Felietony Piłka nożna
Obowiązek
Trudno w zasadzie napisać coś odkrywczego przed meczem. Każde spotkanie ekstraklasy – nie tylko nasze – jest piekielnie ważne. Jedni walczą o puchary, inni o utrzymanie. Niedziela będzie w kontekście walki o piąte (co najmniej) miejsce bardzo ważna, bo wtedy swoje mecze rozegrają GieKSa, Zagłębie i Wisła Płock. Będziemy znali już te zwycięzcę Pucharu Polski, czyli drużynę, która w razie zajęcia miejsc 1-4, da Polsce udział w pucharach piątej drużyny w ekstraklasie. Na dzisiaj zanosi się na to, że Raków będzie w tej czołówce, a Górnik tym bardziej.
Tak jak pisałem, ciężko było zakładać, że katowiczanie będą się o puchary bili. Ale nadarzyła się taka szansa i to wielka szansa. Wyścig na ostatnich metrach dopiero się zaczyna. Już wyprzedziliśmy Zagłębie, a do Wisły mamy zaledwie jeden punkt straty plus lepsze mecze bezpośrednie. Nie ma ani jednego powodu, żeby nie myśleć, że GKS powinien o te puchary powalczyć. A co przyniesie liga – zobaczymy po ostatniej kolejce.
Trener i drużyna wzbrania się przed powiedzeniem tego wprost. Ale do tego już się przyzwyczailiśmy w czasach pierwszej ligi. I nie ma co mieć pretensji, bo oni nie mówią tylko robią. Konkretnie robią dobre wyniki. My natomiast możemy sobie o tym pomówić i popisać, bo przecież perspektywa to bardzo realna. Jeśli GKS utrzyma dobrą formę i zapunktuje w kolejnych meczach, to jest bardzo prawdopodobne, że po wielu latach GieKSę znów zobaczymy w Europie.
Natomiast perspektywa to tyle realna, co… odległa. Cztery kolejki w obecnym sezonie ekstraklasy to bardzo dużo, a zaskakujące wyniki niemal w każdej serii mówią o tym, że najbardziej stałym i stabilnym elementem obecnego sezonu jest jego nieprzewidywalność. Dlatego marzenia miejmy i cele również, ale po prostu róbmy swoje.
Wydaje się, że jeden warunek, żeby mieć dobrą pozycję w tej grze trzeba bezwzględnie spełnić. A jest nim zwycięstwo z Termaliką. Innymi słowy – jeśli chcemy tak naprawdę na te puchary zasługiwać, to taki mecz po prostu trzeba wygrać. Gramy przecież u siebie z ostatnią drużyną w tabeli. Drużyną, która w całym tym wyrównanym tyglu nieco odstaje. I taką, która na utrzymanie ma jedynie szanse matematyczne, a nawet i te może po meczu w Katowicach stracić.
Z jednej strony więc przewidywanie, że na pewno Termalica będzie walczyć do utraty tchu o to ekstraklasowe życie jest jedynie teorią. Szanse na osiągnięcie tego celu są bowiem iluzoryczne. Nie ma co więc specjalnie w bajki z mchu i paproci wierzyć. Zagrają pewnie swoje, będą starali się być bardzo zmobilizowani i taktycznie ułożeni, ale jakiejś wielkiej gry o życie nie przewiduję.
Z drugiej strony jednak – to nie jest typowy outsider. Termalica nie jest tak słabą drużyną, żeby z hukiem zlecieć z ekstraklasy. Ba – uważam, że to jest dobra drużyna. Oglądam praktycznie każdy mecz zespołu z gminy Żabno i naprawdę nieraz te wyniki były gorsze niż postawa zespołu. Brakowało im czasem naprawdę niewiele do uszczknięcia w jakimś meczu punktu czy trzech. Więc to na pewno nie jest chłopiec do bicia i dopisywanie sobie trzech punktów przed meczem jest potężnym błędem.
Warto przy tym pamiętać o meczu z Piastem z jesieni. Wtedy to wielu kibiców właśnie dopisywało sobie trzy punkty przed pierwszym gwizdkiem. Piast był w beznadziejnej formie, grał słabo, a Max Molder zostawił po sobie niezłą rozpierduchę. Ale przyszedł trener Myśliwiec, przyjechali chłopaki z Gliwic na Nową Bukową, żeby wyjść na ring – bo nie na boisko – przeciw GieKSie. A że kilka elementów piłkarskich dołożyli, to zmietli w tym meczu GieKSę bez skrupułów. Niech tamten mecz będzie przestrogą.
Ale mimo wszystko. GKS jest drużyną zdecydowanie lepszą i powinien zagrać swoje i swoją wyższość piłkarską udowodnić. Wtedy wynik będzie taki, jak wszyscy chcemy.
Dlatego tak jak mówię – zwycięstwo nie jest pewnością, ale musi ono być. Ta końcówka sezonu będzie pewnym sprawdzianem dla naszej drużyny. Rok temu ostatnie pięć meczów GieKSa grała już matematycznie utrzymana, ale nie miała szans na żadne puchary. I nieźle to wyglądało. Wygraliśmy z Cracovią i Lechią, był remis z Lechem. A dwa lata temu przecież katowiczanie wygrali… pięć ostatnich meczów. Końcówki nie są więc nam straszne.
Tak więc niech katowiczanie spełnią swój obowiązek. Po to, abyśmy mogli na drugą odsłonę wojny gliwicko-katowickiej jechać w dobrych i bojowych nastrojach.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze