Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Szalona końcówka! Unia powstała z kolan i wygrała

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki po przerwie reprezentacyjnej rozegrały mecz ligowy z zespołem Legia Ladies 6 -0 (4-0). Następny mecz ligowy nasza drużyna rozegra na wyjeździe z Górnikiem Łęczna 3 października od godz. 13:00. Ze względu na mecze reprezentacyjne w rozgrywkach ligowych trwa przerwa do 9 października. W najbliższą sobotę (3.10) w towarzyskim meczu przyjaźni nasza drużyna zmierzy się z Baníkiem Ostrawa na Nowej Bukowej. Początek spotkania o godzinie 17:00. Bilety na ten mecz są dostępne w przedsprzedaży na platformie bilety.gkskatowice.pl lub w Galerii Katowickiej (GIEKSA FANSTORE). Na portalu igol.pl udostępniony został wywiad z Robertem Sierką. Do reprezentacji U21 został powołany Maciej Kikolski.
Siatkarze przegrali w wyjazdowym meczu sparingowym ze Skrą Bełchatów 1-3. Kolejne test-mecze zespół rozegra w przyszłym tygodniu z zespołem Jastrzębie Barkom. Trwa sprzedaż karnetów na ligowe mecze siatkarzy.
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania ligowe w których przegrali z Polonią Bytom 3-5, Zagłębiem 1-5 i Unią (po dogrywce) 4-5. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra kolejne trzy mecze: już jutro (29 października, w Satelicie) z Cracovią, następnie z JKH GKS-em Jastrzębie (2 października, również w Satelicie) oraz z w niedzielę (4 października, na wyjeździe) z Energą Toruń. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godz. 18:30, 18:30 i 17:00. Grzegorz Pasiut przeszedł zabieg artroskopii kolana.

PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Pewne zwycięstwo katowickiej GieKSy
Katowiczanki potrzebowały zaledwie czterech minut, aby wyjść na prowadzenie. Wówczas Patricia Hmírová skierowała piłkę do siatki. Katowiczanki szybko przejęły inicjatywę i w kolejnych fragmentach spotkania praktycznie nie schodziły z połowy Legii. Przewagę udokumentowała Molly McLaughlin, która po dośrodkowaniu z rzutu rożnego skutecznie uderzyła głową i podwyższyła na 2:0. Chwilę później Hmírová świetnie przedarła się w pole karne i dograła do Kaláberovej, a ta bez problemów skierowała piłkę do siatki. GKS jeszcze przed przerwą zdobył czwartego gola, gdy Klaudia Maciążka indywidualną akcją minęła rywalki i pewnie wykończyła sytuację.
Po zmianie stron gospodynie ponownie mocno rozpoczęły, a McLaughlin po raz drugi tego dnia wpisała się na listę strzelczyń. Z czasem tempo spotkania nieco spadło, a Legia próbowała odpowiedzieć kontratakami, jednak Adéla Fraňková skutecznie interweniowała, kiedy zaszła taka potrzeba. W 90. minucie wynik ustaliła Amelia Bińkowska, wykorzystując dokładne podanie wzdłuż bramki. Katowiczanki sprawiły jednocześnie prezent swojej trenerce, która obchodziła tego dnia swoje 37. urodziny.

igol.pl – Robert Sierka: GKS Katowice zawsze był i na zawsze pozostanie w moim sercu [WYWIAD]
Dla GKS-u Katowice zrezygnował z gry na wyższym poziomie, by po degradacji w 2005 roku pomóc podnieść klub z kolan. Robert Sierka, bo o nim mowa, to jedyny zdobywca goli dla „GieKSy” na czterech szczeblach rozgrywkowych. W specjalnym wywiadzie wraca wspomnieniami do czasów odbudowy klubu u boku Jana Furtoka i Piotra Piekarczyka. Z byłym kapitanem Katowiczan rozmawiamy o miłości do futbolu, która pozwala przetrwać najcięższe kontuzje, a także o współczesnej polskiej ekstraklasie, dwóch twarzach obecnego zespołu trenera Rafała Góraka i tzw. „modzie na GieKSę”, która znów opanowała miasto.

Dominik Michalski (iGol.pl): Panie Robercie, od Pana ostatniego występu w barwach GKS-u minęło już ponad 18 lat. Wiem jednak, że ten klub wciąż zajmuje szczególne miejsce w Pana sercu. Regularnie można Pana spotkać na domowych meczach GKS-u.
Robert Sierka: GKS zawsze był i na zawsze pozostanie w moim sercu. Od najmłodszych lat dorastałem na katowickich trybunach, kibicując „GieKSie”. Później spełniło się moje wielkie marzenie i miałem ogromną dumę oraz zaszczyt przez kilka lat reprezentować ten klub bezpośrednio na boisku jako zawodnik. Ta więź z klubem zostaje w człowieku na całe życie, niezależnie od tego, ile lat upłynęło od odwieszenia butów na kołek.
Portal gieksa.pl podaje, że jest Pan jedynym zawodnikiem w historii klubu, który zdobywał bramki dla GKS-u na czterech różnych poziomach rozgrywkowych. To piękny przykład lojalności – w końcu po sezonie 2004/2005 zdecydował się Pan zejść aż dwie ligi niżej, by dalej grać dla Katowic. Co zaważyło na tym, że w tak trudnym momencie postanowił Pan zostać i pomóc w odbudowie?
Rzeczywiście, grałem w „GieKSie” na kilku poziomach rozgrywkowych – od 4. ligi aż po Ekstraklasę (wtedy nazywaną 1. ligą). Oczywiście, cieszy mnie fakt, że na każdym z nich udawało mi się wpisać na listę strzelców. Do dziś mam satysfakcję, że byłem częścią tamtej drużyny, która podjęła się zadania odbudowy klubu od podstaw po degradacji do 4. ligi w 2005 roku.
Do gry w 4. lidze namówiły mnie prawdziwe legendy „GieKSy”: Jan Furtok oraz Piotr Piekarczyk. To oni stanęli na czele tego wielkiego ruchu i rozpoczęli proces ratowania katowickiej piłki. Kiedy takie autorytety wyciągają rękę i mówią, że tworzymy coś ważnego dla społeczności, nie można było postąpić inaczej. Trzeba było zakasać rękawy i pomóc w walce o powrót na należne GKS-owi miejsce.
[…] Przeszedł Pan z katowickim zespołem przez wiele szczebli, nosił Pan opaskę kapitańską, a zespół był wtedy budowany praktycznie od podstaw. Historia lubi się powtarzać – przecież jeszcze w sezonie 2020/2021 klub był w 2. lidze, a teraz zameldował się w elicie. Dostrzega Pan jakieś podobieństwa między tamtą drużyną „po przejściach”, a tą z ostatnich, również przełomowych lat?
Bardzo trudno porównywać te dwa okresy, ponieważ dzisiejsza piłka nożna jest zupełnie inna niż ta sprzed 20 lat. Zmieniły się warunki treningowe, zaplecze medyczne, dynamika gry, a przede wszystkim mentalność i przygotowanie zawodników. Dzisiaj sport stoi na znacznie wyższym poziomie technologicznym i taktycznym.
Jedynym wyraźnym i niezmiennym podobieństwem są kibice. Od paru lat znów wyraźnie widać i czuć w mieście tzw. „modę na GieKSę”. Ludzie znowu tłumnie żyją meczami, utożsamiają się z zespołem i wszyscy bardzo szczerze kibicują drużynie prowadzonej przez trenera Rafała Góraka. Ta atmosfera wokół klubu znów przypomina tamte najlepsze lata odbudowy.
Jako były zawodnik i stały bywalec na stadionie ma Pan świetny ogląd sytuacji. Po słabszych latach GKS przeszedł swoisty renesans, narodził się na nowo i znów liczy się w walce o wysokie cele w PKO Ekstraklasie. Jak ocenia Pan potencjał zespołu trenera Rafała Góraka? Czy powtórzenie sukcesów i ewentualna walka o europejskie puchary to realny scenariusz?
Potencjał w tym zespole jest naprawdę spory. Kadra jest wyważona i wyrównana. Co szczególnie ważne, w składzie wciąż znajduje się sporo Polaków, co nie jest obecnie tak częste w innych drużynach PKO Ekstraklasy. To daje zespołowi odpowiedni charakter i tożsamość.
Jeśli chodzi o europejskie puchary, podchodziłbym do tego spokojnie. PKO Ekstraklasa bywa nieprzewidywalna. Uważam, że powtórzenie stabilnego wyniku z poprzedniego sezonu i ugruntowanie swojej pozycji w czołowej części tabeli już byłoby dla nas ogromnym sukcesem. Najważniejsza jest płynność i konsekwencja w rozwoju.

polsatsport.pl – Zmiana w powołaniach reprezentacji Polski! Chodzi o obsadę bramki
Bramkarz GKS-u Katowice Maciej Kikolski został powołany do reprezentacji Polski U21. Zastąpi on Sławomira Abramowicza z Jagiellonii Białystok, który zajął miejsce Kamila Grabary z Juventusu w seniorskiej kadrze.
Podczas wrześniowo-październikowej przerwy na kadrę reprezentacja Polski do lat 21 walczyć będzie w eliminacjach mistrzostw Europy. Selekcjoner Jerzy Brzęczek ogłosił powołania 22 września.
Początkowo na liście znalazł się Sławomir Abramowicz. Golkiper Jagiellonii Białystok został jednak dowołany przez Jana Urbana do seniorskiej drużyny po tym, jak kontuzji doznał Kamil Grabara z Juventusu.
Jest już zastępstwo za Abramowicza w młodzieżowym zespole. Brzęczek postawił na Macieja Kikolskiego, zawodnika GKS-u Katowice.

SIATKÓWKA
skra.pl – Wygrana PGE GiEK Skry w sparingu z GKS-em Katowice
PGE GiEK Skra Bełchatów pokonała 3:1 GKS Katowice w ostatnim domowym meczu kontrolnym przed sezonem 2026/2027. Z uwagi na to, że rewanżowy sparing nie dojdzie do skutku, kolejne mecze Bełchatowianie zagrają na Turnieju o Puchar Starosty Wadowickiego w Andrychowie.
Podobnie jak w poprzednich spotkaniach kontrolnych trenerzy umówili się na rozegranie czterech setów. Pierwszą partię dobrze rozpoczęli Bełchatowianie, po mocnym ataku Zouheira El Graoui prowadzili 5:2. Zgubił blok Wojciech Włodarczyk, dając trzeci punkt przyjezdnym. Po drugiej stronie siatki ręki nie zwalniał Alan Souza, jego mocny atak dał PGE GiEK Skrze 8:4. Przy stanie 13:6 o czas poprosił trener gości. Na 15:8 uderzył ze środka Michał Szalacha. Asa serwisowego zagrał El Graoui (19:12). Gospodarze spokojnie kontrolowali przebieg gry i finalnie wygrali do 14.
Katowiczanie lepiej weszli w drugiego seta, budując sobie prowadzenie 3:1. Gdy zablokowany został Bartłomiej Krulicki, mieliśmy remis 4:4. Mocno uderzył Alan Souza, dając PGE GiEK Skrze prowadzenie 6:5. Bełchatowianie rozkręcali się z akcji na akcję. Przy stanie 14:9 o czas musiał prosić szkoleniowiec GKS-u Katowice. Na 16:10 asa serwisowego posłał Souza. Atakiem ze środka punkt dołożył Mateusz Nowak. Mocno pracował na skrzydle Michał Superlak, ale goście mieli sześć punktów straty (16:22). Nie udało im się jej odrobić, gospodarze triumfowali 25:20.
Początek trzeciego seta był wyrównany. Po autowej zagrywce Igora Grobelnego mieliśmy remis po 6. Z akcji na akcję przewaga Katowiczan zaczęła rosnąć. Przy stanie 14:9 dla gości o czas poprosił trener Krzysztof Stelmach. Na 15:9 asa zaserwował Damian Domagała. Zagrywkę w siatkę posłał Arkadiusz Żakieta, a goście mogli cieszyć się z prowadzenia 19:14. Bełchatowianie walczyli o zmniejszenie strat, po ataku Żakiety było 21:18 dla GKS-u. Autowa zagrywka Błażeja Bienia dała rywalom pierwszą piłkę setową (24:19). Przy zagrywce Kajetana Tokajuka gospodarze odrobili cztery „oczka”. Wtedy jednak Katowiczanie poprosili o czas, a po przerwie atak skończył Krulicki i GKS wygrał 25:23.
Autowy atak Domagały dał Bełchatowianom prowadzenie 5:3 w czwartej partii. Gospodarze wrócili do gry, którą prezentowali w dwóch pierwszych setach. Przy stanie 15:10 grę przerwał szkoleniowiec rywali. Punktowa zagrywka Jordana Zaleszczyka dała żółto-czarnym prowadzenie 17:11. Dotknięcie siatki po stronie gości zwiększyło przewagę Bełchatowian do stanu 21:14. Ostatni punkt w meczu wywalczył Zaleszczyk i PGE GiEK Skra trumfowała 25:18.
PGE GiEK Skra Bełchatów – GKS Katowice 3:1 (25:14, 25:20, 23:25, 25:18)

HOKEJ
hokej.net – Istny spektakl w Bytomiu. Wicemistrz Polski zaskoczony!
Za nami mecz rozgrywany awansem z 17. kolejki Tauron Hokej Ligi. BS Polonia Bytom pokonała na swoim lodowisku drużynę GKS-u Katowice, zamykając spotkanie wynikiem 5:3.
Od początku obie drużyny szukały swoich okazji, jednak defensywy skutecznie powstrzymywały kolejne ataki. W 8. minucie wynik otworzył Jewhen Fadiejew ze swoją pierwszą bramką w sezonie. Po znakomitym wjeździe z prawego skrzydła oddał precyzyjny strzał pod poprzeczkę, dając Polonii prowadzenie 1:0.
GieKSa szukała sposobu na kontrę, zawodnicy formowali świetne akcje, jednak defensywa oraz czujny golkiper gospodarzy – Tobiasz Jaworski, nie pozwolili im na skuteczne wykańczanie akcji.
Gdy wydawało się, że nic nie zmieni już wyniku meczu w pierwszej tercji, sekundę przed końcem tej odsłony, Dominik Jarosz podwyższył prowadzenie swojej drużyny na 2:0.
Druga część meczu rozpoczęła się szybko i efektownie. W 22. minucie Stephen Anderson wykorzystał akcję z prawego skrzydła i zdobył pierwszą bramkę dla GKS-u Katowice. Polonia długo nie czekając, w 30. minucie strzeliła swojego trzeciego gola w tym spotkaniu. Kubeš po prostej podał do Padakina, ten znakomicie oddał krążek Bujalskiemu, który wykończył akcję na 3:1 dla Bytomian.
Podopieczni Jacka Płachty nie poddawali się i w 33. minucie po kontrze oraz zagraniu Lundegårda, Brock Bremer dołożył kij do krążka i zdobył drugą bramkę dla GieKSy.
Końcówka tercji ponownie należała jednak do Polonii. W 37. minucie gospodarze grali w osłabieniu po karze Filipa Wielkiewicza. Mimo trudnego momentu gry, Christian Mroczkowski wykorzystał błąd rywali i wyprowadził Polonię na prowadzenie 4:2.
Katowiczanie od początku trzeciej tercji szukali kontrataku, który pozwoli im zmienić losy spotkania. W 46. minucie Bartosz Fraszko świetnie przejął rzucony za bramkę krążek przez Wronkę i tym samym zdobył trzecią bramkę dla ekipy z Katowic.Gospodarze po czasie odpowiedzieli na akcję rywali. Andriej Bujalski po raz drugi dzisiejszego wieczoru, indywidualną i jakże dynamiczną akcją strzelił gola i umocnił wynik Bytomian na 5:3.
Ostatnią szansą GKS-u Katowice, była decyzja o ściągnięciu bramkarza i grze 6 na 5. Pomimo nerwowej atmosfery w tercji gospodarzy, Polonia skutecznie broniła dostępu do swojej bramki i nie wpłynęło to na końcowy wynik meczu.

GKS Katowice rozbity! Zagłębie urządziło sobie strzelecki festiwal
Ogromne emocje, spięcia i pięć bramek! Hokeiści ECZD Zagłębia Sosnowiec pewnie pokonali na wyjeździe GKS Katowice 5:1. Na wyróżnienie zasłużył duet Ołeksandr Peresunko – Ville Heikkinen. Reprezentant Ukrainy zdobył dwie bramki i zaliczył asystę, a fiński środkowy do gola dołożył trzy kluczowe zagrania.
Początek meczu był wyrównany, a obie drużyny od razu szukały swoich okazji. W 3. minucie pierwszą karę otrzymał Jacob Lundegård, a Zagłębie wykorzystało tę szansę. Po modelowo założonym zamku hokejowym, Sebastian Brynkus otworzył wynik spotkania, dając sosnowiczanom prowadzenie 1:0.
Katowiczanie próbowali szybko odpowiedzieć, stwarzając kolejne sytuacje pod bramką gości. GKS otrzymał pierwszą okazję do gry w przewadze, jednak nie zdołał jej wykorzystać.
Zagłębie również tworzyło kolejne okazje, ale defensywa gospodarzy skutecznie broniła dostępu do własnej bramki. W 17. minucie Bartosz Ciura otrzymał dwie minuty kary, co pozwoliło katowiczanom na szybką odpowiedź. Minutę później Patryk Krężołek znakomicie podał do Stephena Andersona, który bez problemu zakończył akcję celnym strzałem i wyrównał wynik.
Drugą odsłonę szybko otworzyło kolejne wykluczenie tego meczu. Tym razem GieKSa musiała radzić sobie podczas gry w osłabieniu. W 27. minucie z kolejnym atakiem ukazali się podopieczni Maso Lehtonena. Ville Heikkinen świetnie oddał krążek Adrianowi Gromadzkiemu, który wyprowadził ekipę z Sosnowca na prowadzenie 2:1.
Brock Bremer wiele razy szukał okazji na kontratak. Niesamowicie groźną akcję stworzył wraz z Bartoszem Fraszko, jednak niewiele zabrakło, aby wykończyć tę akcję bramką dla GKS-u.
Katowiczanie próbowali odpowiedzieć, jednak defensywa gości skutecznie zatrzymywała kolejne ich akcje. Po zamieszaniu pod bramką LaCouvée. Ołeksandr Peresunko w 38. minucie zapisał na swoim koncie trzecią bramkę dla ekipy z Sosnowca.
Trzecia tercja pomogła Zagłębiakom przypieczętować swoje zwycięstwo. Szansa dla Katowiczan ukazała się szybko za sprawą kolejnej kary dla ECZD Zagłębia Sosnowiec, jednak zawodnicy Jacka Płachty nie wykorzystali jej, aby odwrócić losy spotkania.
Natomiast z drugą tego wieczoru akcją, pojawił się Peresunko. Indywidualność, szybkość i skuteczność pozwoliły mu na zdobycie 4 bramki dla swojej ekipy. Na sam koniec w 58. minucie Aron Chmielewski wraz z Heikkinenem stworzyli akcję, która zamknęła mecz wynikiem 5:1 dla Zagłębia.

Szalona końcówka! Unia powstała z kolan i wygrała
Trzecie zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści Unii Oświęcim. W meczu 5. kolejki TAURON Hokej Ligi biało-niebiescy pokonali na własnym lodzie GKS Katowice5:4 po dogrywce, choć przegrywali już 2:4.
To spotkanie było kalejdoskopem hokejowych emocji. Obraz gry często się zmieniał, a oba zespoły miały swoje lepsze i gorsze momenty. GieKSa opuściła gród nad Sołą ze sporym niedosytem, bo nie udało jej się utrzymać korzystnego wyniku do końcowej syreny.
Z kolei ekipa dowodzona przez Markusa Juurikkalę przeszła prawdziwą drogę z nieba do piekła i… z powrotem do krainy radości. Oświęcimianie przy wyniku 2:4zaprezentowali ogromny charakter i zdołali odwrócić losy spotkania. W końcówce błysnęli Finowie:Otto Nieminen i Jere Jokinen. Pierwszy z nich dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a Jokinen zadał decydujący cios w dogrywce, popisując się uderzeniem bez przyjęcia.
Unia przystąpiła do meczu w takim samym składzie, jak do piątkowej batalii z GKS-em Tychy. Zabrakło więc kontuzjowanych Samiego Aittokallio, Bartosza Florczaka, Rihardsa Marenisa, Adriana Ziobra oraz chorego Maksymiliana Mościckiego.
W zespole GieKSy nie wystąpili Ethan Cap, Grzegorz Pasiut i Mateusz Michalski. W bramkach mogliśmy oglądać polskich golkiperów: Igora Tyczyńskiego i Michała Kielera.
Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy narzucili swój styl gry i często zagrażali katowickiej bramce. Kieler zwijał się jak w ukropie, broniąc kąśliwe uderzenia Kallego Valtoli i Jimiego Rönkkönena.
Na pierwszego gola trzeba było poczekać do 8. minuty i dodajmy, że padł on po podręcznikowo założonym zamku. Szybką wymianę podań uderzeniem po lodzie zwieńczył Jimi Rönkkönen i kibice zgromadzeni w Hali Lodowej mieli pierwsze powody do radości. Trener Jacek Płachta poprosił o challenge, reklamując, że przed wprowadzeniem krążka do tercji Matt Wilkins spalił akcję.
Goście szybko zabrali się do pracy i coraz częściej sprawdzali czujność Tyczyńskiego. Jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania, wykorzystując swój drugi power play. Stephen Anderson dostał dobre podanie od Joony Monto i z bliska znalazł sposób na bramkarza Unii. Po pierwszej tercji był remis 1:1.
Po zmianie stron inicjatywę przejęli Katowiczanie, a na efekty nie trzeba było długo czekać. W 25. minucie Patryk Wronka wykorzystał chwilę zawahania defensywy gospodarzy i strzałem spomiędzy bulików dał swojej drużynie prowadzenie. Unia odpowiedziała w 37. minucie. Po sygnalizowanej karze dla GieKSy miejscowi ruszyli z kontrą, a Matt Wilkins wykończył dwójkową akcję.
Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Najpierw Emil Forslund wykorzystał podanie Joony Monto i trafił pod poprzeczkę, a niespełna pół minuty później Kacper Maciaś huknął sprzed bulika. Po drugiej tercji katowiczanie prowadzili 4:2 i wydawało się, że są na najlepszej drodze do wywiezienia z Oświęcimia kompletu punktów.
W trzeciej odsłonie Unia ruszyła do odrabiania strat, realizując wytyczne trenera Juurikkali dotyczące gry z charakterem i zaangażowaniem do ostatniej syreny. W 49. minucie w ogromnym zamieszaniu pod bramką Kielera najprzytomniej zachował się Otto Nieminen. Po analizie wideo sędziowie wskazali na środek lodowiska i gospodarze złapali kontakt.
Ten sam zawodnik osiem minut później doprowadził do remisu. Podczas gry w przewadze Nieminen dostał krążek między bulikami i precyzyjnym uderzeniem nie dał szans katowickiemu bramkarzowi. Oświęcimianie poszli za ciosem, ale do końca regulaminowego czasu gry wynik już się nie zmienił.
W dogrywce długo przy krążku utrzymywali się gospodarze. Decydująca akcja nastąpiła w 65. minucie. Po rozciągnięciu katowickiej defensywy ustawiony na lewym buliku Jere Jokinen uderzył bez przyjęcia i umieścił krążek do odsłoniętej części bramki. Hala Lodowa przy Chemików 4 eksplodowała z radości.

Fatalne wieści dla GKS-u Katowice. Kapitan przeszedł operację
GKS Katowice będzie musiał radzić sobie w najbliższych tygodniach bez swojego kapitana i jednego z najważniejszych zawodników. Grzegorz Pasiut przeszedł artroskopię kolana i czeka go kilkutygodniowa przerwa od gry. To nie jedyna kontuzja w zespole wicemistrzów Polski.
Grzegorz Pasiut doznał urazu kolana, który wymagał interwencji chirurgicznej. Kapitan GKS-u Katowice przeszedł artroskopię i obecnie rozpoczyna rehabilitację. Według klubowych informacji jego przerwa potrwa jeszcze kilka tygodni.
To szczególnie dotkliwa wiadomość dla katowickiego zespołu. 39-letni napastnik od lat jest jednym z liderów drużyny, a przed sezonem ponownie powierzono mu funkcję kapitana. Jego doświadczenie i znaczenie dla zespołu wykraczają daleko poza statystyki.
W najbliższym czasie szkoleniowiec GKS-u Katowice nie będzie mógł skorzystać również z Mateusza Michalskiego. Napastnik kontynuuje rehabilitację po urazie mięśnia dwugłowego ramienia i również czeka go jeszcze kilka tygodni przerwy.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga