Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Nie siejmy defetyzmu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie ma się co oszukiwać, mecz z Górnikiem Zabrze to było nasze najgorsze spotkanie w tym sezonie. Wcześniej zastrzeżenia co do postawy mieliśmy jedynie w spotkaniu z Motorem, ale w tamtym pojedynku przynajmniej padł remis, a dodatkowo, nie odstawaliśmy od rywala. Wczoraj zabrzanie pokazali GieKSie, na czym polega silna ekstraklasa, nawet jeśli rywale wcześniej byli w pewnym kryzysie. W pierwszej lidze takich meczów ostatnio nie mieliśmy – gdyby Górnik zagrał tak na poziomie zaplecza ekstraklasy, rozniósłby każdego przeciwnika. Hm… każdego? Może z wyjątkiem… Niecieczy.

To co powiedział trener Rafał Górak na konferencji pomeczowej, praktycznie w całości pokrywało się z moim odbiorem spotkania. Wiadomo, że bramki na początku spotkania/połowy często mają wpływ na dalszy przebieg gry (nie zawsze, ale teraz tak było). GieKSa już od początku była na debecie i to determinowało dalsze losy meczu. Jednak o ile w pierwszej połowie nasz zespół grał z lepszym lub gorszym skutkiem tak, jak nas do tego przyzwyczaił, to druga bramka rzeczywiście podcięła skrzydła, a trzeci gol uciął te skrzydła całkowicie.

Tak bezradnej, ale też zniechęconej GieKSy w tym sezonie nie oglądaliśmy. Już nie było tych akcji z pierwszej połowy, tej werwy, pojawiało się coraz więcej strat, zmiennicy kompletnie nie dali jakości. I w efekcie to Górnik, który i tak zwolnił, miał okazje do strzelenia czwartej bramki.

Sytuacja punktowa GKS jest słaba. Dziewięć punktów w dziewięciu meczach to średnia jednego oczka na mecz. W poprzednich dwóch sezonach taka średnia nie wystarczała do utrzymania (potrzeba było 38 punktów), trzy sezony temu dałoby to pozostanie w elicie. Rachunek jest prosty – w dziewięciu kolejkach trzeba zdobyć jeden punkt więcej, by realnie myśleć o utrzymaniu (choć nie mieć jeszcze pewności).

Niestety mówiąc brzydko, wśród wielu kibiców po tym meczu… wybiło szambo, jeśli chodzi o ocenę drużyny po tym spotkaniu. Na czele z wyświechtanym stwierdzeniem „jak można myśleć, że z dziewięcioma zawodnikami z pierwszej ligi coś zdziałamy w ekstraklasie”. Rzeczywiście w wyniku zmiany Klemenza na Komora było tych zawodników dziewięciu, jednak w poprzednich kolejkach graliśmy nadal trzonem z pierwszej ligi i piłkarzy z poprzedniego sezonu (plus nowi, ale również z pierwszej ligi) w wyjściowej jedenastce było regularnie ośmiu lub dziewięciu. Czy jeden słaby mecz aż tak powoduje zmianę narracji?

Sam wielokrotnie w przeszłości mniej lub bardziej (czasem bardzo mocno) „jechałem” po drużynie. Może czasem na wyrost i za bardzo. Jednak obecne zarzuty po Śląskim Klasyku, że jesteśmy dziadami, określanie postawy zespołu jako cyrk, pisanie o wstydzie czy stwierdzenia „zagrali jak pizdy” to jest jednak wyższy stopień nie powiem czego.

Pisałem to po meczu z Rakowem, ale powtórzę to, bo teraz zwielokrotniło się – niektórym się w dupach poprzewracało od awansu i po jednym bardzo słabym meczu (bo taki to był) przekreślają cały rozwój zespołu. Nie biorą pod uwagę, że czasem beniaminkowie po prostu dostają srogie lania (patrz Stal Stalowa Wola) i taki po prostu nieraz jest ich los, a u nas sieje się defetyzm, bo w dziewiątej kolejce po raz pierwszy odstawaliśmy od przeciwnika. Nie mówiąc już o wybitnie kuriozalnych stwierdzeniach, że zwycięstwo z Jagiellonią się nie liczy, bo Jaga była w kryzysie. W głowie się to nie mieści.

Chciałbym zaznaczyć, że sportowo „Wielka GieKSa” skończyła się 30 lat temu, potem był zjazd po równi pochyłej i teraz to, co może ekipa Góraka robić, to systematycznie budować nową potęgę GieKSy. Jesteśmy beniaminkiem i wyjściowo w prawie każdym meczu ekstraklasy to rywal jest faworytem (mniejszym lub większym). Jeśli ktoś myślał, że pojedziemy sobie do Zabrza i pykniemy Górnik, ma mocno spaczony ogląd rzeczywistości.

Oczywiście to jest jedna grupa kibiców – mająca taki pogląd. Wielu fanatyków GieKSy czerpie radość z samego faktu, że możemy smakować po tylu latach ekstraklasy i wyraz tego mieliśmy choćby po meczu, kiedy z trybun niosło się bardzo duże wsparcie dla piłkarzy w czarnych trykotach.

Co do meczu – przydarzył się taki. Mecz bardzo słaby – w pierwszej połowie średni, w drugiej beznadziejny. Znów nie popisała się obrona, Podolski przy pierwszej bramce pojechał obwodnicą niczym autostradą, w drugim golu bardzo dobry przecież Repka zaliczył „swoje” niefortunne zagranie w meczu („musi” takie mieć raz na mecz), trzeci gol to już była konsekwencja sposobu gry. W ofensywie próbowaliśmy standardowo, Wasielewskim czy Błądem, ale niewiele z tego wychodziło. Naprawdę musi ogarnąć się Nowak, bo miał grać pierwsze skrzypce w zespole, a po prostu regularnie zawodzi. No i mamy problem z napastnikiem, bo z całym szacunkiem do pierwszoligowych dokonań Bergiera, ekstraklasa może być dla niego zbyt wysokimi progami.

Co do wyniku i przebiegu spotkania oraz postawy zespołu dodam jeszcze może mało oryginalne – „taka jest piłka” – ale mam na myśli to, że takie wpadki zdarzają się nawet zespołom, które zdobywają mistrzostwa. Taki mecz (zachowując proporcje) przydarzył się choćby Bayerowi Leverkusen w finale Ligi Europy. Temu Bayerowi, który w lidze i pucharach nie przegrał meczu, zanotował pół setki meczów bez porażki, nagle zagrał spotkanie, w którym został tak zdominowany, że głowa mała.

Czasu na rozpamiętywanie tej bolesnej porażki zbyt wiele nie mamy. Już we wtorek rozpoczynają się dla nas rozgrywki Pucharu Polski. Los nie był łaskawy i przydzielił nam rozpędzoną Niecieczę. Zespół, który osiem razy wygrał i dwukrotnie zremisował i na ten moment jest zdecydowanym liderem pierwszej ligi. Jeśli nic się nie zepsuje w drużynie Marcina Brosza, to w przyszłym sezonie Słonie mogą wrócić do ekstraklasy.

Nie chcę myślami wracać do ostatnich kilkunastu lat w Pucharze Polski, bo na tę myśl przechodzą mnie dreszcze. Trener Górak zapowiada, że każdy mecz jest ważny i spotkania pucharowego nie odpuszczą. Należy jednak mocno liczyć się ze zmianami w składzie, bo jednak piątkowy mecz z Pogonią będzie wymagał znów absolutnie najmocniejszej jedenastki. Pytanie, czy szkoleniowiec zdecyduje się na kompletnie drugi garnitur, czy hybrydę zawodników z pierwszego składu i tych wchodzących. Myślę, że jeśli nie będzie gotowy do gry Zrelak, to szansę od pierwszej minuty może dostać Arak. Z KSG wystąpił też Mak i bardzo możliwe, że i on się pojawi na boisku. Od pierwszej minuty mogą wystąpić Milewski i Galan. No i na swoją szansę czeka oczywiście Strączek.

Ostatecznie, gdyby ci zawodnicy zagrali to ta jedenastka… nadal nie wygląda źle. I jak to się mówi, rezerwowi będą mieli szansę udowodnić, że zasługują na pierwszy skład. A czy podołają z rozpędzonym przeciwnikiem? To już inna sprawa.

Apeluję, by stonować z defetyzmem, bo ogólny obraz GieKSy w ekstraklasie nadal jest niezły. Nie ma co oczywiście bujać w obłokach, że jesteśmy świetni, bo wcześniej graliśmy dobre mecze, ale trzeba to docenić i dać trenerowi i drużynie pracować. Pamiętajmy też o tym, że celem numer jeden jest utrzymanie, najlepiej bezpieczne. Na większe sukcesy jeszcze przyjdzie czas. Jak mawiał klasyk – prawdziwych mistrzów cechuje spokój i powolne ruchy. I tego się trzymajmy.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Serbia

    23 września 2024 at 07:21

    Jak zwykle bardzo mądry i merytorycznie świetny artykuł. Mnie jako starego kibica GKS-u Katowice boli jedynie, że według mojej oceny piłkarze (mówiąc kolokwialnie) nie zostawili zdrowia na boisku. Mecz przyjaźni – pełna zgoda, niemniej jednak patrząc z trybun żółtej szarańczy odnosiłem wrażenie, że nie był tzw. „żarcia trawy”. Jedna żółta kartka i takie (moja subiektywna ocena) „lajtowe” podejście do meczu. Ale tak jak napisałeś – nie stękajmy, nie rzucajmy błotem, bo awans po 19 latach wynagrodził nam upokorzenia. I naprzód nasz kochany GIEKAESIE !!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga