Piłka nożna
Emocje godne multiligi!
Ostatnia kolejka PKO BP Ekstraklasy za nami! Multiliga sobotniego popołudnia była bardzo ciekawa. Tradycyjny dzwonek podczas transmisji wybrzmiał aż 32 razy, bo tyle bramek padło w 9 spotkaniach. Emocji nie brakowało praktycznie na każdym stadionie.
Największym przegranym sobotniego wieczoru zostali zawodnicy Lechii Gdańsk, którzy mieli swój los we własnych nogach. Wystarczyłoby im zwycięstwo z Termalicą, by zachować ligowy byt. Dość niespodziewanie to piłkarze z Niecieczy wyszli na prowadzenie po 20 minutach gry i zamieszaniu w polu karnym. Kilka minut później wynik podwyższył Kurzawa. W drugiej połowie Lechia postawiła wszystko na jedną kartę. W 50. minucie Bobćek zdobył kontaktowego gola, ale w 57. minucie ładną akcję wykończył Zapolnik i znów Lechia była w tragicznej sytuacji. W 70. minucie Bobček stanął przed szansą trafienia z rzutu karnego, jednak piłka odbiła się od poprzeczki. W czwartej minucie doliczonego czasu gry ten sam zawodnik przypadkowym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Zapewnił sobie tym samym koronę króla strzelców, co raczej jest marnym pocieszeniem z powodu spadku jego drużyny do I ligi. Najczęściej w stronę Niecieczy oglądali się w Łodzi. Tam Widzew szybko, bo w 11. minucie wyszedł na prowadzenie po golu Baeny. Po przerwie na 2:0 podwyższył Fornalczyk, więc o wynik tamtego spotkania drżeli już tylko Gliwiczanie. Zdobyli oni kontaktowego gola w 64. minucie, ale wobec potknięcia Lechii znaleźli się nad kreską i zachowali ligowy byt. Dwie najszybsze bramki w trakcie multiligi padły w Krakowie, gdzie w meczu Cracovii z Koroną już po sześciu minutach było 1:1. Taki wynik w pełni satysfakcjonował Cracovię i utrzymał się już do końca spotkania.
Prawdziwe show skradli piłkarze Górnika Zabrze, którzy przypieczętowali sobie wicemistrzostwo w fenomenalnym stylu. Już do przerwy meczu z Radomiakiem prowadzili aż… 5:0. Tuż po wznowieniu gry zdobyli szóstą bramkę. W końcówce Radomiak zdobył dwa honorowe trafienia i spotkanie zakończyło się 6:2. Co istotne w 69. minucie na boisku pojawił się Podolski i było to jego pożegnanie, gdyż zapowiedział zakończenie piłkarskiej kariery. Na trzecim miejscu ligowego podium ulokowała się Jagiellonia, która w meczu z Zagłębiem Lubin zwyciężyła skromnie 1:0, choć nie bez problemów, bo w drugiej połowie szanse na wyrównanie mieli goście, jednak Reguła nie wykorzystał rzutu karnego. Z białostocką publicznością pożegnał się za to Pululu, który zdobył jedynego gola w tym spotkaniu, a w 85. minucie zeszedł z boiska przy owacjach na stojąco. Na potknięcie Jagiellonii do końca liczył Raków, który wysoko, bo 3:0 rozbił Arkę Gdynia. Jako, że ich bezpośredni ligowi rywale zwyciężyli, w Częstochowie musieli zaspokoić się czwartą pozycją i awansem do Ligi Konferencji. O piąte miejsce rywalizowały Legia i GKS. Warszawiacy nie dali żadnych szans Motorowi i zwyciężyli aż 4:0. Po meczu cały stadion fetował awans do europejskich pucharów, choć mecz w Szczecinie się jeszcze nie zakończył. Tam Pogoń podejmowała GieKSę. Pierwsza połowa należała do Portowców, a Katowiczanie byli bezradni i nie oddali nawet strzału na bramkę. Druga połowa była bardziej wyrównana, ale najciekawiej było w końcówce. W 85. minucie wydawało się, że już jest po meczu, bo Grosicki umieścił piłkę w bramce. Sędziowie skorzystali z analizy i anulowali tego gola. W doliczonym czasie gry, sędzia znów zmuszony był podejść do ekranu, bo niefortunnie tuż za linią pola karnego interweniował bramkarz gospodarzy Krzysztof Kamiński i został za to wyrzucony z boiska. Jako że Pogoń wszystkie zmiany miała już wykorzystane między słupkami stanął napastnik Filip Cuic. GieKSa ruszyła do ataku, co przełożyło się na bramkę Marcela Wędrychowskiego, który mocnym strzałem z linii pola karnego pokonał stojącego między słupkami zawodnika. Mecz zakończył się remisem, tym samym w Warszawie musieli zakończyć świętowanie, a w Lidze Konferencji zagra GKS Katowice.
Lech Poznań tylko zremisował 2:2 z Wisłą Płock. Nie zepsuło to jednak fety przy Bułgarskiej, bo Kolejorz mistrzostwo zapewnił sobie już przed tygodniem. Murawę w Poznaniu zasypało konfetti i zalał szampan. Lech Poznań obronił tytuł mistrzowski.
Termalica Nieciecza – Lechia Gdańsk 3:2
Cracovia – Korona Kielce 1:1
Górnik Zabrze – Radomiak Radom 6:2
Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 1:0
Lech Poznań – Wisła Płock 2:2
Legia Warszawa – Motor Lublin 4:0
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:1
Raków Częstochowa – Arka Gdynia 3:0
Widzew Łódź – Piast Gliwice 2:1
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze