Piłka nożna
Chytra GieKSa z Radomia
Zapraszamy do zapoznania się z relacją ze spotkania w Radomiu, które mogło potoczyć się w obie strony.
Kibice gości weszli już całkowicie na trybunę prawie pół godziny przed początek meczu, co pozwoliło im wesprzeć zespół podczas wyczytywania składów i wyjścia na rozgrzewkę. Pogoda sprzyjała, bo przy kilkunastu stopniach na plus na niebie nie było widać żadnej chmury. Murawa jednak jeszcze nie zdążyła się w pełni zregenerować po zimie, była tylko niewiele lepsza niż ta w Gdyni. W wyjściowym GieKSy próżno szukać jakiegoś zaskoczenia, za to w kadrze miejscowych zabrakło Capity.
Spotkanie rozpoczęli gospodarze, mając za plecami bramkarza swój młyn. Piłkarze od razu zaczęli na ostro, w dwudziestej sekundzie mocno ucierpiał Adam Zrel’ak, na szczęście napastnik po chwili wrócił do gry. Pierwszy strzał oddała GieKSa, jednak próba Marcina Wasielewskiego z 20. metra została zablokowana. Podanie górą w poprzek obrony przeciął Bartosz Nowak, potem najpierw ani on, ani Mateusz Wdowiak ze Zrel’akiem nie opanowali piłki. Słowak próbował wykończyć wrzutkę z drugiego tempa, ale po uderzeniu nożycami piłka przeleciała nad poprzeczką. Ekwilibrystycznego przyjęcia prostopadłej piłki spróbował Erik Jirka, gdyby mu to wyszło, to byłby sam na sam. Pierwszy rzut rożny dla gości, przy piłce klasycznie Nowak. Dośrodkowanie ominęło wszystkich łącznie z bramkarzem, a na koniec został odgwizdany faul w ataku. Podanie prostopadłe z przewrotki Luquinhasa napędziło akcję Radomiaka, chwilowo zrobiło się groźnie pod bramką Strączka. Rzut wolny Katowiczan ze środka pola przerodził się w kontrę miejscowych, ale Balde został powstrzymany wślizgiem Mateusza Kowalczyka. Po swojej lewej stronie zespół w zielonych koszulkach zabawił się w podawanie piłki po trójkącie, czym wypracowali sobie świetną okazję na centrę. Ta na szczęście zatrzymała się na Sebastianie Milewskim. Znowu odbiór w pressingu, kolejny już w tym meczu na konto gości, mógł przerodzić się w bramkę, lecz Filip Majchrowicz świetnie wyciągnął strzał z rogu pola karnego, Wdowiakowi niewiele brakło do strzelenia. Bartosz Nowak poczuł odrobinę magii, wykorzystanej tym razem przeciwko niemu – Ouattara zręcznie przerzucił piłkę nad Ligowcem Roku, dzięki czemu zgubił krycie. Znowu akcja pod polem karnym Strączka, na wysokości połowy pola karnego sfaulował Wdowiak. Strzał prawie sięgnął siatki, lecz przytomnie krótki róg pokrył Zrel’ak. Piłkę na prawie 30. metrze dostał Luquinhas. Nie patrząc na to, że to był półwolej z takiej odległości, przyłożył i niewiele brakło, żeby ta decyzja oddała bramką. Brazylijska aura Radomia unosiła się w powietrzu, tym razem to Kowalczyk wystrychnął w dudka cały środek pola gospodarzy efektowną ruletką. Marcin Wasielewski zaliczył groźną stratę w półprzestrzeni swojego pola karnego, na jego szczęście podanie napastnika wyszło tragicznie. Prób joga bonito było jeszcze więcej, prawie w piłkę z przewrotki trafił aktywny w tym meczu Balde. Pierwszą żółtą kartkę zarobił środkowy obrońca z Radomia, zdecydowanie za ostro wchodząc w Wdowiaka podczas walki o górną piłkę. Gospodarze regularnie próbowali złamać GieKSiarzy wrzutkami na dalszy słupek, czujny jednak był zazwyczaj Wasielewski – większość wrzutek szło ze strony Jirki. Rzut wolny z głębi pola w wykonaniu Nowaka, piłka łatwo przeszła do Arkadiusza Jędrycha, którego gospodarze zapomnieli przypilnować. Pierwsza próba strzału trafiła w słupek, ale dobitka z najbliższej odległości znalazła drogą do bramki rywlai. GieKSa strzeliła gola do szatni!
Pierwszy groźny atak w drugiej połowie należał do katowiczan. Świetną piłką prostopadłą popisał się Nowak, lecz dośrodkowanie Wasielewskiego zostało zablokowane. Po chwili poprawić centrę z tego samego miejsca spróbował Kowalczyk, tym razem zakończyło się rożnym. Kontra Radomiaka w 53. minucie mogła zakończyć się źle, jednak okiwanego Lukasa Klemenza skutecznie zaasekurował Milewski, blokując strzał. Ciągle forsowane były skrzydła gości, jednak znowu broniący nie dali się oszukać. Mateusz Wdowiak świetnie przeczytał kiwkę Elvesa Balde, po czym poleciał rajdem na drugą połowę, w efekcie wywalczając aut niedaleko bramki Majchrowicza. Koniec końców akcja zakończyła się spalonym. Zamieszanie w polu karnym Strączka, kilka przebitek wygrali zawodnicy Radomiaka. Wrzutka na dalszy słupek ominęła na szczęście wszystkich, łącznie z białym prostokątem. Świetne przejęcie Milewskiego na połowie rywala pozwoliło przejść GieKSie do pierwszego od dawna ataku pozycyjnego, który jednak szybko skończył swój żywot nieudanym podaniem. Kontra GKS-u wyglądała obiecująco, po pracy Zrel’aka i Mateusza Wdowiaka w sytuacji trzech na dwóch tragicznie zagrał Nowak – rzadko jest okazja to napisać. Bartosz Nowak podszedł do rzutu wolnego odgwizdanego w prawie identycznym miejscu jak ten, po którym Radomiak spróbował strzału. Goście zdecydowali się na wrzutkę, nie przeszła jednak ona obrońców. Czujność Strączka została przetestowana strzałem z dystansu. Okazało się, że golkiper nie spał, a wyłapał futbolówkę dzięki widowiskowej paradzie. Na listę strzelców mógł się zapisać świeżo wprowadzony Baro, lecz piłka po jego strzale nie znalazła drogi do bramki, ledwo mijając słupek. Radomiak złapał dobrą passę, GieKSa nie mogła wyjść z własnej połowy. Sytuacja uspokoiła się dopiero po wyłapaniu centry z rzutu rożnego przez Rafała Strączka. Po raz setny centra Radomiaka, tym razem zakończyła się niecelną główką. Radomiak miał duże problemy z rozgrywaniem na własnej połowie, podopieczni Rafała Góraka dobrze wywiązywali się z tego elementu. Znowu groźna sytuacja gospodarzy, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłka zakotłowała się w polu karnym, zostały zablokowane chyba trzy groźne strzały. Kibice na stadionie regularnie zrywali się z miejsc, widząc kolejne zmarnowane akcje swoich ulubieńców. Doliczony czas gry, kolejny rzut rożny radomiaków. Znowu piłkę złapał Rafał Strączek, tym razem kosztem zderzenia z rywalem. Pierwsza od dawna kontra GieKSy, nie zakończyła się ona jednak strzałem. Ostatni gwizdek, GKS Katowice wraca z trzema punktami!
8.03.2026, Radom
Radomiak Radom 0:1 GKS Katowice
Bramka: Arkadiusz Jędrych (45).
Radomiak Radom: Majchrowicz – Ouattara, Kingue, Dieguez, Wilson-Esbrand (71. Soumah), Camara (86. Kaput), Wolski (71. Baro), Luquinhas, Grzesik, Balde (60. Lopes), Maurides (60. Tabsoba).
GKS Katowice: Strączek – Czerwiński (63. Kuusk), Jędrych, Klemenz – Jirka (64. Galan), Kowalczyk (64. Rasak), Milewski, Wasielewski – Wdowiak (87. Wędrychowski), Nowak – Zrel’ak (90. Szkurin).
Żółte kartki: Dieguez, Wolski – Czerwiński, Jędrych, Milewski, Rasak.
Sędzia: Damian Kos (Gdańsk).
Widzów: 9776 (w tym 753 kibiców GieKSy).
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze