Piłka nożna
Oceny za wygraną w Klasyku
Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za wygraną z Górnikiem Zabrze w 23. kolejce Ekstraklasy. Waszym MVP został po raz kolejny Bartosz Nowak, a po piętach deptał mu Rafał Strączek.
Rafał Strączek (5) – Chyba pierwszy mecz w barwach GieKSy, który został w takim stopniu wybroniony przez Rafała. Sporo się napracował w tym spotkaniu, docenić także trzeba jego bezpardonowe i odważne podejście do gry na przedpolu. Momentami serce skakało do gardła przy kolejnych pomysłach na wybicie piłki z półprzestrzeni, jednak za każdym razem okazywało się, że wybrał dobry sposób. Przy straconej bramce bez szans, nawet nie ma co tego rozpisywać.
Lukas Klemenz (4) – Przy pierwszej bramce to raczej on był odpowiedzialny za Lisetha. Popełnił kilka fauli, w tym jeden na dwa metry przed polem karnym. Koniec końców nie zszedł poniżej akceptowalnego poziomu w defensywie.
Arkadiusz Jędrych (4+) – Nie skontrolował niestety linii spalonego przy bramce Górnika, raz przydarzyła mu się także groźna wpadka przy próbie przejęcia piłki. Jak zwykle dominował w pojedynkach powietrznych.
Alan Czerwiński (4) – Kiepsko wszedł w mecz i praktycznie oddał piłkę rywalowi pod naszą szesnastką, potem zaliczył natomiast całkiem solidny występ w defensywie.
Marcin Wasielewski (4) – Umówmy się, bardziej nadgorliwy sędzia bez namysłu obsypałby go kartkami za przepychanki ze Zmrlzym. Odwalił standardową dla siebie robotę, ciężko nie docenić tego zawodnika.
Sebastian Milewski (3+) – Najmniej stabilny mecz, od kiedy jest w wyjściowym składzie. Czy zagrał tragicznie? Nie, po prostu przeciętnie. Zaliczył kilka głupich strat, mniej spektakularny występ zaliczył także w destrukcji.
Mateusz Kowalczyk (4) – Prawdziwy dzik, zwycięski w zdecydowanej większości pojedynków. Ten człowiek po prostu poniżej pewnego poziomu nie schodzi.
Erik Jirka (3) – Na razie męczy się na wahadle, sprawia wrażenie nieco niepasującego elementu. Odmówić mu nie można oczywiście umiejętności i zaangażowania – widać po nim, że stara się dać z siebie wszystko.
Mateusz Wdowiak (4-) – Przytomne przedłużenie główki do Zrel’aka, został delikatnie okradziony z asysty. Wie, jak trzeba grać, ale momentami brakuje dynamiki.
Bartosz Nowak (5, MVP) – Jeśli taki występ nie robi w mediach viralu, to tylko jest to dowodem, do jakiego poziomu przyzwyczaił nas ostatnio Ligowiec Roku. Miał swój bezpośredni udział przy dwóch bramkach, to on wypuścił Szkurina przy drugim golu. Na meczu był obecny selekcjoner, ciekawe, w jakim celu…
Adam Zrel’ak (4) – Ciekawe, czy doczekamy się czasów, gdy Adam będzie oddawał po dwa celne strzały za mecz. Zawsze trzeba docenić tego zawodnika za pracę w pressingu oraz za zgarnianie wybitych piłek, jednak ten strzał z główki powinien być co najmniej celny. Pewnie z ulgą odetchnął po zobaczeniu tylko żółtej kartki za faul na Hellebrandzie. Szkoda, że joga bonito w postaci klepki piętą w polu karnym nie dała asysty.
Borja Galan (4-) – Nie wszystko mu wychodziło, ale po jego zameldowaniu się na boisku skrzydło ożyło. Jego nieskuteczność w doliczonym czasie gry nie została w żaden sposób ukarana dzięki zachowaniu Szkurina.
Damian Rasak (4) – Poza jedną groźną stratą zaprezentował się bardzo dobrze, pełen luzu i pomysłów na grę. Mimo krótkiego pobytu dobrze także realizował założenia taktyczne, co przecież wcale nie jest tak łatwym zadaniem przy Rafale Góraku i naszym pomyśle na futbol.
Marcel Wędrychowski (5-) – Pierwszy mecz w tym roku, co było spowodowane kontuzją kostki. Czasem szczęście się musi do człowieka uśmiechnąć i tak też było w przypadku Marcela, kiedy ten nabił własną rękę w swoim polu karnym. Temu szczęściu trzeba też pomóc, także dobrym ustawianiem się po odbiciu strzału Szkurina. Gratulujemy pierwszej bramki w naszych barwach!
Ilja Szkurin (bez oceny) – Nie zostawił dużego pola do narzekania, jeśli chodzi o walkę o górne piłki i granie plecami do bramki. To po jego kapitalnym wyjściu Wędrychowski zdobył gola, jednak sam Ilja raczej powinien skuteczniej to wykończyć. Co się odwlecze, to nie uciecze i w końcu po faulu na Białorusinie pokazano na jedenasty metr. Swoją drogą, to sam przyczynił się do rozwoju akcji zakończonej karnym, gdyż to on podał do Galana.
Eman Marković (bez oceny) – Jak na ograniczony czas gry, to i tak dużo pokazał aktywności po swojej stronie.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze