemy czuć pewien niedosyt, a nawet niesmak po niektórych decyzjach sędziów.
Raków zagrał z wami chyba najlepszy mecz w tym roku, bo wiosną są w słabej formie. Patrząc na zdobywane punkty są w ogonie tabeli. Widać było, że nastawili się na Puchar Polski, który może być dla nich ostatnią szansą, aby uratować sezon. Z kolei w Lublinie dał o sobie znać pragmatyzm Rakowa, ciągle widoczny niczym duch Marka Papszuna. Częstochowianie podeszli do meczu w ten sposób, aby przede wszystkim nie przegrać – ich gra nie była zbyt porywająca. W naszym wykonaniu też nie było to wielkie widowisko, ale moim zdaniem bardziej zasłużyliśmy na zwycięstwo. Co do karnego na Brunesie, pozostawiam otwartym pytanie, czy był to błąd naszego zawodnika, czy też błąd sędziego. Faktem jest, że ta sytuacja zaważyła na końcowym wyniku.

Decyzja sędziego ustawiła też w pewien sposób przebieg wydarzeń w naszym jesiennym pojedynku. Jak wspominasz tamten mecz?
Wolałbym go nie pamiętać i już do tego nie wracać. Dziwne spotkanie, bo wydaje mi się, że w pierwszej połowie to my dominowaliśmy, mimo głupio straconych bramek. Musieliśmy odrabiać i udało się jeszcze przed przerwą. Wydawało się wtedy, że wszystko idzie w dobrą stronę, natomiast druga żółta kartka Łabojki zmieniła wszystko. Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego aż tak podcięło nam to skrzydła. Wiadomo, że w osłabieniu gra się trudniej, ale druga połowa nie powinna była wyglądać aż tak źle. Straciliśmy więcej niż powinniśmy i moim zdaniem rozmiary porażki były zbyt duże w stosunku do przebiegu wydarzeń na boisku.

Jak wspominałeś, śrubujecie rekord meczów bez porażki w Ekstraklasie. Jak oceniasz szansę na pobicie go w piątek w Katowicach?
Trudno cokolwiek przewidywać w tym sezonie, idąc jednak tropem słynnej logiki Ekstraklasy, skoro poprzednie dwa nasze pojedynki obfitowały w gole, to tym razem nie spodziewam się fajerwerków. Motor generalnie gra na wyjazdach bardziej pragmatycznie, a wy macie już za sobą dwa „rock&rollowe” mecze. Należy więc spodziewać się ligowego paździerza z łącznym xG na poziomie 0,3. Wydaje mi się jednak, że komuś uda się wygrać i optymistycznie stawiam na 1:0 dla nas. Kluczowa będzie nasza postawa po 60. minucie, bo pokazano ostatnio statystykę, że gdyby mecze trwały godzinę, to Motor byłby liderem Ekstraklasy. Tymczasem w ostatnich 30 minutach jesteśmy najgorsi w lidze, co może wynikać z jakości piłkarzy rezerwowych. Brakuje nam głębi składu, przez to często nie dowozimy zwycięstwa. Spróbujemy to zmienić w Katowicach.

Wiadomość z ostatniej chwili: w Lublinie zostanie wymieniona murawa. Trzeba było zagrozić walkowerem, by odpowiedzialni za to poszli po rozum do głowy?
Murawa w Lublinie ma 7 lat, a w tym sezonie była eksploatowana dość intensywnie, bo na naszym stadionie grało Dynamo Kijów w Lidze Konferencji oraz młodzieżowa reprezentacja Polski. Po ciężkiej tegorocznej zimie nie udało się jej doprowadzić do odpowiedniego stanu. Nie tylko my borykaliśmy się z tym problemem, bo w Gdyni, Radomiu i Łodzi było podobnie. Wszyscy podjęli decyzję o wymianie murawy, tymczasem u nas temat był odwlekany. I mimo że nie można się tym w stu procentach usprawiedliwiać, to stan murawy miał realny wpływ na gorszą postawę piłkarzy u siebie w rundzie wiosennej. Dobrym przykładem jest mecz z Górnikiem Zabrze – obie ekipy udowadniały już, że potrafią grać piłkę ładną dla oka, tymczasem w Lublinie był to totalny paździerz z obydwu stron. Zapowiedzi właściciela Motoru o ewentualnym oddaniu meczu walkowerem były typowo PR-ową zagrywką, obliczoną na uzyskanie rozgłosu. O ile Harry Potter z Krakowa mógł sobie pozwolić na oddanie meczu we Wrocławiu, bo przewaga Wisły w tabeli jest względnie bezpieczna, to w przypadku Motoru stracone w ten sposób punkty mogą ważyć znacznie więcej w końcowym rozrachunku. Jakubas potrafi być radykalny, ale chyba nie do tego stopnia. Swój cel jednak osiągnął i decyzja o wymianie murawy została podjęta.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga