Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Katowickie atuty z maestro Nowakiem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Gdzie się zapodział pomeczowy felieton? No zapodział się, ale z przyczyn obiektywnych. Z Częstochowy wyjechaliśmy o północy, w domu byłem o 1.30, a o 6.00 miałem już pobudkę na wyjazd z integracji z pracy. No nie było gdzie tego wcisnąć. Zamiast felietonu meczowego jest więc międzymeczowy. I mam nadzieję, że nic nie traci ze swojej wartości.

Powiedzmy sobie szczerze – mecz w Częstochowie był kapitalny. Oprócz chwilowego zawiasu na koniec pierwszej połowy – do czego później przejdę – patrzyło się na to naprawdę bardzo dobrze. To była inna GieKSa na wyjeździe niż ta, do której się przyzwyczailiśmy. To była GieKSa zdeterminowana, pewna swojej jakości, ofensywna i po prostu grająca swoją grę. Efektem tego było całkowicie zasłużone zwycięstwo, choć przed meczem nikt w najśmielszych snach nie spodziewał się, że wynik będzie aż tak spektakularny.

Bardzo podoba mi się podejście trenera, który zarówno przed, jak i po meczu nie prawił banałów o tym, jakim to Raków jest klasowym rywalem, tylko jasno dawał do zrozumienia, że nasz przeciwnik jest w totalnej przebudowie czy próbie odbudowy i trzeba próbować to wykorzystać. Co zespół uczynił. Wykorzystaliśmy ewidentnie tę słabość rywala i kryzys całego projektu sportowego pt. Raków Częstochowa. Zrobiliśmy dokładnie to, co należy zrobić z osłabionym przeciwnikiem.

Z drugiej strony nic to nie umniejsza temu, że jednak zdominowaliśmy na terenie rywala przeciwnika, który przecież przez kilka ostatnich lat był absolutną czołówką polskiej ekstraklasy, zdobywali mistrzostwo i puchary, grali w Europie. I przecież nawet w tym sezonie, jeszcze półtora miesiąca temu toczyli pojedynek na noże z Hajdukiem Split, wcześniej eliminując – bez straty gola w dwumeczu – Hammarby.

Bilans Rakowa 1-0-8 przed meczem więc był oczywiście spektakularnie zły, ale też nie jest to tego typu outsider, do którego jedziesz i dopisujesz sobie z automatu trzy punkty. Choć fakt faktem w przeszłości i takich meczów GKS nie wygrywał vide jeden z meczów w Łodzi z Widzewem, kiedy z hukiem lecieli na trzeci poziom rozgrywkowy czy jedno starcie z Polonią w Bytomiu, gdy gola strzelił nam… Bartek Nowak. Wtedy przeciwnicy przegrywali mecz za meczem, aż trafili na GKS, z którym zanotowali remis.

Ale Raków to nie ten kaliber. Choć drużyna ta ma piekielnie skomplikowaną sytuację na starcie sezonu, to oczywiste jest, że nie będą przegrywać wszystkiego, a i jakieś zwycięstwo – tak uważam – jednak czasem wpadnie. Więc dopisywanie sobie trzech punktów przed meczem byłoby absurdem. Choć liczyłem na triumf, to przed spotkaniem – patrząc na naszą dyspozycję na wyjazdach – myślałem sobie, że punkt będzie do zaakceptowania.

Oczywiście z czasem trwania meczu ta optyka się zmieniała. Widziałem bowiem, że GKS gra dobrze, a rywal tak sobie. No i oczywistą sprawą jest to, że jak strzelasz bramkę na 1:0 to po prostu chcesz ten mecz wygrać, bo masz to zwycięstwo w zasięgu.

Pierwsza bramka to był majstersztyk. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że był to gol po stałym fragmencie. Wszystko rozegrało się błyskawicznie – wyrzut z autu i po prostu idealne zachowanie Ilji Szkurina, który napędził atak, podał do Bartosza Nowaka, a potem wszystko potoczyło się jak w najlepszym romansie. To jak czują się piłkarsko ci zawodnicy to coś wspaniałego. Miałem takie poczucie, że to prostopadłe podanie Bartka przejdzie i Ilja będzie sam na sam. No a potem wykończenie. Niby stały fragment, a tempo jak przy kontrze. Akcja – ideał.

Potem zdarzył się ten jedyny kryzysowy moment meczu. To był ten czas, że znów gdy daliśmy się przycisnąć, gubiliśmy się niemiłosiernie w obronie. Pojawiała się panika, wybicia na oślep lub zamiast wybicia – jakieś krótkie zagrania, które rywal przejmował. No i padła ta bramka Makucha, po takim „podaniu” Kowala. Ale to właśnie okres od tej bramki do końca pierwszej połowy powodował, że serce nam podchodziło do gardła i cieszyliśmy się, że sędzia zagwizdał na przerwę.

Na szczęście GKS się odkręcił przed drugą połową. W ostatnim czasie (zresztą nie tylko w ostatnim) problemem GieKSy jest sytuacja, gdy przeciwnik nas naciska i z impetem atakuje. Wtedy jesteśmy ugotowani. Więc skoro tak – trzeba wymyślić coś innego, czyli skupić się na przerywaniu ataku dużo wcześniej niż w pobliżu naszego pola karnego. Kluczem do tego jest odpowiednie ustawienie i stosowanie pressingu – oczywiście z głową. I to się w drugiej połowie udało, a na domiar dobrego szybko mieliśmy rzut karny.

„Bartek tylko proszę nie kombinuj z podcinką. Albo rób podcinkę, ale skuteczną” – powiedziałem na głos przy tej okazji. Zaryzykował. No i jako, że jest to Pan Piłkarz, oczywiście mu wyszło. Na powtórkach widać tę podcineczkę, a sposób, w jaki obraca się piłka po tym dotknięciu pokazuje, że Bartek zrobił to dokładnie tak, jak chciał. Maestria.

Niedługo potem Mateusz Kowalczyk, po świetnym odbiorze Marcela, poszedł w pole karne i wykorzystał to, że zawodnicy Rakowa gremialnie cofają się i nikt go nie atakuje. Indywidualną akcją poszedł w szesnastkę i strzelił. Czyli zrobił podobną szarżę jak w meczu ligowym w Częstochowie dwa lata temu – i to na tę samą bramkę. Fajnie to wychwycił w komentarzu też Marcin Baszczyński, który pamiętał tę sytuację.

To już był bardzo dobry wynik, stosunkowo bezpieczny, choć zawsze gdzieś tam w moim sercu jest obawa, że wypuścimy to z rąk. Niepotrzebnie się martwiłem. GKS grał dobrze, pewnie i nie miał do końca żadnych problemów. Duże znaczenie miała też sama końcówka i powiem szczerze, że nie przypominam sobie takiego sposobu rozegrania tej fazy meczu. Często drużyny mając jedno czy dwubramkowe nawet prowadzenie cofają się, gdzieś podświadomie włącza im się asekuracja, ale źle rozumiana – czyli zejście niemal w swoje pole karne. Tu GKS grał wysoko, a stosowanie pressingu było mistrzowskie. Nie jakieś bardzo agresywne, na wariata, ale takie, że Raków był kompletnie zneutralizowany. Do tego wysoka gra spowodowała, że mieliśmy rzut wolny, po którym Bartosz Nowak – cóż za zaskoczenie – dograł idealną piłkę na głowę Borjy Galana i mieliśmy już pogrom.

Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych, niekulturalnych i jakichkolwiek innych słów, które mogłyby wystarczająco opisać poczynania Bartosza Nowaka. Wydawało się nam, że po poprzednim fenomenalnym sezonie nie ma szans, by powtórzyć taką dyspozycję. Tymczasem nasz zawodnik utrzymuje ten poziom. To jest perełka techniczna w ligowej młócce i najlepszy człowiek wśród zawodników technicznych. I przede wszystkim jest efektywny, znów przecież zdobył gola i zaliczył dwie asysty. I ja wiem, że to już się staje nudne, ale muszę, bo nie wytrzymam. Ciągle jest we mnie irytacja na to, że tak znakomity zawodnik, w przekroju ostatniej dekady absolutna czołówka ekstraklasy pod względem samej gry, jest tak potraktowany przez „pożal się Boże” selekcjonera. Już pal licho, że trener Urban prowadzi kadrę delikatnie mówiąc mocno średnio. I że czasem kogoś powoła, czasem nie – i lud będzie się pieklił. Ale mieć tak betonowy, zaściankowy powiedziałbym wręcz upór, to naprawdę woła o pomstę do nieba. I za chwilę znów będzie tłumaczenie, że Nowak za stary, że zagranica go nawet nie wypluła, bo nigdy za nią nie był i że w ogóle ma inny pomysł na reprezentację. Jasne, to powołujmy dalej Świderskiego i Wiśniewskiego, najlepiej jeszcze dołóż pan jeszcze Fornala i Bergiego, bo ten strzelił piękną bramkę Starowi Starachowice. Przecież jakby Bartek grał w Widzewku, albo jak to ktoś napisał – w Jabloncu, to by powołanie pewnie dostał. Niebywała jest to sprawa i jedynie życzyłbym Bartkowi, żeby się nie przejmował, tylko dalej po prostu robił swoje i cieszył się piłką, tak jak tę radość nam ciągle pokazuje i przekazuje. Choć zdaję sobie sprawę, że może mu być po prostu przykro i może mieć duże poczucie niesprawiedliwości.

Ciekawostka związana ze strzelcami bramek w piątkowym meczu. Otóż wszyscy czterej kiedyś strzelali GieKSie bramki jako piłkarze innych klubów. Bartek – tak jak wspomniałem – strzelił nam kiedyś piękną bramkę z rzutu wolnego jako piłkarz Polonii Bytom. Ilja Szkurin trafił na Nowej Bukowej w barwach Legii, a Mateusz Kowalczyk i Borja Galan trafiali jeszcze na starej Bukowej – odpowiednio dla ŁKS i Odry Opole. Myślę, że jest szansa na to, że to sytuacja absolutnie wyjątkowa i nie zdziwiłbym się jakby była bez precedensu w polskiej piłce.

Chciałbym też pochwalić Marcela Wędrychowskiego, bo w końcu miałem wrażenie, że ten zawodnik ma troszeczkę więcej hm… głowy w swoich poczynaniach. Ostatnio pisałem (w ramach frustracji po którymś z meczów), że mam obawy, czy ta chaotyczna gra Marcela to nie jest kwestia głowy, tylko po prostu jego poziomu. Chciałbym żeby te obawy się rozwiały i mam jakieś takie poczucie, że ten mecz – jeśli dobrze pójdzie – może być tym przełącznikiem, w którym zawodnik wskoczy na wyższy poziom piłkarskiej dojrzałości. To był inny Marcel niż wcześniej. Kibicuję mu mocno.

Z pochwałą dla Wasyla jeszcze minimalnie się wstrzymuję, bo choć zagrał lepiej niż ostatnio, to jeszcze widzę rezerwy – mianowicie w większej pewności siebie w poczynaniach z przodu. A wiemy, że ten zawodnik ma swoje atuty. No ale – było dobrze!

Bezbarwny, bezwonny, jak Mirosław Widuch był w tym meczu Kacper Łukasiak. Czarna robota w środku pola została wykonana bardzo dobrze.

I wiem, że już o nim pisałem wcześniej, ale powtórzę – niezmiernie mnie cieszy rozwój Ilji Szkurina. Nie dość, że wykonuje niesamowitą pracę, to jeszcze ciągle strzela gole. Mam wrażenie, że oba aspekty wzajemnie się napędzają.

Małe porównanie z poprzednim sezonem, po ćwierci rozgrywek? Obecnie mamy na koncie 15 punktów, wtedy mieliśmy 7 oczek. Teraz 5 zwycięstw, wtedy 2. Teraz bilans bramkowy 20-14, wtedy 10-20.

Co do tych wyjazdów. Bilans 2-0-4 wygląda już nieco lepiej. To jest 6 punktów w 6 meczach, czyli tak jakby GKS wszystko zremisował, ewentualnie miał bilans 1-3-2, a przecież przy takim bilansie może troszkę byśmy psioczyli na brak większej liczby zwycięstw, ale też nie mówilibyśmy o dramacie. Punktowo więc GKS tym zwycięstwem zrobił naprawdę duży krok do tego, żeby zmienić optykę na mecze na innych niż Katowice stadionach.

Teraz pozostaje tylko nie popełnić błędów z czasu po Górniku. Sztab musi teraz tak mocno wzmocnić te zasoby, które zostały pokazane w Częstochowie. Bo GieKSa miała po prostu bardzo mocne atuty, które wykorzystała.

I powtórzę to, co zawsze. Moja frustracja ze złych wyników czy złej gry jest dlatego czasem tak duża, bo wiem, że nie odzwierciedla ona poziomu tej drużyny. GieKSa wielokrotnie pokazała, że ma potencjał na bycie czołową drużyną tej ligi. GieKSa jest drużyną naprawdę silną. Tylko musi jak najmniej się blokować. I wtedy naprawdę możemy góry przenosić.

Tak więc panowie piłkarze i trenerzy, za ten mecz wielkie brawa i dziękujemy za to, że ten piątkowy wieczór na początek weekendu przysporzył nam tyle radości. Prosimy o więcej. A najbliższa okazja już jutro, bo odrabiamy zaległości z Wieczystą. Drużyną, dziwną, nieobliczalną, personalnie mającą duże możliwości, ale grającą trochę tak, jak się wylosuje. Faktem jest, że ostatnie dwa mecze należy ocenić bardzo pozytywnie. Z Widzewem w Łodzi ugrali remis, a w piątek odprawili z kwitkiem Wisłę Płock. Mają więc dobry czas.

Choć ja powiem szczerze, że wolę sytuacje, w których drużyna, z którą gramy następny mecz, wygrywa swoje poprzedzające spotkanie. Jakoś nie przepadam za okolicznościami, że ktoś liczy na przełamanie w meczu z GKS, o czym zresztą pisałem wcześniej. Tak więc niech Wieczysta się cieszy ze swojego triumfu, a jeśli chce udowodnić swoją wartość, to niech pokaże ją na Nowej Bukowej w jutrzejszym meczu.

Oczywiście wolałbym, żeby zagrali padakę 😊 Niezależnie od tego – jeśli GKS Katowice zagra po prostu swoje, szanse na zwycięstwo będą bardzo duże. Ale trzeba grać swoje. Tak jak w Częstochowie. W felietonie przedmeczowym miałem przesłanie do trenera, które brzmiało: „Na nich!”.

Zrealizowało się.

Nie wiem jak wy, ale ja się już nie mogę doczekać jutrzejszego wieczoru!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wielki Festyn przed Meczem Przyjaźni!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę o 17:00 na Arenie Katowice zostanie rozegrany Mecz Przyjaźni pomiędzy GKS Katowice i Banikiem Ostrava. Będzie to punkt kulminacyjny obchodów 30-lecia zgody pomiędzy kibicami obu klubów.

Tego dnia czeka na Was jednak dużo więcej atrakcji. Już od godziny 11:00, na bocznych boiskach stadionu przy Nowej Bukowej, zostaną rozegrane Mecze Przyjaźni, w których udział wezmą zawodniczki i zawodnicy akademii GKS Katowice i Banika Ostrava.

O 13:00 rozpocznie się Wielki Festyn. Od tej godziny czynne będą pod stadionem dwie strefy. Wzdłuż Trybuny Wschodniej (tzw. Prostej) funkcjonować będzie klubowa Fanzona, która została przygotowana z myślą o całych rodzinach, ze szczególnym uwzględnieniem najmłodszych.

Na miejscu czekać będą między innymi:
– dmuchańce dla dzieci,
– stoły do subsoccera,
– specjalne boisko i rozgrywki podopiecznych Serduszka GieKSy,
– pokaz freestyle football Dawida Krzyżowskiego,
– strefa EA FC,
– dart,
– malowanie obrazów dla dzieci,
– wata cukrowa i popcorn,
– punkty GIEKSA FANSTORE.

Od godziny 15:00 Female Elite ’64 oraz Sektor Mladi Chachari przygotują dodatkowe niespodzianki dla najmłodszych.

Druga strefa zostanie rozstawiona za Blaszokiem. Tam na kibiców czekać będzie powiększony punkt gastronomiczny, a o odpowiednią atmosferę zadba DJ z muzyką. Pojawią się również kibicowskie sklepy Banika (Chachar/Wear i 1922 Store) oraz GieKSy (Blaszok), w których będziecie mogli zaopatrzyć się w zgodowe (ale nie tylko!) gadżety.

Przypominamy także o aktywnościach i atrakcjach, o których już pisaliśmy na stronie. W przerwie Meczu Przyjaźni zostanie rozegrany mecz Legend GKS Katowice i Banika Ostrava (tutaj). Pod stadionem będziecie mogli także odebrać za darmo trzecie wydanie okazjonalnej gazety „GieKSiorz”, które w całości zostało poświęcone opisowi przyjaźni kibiców obu klubów. Nie zabraknie także czeskiej wersji językowej (tutaj więcej). 

Jak było na poprzednich spotkaniach z Banikiem możecie przeczytać tutaj. Jednak jeśli z jakichś powodów nie będziecie mogli być tam z nami, to Kanał Sportowy przeprowadzi relację z Meczu Przyjaźni. Start transmisji na YouTube Kanału Sportowego (tutaj) od 16:00. Mecz rozpocznie się o 17:00, a skomentują go Mateusz Borek oraz Grzegorz Goncerz. 

Cały czas można zakupić bilety na sobotni mecz, do czego gorąco zachęcamy. Najłatwiej zrobić to przez stronę bilety.GKSKatowice.eu. Przyjdźcie z całymi rodzinami i wspólnie świętujmy piękny jubileusz! Uwaga – apelujemy do WSZYSTKICH kibiców GieKSy, by pojawili się na ŻÓŁTO!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga