Piłka nożna Wywiady
Czerwiński: Kibice nas niosą
Po wygranym meczu z Wisłą Płock porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim oraz Lukasem Klemenzem, który zdobył zwycięską bramkę dla GieKSy w doliczonym czasie gry.
Wygrana zasłużona, przez cały mecz dominowaliście.
Alan Czerwiński: Zgadzam się, ale z perspektywy meczu musimy bardzo szanować te trzy punkty. Wisła też stworzyła sobie sytuacje. W takich meczach, gdy atakuje się pozycyjnie, trzeba być bardzo mocno skupionym w defensywie. Kontrataki były groźne, gdy już do nich dopuszczaliśmy, i trzeba mieć się na baczności. Graliśmy odpowiedzialnie i całe 93 minuty pracowaliśmy na tę bramkę.
Czas już na walkę o najwyższe cele?
Dzisiaj radość z wygranej, a wieczorem po kolacji myślimy już o czwartku. Czekają nas bardzo fajne mecze w tym tygodniu. Na Rakowie każdy wie, jaki to dla nas ważny mecz. Dzisiaj radość, a od jutra – robota.
Patrząc na to, z jaką energią wyszliście na boisko, chyba brakowało wam po prostu gry w piłkę?
Tak, dwa tygodnie przerwy trochę nam były potrzebne, bo wcześniej graliśmy dużo spotkań. Z drugiej strony to jest dużo czasu. Ja wolę grać co tydzień, albo nawet i trzy dni. Wtedy łapie się flow, a po przerwie jest taka lekka niewiadoma, szczególnie po porażce w ostatnim meczu. Po wygranej ta przerwa jest zawsze inna, ale fajnie przepracowaliśmy te tygodnie i dziś już mamy trzy punkty. Zostaje nam tylko patrzeć na puchar.
W drugiej połowie chyba chcieliście jeszcze bardziej podostrzyć?
Chcieliśmy docisnąć od początku tej drugiej części. Pokazać Wiśle, że gra u nas i kibice będą nas nieśli. Dwoma-trzema dobrymi akcjami napędzamy fanów, oni potem napędzają nas i przeciwnik się wtedy cofa. W drugiej połowie się to udało, graliśmy konsekwentnie do 94. minuty i to nam przyniosło trzy punkty. Cieszę się bardzo, że kibice nas tak niosą u siebie, to widać po prostu po wynikach, jakie tutaj osiągamy, że to pomaga.
Zrobiło się chłodniej przy tej jednej z ostatnich akcji, gdy wykazał się Rafał Strączek?
Tak, tym bardziej, że byłem bardzo blisko tej sytuacji. Mogłem tę piłkę dotknąć, ona by zmieniła wtedy tor lotu. Intuicyjnie ją puściłem, wiedząc, że mam go za plecami. Wolałem zaryzykować i ją zostawić Rafałowi, inaczej nie miałby szans na reakcję. Na szczęście wyszło dobrze.
Macie zgraną trójkę z tyłu. Mało rotacji pomaga utrzymać koncentrację z tyłu, ale i w tych akcjach ofensywnych i stałych fragmentach?
Bardzo, bardzo pomaga. Wiemy, czego się możemy po sobie spodziewać. Znamy swoje lepsze i słabsze… Nie mamy słabszych stron (śmiech)! To jest fajne, znamy się dobrze i jeden za drugiego pójdzie w ogień. Oby tak dalej.
Na święta jakieś pisanki, ulubiona potrawa?
Przed meczem żona z dzieciakami to przygotowywali. Ja trochę im pomagałem, a trochę już się odcinałem i przygotowywałem do spotkania. Nie mam chyba ulubionej potrawy, oczekuję szczególnie na ten czas z rodziną, idziemy do kościoła i obchodzimy te święta dosyć mocno. Pokazujemy dzieciom, jak my to obchodziliśmy za młodszych lat i przekazujemy te tradycje.
Dzisiaj już można patrzeć tylko w górę tabeli?
Lukas Klemenz: Okres przygotowawczy był bardzo mocny w Turcji, trenerzy przygotowania poszli o kolejny krok do przodu. Na odprawie mieliśmy statystyki i mówiliśmy o tym, że było dwa razy mocniej niż rok temu. Mogą iść za tym urazy, na razie nas to omija. Zobaczymy, co będzie – zostało 7 kolejek, liga jest nieprzewidywalna. Każdy patrzy na kolejny mecz z Rakowem, to dla nas najważniejsze.
Nie nudzi ci się już to strzelanie? Wisła robiła wszystko, by nie dopuścić do strzału głową, a ty po prostu wepchnąłeś piłkę do siatki.
Nie (śmiech). Każda bramka zawsze cieszy, Ronaldo ma już prawie 1000 i dalej ma tę pasję. Cieszy to, że strzelam i pomagam zespołowi. Te dwie porażki spowodowały to, może nie jakąś mega presję, ale wiemy, jak się układa tabela. Cieszę się, że udało się to przełamać.
Dzisiaj znów po jednej akcji mogliście stracić punkty, choć wcześniej prowadziliście grę niemal cały czas.
Tak, z Cracovią też prowadziliśmy grę i przegraliśmy spotkanie. Dzisiaj wygrywamy, wypełniliśmy swoje zadania. Nie ma tak, że można być w tej lidze pewnym zwycięstwa.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze