Felietony Piłka nożna
Krytyczny moment jesieni
Po przerwie reprezentacyjnej weszliśmy w gorący okres. Miesiąc z pięcioma meczami – czterema ligowymi i jednym pucharowym. Z czego teraz będzie apogeum – trzy mecze w ciągu siedmiu dni. W poprzednim miesiącu tych dni było osiem – wówczas graliśmy z Cracovią i dwa razy z Wisłą Płock. Więc teraz zacieśnienie meczów i piłkarskich emocji będzie jeszcze większe.
Na początek pojedynek z Koroną. Z rywalem najsilniejszym z tych pięciu spotkań. O ile Motor, Piast i Nieciecza to drużyny, które będą bronić się przed spadkiem, a ŁKS to ekipa pierwszoligowa, to kielczanie są rewelacją rozgrywek – i to zarówno wiosną, jak i jesienią. I choć w tabeli piłkarze Jacka Zielińskiego zajmują piąte miejsce, to patrząc na ich dorobek punktowy z całego roku – można naprawdę pozazdrościć. W 28 meczach zgromadzili 46 punktów, na co składa się 12 zwycięstw, 10 remisów i 6 porażek. Robi wrażenie, bo pokazuje, że drużyna jest równa i po zeszłej słabej jesieni – nie ma już śladu. Korona to po prostu solidna, ekstraklasowa drużyna na górną połówkę tabeli. Oczywiście wiadomo, że nic nie jest dane raz na zawsze i każdą drużynę może dopaść mniejszy lub większy kryzys. Jednak na ten moment się na to nie zanosi.
GieKSa przełamała się wyjazdowo z Motorem. Odnosząc pierwsze wyjazdowe, a trzecie w ogóle, zwycięstwo uratowaliśmy się przed naprawdę minorowymi nastrojami. Choć mecz miał różne fazy, zwłaszcza z tą brrrrr… końcówką pierwszej połowy, to ostatecznie wynik i gra były bardzo pozytywne. Katowiczanie od początku meczu zaprezentowali wysoką jakość, podobnie jak po przerwie. Nadal wielkim mankamentem jest obrona i to, że jak nas mniej lub bardziej jakościowy przeciwnik przyciśnie, to jesteśmy ugotowani. Chaos, błędy, zamieszanie. Niebywała praca przed naszym sztabem, żeby ten element poprawić, bo na ten moment licznik meczów z rzędu ze straconą bramką to… osiemnaście. Absolutnie fatalny wynik.
Na szczęście nadrabiamy ofensywą. Choć kilka spotkań w tym sezonie było beznadziejnych (Górnik, Lechia) czy mocno słabych (Widzew), to w wielu momentach nasz zespół pokazał się z przodu z jakościowej strony. Nawet w niektórych przegranych meczach, jak z Cracovią czy Legią. No i oczywiście były te mecze z bramkami – co by nie mówić – raz piątka, dwa razy czwórka, raz trójka mogą robić wrażenie. GieKSa potrafi nadal grać ładnie i ofensywnie i gdybyśmy nie mieli takich problemów z grą obronną, to nie bylibyśmy na piątym miejscu od końca, tylko od początku.
Wygrana w Lublinie nie może jednak uśpić czujności. GieKSa nadal ze wszystkich sił musi walczyć o wygrzebanie się z dolnych rejonów tabeli. Okazja ku temu w następnych kolejkach będzie znakomita, bo będzie można nie tylko zdobywać punkty, ale i odbierać je bezpośrednim rywalom, więc suma tego waży podwójnie. W zasadzie można sobie na środek listopada i kolejną przerwę „załatwić” całkiem niezły komfort.
Nie jest jednak powiedziane, że w związku z tym należy uznać mecz z Koroną za mniej istotny. I tutaj trzeba o te punkty powalczyć – każdy mecz jest za trzy (oprócz tych za sześć). Fakt, że Korona jest tak dobra w tym roku, nie oznacza, że nie ma słabych punktów. I wręcz kuriozalne wydaje się, że ta Korona ma tylko… dwa zwycięstwa na wyjeździe i to właśnie patrząc na cały rok. I to zaledwie ze Stalą Mielec i Termaliką, czyli jak się okazuje – kompletnymi słabiakami. To powinien być zdecydowany argument za tym, żeby przynajmniej z Koroną u siebie nie przegrać.
Wiadomo, że nie chodzi jednak o to, by zremisować. A tutaj już jest trochę inaczej, bo aż osiem razy Koroniarze dzielili się punktami, a czterokrotnie schodzili z boiska pokonani. Więc statystycznie najbardziej prawdopodobny jest remis. Ale to tylko statystyka.
Katowiczanie być może są w krytycznym momencie sezonu, a na pewno jesieni. Po tym pięciomeczowym segmencie do końca jesieni zostaną zaledwie trzy mecze – dwa rundy jesiennej i awansem z Rakowem. Przy czym będą to spotkania teoretycznie trudniejsze niż te, co mamy teraz. To już nie jest historia z zeszłego sezonu, kiedy zdarzało nam się tracić punkty z drużynami z dolnej połowy tabeli, a na rozkładzie mieliśmy prawie całą czołówkę. Teraz z górą jest nam ciężko, więc trzeba wygrywać z najsłabszymi w tej lidze.
Ale najpierw Korona. Prawdopodobnie przy komplecie publiczności, w sobotni wieczór, ze świetną piłkarską i kibicowską oprawą. Niech to będzie magiczny wieczór!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


SpaceMonkey
25 października 2025 at 09:36
Ja patrzę na to inaczej – jesteśmy na musiku. Zakładam że spokojne utrzymanie to 40 punktów. Dzielę sezon na 4 okresy po 8 meczów (czyli 32 – 2 ostatnie jako handicap) i w każdym z okresów zakładam średnio 10 punktów żeby się utrzymać. My po 12 meczach mamy 11.. rachunek jest prosty – potrzebuj my 9 punktów w następnych 4 meczach, inaczej cały czas bedziemy na granicy spadku/utrzymania. Z Koroną tylko zwycięstwo!