Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Nieromantyczna, ale matematyczna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji… No dobra, może nie hiszpańskiej, bo Borja Galan w tym meczu nie był głównym aktorem. Ale tego, że GieKSa zagra tak pewnie i tak spokojnie wygra z Zagłębiem Lubin, rzeczywiście trudno było przewidzieć. To już jesienią, czyli latem, zakładaliśmy, że GKS musi u siebie wygrać z miedziowym rywalem, a pamiętamy jak było – lubinianie nas zdominowali w pierwszej połowie. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zagłębie jesień miało bardzo udaną, zespół grał efektownie i skutecznie, strzelał mnóstwo bramek i stworzył ze swojego stadionu twierdzę. Katowiczan czekało więc bardzo trudne zadanie.

Oczywiście liczyliśmy, że odejście Rochy, kontuzja Reguły, w składzie nie było także Szmyta, znacznie osłabi rywali. I tak też było w istocie, choć przecież nie mogliśmy tego przewidzieć. Należało mimo wszystko zakładać, że rywal będzie mocny.

GieKSa jednak miała swój plan na ten mecz. I od początku zaczęła go konsekwentnie realizować. Ta konsekwencja spowodowała, że już w pierwszej minucie zastosowaliśmy pressing, który zakończył się odebraniem piłki i rozprowadzeniem bramkowej akcji. Ligowiec Roku – jak przystało – rozpoczął strzelanie AD 2026. A bramka była to nie byle jaka, była iście Bartkowa, z inteligencją, elegancją i skutecznością. Najpierw chciał zaczarować i trafił co prawda w przeciwnika (ale niech będzie, że zagrał z nim na klepkę), natomiast po odzyskaniu futbolówki zwód, który zrobił – to był majstersztyk. Potem już tylko dopełnił dzieła. Katowiczanie idealnie weszli w ten mecz. Nie czekali, aż puszczą mrozy, tylko od razu wzięli się do roboty.

To co się działo potem na boisku, można w większości określić dwoma słowami. Spokój i konsekwencja. Tyle, że najczęściej w piłce to określenie „musimy być konsekwentni, realizować konsekwentnie założenia taktyczne” jest pustym sloganem. Podobnie jak „kontrolowanie meczu”. Tym razem jednak GKS naprawdę był żelazny taktycznie, grał odpowiedzialnie i pewnie. Widać jak na dłoni, że jest to drużyna z planem, ze swoim projektem. Nie ma tam chaosu czy przypadkowości. Trochę naprawdę mi to przypomina takie dawne podejście Jacka Gmocha, który w swoich najlepszych latach chciał „zmatematyzować” piłkę, zwiększyć prawdopodobieństwo przewidywalności i zminimalizować przypadek. GieKSa właśnie tak gra – według swojego planu, starając się, żeby to, co robi nie było kwestią szczęścia, tylko wypracowanych schematów.

Ale, ale… Żeby tak nie odromantyzowywać piłki, powiedzmy sobie, że jest w naszej ekipie doza przyzwolenia na maestrię. Trener mówił nieraz o „oczekiwaniu nieoczekiwanego” (w kontekście zagrożeń rywali) czy „nieoczywistych zagraniach”. I to właśnie – choćby w przypadku Bartka Nowaka – daje nam nieraz wielką przewagę. Kapitalna asysta, drybling czy strzał. Tak jak gol zawodnika z wolnego z Radomiakiem. Musimy być ten element nieprzewidywalności w piłce, bo on robi nieraz przewagę i po prostu cieszy kibiców. Natomiast żadne sztuczki, wirtuozeria, triki nie będą miały większego znaczenia, gdy u podstaw gry zespołu nie będą tkwiły wypracowane żmudnymi godzinami treningów żelazne zasady.

Nieraz mam takie przemyślenie, że trenerzy mówiąc o piłce, bardzo mało mówią o strzelanych golach i wygrywaniu meczów. Że to taki dodatek, wisienka na torcie. Trener Górak nieraz mówi, że „wiadomo, że solą piłki są bramki”, ale nie słychać w wypowiedziach, jakiegoś nacisku na to. Dużo częściej szkoleniowcy wypowiadają się o bramkach traconych, czystych kontach, dobrej grze defensywnej, nie tylko obrońców, ale i całego zespołu. O tych osławionych fazach przejściowych, przesuwaniu, doskokach. To jest inny język, niż nas kibiców, którzy jesteśmy w większości „wizualni” i liczy się dla nas po prostu wynik – nieważne jakim sposobem. Choć ja nieraz przyznawałem, że jednak wolę, żeby GKS przegrał mecz, ale po takiej grze, która daje nadzieję na przyszłość, niż wygrać przypadkiem po meczu beznadziejnym, gdzie tej przyszłości nie ma. Trzeba myśleć długofalowo. I nasz sztab szkoleniowy, jak widać, tak myśli.

I właśnie taki był mecz z Zagłębiem. On nie był piękny, choć trzeba przyznać, że jak na takie zimno, nie był też żadnym paździerzem. To był taki niezły mecz do oglądania, ale bez fajerwerków (oprócz gola Bartka). Natomiast wiedzcie jedno – że jeżeli oglądamy taki mecz ze spokojem, serce nam nie podchodzi do gardła przy każdym ataku rywali, to naprawdę jest to taktycznie świetne spotkanie. Nie rozpiszę dokładnie dlaczego, bo nie wiem. Ale intuicyjnie mam w sobie spokój oglądając poczynania naszego zespołu. I po prostu wiem, że znów mityczna „realizacja założeń” ma się w tym meczu świetnie. I pokrywa się to z tym, co powiedział trener mówiąc, że mecz był momentami wzorowy, bardzo dobry i dobry.

Nie był to mecz idealny. Był fragment, gdzieś w środku drugiej połowy, kiedy pojawiła się nerwowość, zwłaszcza w wyprowadzaniu piłki. Było trochę strat, niefrasobliwości. Jednak ostatecznie nie kończyło się to bardzo groźnymi sytuacjami Zagłębia, w całym meczu Rafał Strączek był bezrobotny, jeśli chodzi o bronienie strzałów. Ten fragment jest do pewnej poprawy, bo szkoda by było wypuścić pewne zwycięstwo z powodu krótkiego fragmentu zapomnienia się. Natomiast powiedziałbym, że to nie było nic strasznego. Nie da się zagrać meczu idealnego, więc ten po prostu był bardzo dobry.

Oczywiście oddajmy też Arkadiuszowi Jędrychowi powrót do tego, co zna bardzo dobrze, czyli gola głową po rzucie rożnym. Tak, pierwszą bramkę w GieKSie strzelił… nogą, czego nie omieszkał zaznaczyć podczas zgrupowania w Turcji jako zaskakujący fakt. Ale teraz powrócił do tego, co zna najlepiej, czyli główek. Choć z tymi bramkami nogą to też wcale nie jest taka rzadkość…

Przewidywalność jest bardzo ważna. Humorystycznie powiem, że gdy Jesse Bosch wchodził na boisko w 84. minucie typowałem, że dostanie w tym meczu żółtą kartkę. Nie musiałem czekać więcej niż dwie minuty… Cieszy, że piłkarze GKS są przewidywalni 😉

Porównując ten mecz do spotkania w Lubinie z poprzedniego sezonu – wypada to bardzo ciekawie. Bo to były tak różne mecze, że ho ho. Niby ten w poprzednim sezonie wydawał się lepszy, bo ta dominacja GieKSy na boisku wydawała się jeszcze pewniejsza. To my mieliśmy kilka świetnych sytuacji, ale nie zakończonych bramką. Choć Zagłębie się odgryzało. Byłem wówczas pod wrażeniem gry GKS i bolało to, że w końcówce straciliśmy bramkę i przegraliśmy. Ale mam wrażenie, że właśnie w tamtym meczu zabrakło naszej ekipie dojrzałości, że to była drużyna, która tej ekstraklasy się dopiero uczy, że może czasem robi coś zbyt optymistycznie, a potem przeciwnik ją punktuje. W tamtym meczu nie było wyrachowania z naszej strony. Mimo, że optycznie dobrze się na to patrzyło.

Tym razem było odwrotnie. Nie było efektowności, tylko wspomniana wcześniej pewność. Pojawiła się ta dojrzałość, której rok temu na Arenie Lubin zabrakło. I to doprowadziło do zwycięstwa. Do pierwszego upadku „Twierdzy Lubin” w tym sezonie. To też ma swoją wymowę. A GieKSa, która na początku sezonu fatalnie grała na wyjazdach, przegrywając pierwsze cztery mecze, od pewnego czasu nic nie robi sobie z gry w delegacji. Jak widać zdiagnozowano problem, coś tam zmodyfikowano i to przynosi efekty.

GieKSa przełamała się w Lubinie. W końcu. Tak jak pisałem, ostatnie trzy mecze z Zagłębiem na wyjeździe przegraliśmy po 0:1. Ale ta historia potyczek z Miedziowymi na wyjeździe i brak naszej wygranej jest jeszcze dłuższa. Katowiczanie do wczoraj nie wygrali tam powiem od 32 lat! W tych ponad trzech dekadach udawało się tam co najwyżej czasem zremisować, ale przecież też notowaliśmy najwyższą porażkę w historii w ekstraklasie, czyli 0:7. Klątwa została więc przełamana.

To teraz jeden z naszych ulubionych aspektów, czyli matematyka. Otóż okazuje się, że po 18 meczach w tym sezonie, mamy na koncie dokładnie taki sam dorobek, jak rok temu, czyli 23 punkty. Tak więc mamy utrzymany status quo. W wyniku wygranej GKS przeskoczył aż 6 (sic!) drużyn w tabeli. I choć mecze jeszcze przed nami, to oczywiste jest, że po tej kolejce będziemy poza strefą spadkową!

Ile wystarczy do utrzymania? Ja dalej utrzymuję, że pewne utrzymanie to 38 punktów. Jesienna anomalia już się nie powtórzy, dlatego za chwilę któraś drużyna (najpierw jedna, potem kolejna) zacznie nieco odstawać w tabeli. Ale jeśli te 38 punktów ma dać utrzymanie, to potrzebujemy bilansów 5-0-11 lub… 0-15-1. Tak, tak… wystarczy zremisować wszystkie mecze i powinniśmy się utrzymać.

Oczywiście to tylko matematyka, bo to, czego chcemy to spokojne utrzymanie, tak jak w poprzednim sezonie, a może… coś więcej. Ale o tym cicho sza.

Przed nami mecz w Białymstoku, można powiedzieć mecz bonusowy, bo zaległy. Można tylko zyskać. Dzisiaj Widzew gra z Jagiellonią, więc będziemy mieli okazję poobserwować dwóch naszych najbliższych rywali. Póki co jednak cieszmy się z tego, co jest. Bo wygrana w Lubinie z wielu względów była bardzo nieoczywista. A jednak się wydarzyła. I pokazała, że GieKSa wykonała świetną robotę podczas okresu przygotowawczego i teraz głowa w tym sztabu trenerskiego, żeby ten bardzo solidny poziom z Lubina utrzymać na całą rundę wiosenną.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Mleczak

    1 lutego 2026 at 07:25

    Taktycznie ok, ale bylo sporo momentów kiedy kopaliśmy sie po czołach, brak sytuacji dla rywala wynikało bardziej z jego słabości niz naszej gry i ustawienia taktycznego, ale oczywiście to tez trzeba umieć wykorzystać. Nie chce nam umniejszać, byliśmy lepsi i zasłużenie wygraliśmy, do tego były momenty na prawdę dobrej gry, ale ogolnie mecz był słabiutki, mimo wszystko jestem po nim optymistą. Jaga na luzie ograła zydkow, remis biorę w ciemno i to w obu naszych kolejnych meczach…Na koniec dodam, ze potrzebujemy obrońcy, bo z Wasylem z tyłu i Czerwiński w takiej formie to my daleko nie zajedziemy.

  2. Avatar photo

    Irishman

    2 lutego 2026 at 09:17

    Gdybym miał do wyboru zjeść kolację z Donaldem Trumpem, Oliwią Mikulską i Rafałem Górakiem, to wybrałbym oczywiście naszego trenera! Także dlatego, że nie potrafię za bardzo mówić po angielski, a „Piękna i bestia” to już było 😉 😉 😉
    No, ale bardzo chętnie by z nim pogadał o naszej taktyce i w ogóle o futbolu. Pytanie tylko ile bym z tego zrozumiał 😉

    Nasza dojrzałość, powtarzalność i geniusz Bartosza to fakt nie do dyskusji. Ale jednak tak jak jesienią Zagłębie zaskoczyło nas in plus, tak teraz in minus. Gdyby było inaczej, to kto wie jak zakończyłoby się kilka naszych prostych strat w tym meczu. Inna sprawa, że dobrze się asekurowaliśmy. Tak, czy inaczej optymizm jest, bo nawet jeśli Zagłębie już tak słabo w tej rundzie nie zagra, to my też mamy duże, bardzo duże rezerwy.
    Niemniej tego stopera musimy poszukać. Czerwiński, ze dwa razy faktycznie dobrze wyjaśnił groźne sytuacje, ale też dwie groźne sprokurował. Lepiej dysponowany przeciwnik mógłby to wykorzystać i już by nie było tak miło.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga