Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Ostatni moment na wyjście z kryzysu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Niemal prosto z Łodzi jedziemy do Niecieczy, gdzie czeka nas trudny i ważny dla układu ligowej tabeli sprawdzian. Będące w dołku Słoniki szukają przełamania i pierwszego zwycięstwa u siebie, my natomiast będziemy chcieli potwierdzić zwyżkę formy kolejnym zwycięstwem – a byłaby to seria dawno w Katowicach nieoglądana. Przed meczem z Bruk-Betem o ocenę formy rywala zapytaliśmy redaktora Michała Trelę, który będzie komentował piątkowe spotkanie w Niecieczy na antenie Canal+.

Bruk-Bet jest jednym z zespołów, które siedzą okrakiem gdzieś pomiędzy Ekstraklasą a pierwszą ligą. Czy przed tym sezonem zrobiono w Niecieczy coś więcej, aby przechylić szalę w stronę najwyższej klasy rozgrywkowej?
Wydawało mi się, że tak, a największe nadzieje wiązałem z osobą trenera Marcina Brosza. Uważałem, że po raz pierwszy Bruk-Bet ma tak dobrego szkoleniowca, który zagwarantuje odpowiedni poziom. Pierwsze kolejki utwierdzały mnie w tym przekonaniu, natomiast dziś, patrząc w jaki dołek wpadł zespół, powiedziałbym już, że w lecie nie zrobiono w Niecieczy wystarczająco dużo. Trener to jedno, jednak jeśli chodzi o wzmocnienie kadry, to w mojej opinii przespano nie tyle okno transferowe, co jego końcówkę, kiedy na rynku pojawiają się zawodnicy wcześniej niedostępni. Tutaj zabrakło dołożenia jakości do drużyny, tym bardziej że zaczynało być widać, że jakości, a zwłaszcza szerokości kadry może brakować.

O nadziejach na dobrą postawę Słoników w Ekstraklasie mówisz w czasie przeszłym. Aż tak nisko oceniasz ich szanse na wygrzebanie się z obecnego kryzysu?
Jeszcze nie czas na oceny, że Bruk-Bet spadnie, czy wręcz spadnie z hukiem. To, że ostatnio przegrywają mecz za meczem, nie mogą zapunktować za trzy od początku sierpnia, to niewątpliwie dołek. Na pewno mogą grać lepiej, natomiast wcześniej wydawało mi się, że będą w stanie zagrać spokojny sezon na miarę środka tabeli w stylu zeszłorocznej GieKSy. O tym można już mówić w czasie przeszłym, bo ta prognoza sprzed sezonu jest jednak nietrafiona. Bruk-Bet być może utrzyma się w lidze, ale nawet jeśli się to uda, to po ciężkiej walce.

Podstawy do optymizmu były, szczególnie patrząc na początek sezonu w wykonaniu Bruk-Betu.
Jeszcze w czwartej kolejce udało się, wprawdzie dość szczęśliwie, ale wygrać z Górnikiem w Zabrzu, a wcześniej był remis z Pogonią i porażka w Krakowie, więc początek był naprawdę niezły. Przede wszystkim jednak wygrana w Białymstoku była spektakularna – już tamtego wieczoru 4:0 dla Słoni było wynikiem szokującym, natomiast patrząc z perspektywy kolejnych 2-3 miesięcy jest on jeszcze bardziej szokujący ze względu na miejsce, w jakim dziś znajdują się oba kluby. Myślę, że do końca sezonu nie wydarzy się już w Ekstraklasie mecz, który bardziej wymykałby się logice. Niestety, Bruk-Bet nie poszedł za ciosem, a nie ułatwiał mu tego terminarz: na początku sezonu miał u siebie bardzo wymagających rywali, dlatego punkty zdobywa raczej na wyjazdach. Pogoń, Raków, Lech, rozpędzona Korona – u siebie niecieczanie zderzyli się ze ścianą. Gdyby trafili na rywali bardziej w swoim zasięgu, to być może początkowy entuzjazm związany z awansem udałoby się utrzymać dłużej. Tymczasem dość płynnie przeszli od euforii do kryzysu i to dość poważnego.

Czy Bruk-Bet Termalica to klub bez presji?
Nie powiedziałbym. Oczywiście, że presja trybun, mediów itd. nie jest taka jak w innych klubach. Widzieliśmy wprawdzie obrazki z trybun podczas meczu z Zagłębiem, gdzie kibice wieszali transparenty, ale traktujemy to raczej z przymrużeniem oka. Takiej presji raczej nie ma, natomiast jeśli chodzi o presję ze strony właścicieli, którzy w zasadzie „są klubem”, to ona jest i to dość duża. Państwo Witkowscy nie będą zadowalać się trwaniem w Ekstraklasie, a tym bardziej jeśli wchodzą do elity i przegrywają. Wewnątrz klubu jest realne ciśnienie, może nawet większe niż gdzie indziej, gdzie nie mija się na co dzień właściciela na klubowych korytarzach.

Wspomniane transparenty wyrażały poparcie dla Marcina Brosza. Czy to sygnał, że krzesło pod trenerem robi się gorące?
Nie miałem takich sygnałów, a będąc w Niecieczy słyszałem raczej o tonowaniu nastrojów. Na początku października, jeszcze przed meczem z Widzewem dawano do zrozumienia, że czas prawdy nadejdzie pomiędzy kolejnymi przerwami na kadrę, a więc w obecnym momencie: seria meczów z Wisłą Płock, Zagłębiem, GieKSą i Legią. Jeśli po tych meczach nie uda się wyjść z kryzysu, to będzie to sygnał alarmowy. Bruk-Bet ma już za sobą porażkę w Płocku i remis z Miedziowymi – zostaje GieKSa u siebie i wyjazd do Warszawy, gdzie da się wygrać, ale raczej nie ma tego w przedmeczowych kalkulacjach. Tym samym mecz z GKS-em to ostatni moment, aby wyjść z kryzysu. Po spotkaniu z Wisłą pojawiły się doniesienia, że Bruk-Bet rozgląda się na trenerskim rynku, stąd wyprzedzająca reakcja fanów Słoników. Osobiście nie dotarły do mnie sygnały, że temat zmiany trenera jest poważny, natomiast zbyt długo przyglądam się naszej lidze, aby nie zauważyć, że jeśli drużyna przegrywa tydzień w tydzień i to raczej w kiepskim stylu, to w każdym klubie właściciele biorą pod uwagę możliwość zmiany na stanowisku trenera.

Jak w tym kontekście ocenisz cierpliwość Danuty Witkowskiej w skali od jeden do Józefa Wojciechowskiego?
Byłaby blisko Józefa Wojciechowskiego, ale nie bardzo blisko. To podejście w Niecieczy trochę się zmienia, bo były czasy w niższych ligach, kiedy trenerzy pracowali tam przez całe lata. W pierwszej lidze z tą cierpliwością bywało nieźle, za to w Ekstraklasie już zdecydowanie gorzej. Państwo Witkowscy potrafią czasem zareagować w emocjach, natomiast im dłużej są w piłce, tym bardziej są cierpliwi i wydaje mi się, że jeszcze o żadnym trenerze nie mówiło się w Niecieczy w taki sposób, jak teraz mówi się o Marcinie Broszu. Więc jeśli ktoś ma mieć od nich kredyt zaufania, to właśnie on.

Kibice większych klubów często krytycznie wypowiadają się o zespołach takich jak Bruk-Bet w kontekście ich obecności w najwyższej lidze. Czy Słonie mogą wnieść coś nowego do Ekstraklasy?
Cały czas wydaje mi się, że mogą, choć jeszcze tego nie zrobili. Dobrze, jeśli w każdej lidze jest miejsce dla klubu, który z jednej strony nie zawsze bije się o czołowe lokaty, a z drugiej nie toczy dramatycznej walki o utrzymanie. W takich warunkach można coś zbudować, a myśląc na kilka lat do przodu skupić się na wprowadzaniu czy to wychowanków – choć w przypadku Niecieczy jest to raczej trudne – czy młodych polskich piłkarzy pozyskanych z innych klubów. Trener Brosz pasuje do takiego pomysłu na klub, a mając bogatego właściciela można czasem nieco przepłacić za zdolnego piłkarza. Naturalnym odniesieniem dla Bruk-Betu jest niemiecki Hoffenheim, które pokazuje, że taki klub może być pożyteczny dla całej ligi.

W tekście na temat Bruk-Betu opublikowanym na Weszło postawiłeś tezę, że sama obecność w elicie nie jest szczytem ambicji właścicieli, natomiast dotychczasowe niepowodzenia w zderzeniu z Ekstraklasą nie wynikały z braku chęci czy środków, lecz wyłącznie z niedostatecznego know-how. Czy twoim zdaniem w tym kontekście wyciągnięto wnioski z poprzednich sezonów?
Najważniejszym wnioskiem jest fakt, że tym razem mają trenera, który ma dość dużą władzę i mocną pozycję w klubie, a przede wszystkim trenerskie know-how. Wiemy jednak dobrze, że Ekstraklasa poszła mocno do przodu i trudno dziś opierać klub na jednej osobie. Dlatego to nadal jest problem w Niecieczy, choć być może już w mniejszym stopniu niż w poprzednich latach.

We wspomnianym artykule zwróciłeś uwagę, że Bruk-Bet awansował do Ekstraklasy niejako siłą rozpędu po rewelacyjnej rundzie jesiennej, a wiosną nie było już tak dobrze. Tymczasem za awansem nie poszła znacząca przebudowa kadrowa zespołu.
Niestety, jest to problem powtarzający się w Niecieczy – zbyt duża wiara w to, że co wystarczyło na 1. Ligę, wystarczy też w Ekstraklasie. Już po awansie słyszałem głosy z okolic szatni, że przed nowym sezonem potrzeba będzie wielu wzmocnień. Tymczasem znowu jest tak, że Bruk-Bet musiał się zderzyć z Ekstraklasą, przegrać kilka meczów, aby właściciele zobaczyli na własne oczy, że obecna kadra to za mało i dopiero w zimie nastąpi korekta. Tak było trzy lata temu, ale wtedy okazało się za późno. Dlatego kluczowy dla Słoni jest czas do zimy, który zadecyduje, czy w przerwie będziemy mieli do czynienia z paniczną akcją ratunkową, czy też widoki na utrzymanie będą bardziej realne.

Analizując tabelę rzuca się w oczy, że Bruk-Bet traci najwięcej bramek w lidze, zaraz po Lechii. Defensywa jest dziś największym problemem Słoni?
Zdecydowanie tak, bo nawet w słabszych meczach, jak na przykład w Płocku, zwykle są w stanie zdobyć gola. Gdyby byli takim beniaminkiem, który trafia i potrafi się zamurować, to ich sytuacja w tabeli byłaby zupełnie inna. Niestety dla nich, a dobrze dla postronnych widzów, ich mecze dobrze się ogląda, bo zawsze idą na wymianę ciosów, grając wysokim pressingiem. Wydaje mi się jednak, że jest to podejście zbyt ambitne na tę kadrę, dlatego często brakuje jakości z tyłu. Taki styl gry jest bardzo energetyczny, dlatego nawet jeśli wychodzą na prowadzenie, to często nie dowożą korzystnego wyniku.

Jak wspomniałeś, nie jest tak źle ze skutecznością Niecieczy. Nie ma jednak wyraźnego lidera, a trafienia rozkładają sie na kilku graczy. Kto ciągnie do przodu ofensywę Bruk-Betu?
Moim zdaniem wyraźny lider jest, natomiast nie chodzi tu o liczbę goli. Ofensywa opiera się mocno na Kamilu Zapolniku, do którego trafia większość długich piłek. Jest to typ napastnika, który świetnie gra tyłem do bramki i potrafi się utrzymać przy piłce, podczas gdy reszta partnerów doskakuje pressingiem do przeciwnika. Dla stylu gry Bruk-Betu Zapolnik jest niezbędny, choć w golach tego nie widać. Widać za to duży spadek jakości gry, gdy Zapolnika z przodu nie ma.

Czy znany z Górnika Jesús Jiménez jest najlepszym letnim transferem w Niecieczy?
Nie powiedziałbym. Wprawdzie dorzucił coś do ofensywnego dorobku drużyny, ale biorąc pod uwagę oczekiwania i to, jak pamiętamy go z Ekstraklasy, to mimo wszystko jest rozczarowaniem. Jako najlepszy transfer wskazałbym raczej Sergio Guerrero, który wskoczył do pierwszej jedenastki kosztem Rafała Kurzawy, który wydawał sie być pewniakiem. Jak dotąd wygląda przyzwoicie i na tle pozostałych ruchów transferowych zdecydowanie się wyróżnia.

Stadion w Niecieczy zdecydowanie nie jest twierdzą w tym sezonie. Jest to pewien handicap dla GieKSy, która wreszcie przełamała się na wyjazdach?
Myślę, że tak, choć analizując tę statystykę brałbym jednak pod uwagę poziom rywali, z jakimi gospodarzom przyszło się mierzyć w Niecieczy. Większość jest lub aspiruje do ligowej czołówki, a niewiele było meczów z rywalami, na których Bruk-Bet musi szukać punktów, jeśli poważnie myśli o utrzymaniu. Mecz z GKS-em jest właśnie jednym z takich pojedynków.

Oba zespoły w tabeli dzieli niewiele, natomiast obecna forma GieKSy zdaje się być rosnąca. To raczej zła wiadomość dla gospodarzy.
W Niecieczy doskonale zdają sobie sprawę, że w piątek nie będzie łatwo. Sytuacja Bruk-Betu jest o tyle trudna, że w większości meczów nie są faworytem – być może byli w Gliwicach, ale tam też przegrali. Dlatego jeśli mają punktować, to właśnie u siebie z GKS-em, który raczej ma mocniejszą kadrę, ale ta różnica nie jest aż tak duża jak w przypadku czołówki Ekstraklasy. Potem może być jeszcze trudniej.

Sam GKS zbierał wiele pochwał za postawę w roli beniaminka. Obecnie jest nieco gorzej, a jaka jest twoja ocena? W ubiegłym sezonie graliśmy ponad stan i dziś równamy do średniej czy też jesteśmy w stanie nawiązać do formy z poprzednich rozgrywek?
Wynik GieKSy w ubiegłym sezonie mógł być nieco powyżej realnych możliwości – środek tabeli jak najbardziej, ale to jednak była górna połowa, co niewątpliwie było zaskoczeniem. Teraz z kolei jest trochę za nisko, ale w miarę upływu sezonu GKS prawdopodobnie będzie równał do środka. Osobiście oceniam potencjał GieKSy na miejsca 9-11 i moim zdaniem macie szansę na sezon bez walki o utrzymanie. Mimo że początek mieliście trudny, to miałem poczucie, że transfery były sensowne, bo okazji szukano w zawodnikach, których sam ceniłem i coś w nich widziałem, a czas i zaufanie będą pracować na ich korzyść. Ponadto nabrałem zaufania do trenera Góraka. W zeszłym sezonie oceniałem, że GKS-owi będzie trudno w Ekstraklasie także dlatego, że nie wierzyłem, że trener udźwignie tę misję. Tymczasem udźwignął i dziś trzeba go traktować jako jeden z atutów GieKSy. Widać kierunek, w jakim chce zmierzać z tym zespołem.

Obie drużyny nie słyną ze szczelnej defensywy, w związku z tym spodziewasz się w piątek gradu bramek?
Szczerze mówiąc liczę na to, bo jednym i drugim zdarzają się błędy w obronie, jedni i drudzy potrafią takie błędy wykorzystywać, więc nastawiam się na dobre widowisko na początek weekednu z Ekstraklasą.

Jaki wynik padnie w Niecieczy?
Stawiam na wysoki bramkowy remis, co najmniej 2:2.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga