Felietony Piłka nożna
Centymetry, setne i atut własnego boiska
Z racji minimalnej odległości między dwoma meczami, miałem dać sobie na wstrzymanie z felietonem przedmeczowym na Widzew. Ranga tego spotkania jest jednak tak duża, że warto kilka słów poświęcić. Jeśli patrzeć bowiem na pojedyncze spotkanie – to jest to jeden z najważniejszych meczów od 20 lat. Na równi – choć jednak nieco ważniejszy – był oczywiście pojedynek z Arką w Gdyni pieczętujący nasz awans do ekstraklasy. Jednak będąc w piłkarskiej otchłani, byliśmy też w otchłani pucharowej. Ten sezon jest inny. Gramy w ćwierćfinale, a apetyt mamy na więcej.
Po raz kolejny przyjeżdża do nas Widzew. Zespół budowany za grube miliony, który póki co jednak kompletnie nie może zaskoczyć. Po porażce z GieKSą wydawało się, że podopieczni Igora Jovicevića odbili się w Płocku, ale potem przyszły dwa kolejne mecze bez strzelonej bramki, z zaledwie jednym punktem i słabiutką grą. Wspomniana wygrana z zespołem Mariusza Misiury była bardzo ważna, ale patrząc na to, co obecnie Wisła Płock wyprawia – nieco osłabia to jej wydźwięk.
W Łodzi zastanawiają się, co ważniejsze – liga czy puchar. Każda kolejka będzie dla Widzewa grą o życie, a przecież w najbliższej potyczce ligowej będą się mierzyć z Lechem Poznań. Na ile więc zawodnicy z Łodzi zepną się na rozgrywkę pucharową – pytań jest wiele. Z jednej strony walka o ligowy byt, z drugiej – już tak niedaleko do Narodowego, że każdemu szkoda byłoby tego nie wykorzystać.
My mamy bardzo dobre wspomnienia z ostatniego meczu z łódzkim rywalem. GieKSa wygrała – swoim wyrachowanie, ale przede wszystkim walecznością i dobrą realizacją planu. Lukas Klemenz zaczarował 0:0 do przerwy, strzelając bramkę na sam koniec i potem było już tylko dobrze. Przede wszystkim GieKSa pokazała, że przed nikim nie pęka i wspomniane miliony na nikim nie robią wrażenia. Liczy się tu i teraz, na zielonej murawie.
Ponad dwie dekady bez ćwierćfinału… W tym czasie masa nieudanych spotkań w Pucharze Polski. To były feralne rozgrywki dla GieKSy. W tym czasie na tym szczeblu grała taka masa dziwnych drużyn z drugiej czy trzeciej ligi, a Katowiczanie ledwo, ledwo się doczłapywali incydentalnie do 1/8 finału.
Teraz jest inaczej. Trener Rafał Górak podkreśla, jak ważna jest to rozgrywka dla niego. Już w zeszłym sezonie mówił o tym – że odpadnięcie z Unią Skierniewice to był być może najgorszy moment rundy. Na szczęście to już przeszłość, a przed nami wielka szansa. Szansa na to, by nawiązać do wspaniałej historii GKS Katowice, naznaczonej trzema triumfami w Pucharze Polski.
Trudno oceniać dzisiejszy mecz w kategoriach bycia faworytem. Ekstraklasa jest tak totalnie spłaszczona, a płaszczy się jeszcze bardziej. Naprawdę każdy może wygrać z każdym i czasem może można mówić o lekkim faworycie jakiegoś meczu, ale przecież każda kolejka pokazuje nam, że typowanie wyników to wróżenie z fusów. Nawet taki spec jak Mateusz Rokuszewski nie wytypował poprawnie ani jednego rozstrzygnięcia ostatniej kolejki.
Czysto piłkarsko więc nie da się określić, kto ma większe szanse wygrać. Będą decydować inne zmienne. Jedyną przedmeczową rzeczą przemawiającą na korzyść GKS to fakt, że jest gospodarzem. To na pewno ułatwienie, tym bardziej, gdy wiemy, jak nam się wiodło w Łodzi w ostatnich latach. Poza tym jednak wpływ na wynik będzie miała dyspozycja dnia, dobra taktyka i… umiejętność zareagowania na stres, czyli na przykład utratę bramki. Z czasem swoje znaczenie może też dołożyć fizyczność, gdy na przykład będzie trzeba dać dogrywkę. Trzeba starać się też nie zarobić jakiejś głupiej czerwonej kartki – przypominam, że rok temu z Unią ten aspekt miał niebagatelne znaczenie.
Przed nami kolejne święto na Bukowej. Nie da się do tego przyzwyczaić tak, żeby spowszedniało. Te miesiące, które przeżywamy są wspaniałe. Trzymajmy kciuki za naszych piłkarzy, bo choć tak jak napisałem – trudno mówić o byciu faworytem którejkolwiek drużyny – to absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, by ten mecz wygrać. Widzew jest do ogrania, trzeba po prostu zagrać swoje i w tym zapewne wyrównanym meczu – być o tę jedną setną szybszym, skakać centymetr wyżej, uderzać centymetr celniej.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze