Piłka nożna
Jeśli nie umiesz wygrać, to zremisuj
Zapraszamy do zapoznania się z relacją ze spotkania GKS-u Katowice z rywalem zza płotu, Piastem Gliwice. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, choć wcale tak być nie musiało.
Pogoda wydawała się idealna do rozegrania meczu piłkarskiego. Na gliwickim niebie próżno było szukać jakiejkolwiek chmury, a temperatura oscylowała lekko poniżej 20 stopni Celsjusza. Już przed pierwszym gwizdkiem ultrasi obu ekip sprawdzili formę swoich gardeł, próbując się nawzajem zagłuszyć przyśpiewkami. Kiedy obie drużyny oficjalnie weszły na murawę, nie wszyscy kibice z Katowic zdążyli zająć swoje miejsca.
Pierwsze kopnięcie wykonali piłkarze GKS-u Katowice. Pierwsze ataki obu ekip nie przyniosły za wielu konkretów, nawet rzut wolny kopany przez gospodarzy z okolic rogu pola karnego skończył się w rękach Rafała Strączka po nieudanej centrze głową. Świetnym przecięciem prostopadłej piłki popisał się Sebastian Milewski, gdyby nie wybił tego na wślizgu, mogłoby być różnie. Pierwszy groźny strzał wykonała drużyna Piasta Gliwice, część stadionu była przekonana, że po strzale głową piłka znalazła się w bramce Strączka. Skończyło się jednak tylko na strachu – i to podwójnym, bo bramkarz GieKSy popełnił błąd w rozegraniu i kopnął prosto w pressującego go napastnika, na całe szczęście znowu zakończyło się autem bramkowym. W 16. minucie znowu najpewniejszy w obronie okazał się Milewski, po raz drugi przejmując piłkę, po wydawałoby się dobrym podaniu zawodnika gospodarzy. Piast na początku meczu stwarzał więcej okazji do przetestowania przeciwnego bramkarza – w 20. minucie świetną podwójną interwencją pokazał się Rafał Strączek, najpierw parując strzał z dystansu idący w dolny róg bramki, a potem łapiąc dobitkę z najbliższej odległości. Kolejne minuty ciągle należały do Gliwiczan tworzących coraz to kolejne okazje na zagrożenie bramce przyjezdnych. Raz po raz albo to stojący w głębokiej defensywie GieKSiarze blokowali kolejne strzały, albo Rafał Strączek łapał centry. Były bramkarz Stali Mielec i Bordeaux momentami robił nawet za ostatniego obrońcę, wygrywając wyścigi do prostopadłych podań z rywalami. Pierwszą od dawna akcję GieKSy wyprowadzili Ilja Szkurin i Eman Marković, cała sytuacja po kilku nieudanych dryblingach znalazła jednak zakończenie w niezłym, płaskim strzale Marcina Wasielewskiego. Nie było to jednak za duże wyzwanie dla Dominika Holca. Na dziesięć minut przed regulaminowym końcem połowy młyn Piasta Gliwice zaczął bawić się w piromanów i najpierw odpalił świece dymne, a jak już widoczność na murawie wróciła do normalności, to odpalili około dwudziestu rac – tak na dobitkę. Sprytnie zaskoczyć bramkarza spróbował Eman Marković – po wybiciu spod swojego pola karnego przez Wasielewskiego, Norweg popędził za futbolówką, obrócił się z rywalem na plecach i strzelił z 40. metra w nadziei na przelobowanie Holeca. Pomysł dobry, wykonanie miało jednak w sobie te 15-20% za mało siły. Do podstawowego czasu gry sędzia Damian Sylwestrzak doliczył cztery minuty. „Za spokojnie na tym boisku” – stwierdził Marius Olsen i wypuścił niecelnym podaniem Jorge Felixa na sytuację sam na sam. Na szczęście po kilku sekundach naprawił swój błąd i pozwolił Strączkowi spokojnie złapać piłkę. Na świetną kontrę okazję miał Mateusz Kowalczyk, jednak pomocnik wyrżnął się na piłce bez presji rywala. Koniec połowy – w Gliwicach do przerwy bezbramkowy remis.
Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy to druga strona spróbowała sztuczki z przelobowaniem bramkarza z połowy, ta próba jednak nawet nie udawała strzału lobem. Znowu to Piast był stroną bardziej skupioną na atakowaniu, jedną z prób trochę fartownie, a trochę poświęceniem zniwelował Wasielewski – po poślizgnięciu się wykorzystał sytuację do przecięcia piłki niby wślizgiem. Szczęście uśmiechnęło się do GieKSy, gdy akcję bramkową gospodarzy anulował spalony, a spalił Jorge Rivas. Pierwszą zmianę meczu wykonał Rafał Górak, wprowadzając Mateusza Wdowiaka zamiast Erika Jirki, byłego piłkarza Piasta. Sprytnie rzut wolny z połowy boiska rozwiązał Bartosz Nowak, spróbował wypuścić Szkurina niskim podaniem, wykorzystując fakt, że o Białorusinie trochę zapomnieli obrońcy z Gliwic. Ten jednak nie dał rady przyjąć podania i skończyło się na stracie posiadania. Jak dzik z piłką zabrał się świeżo wprowadzony Mateusz Wdowiak, prowadząc kontrę prawym skrzydłem. Na wysokości 25. metra obsłużył podaniem Markovica, ten opanował futbolówkę i strzelił po dalszym słupku, jednak bramkarz był na posterunki i sparował piłkę na pierwszy w tym meczu rzut rożny gości. Z samego kornera niestety nic nie wynikło, choć z półwoleja próbował Wdowiak. Strachu napędził obronie GieKSy… sędzia liniowy, nie gwiżdżący oczywistego spalonego i pozwalający na zakończenie akcji jeden na jednego strzałem Boisgardowi. Ze strzałem świetnie poradził sobie Strączek, cały ten wysiłek jednak na nic, bo tuż po obronie sędzia przypomniał sobie, że tego spalonego wypadałoby odgwizdać. W 73. minucie rzut rożny wywalczył Szkurin. Ten stały fragment gry, podobnie jak większość innych, został wybity przez Bartosza Nowaka. Świetna centra na głowę Jędrycha, bramkarz sparował piłkę w bok i tutaj zaczął się pokaz nieudanych zagrań – najpierw Szkurin nie potrafił trafić w piłkę z najbliższej odległości, a sekundę później z metra dalej Kowalczyk posyła rakietę kilometr nad bramką. Tuż potem stan anulowanych bramek wyrównali gospodarze. Cała akcja była absurdalna – najpierw prostą centrę z rąk wypuścił Holec, czym nabił rękę obracającego się Szkurina. Ten łokciem „obsłużył” Nowaka, który nie oddał celnego strzału na prawie pustą bramkę, ale piłka po odbiciu się od poprzeczki trafiła w plecy próbującego interweniować Borowskiego, po czym wskoczyła do bramki. Bramka słusznie została anulowana, jednak gdyby nie to, to prawdopodobnie poszłaby viralem na Twitterze. Dobrze wychodziły zawodnikom Rafała Góraka wślizgi w tym meczu, tym razem w taki sposób prostopadle Markovićowi zagrał Kowalczyk, cała akcja nie zakończyła się niestety niczym konkretnym. Pierwsza żółta kartka spotkania została pokazana na minuty przed końcem, a ukarany nią został Lewicki. Swoją obecność na boisku chciał zaznaczyć Marcel Wędrychowski, wpuszczony na samą końcówkę. Po dobrej pracy w pressingu i odebraniu piłki na połowie rywala zagrał bardzo niecelnie na wysokości pola karnego. Jeszcze ten sam zawodnik wywalczył żółtą kartkę po faulu taktycznym na skrzydle. Rzut wolny wykonany przez Bartosza Nowaka został wybity i to by było na tyle – koniec meczu.
10.05.2026, Stadion Miejski w Gliwicach
Piast Gliwice 0:0 GKS Katowice
Piast Gliwice: Holec – Rivas, Felix (67. Barkovskiy), Dziczek, Boisgard (85. Katsantonis), Tomasiewicz, Borowski, Drapiński, Lewicki, Vallejo (78. Sanca), Lokilo (67. Leśniak).
GKS Katowice: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen, Jirka (56. Wdowiak.) – Kowalczyk (85. Rasak), Milewski, Nowak, Marković (85. Wędrychowski) – Szkurin (88. Kokosiński).
Żółte kartki: Lewicki, Tomasiewicz – Wasielewski.
Sędzia: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 8385 (w tym 1322 kibiców GieKSy).
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze