Dołącz do nas

Piłka nożna kobiet

Jagiellonki pokonane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ostatni sprawdzian przed wylotem na turniej Ligi Mistrzyń zakończył się pewnym zwycięstwem 2:0 nad Jagiellonkami. Obie bramki dla Trójkolorowych zdobyła Aleksandra Nieciąg.

Spotkanie rozpoczęły piłkarki UJu, lecz wysoki pressing GieKSy od razu zaowocował przejęciem piłki w kilka sekund. Zaczęły się zmasowane ataki na bramkę Karoliny Klabis, z których wyniknął rzut rożny w pięćdziesiątej sekundzie. Po wrzutce Patricii Hmirovej z rogu zakotłowało się w polu karnym, Katarzyna Nowak jednak odbiła piłkę ręką. Emilia Sabuda zakręciła w środkowej tercji boiska Anitą Turkiewicz, która musiała ratować się faulem. Ciągłe ataki ze strony zawodniczek w żółtych koszulkach skutkowały niedokładnością w rozegraniu defensywy krakowianek, brakowało jednak skutecznego opanowania piłki. Pierwszy strzał w meczu należał do ekipy gości, bombą z dystansu zaskoczyć chciała prawa skrzydłowa, piłka jednak poszybowała nad poprzeczką. Przez kilka następnych minut piłka była we władaniu drużyny akademickiej, nie wynikało jednak z tego nic groźnego. Po starciu z rywalką boisko musiała opuścić kapitan GieKSy Anita Turkiewicz. Trzymamy kciuki za szybki powrót do zdrowia przed turniejem w Słowenii. W jej miejsce weszła Jagoda Cyraniak. Po przejęciu piłki Weronika Smaza spróbowała przetestować Kingę Seweryn strzałem z połowy boiska, na bramkarce nie zrobiło to jednak dużego wrażenia. Pierwsze czternaście minut upłynęło pod znakiem niedokładności w środku pola, żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy na dłużej niż minutę. Świetnym zagraniem popisała się Julia Włodarczyk, która znalazła podaniem z półprzestrzeni wbiegającą Klaudię Maciążkę, jednak jej wstrzelenie piłki w pole bramkarskie nie znalazło adresatki, akcja skończyła się niecelnym strzałem Kozarzewskiej zza pola karnego. Ataki podopiecznych Karoliny Koch nie ustępowały jeszcze przez parę minut. Po wrzutkach zarówno z linii końcowej, jak i z głębi boiska rywalki miały problemy z wybiciem piłki, nie udało się jednak zwieńczyć tych akcji golem. W 20. minucie szybkiej kontry spróbowała drużyna Uniwersytetu Jagielońskiego, bez większego efektu. Gościnie momentami atakowały rywalki wysokim pressingiem, często się to jednak kończyło faulami. Dwójkowa akcja Maciążki i Słowińskiej, Julia Włodarczyk została wypuszczona na prawe skrzydło, ze wrzutki jednak nic nie wyniknęło. Przy piłce utrzymały się zawodniczki w żółtych koszulkach, świetnym długim podaniem Hmirovą chciała obsłużyć Zawadzka, lecz u słowackiej zawodniczki zawiódł w tej akcji refleks i nie dała rady przyjąć piłki. Po faulu na 30. metrze Hmirova pokusiła się na strzał, po którym piłka wylądowała na sektorze gości. Piłkarki z Krakowa nie odstawiały nogi przy żadnych sytuacjach, co często skutkowało rzutami wolnymi przyznawanymi  katowickiej ekipie. Po jednym z nich, Patrycja Hmirova wykonująca wszystkie stałe fragmenty gry, pobiegła prosto do narożnika boiska. Po rzucie rożnym w drugie tempo piłkę dostała Aleksandra Nieciąg, strzał z wysokości jedenastego metra wylądował prosto w rękach bramkarki. Od dłuższego czasu obrona GieKSy nie miała innej roboty niż rozrzucanie piłek, przeciwniczki nie zmuszały ich do nadmiernego wysiłku defensywnego. W jednym z wielu ataków pozycyjnych nieszablonowym zagraniem spróbowała zaskoczyć Nieciąg, podanie piętą zostało jednak zablokowane. Przejęcie piłki w pressingu przez Kalaberovą, rajd na bramkę rywalek Słowaczki zakończył się strzałem wyłapanym przez bramkarkę. Julia Włodarczyk po otrzymaniu piłki ścięła do środka i wypuściła Aleksandrę Nieciąg, piłka po rykoszecie od obrończyni trafiła pod nogi napastniczki i ta pewnym strzałem po długim słupku pokonała bramkarkę – 1:0! Szczęście trochę pomogło uKochanym, ta bramka jednak tchnęła w nie dodatkowe siły i zaczęły pressować jeszcze wyżej niż wcześniej. Okropny błąd defensywy UJu, Klaudia Urna wypuściła Nieciąg na akcję sam na sam, napastniczka wyrzuciła jednak się za szeroko i trafiła w boczną siatkę. Drugi ten sam błąd w doliczonym czasie gry, tym razem jednak najaktywniejsza piłkarka GieKSy nie zdążyła dopaść do piłki.

Po zmianie połów akcję środkiem boiska trójkową akcję przeprowadziły Maciążka, Kozarzewska i Nowak, ostatecznie skończyło się jednak na faulu w ataku. Atak w drugą stronę, bezlitośnie przedziurawiona została Jagoda Cyraniak, akcja zakończyła się niecelnym strzałem. Tempo gry zaczęły dyktować krakowianki – w 47. minucie po wrzucie z autu na wysokości pola karnego Seweryn znowu przedziurawiona została młodzieżowa reprezentantka Polski, po czym od razu się zrehabilitowała i odzyskała piłkę. Jagiellonki po swoich akcjach oddały kilka strzałów na azymut w kierunku bramki, żaden z nich nie był jednak celny. Swojego szczęścia ciągle szukała Hmirova, tym razem to ona spróbowała strzału ze znacznej odległości, co nie zaskoczyło Klabis. Zawodniczki chyba założyły się między sobą na gola z jak największej odległości, bo tym razem z dystansu spróbowała Cyraniak. Po dwójkowej akcji Słowaczek piłkę na szesnastym metrze otrzymała Nieciąg, strzał z trudnej pozycji wylądował jednak nad bramką. W wysokim pressingu popracowała Kozarzewska, piłka trafiła do Kalaberovej, ta zaangażowała krótkim podaniem Julię Włodarczyk, która z głębi pola obsłużyła Aleksandrę Nieciąg, która w 58. minucie skompletowała strzałem głową dublet! Po rozpoczęciu gry od środka zaatakowała ekipa UJu, w pierwszej akcji centrostrzał Aleksandry Dziób zmusił do pracy Kingę Seweryn. Włodarczyk kolejny raz w pressingu odebrała piłkę, ścięła do środka i wystawiła piłkę na osiemnasty metr, Kalaberova jednak swoim strzałem bardzo chciała wybić futbolówkę poza stadion. Na boisku pojawiły się Dżesika Jaszek i Santa Vuskane, a Nieciąg została przesunięta niżej. Nieciąg świetnie uruchomiła do rogu pola karnego Hmirovą, jej strzał sparowała Klabis, do piłki na trzecim metrze dopadła Vuskane, jednak tragicznie skiksowała. Piłkarki Karoliny Koch ciągle atakowały rywalki pressingiem, a te nie potrafiły sobie z tym kompletnie poradzić. Przed ważnym turniejem trener nie chciała stracić najważniejszych piłkarek, tym pewnie była podyktowana zmiana Patricii Hmirovej i Klaudii Słowińskiej, zostały one zastąpione przez Patrycję Michalczyk i Nicolę Brzęczek. Błyskawicznym uruchomieniem napastniczki popisała się Katarzyna Nowak, tego nie wykorzystała jednak Jaszek, oddając strzał w boczną siatkę. W 82. minucie po raz pierwszy w meczu wrzutki spróbowała Santa Vuskane, piłka trafiła jednak prosto w ręce bramkarki. Błąd w wyprowadzeniu piłki Zawadzkiej, na jej szczęście akcja UJu szybko została spalona. Wkradło się sporo niedokładności w rozegranie obrony i pomocy GieKSy, ostatecznie obywało się bez konsekwencji. W 90. minucie wytrzymałość poprzeczki sprawdziła napastniczka Jagiellonek, po strzale z półobrotu Kowalska prawie wpisała się na listę strzelczyń. Do końca meczu parę prób ataku przeprowadziły gościnie, żadne z nich nie znalazło swojego zwieńczenia choćby w groźnym strzale.

Koniec meczu – GieKSa 2, Uniwersytet Jagielloński 0!

GKS Katowice – UJ Kraków 2:0 (1:0)
Bramki: Nieciąg (40, 58).
GKS Katowice: Seweryn – Słowińska (74. Michalczyk), Zawadzka, Nowak – Włodarczyk, Kozarzewska (64. Jaszek), Kalaberova, Turkiewicz (10. Cyraniak) – Maciążka (64. Vuskane), Nieciąg, Hmirova (74. Brzęczek).
UJ Kraków: Klabis – Smaza, Dziób (79. Kulka), Urna, Mordel, Zapała (67. Słonka), Romuzga, Kaczmarek (79. Stachurska), Sabuda (63. Kowalska), Wachowska (46. Dyśkowska), Malinowska.
Żółte kartki: Malinowska, Smaza.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga