Piłka nożna
Okiem rywala: więcej akcentów ofensywnych
Pożegnanie GieKSy z Ligą Konferencji Europy przełożyło się na powrót do tradycyjnego, tygodniowego mikrocyklu przygotowań do kolejnych meczów. Jeszcze więcej czasu na budowanie formy miał nasz najbliższy rywal – w wyniku przełożenia meczu z Lechem Nafciarze mieli aż dwa tygodnie, aby wymyślić i wdrożyć sposób na GKS. Czy można się więc spodziewać niespodzianek ze strony nowego trenera Wisły? Jak przebiega budowa drużyny pod okiem Adama Majewskiego? Zapytaliśmy Michała Wiśniewskiego, redaktora naczelnego Portalplock.pl, a prywatnie sympatyka Wisły.
Kalendarz ligowy GieKSy ułożył się w ten sposób, że graliśmy najpierw z Motorem, a teraz z Wisłą Płock. Tydzień temu pytałem red. Kufla z Lublina o rewolucję w ich klubie, która jest ściśle powiązana ze zmianami w Płocku. Czy więc u was też doszło do rewolucji na miarę tej w Motorze?
Nie chcę już wracać do tego, jak przebiegało rozstanie Mariusza Misiury z Wisłą, bo wszystko w tym temacie zostało już chyba powiedziane. Życzę trenerowi powodzenia na drodze, którą wybrał, niech z sukcesami buduje Motor Lublin. Zmiana szkoleniowca wraz z całym sztabem to siłą rzeczy rewolucja, czasem mniejsza, a czasem większa. Mam wrażenie, że polskie kluby nauczyły się w ostatnich latach, że ciągłość pracy jest ważna. Stawia się na profilowanie i odpowiedni dobór kandydatów do pracy w sztabie tak, aby pewna myśl przewodnia mimo koniecznych czasem zmian była kontynuowana. Klub został postawiony w obliczu rozstania z trenerem właściwie „za pięć dwunasta”, bo sytuacja była bardzo dynamiczna i czasu na dłuższe rozeznanie rynku po prostu nie było. Zresztą od początku było wiadomo, że faworytem pełniącego obowiązki prezesa Macieja Wiącka jest Adam Majewski, wychowanek Wisły. Zachowano więc pewną ciągłość, bo trener Majewski również stawia na system gry z trójką obrońców, aczkolwiek pierwsze mecze pokazały, że zespół będzie grał nieco inaczej niż w ubiegłym sezonie.
Ławka trenerska to nie jedyne zmiany, jakie latem zaszły w strukturach klubu.
W czerwcu funkcję prezesa zarządu przestał pełnić Piotr Sadczuk, który odszedł do Cracovii. Do czasu powołania nowego prezesa jego obowiązki pełni Maciej Wiącek, który wcześniej był wiceprezesem. Nie ma też dyrektora sportowego Radosława Kucharskiego, który zdecydował się przyjąć ofertę Jagiellonii. W tej roli prezes Wiącek postawił na Łukasza Stupkę. Widać więc, że także rewolucja gabinetowa sięgnęła wysoko, a na oceny tych ruchów przyjdzie czas w dalszej części sezonu.
Można za to oceniać postawę Wisły w poprzednim sezonie, kiedy długo utrzymywała się w czubie tabeli, zabrakło jednak nieco aby zakończyć rozgrywki w pierwszej piątce. Jak podsumujesz postawę zespołu?
Pięć remisów z rzędu wystarczyło, aby zimową przerwę spędzić w fotelu lidera, ale to nie wina Wisły, że czołówka ligi punktowała słabo. Skoro więc do rundy wiosennej przystępujesz z pierwszego miejsca, to apetyty muszą być duże. W ubiegłym sezonie rozgrywaliśmy dobre mecze, a jeszcze lepsza była zdobycz punktowa, bo często zdarzało nam się grać defensywnie. Mariusz Misiura tak określił potencjał naszej drużyny i tak ją ustawił, aby maksymalizować szansę na sukces. Po wynikach widać, że było to słuszne podejście. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy potentatem finansowym, a zimowe okienka transferowe są zwykle trudniejsze niż letnie. Potrzebowaliśmy wzmocnić rywalizację na kilku pozycjach, ale nie wszystkie ruchy wypaliły w stu procentach. Ponadto nie udało się zatrzymać Andriasa Edmundssona, bez którego nasza defensywa nie była już takim monolitem jak jesienią. Mimo wszystko poprzedni sezon oceniłbym jako udany. Uważam, że ósme miejsce to bardzo dobry wynik i trzeba go szanować. Trudno oczekiwać od beniaminka ultraofensywnego nastawienia, bo byli już tacy, którzy spadali po pięknej grze i wielu chciałoby się z nami zamienić. W pewnym momencie i u nas zrobiło się nerwowo, po serii pięciu porażek z rzędu, jednak udało się przełamać z Cracovią i tydzień później poprawić z Jagiellonią. Pamiętam również pewne zwycięstwo w Niecieczy 3:1, tym samym udało się zrealizować cel postawiony przed zespołem, jakim było spokojne utrzymanie.
Na ile zmienił się wspomniany potencjał drużyny, jaką dysponował Misiura, a jaką teraz po swojemu układa Majewski? Sądząc po skali zmian personalnych w szatni działo się sporo, a widzę tu pewną zbieżność z podejściem GKS-u, bo pozyskano kilku Polaków ogranych już na naszych boiskach.
Nie udało się zatrzymać w Płocku Wiktora Nowaka, co było jednak wiadome od dłuższego czasu – gdy złapał wysoką formę stało się jasne, że Górnik go nie odpuści. Mieli takie prawo i z niego skorzystali. Nie jest tajemnicą, że za letnie transfery w największym stopniu odpowiada trener Majewski. Zbudował drużynę na miarę możliwości Wisły, zgodnie z własnymi oczekiwaniami i wymaganiami. Ściągnął Adama Radwańskiego, który jak do tej pory jest moim zdaniem jednym z naszych najlepszych zawodników. Marcin Flis to z kolei żołnierz Majewskiego jeszcze z czasów wspólnej pracy w Stali Mielec i nie da się oprzeć wrażeniu, że marnował się w Pogoni Siedlce. Olaf Kobacki zaliczył natomiast kiepską przygodę na Wyspach, ale jest to chłopak z potencjałem i mam nadzieję, że szybko wróci do najwyższej formy. Ma szybkość i drybling, choć czasem brakuje chłodnej głowy, która mam nadzieję przyjdzie z czasem. Obronę wzmocnił z kolei Portugalczyk Afonso Silva, a myślę, że na tym nie koniec i Wisła będzie jeszcze aktywna w końcówce okienka.
To wielce prawdopodobne biorąc pod uwagę liczbę zawodników, którzy latem opuścili Płock. Za kim oprócz Nowaka będziesz szczególnie tęsknił?
Będzie mi brakować Ibana Salvadora, bo choć Gwinejczyk bywał czasem irytujący, to dodawał pewnego kolorytu zarówno tej drużynie, jak i całej lidze. Niektórzy mogą go oceniać negatywnie, bo tych „symulek” i prowokacji było u niego dużo, ale od strony sportowej prezentował się zazwyczaj dobrze. Żałuję również, że nie został z nami Dominik Kun.
Bilans Kunów w Płocku będzie się jednak zgadzał, choć nie będzie dane braciom znów zagrać obok siebie.
Tak, Dominik i Patryk grali razem przed laty w Stomilu Olsztyn i byłaby to ciekawa historia, gdyby spotkali się znowu, tym razem przy Łukasiewicza. Usłyszałem w kuluarach, że gdyby to zależało od Adama Majewskiego, to Dominik Kun zostałby w Wiśle, ale z usług tego zawodnika zrezygnował wcześniej Mariusz Misiura. Trener miał inny pomysł na nasz zespół, a wtedy wydawało się, że to on będzie go budował. Wyszło jednak inaczej, zarówno dla Misiury, jak i dla Kuna.
Chciałbym jeszcze wrócić do sprawy Michała Króla, o którym przed tygodniem rozmawiałem z red. Kuflem z Lublina. Zawodnik ten zimą podpisał kontrakt z Wisłą, aby od lata pracować z trenerem Misiurą, tymczasem minął się z nim gdzieś pomiędzy Płockiem a Lublinem. Jaki jest dziś status tego zawodnika?
Król ma ważny kontrakt z Wisłą, jest częścią pierwszej drużyny, ale jego pechem jest sytuacja, o której wspomniałeś. Adam Majewski próbował ustawiać Króla na wahadle, ale jest to pozycja „zabetonowana” przez Žana Rogelja, który ma za sobą świetny sezon. Na środku pomocy Król z kolei nie przekonał do siebie trenera. Nie wiem, jaka będzie jego przyszłość. Słychać głosy, że Motor chciałby odzyskać tego zawodnika, do tego konieczne jest jednak porozumienie między klubami. Okno transferowe jest jeszcze otwarte przez jakiś czas.
Z perspektywy tabeli Wisła rozpoczęła sezon średnio i po trzech meczach jest dokładnie w jej środku. Można już wyciągać pierwsze wnioski co do potencjału Nafciarzy i stylu, w jakim będą grać pod okiem Adama Majewskiego?
Za nami zbyt mały wycinek sezonu, by dokonywać ocen, mimo to dostrzegam to, co zapowiadał trener, że Wisła nie będzie wyłącznie okopywać się na własnej połowie. Owszem, chyba jak każdy gramy czasem w niskim pressingu, ale akcentów ofensywnych jest więcej niż w ubiegłym sezonie. Pierwsze opinie kibiców są takie, że nasze mecze są bardziej atrakcyjne dla oka, nawet ten przegrany w Krakowie. Szansa na korzystniejszy wynik też zresztą była, gdyby Marcin Kamiński trafił do bramki zamiast w słupek. Czas na szersze podsumowania przyjdzie przy okazji pierwszej przerwy na kadrę. Można jednak zachować umiarkowany optymizm, bo jeszcze kilka tygodni temu było słychać głosy, że po czterech kolejkach będzie zero punktów i trener Majewski „poleci”.
Tymczasem sezon rozpoczęliście od zwycięstwa z nie byle kim, bo z pucharowiczem z Częstochowy, i to na jego terenie. Widziałem twój wpis na Twitterze, że to żadna sensacja.
Było w tym sporo ironii – osoby, które obserwują moje konto chyba są do tego przyzwyczajone. Chodziło mi bardziej o to, że w ubiegłym sezonie dwukrotnie wygrywaliśmy z Rakowem. Zaznaczyłem tu więc pewną prawidłowość. Owszem, Medaliki nie zaliczyły najlepszego wejścia w sezon, ale jest to drużyna ze sporym potencjałem i zwycięstwo z pucharowiczem zawsze dodaje pewności siebie. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że tamtego dnia z wielu serc płockich kibiców spadł kamień.
Skoro więc jako beniaminek potrafiliście bić się z najlepszymi, a nowy sezon rozpoczynacie od zwycięstwa przez wielkie „Z”, to co ci podpowiada serce kibica – jak wysoko może zajść Wisła w nowym sezonie?
Na przekroju ostatnich sezonów w Ekstraklasie mieliśmy różne rozstrzygnięcia – od nieoczywistych mistrzów czy pucharowiczów po niespodziewanych spadkowiczów. Cała liga nieustannie się rozwija i trudno dziś stawiać konkretne cele przed naszą drużyną. Jesteśmy klubem o jednym z najniższych budżetów i oferujemy piłkarzom jedne z najniższych, o ile nie najniższe kontrakty. Jednak z odpowiednim pomysłem i wizją rozwoju drużyny możemy zajść daleko. Serce kibica chciałoby, aby klub nieustannie piął się w górę i udało się znowu zakosztować europejskich pucharów, bo dla nowego pokolenia fanów jest to odległa historia. Powstrzymałbym się jednak od konkretnych deklaracji, bo takie zapowiedzi nie padają nawet ze strony zarządzających klubem.
Dostrzegłeś prawidłowość wyników meczów z Rakowem, ja z kolei dostrzegam taką w naszej rywalizacji – w ubiegłym sezonie ani razu nie udało wam się z nami wygrać, a próbowaliście aż trzy razy.
Szczególnie żałuję porażki w Pucharze Polski, bo od lat odpadamy na dość wczesnych etapach tych rozgrywek. Na wyniku ligowego meczu w Płocku zaważył natomiast błąd Rafała Leszczyńskiego, który pozwolił się uprzedzić Wasielewskiemu. W przekroju całego sezonu nasz bramkarz nie raz ratował nam punkty, w meczu z GieKSą było niestety inaczej. Z kolei w rewanżu wyrwaliście zwycięstwo w ostatniej minucie po golu Klemenza. Takie porażki zawsze bolą. Liczę, że w nowym sezonie w końcu wygramy z GieKSą w Ekstraklasie.
Polskie zespoły walczą właśnie w ostatniej fazie kwalifikacji do europejskich pucharów. W tym gronie nie ma już GieKSy. Miałeś okazję śledzić nasze zmagania? Jak oceniasz naszą postawę w kwalifikacjach LKE?
GKS Katowice wywalczył prawo do gry w tych kwalifikacjach dobrą postawą na ligowych boiskach. Przez cały sezon należało zbierać punkty i liczy się tylko to, kto w końcowym rozrachunku ma ich najwięcej. Nikt nikomu nie zabrania grać o najwyższe cele – nawet beniaminek może zostać mistrzem, jeśli zgromadzi najwięcej punktów. Oglądałem wasze mecze z Żyliną, które były pasjonujące i wynik do końca był na styku. Było jednak widać brak doświadczenia w tych rozgrywkach, bo niewielu waszych piłkarzy miało już okazję sprawdzić się na takim poziomie. Trzeba jednak odebrać takie lekcje, a w kolejnych sezonach na tym korzystać i radzić sobie lepiej. Widać to na przykładzie innych polskich drużyn, które z powodzeniem grają w Europie.
A jak Wisła poradzi sobie w niedzielę w Katowicach?
Życzyłbym sobie, aby Said Hamulić podtrzymał passę i zdobył gola w kolejnym meczu. Jeśli będzie wykorzystywał sytuacje, które wypracuje mu drużyna, to może dać nam wiele dobrego. Zdaję sobie sprawę, że od czasów wyprowadzki ze Stali Mielec jego kariera nie rozwijała się jak należy, ale jeśli ktokolwiek ma klucz do formy Bośniaka, to jest to Adam Majewski. Na to w Płocku liczymy.
My też mamy napastnika z przeszłością w Stali Mielec i szczerze mówiąc mam nadzieję, że to nasz stranieri będzie w niedzielę górą.
Szkurin trafił do Mielca w sezonie 2023/2024, a więc tuż po tym, jak ze Stali odszedł trener Majewski. Niezależnie od tego w niedzielę zapowiada się ciekawy pojedynek byłych snajperów Stali.
Możemy więc liczyć na wymianę ciosów czy Wisła podejdzie do tego meczu bardziej pragmatycznie?
Trudno powiedzieć. W wyniku przełożenia poprzedniego meczu ligowego drużyna miała więcej czasu aby potrenować i przygotować się do pojedynku z GKS-em. Nie spodziewam się, że nasz zespół będzie murował swoje pole karne czekając na kontrataki, ale nie mogę wykluczyć, że trener przyjmie taki plan na mecz. Równie dobrze może zastosować pressing od pierwszej minuty. Niezależnie od przyjętej taktyki liczę na ciekawy pojedynek zarówno dla zaangażowanych, jak i postronnych kibiców. Przede wszystkim chciałbym jednak, aby to Wisła wygrała.
Jaki więc wynik typujesz?
2:1 dla Nafciarzy.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze