Felietony Piłka nożna
Mistrzowie adaptacji
Liga jest na finiszu. I choć wydawałoby się, że na trzy kolejki, z grubsza powinniśmy wiedzieć, jakie drużyny jeszcze walczą o cokolwiek, a które po prostu mają sezon zakończony – to ta informacja będzie dostępna dopiero po ostatnim gwizdku sędziego… w ostatniej kolejce. Na teraz walczą jeszcze wszyscy. Najśmieszniejsza wydaje się sytuacja Pogoni, która jeszcze na sto procent nie jest pewna utrzymania (choć jest bardzo blisko), ale może się włączyć szturmem do walki o puchary. To jest taka granica. Bo Radomiak jeszcze może o pucharach marzyć. Wszystko co poniżej Pogoni – będzie się biło o utrzymanie.
I jedynie biedna Termalica może grać na luzie, bo jej los jest już przesądzony.
GieKSa walczy o puchary i nie ma co mydlić oczu. Nasz zespół jest na miejscu pucharowym i celem jest teraz tego miejsca nie odpuścić. Jakkolwiek o konkretnych celach w Katowicach nigdy się nie mówi, to trudno nie wyczuć z wypowiedzi trenera, że szatnia tę szansę czuje. To o co teraz chodzi, to utrzymać tę mobilizację na trzy ostatnie kolejki, bo czeka nas bardzo trudne zadanie.
Wydawać by się mogło, że mecz z Termaliką to taki mecz już z typowej końcówki sezonu – choćby analogicznie do zeszłego roku. Majówka, niedziela, piękna pogoda, zapach kiełbaski z grilla i meczyk. I trochę taki majówkowy meczyk, bez takiej walki na noże, jak w początkowej fazie rundy, ale z fajną piłką, ładnymi akcjami i efektownym wynikiem. Można by pomyśleć, że zaraz koniec rozgrywek i zasłużone wakacje.
Nic z tych rzeczy. Mecz z Niecieczą może tak wyglądał, ale ciężar gatunkowy tego spotkania był bardzo duży. Trzeba było wygrać, żeby wskoczyć na trzecie miejsce. GieKSa kapitalnie tę szansę wykorzystała i nie dała żadnych szans gościom. Ale tak jak mówię – temperatura tego meczu może nie była aż tak wakacyjna, ale nie był – w odczuwaniu – mecz o być albo nie być czy coś w tym stylu.
Teraz jednak takie mecze się pojawią. Bo GieKSa gra o swoją wysoką stawkę, o powrót to Europy. Pierwszy z trzech ostatnich etapów będzie mecz z Piastem Gliwice. Mecz z drużyną, z którą – jako jedną z trzech – od powrotu do ekstraklasy nie wygraliśmy. Pozostałymi dwiema ekipami są Lech i Legia, czyli tuzy ligi (oprócz tego sezonu w przypadku Legii). Ale właśnie gdzieś tam między nimi zaplątał się Piast.
Swoją drogą to wspaniałe. GieKSa miała być chłopcem do bicia i walczyć ciężko o utrzymanie w pierwszym czy drugim sezonie. A tymczasem w te dwa lata mamy na rozkładzie już Górnik (2 razy), Jagiellonię (2 razy), Raków, Pogoń (2 razy), Cracovię (2 razy), Lechię (3 razy), Widzew (2 razy), Radomiak (2 razy), do tego Koronę, Arkę, Termalikę (2 razy), Motor (2 razy), Wisłę Płock (2 razy), Zagłębie (2 razy). Jeśli kogoś pominąłem to przepraszam, nie chciałem, żeby ktoś jeszcze kilka razy wp…ol dostał.
Ta lista robi nieprawdopodobne wrażenie. GieKSa wygrała 28 (dwadzieścia osiem!) meczów od powrotu. Dla porównania – w ostatnich dwóch sezonach w pierwszej lidze katowiczanie zwyciężyli w dokładnie takiej samej liczbie spotkań. A przecież teraz gramy w lidze wyżej. Nie ma chyba większego wskaźnika progresu tej ekipy.
Dodajmy, że w łączonej tabeli obejmującej ekstraklasę od powrotu GieKSy, nasz zespół zajmuje szóste miejsce, mając trzy punkty straty do czwartej Pogoni i tyle samo punktów, co Górnik. Dwa punkty za nami jest Legia. Na przestrzeni 65 spotkań!
Przyznam, że sprawdzając i pisząc to wszystko, zdaję sobie sprawę coraz bardziej jak kapitalną mamy drużynę i jak piękny czas. Niebywałe jest to, jak ten przeskok z pierwszej ligi do ekstraklasy został dokonany. Tak samo jak niesamowite jest to, jak jak w masło nasza drużyna weszła na nowy stadion. Wygląda na to, że adaptacja tej ekipy do nowych sytuacji i nowych warunków przebiega niewiarygodnie sprawnie i szybko. Oczywiście pewne pojedyncze procesy – jak adaptacja nowego zawodnika – trwa czasem dłużej. Ale jako całość – drużyna i klub – w kategorii „adaptacja” dałbym naszej drużynie Oskara. Niekoniecznie Repkę, choć miał ten zawodnik również znaczny udział w budowaniu nowej wielkiej GieKSy.
Schodząc jednak na ziemię. Czeka nas ten nieszczęsny Piast. W poprzednich rozgrywkach dwukrotnie zremisowaliśmy z tym przeciwnikiem. Z czego punkt wywalczony na boisku w Gliwicach był bardzo zadowalający. To była czwarta kolejka, byliśmy nowicjuszem. Gliwiczanie byli po wygranej na Łazienkowskiej. I po dobrym meczu i dwóch golach Adama Zrelaka zremisowaliśmy 2:2. Gorzej było u siebie – wówczas po niesamowitym paździerzu padł wynik bezbramkowy. Brytyjski futbol – eufemistycznie i elegancko można było określić tamto widowisko, którego „poziom” podkreślali z widoczną ironią nawet sami zawodnicy.
No i mecz z jesieni. Ta bitwa pod dowództwem Daniela Myśliwca, który dopiero zaczynał. Piast wyszedł jak na wojnę i zaskoczył tym naszych zawodników. Potem padły szybkie dwa gole i już było bardzo trudno. Pokarał nas też Erik Jirka i można powiedzieć – dobrze wyciągnąć żołnierza przeciwnika w swoje szeregi. Przyznam, że z zawodników ekstraklasy z innych klubów, których widziałbym w GKS – Erik Jirka był na liście. Teraz czekam, aż jeszcze bardziej odpali i pokaże swoje umiejętności, bo wiem, że stać go na więcej.
Mecz z Piastem łatwy nie będzie, oj nie. Wiadomo, że w początkowej fazie sezonu zespół ten osiągał bardzo słabe wyniki, ale od przyjścia trenera Myśliwca, zaczął iść w górę. Pamiętajmy, że wiosną Piast wygrał z Wisłą Płock, Lechem czy Jagiellonią. Zdarzyło mu się jednak też przegrać – i to u siebie – z Motorem, Zagłębiem czy Pogonią. Nie jest to więc drużyna nie do pokonania, nawet na swoim terenie. Ale Piast jest taki, jak jego dyspozycja dnia. A te ostatnio miewają całkiem dobre.
Z moich przewidywań wynika, że do pucharów prawdopodobnie potrzebne będą jeszcze trzy punkty. Mając ich bowiem 50, zarówno Wisła Płock, jak i Zagłębie musiałyby wygrać dwa mecze z trzech, by nas wyprzedzić. A terminarze mają bardzo trudne. Wisła ma m.in. Górnika u siebie i Lecha na wyjeździe, a Zagłębie grać będzie na wyjazdach z Górnikiem i Jagiellonią oraz u siebie z Pogonią. Mogą więc te ekipy tych sześć punktów zdobyć, ale będzie to piekielnie trudne.
Oczywiście mówię o naszym planie minimum. Bo to też nie chodzi o to, by walczyć stricte o piąte miejsce. Nikt nie powiedział, że nie możemy bić się z Rakowem i Jagiellonią o pudło, zwłaszcza, że z ekipą Siemieńca będziemy się jeszcze mierzyć u siebie.
Fascynująco zapowiada się ta końcówka sezonu.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze