Dołącz do nas

Piłka nożna

Meldujemy się w półfinale!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W meczu pełnym walki, przepychanek i cierpliwych układanek do wyłonienia zwycięzców nie wystarczyło 90 minut.

Temperatura na trybunach była gorąca jeszcze przed odczytaniem składów obu drużyn. Nawet coraz głośniej puszczana muzyka na obiekcie nie była w stanie zagłuszyć tysięcy kibiców w żółtych koszulkach, którzy z kolei skutecznie zagłuszali całkiem liczną grupę wspierającą Widzew Łódź.

Mecz GieKSa zaczęła bardzo nerwowo, dwukrotnie kluczowym zagrożeniem był były zawodnik z Katowic Sebastian Bergier. Raz był bliski przechwytu po słabym podaniu Nowaka, drugi raz udanie rozprowadził akcję do Shehu na skrzydło, na szczęście Rafał Strączek pewnie wyłapał próbę uderzenia. Widzew jednak nie odpuszczał, po stracie Galána w 4. minucie piętką w naszej szesnastce interweniował rozpędzony Alan Czerwiński, bez niego mogłoby się to naprawdę źle skończyć. W 8. minucie uderzenia z dystansu spróbował Shehu, wszystko to po serii milisekundowych spóźnień GieKSy w środku pola. Trójkolorowi nie pozostawali bez prób ofensywnych, jednak wszystko kończyły się na prawej flance i stracie na 20. metrze. W 12. minucie miała miejsce pierwsza nasza konkretniejsza akcja i strzał Nowaka, później jednak Galán nonszalancko podał w środku pola i skończyło się kontrą 3 na 3 powstrzymaną przez Klemenza. Później jednak Klemenz na tyle fatalnie podał po stałym fragmencie, że Marcin Wasielewski musiał ryzykować wślizg w polu karnym zza pleców Zeqiriego. W 27. minucie asystę trzeciego stopnia mogłaby mieć… chorągiewka. Mateusz Kowalczyk odbił od niej swoje dośrodkowanie, a później Bartosz Nowak płasko centrował w pole karne i wywalczył wrzut z autu. A JAK WRZUT Z AUTU, TO LUKAS KLEMENZ! Przepychał się, parł do przodu i wepchał piłkę nad rozpaczliwie interweniującym Drągowskim! W 32. minucie kolejny już raz Kowalczyk doskonale się ustawił i zanotował przechwyt po rozegraniu Widzewa od tyłu, zmuszając przeciwnika do faulu w groźnej strefie. Później Widzew starał się przykręcić śrubę, jednak GieKSa była dobrze zorganizowana w defensywie i wyczekiwała na kolejne okazje do kontrataków. Dwukrotnie Szkurin naciskał na ostatnich defensorów po wybiciu, brakowało mu jednak tego ułamka sekundy. Już w doliczonym czasie gry siatkę rywalowi założył Galan, Nowak z pierwszej piłki podał rogalika za linię obrony i Eman Marković miałby autostradę do bramki, gdyby futbolówka nie okazała się tak trudna do opanowania. Po drugiej stronie urwał się Zeqiri, jednak zza pleców wyrósł mu Damian Rasak i mogliśmy zaobserwować olbrzymią frustrację na twarzy napastnika. Jeszcze bardziej rozczarowany był Szkurin po fenomenalnej akcji Nowaka, który… Nie ma nawet słów by opisać to, jak zepsuł akcję, gdy sam na 9. metrze mógł spytać bramkarza, gdzie ma uderzyć. Docenić za to trzeba jego świetne przyjęcie trudnej piłki, nie było to zagranie możliwe dla każdego piłkarza.

Drugą połowę rozpoczęło kilka wrzutek Widzewa spod linii bocznej, nie było to jednak wybitne zagrożenie dla trójki naszych stoperów. W 53. minucie Kozlovsky zupełnie niepilnowany na lewym skrzydle dograł tuż przed bramkę do Zeqiriego, który takiej okazji nie zmarnował. Chwilę później znów było groźnie, Strączek w kluczowym momencie jednak stanął na wysokości zadania i wybronił strzał z bliskiej odległości. W 61. znów pierwsze skrzypce zagrał nasz golkiper po stracie Kowalczyka i strzale Zeqiriego. Świetne minuty rozgrywał Damian Rasak, odważnie przejmując piłkę, rozgrywając z rywalem na plecach i dyktując tempo naszej gry. Długimi momentami Trójkolorowi nie potrafili przenieść ciężaru gry w ostatnią tercję, skupiając się na pressingu i blokowaniu wolnych stref bez piłki. Rafał Górak postawił na nietypowe rozwiązanie problemu, wprowadzając na szpicę Mateusza Wdowiaka. Tuż po wejściu na boisko udowodnił słuszność tej decyzji, przyjmując kozłującą piłkę i w tempo wypuszczając Marcina Wasielewskiego. Widzew stracił pomysł na tworzenie sytuacji podbramkowych, a GieKSa dalej cierpliwie przesuwała, przez co mecz toczył się głównie w środku pola i polegał na szybkich kontrach. W dwóch połowach nie udało się wyłonić zwycięzcy, zatem czekała nas dogrywka.

W 92. minucie dobrze Milewski dostrzegł wolnego Erika Jirkę, ten zacentrował minimalnie niecelnie z pierwszej piłki. W 96. minucie Mateusz Wdowiak zdobył pięknego technicznie gola po kolejnej akcji wymienionej dwójki, niestety z pozycji spalonej. Mocno podbudowało to naszą drużynę, która coraz mocniej dochodziła do głosu, szczególnie na prawym skrzydle. Pod koniec pierwszej części Bartosz Nowak chciał spróbować zdobyć olimpijskiego gola, wcale tak wiele mu nie zabrakło. W samej końcówce Wdowiak z Nowakiem zagrali akcję jak po sznurku, między nogami rywali, tuż przed strzałem futbolówka minimalnie Bartoszowi Nowakowi podskoczyła.

W 108. minucie podkręconą piłkę do środka boiska na dobieg Wdowiakowi posłał Marcel Wędrychowski, zabrakło mu jednego kroku by uprzedzić defensora. W 115. minucie Bartosz Nowak skleił piłkę spadająca sponad stadionowych jupiterów, zapadają w pamięć tak techniczne zagrania. Kilkadziesiąt sekund później Milewski z Wędrychowskim pognali prawym skrzydłem, ten drugi bezskutecznie spróbował zaskoczyć Drągowskiego finezyjnym strzałem. Nie minęła minuta, a znów stanął przed szansą po wrzutce Wasyla z drugiej strony murawy, uderzył jednak wprost w bramkarza. Już w doliczonym czasie Fornalczyk popisał się dryblingiem i wstrzelił w nasze pole karne, piłka musnęła poprzeczkę po jej zewnętrznej stronie i czekały nas rzuty karne.

Pierwszy do jedenastki podszedł Arkadiusz Jędrych, przełamując blok Drągowskiego. Po stronie gości odpowiadał Alvarez, musiał uznać wyższość naszego golkipera! Drugą serię otworzył Bartosz Nowak, popisując się panenką. Kornvig równie pewnie zdobył bramkę, stawiając jednak na wariant siłowy. Trzecia jedenastka dla GieKSy została wykonana przez Damiana Rasaka, który także się nie pomylił. Cheng mozolnie ustawiał sobie futbolówkę, strzelając w stronę przeciwną do rzutu Strączka. Czwartym wykonawcą wśród Trójkolorowych był Sebastian Milewski, uderzając minimalnie nad bramkarzem, bez większych problemów. Kluczową jedenastkę wykonywał Fornalczyk STRZELAJĄC PONAD BRAMKĄ!

GIEKSA W PÓŁFINALE PUCHARU POLSKI!

3.03.2026, Katowice
GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0, 1:1, 1:1) pd. k. 4:2
Bramki: Klemenz (28) – Zeqiri (53).
Rzuty karne: 1:0 Jędrych, (1:0) Fran Alvarez (Strączek obronił), 2:0 Nowak, 2:1 Kornvig, 3:1 Rasak, 3:2 Cheng, 4:2 Milewski, (4:2) Fornalczyk (strzelił nad bramką).
GKS Katowice: Strączek – Wasielewski, Czerwiński (106. Kuusk), Jędrych, Klemenz, Galán (84. Jirka) – Rasak, Kowalczyk (84. Milewski) – Marković (53. Wędrychowski), Nowak – Szkurin (84. Wdowiak).
Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski (90. Isaac), Andreou, Kapuadi, Wiśniewski, Kozlovsky (106. Cheng) – Kornvig, Lerager (90. Selahi), Shehu – Zeqiri (84. Alvarez), Bergier (113. Fornalczyk).
Żółte kartki: Klemenz, Kowalczyk, Strączek – Bergier, Andreou, Shehu.
Widzów:
Sędzia: Wojciech Myć (Włodawa)

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga