Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Hapoelem: Na pewno nie ma się czego wstydzić
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Hapoel Tel Awiw 2:1 (0:1).
weszlo.com – GieKSo, dlaczego tak późno?! Szalona pogoń, zabrakło czasu
Aura tego meczu aż do 83. minuty mówiła: tu nic się nie wydarzy. A potem wydarzyła się gonitwa, na którą finalnie zabrakło czasu. GieKSo, dlaczego tak późno zaczęłaś cisnąć? Zespół z Katowic wygrywa 2:1 i żegna się z pucharami z bardzo dużym niedosytem.
Końcówka pokazała, że naprawdę dało się awansować. Kiedy Hapoel został przyciśnięty, gubił się pod własną bramką. Dało się zepchnąć go do głębokiej, momentami rozpaczliwej defensywy. I przede wszystkim: dało się go skutecznie podgryzać. Gdyby tylko zespół z Katowic był nieco odważniejszy, może miałby więcej czasu na odrobienie strat.
Odwaga pojawiła się dopiero po pierwszej strzelonej bramce, czyli w 83. minucie. Długa piłka od Wolskiego, Wdowiak pognał skrzydłem i świetnie wyłożył futbolówkę Szkurinowi. W tym momencie aura spotkania zmieniła się z „tu się nic nie wydarzy” na „jeszcze wszystko jest możliwe”. Dopiero w samej końcówce piłkarze GKS-u mieli taką wiarę w awans, jak Rafał Górak na konferencji prasowej, gdy stwierdził, że dwie bramki to żadna strata.
No cóż, jeśli grałoby się tak, jak w końcówce przez przynajmniej całe 45 minut – wtedy faktycznie byłaby to żadna strata. A tak – GieKSa zaliczyła zryw, lecz nie zdążyła przełożyć go na wystarczającą liczbę bramek. Bo nie wystarczyło strzelić dwóch, potrzebne były trzy, bo w pierwszej połowie strata się powiększyła.
Nie można bowiem myśleć o awansie, jeśli nadal sadzi się takie babole w tyłach. W pierwszym meczem pod kątem piłkarskim pomyłek samego siebie przechodził Arkadiusz Jędrych. Dziś też się nie popisał. Zarówno on jak i Bartosz Wolski źle obliczył lot piłki, gdy obrońca Hapoelu zagrał typową lagę na bałagan. W efekcie prostym podaniem minięta została niemalże cała defensywa – zrobiło się masę miejsca, Turiel bez żadnych problemów doszedł do stuprocentowej okazji.
Nie można popełniać takich gaf, jeśli chce się grać w pucharach. A jeśli robisz je dwie w jednej akcji, nie możesz być zdziwionym, że ktoś cię za to szybko skarci.
Niestety, podobnie jak i na Węgrzech, tak i u siebie GieKSa zawodziła też z przodu. Pierwsza połowa? Obejrzeliśmy jedynie strzał Nowaka z wolnego (celny, ale lekki, bramkarz bez problemów zbił do boku) i główkę Galana po rogu (prosto w golkipera). Polski zespół oddał łącznie trzy uderzenia. Znacznie większe zagrożenie stwarzali Izraelczycy. Zanim trafili do siatki, mieli dwie dogodne sytuacje. Pierwszą zażegnał Klemenz, wykonując interwencję z gatunku rozpaczliwych (wybił piłkę spod nóg rywala, choć był spóźniony), a przy drugiej Gieksa miała szczęście, że Boateng nie trafił w piłkę, choć dostał idealną wrzutkę po stałym fragmencie.
A więc na przerwę GieKSa schodziła ze świadomością, że po powrocie na boisko trzeba będzie strzelić trzy bramki, by doprowadzić do dogrywki. No cóż – nie była to najlepsza perspektywa. Mimo to Katowiczanie nie zwiesili głów i na pożegnanie z pucharami rozegrali swoje najlepsze 45 minut w dwumeczu z Hapoelem. Przez długi czas wydawało się, że pod bramką rywala zjadają ich nerwy. Szkurin w prostej sytuacji źle wyłożył koledze. Gdy Nowak stanął przed szansą, sieknął nad bramką po nogach rywala, a Łukasiak będąc na czystej pozycji kopnął w kolegę.
Aż w końcu wpadło po szybkim, dynamicznym ataku. Przy drugim golu znów bohaterem okazał się Wdowiak, który wygrał pojedynek w szesnastce, został trafiony w nogę, wyłożył się, nie było wątpliwości – klarowna jedenastka. Gdy Jędrych wykorzystywał karnego na 2:1, sędzia techniczny pokazywał pięć minut doliczonych do podstawowego czasu gry. W samej końcówce obejrzeliśmy oczywiście oblężenie, lecz niestety – czasu było za mało.
Szkoda, bo rywal naprawdę – jak się okazało – był w zasięgu. Szalona końcówka trochę zamazuje zły obraz GieKSy w tym dwumeczu, niemniej nie możemy zapominać, że polska ekipa została skarcona za proste błędy, które na tym poziomie nie mogą się przytrafiać. Tyle dobrego, że zwycięstwo przy Bukowej pomoże polskim zespołom w rankingu. Zawsze to jakaś zdobycz.
Dla GieKSy cała ta pucharowa przygoda to koniec końców i tak duże wydarzenie, zwłaszcza że jeszcze zimą była w strefie spadkowej Ekstraklasy. Nie ma co płakać też o tyle, że przejście Izraelczyków i tak pewnie nie przełożyłoby się na awans do fazy ligowej. Raczej nikt nie zakładał, że zespół, którego masa braków wychodzi na tle Hapoelu, będzie w stanie powalczyć z Atalantą. I tak GKS by w fazie ligowej nie zagrał, i tak.
„Red is bad”. Oprawa GKS-u Katowice na mecz z Hapoelem
Kibice GKS-u Katowice przy okazji rewanżowego starcia z Hapoelem Tel Awiw zaprezentowali oprawę z hasłem „Red is bad”. To nawiązanie do skrajnie lewicowych przekonań najzagorzalszych fanów izraelskiego zespołu.
– Skrajnie lewicowi. Tak się ich określa. Fakt, łatwo ich tak zaszufladkować, szczególnie w rzeczywistości Izraela, gdzie przeważającym nurtem na trybunach i w medialnej rzeczywistości jest jednak nacjonalizm. Fani Hapoelu – nie tylko tego z Tel Awiwu, ale ten, jako klub z tych wszystkich przez lata największy, stał się głównym reprezentantem dawnych tradycji – stoją do tego w opozycji. A więc tak: w herbie jest sierp i młot, na trybunach często „gościł” Che Guevara. To wszystko prawda. Do dziś zresztą tak to funkcjonuje. W badaniach – wykonanych w formie ankiet – sprzed kilku lat, które przeprowadził Daniel Regev, izraelski socjolog, a prywatnie kibic Hapoelu, pytał tamtejszych kibiców, jakimi słowami by się określili i opisali ważne dla nich (i klubu) wartości. Najczęstsze odpowiedzi?
[…] W tym kontekście należy odbierać oprawę GKS-u Katowice ze środowego spotkania z Hapoelem w eliminacjach Ligi Konferencji.
gol24.pl – Dzielny GKS Katowice walczył do samego końca. Sensacyjny wynik w rewanżu III rundy el. Ligi Konferencji
Niestety! Mimo walecznej postawy GKS Katowice żegna się z europejskimi pucharami, a sen o fazie ligowej Ligi Konferencji skończył się na III rundzie eliminacji z Hapoelem. Podopieczni trenera Rafała Góraka mogą jednak schodzić z podniesioną głową. Wygrali na odchodne po dwóch golach w końcówce przy Nowej Bukowej.
GKS Katowice liczył na odrobienie strat z pierwszego meczu w III rundzie el. Ligi Konferencji, tak jak zrobił to wcześniej w dwumeczu ze słowacką Żyliną. Skala trudności okazała się dla podopiecznych trenera Rafała Góraka nie do przeskoczenia. Hapoel Tel‑Awiw był rywalem z innej półki i mocniejszym dla polskiego klubu.
Nie pomogła żółta ściana, którą utworzyli licznie przybyli kibice gospodarzy. Dla nich to i tak było wielkie święto oraz piękna przygoda – ich drużyna po 23 latach wróciła i zaprezentowała się godnie. Fani na Nowej Bukowej nie zawiedli: najpierw pokazali efektowną kartoniadę, którą zagrali na nosie kibicom przyjezdnym, a w drugiej połowie na trybunie za jedną z bramek zaprezentowali dużą oprawę z hasłem „Żółta ściana”.
O wyniku w dwumeczu decydował tylko jeden gol przyjezdnych. W 23. minucie Gabriela Kobylaka z najbliższej odległości pokonał Stav Torial, który zaskoczył polską drużynę również przed tygodniem w pierwszym meczu.
W drugiej połowie polska drużyna, nie mając już nic do stracenia, ruszyła do zdecydowanych ataków. Początkowo długo nie potrafiła znaleźć drogi do siatki, a z piłką mijał się Ilja Szkurin. Białoruski napastnik nie pomylił się w 83. minucie, przytomnie trącając piłkę po dośrodkowaniu ze skrzydła i wbił ją do niemal pustej bramki.
Przed końcem rywalizacji sfaulowany w polu karnym został Mateusz Wdowiak, który wywalczył jedenastkę. Sędzia bez większego zastanowienia wskazał na jedenasty metr, a bramkę kontaktową (w dwumeczu) zdobył Arkadiusz Jędrych.
wkatowicach.eu – GKS kończy przygodę z europejskimi pucharami. Zwycięstwo nad Hapoelem Tel Awiw nie dało awansu
GKS Katowice zakończył swoją europejską przygodę. W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji UEFA rywalem GieKSy był Hapoel Tel Awiw. Izraelski klub wygrał pierwsze spotkanie 2-0. Rewanż odbył się 12 sierpnia na Arenie Katowice. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1, co nie dało GieKSie awansu do dalszych rozgrywek.
Za nami drugi pojedynek w ramach eliminacji Ligi Konferencji UEFA, w którym GKS Katowice zmierzył się z zespołem Hapoel Tel-Awiw. Stawka była wysoka, bo rywale wygrali pierwszy mecz 2:0. Żeby awansować GKS musiał strzelić więcej bramek. Spotkanie odbyło się na Arenie Katowice.
W pierwszej połowie meczu goście mocno walczyli, by zdobyć bramki i obronić swoją. Pierwszy gol padł dla Tel-Awiwu w 23. minucie. I z takim wynikiem zakończyła się ta część gry. W drugiej połowie GieKSa weszła w grę mocniej. Wykorzystywała okazje. Końcówka meczu przyniosła ogromne emocje. Pierwszą bramkę dla GKS-u wbił Ilia Shkuryn po podaniu Mateusza Wdowiaka. Kolejny celny strzal oddał Arkadiusz Jędrych w ramach karnych. Tym samym GieKSa prowadziła już 2:1.
Niestety w doliczonym czasie nie udało się strzelić kolejnej bramki. Oznaczało to, że pomimo wygranego przez GieKSę meczu to Hapoel Tel-Awiw awansował do kolejnego etapu rozgrywek.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice pożegnał się z Europą. I na pewno nie ma się czego wstydzić
Dwa zwycięstwa i dwa remisy oraz po sześć strzelonych i straconych goli w eliminacjach Ligi Konferencji. Pierwszy od 23 lat start GKS-u Katowice w europucharach trzeba zapisać na plus.
Najważniejsze było pokonanie przynajmniej pierwszej przeszkody. I to się udało. W II rundzie kwalifikacji Ligi Europy GKSKatowice wyeliminował słowacką MSK Żylinę przegrywając na wyjeździe 1:2 (gol Lukasa Klemenza) i wygrywając u siebie 3:1 strzelali Zrelak, Mateusz Wdowiak, Ilia Szkurin). W kolejnym etapie piąty zespół PKO Ekstraklasy zmierzył się z izraelskim Hapoelem Tel Awiw. W Miszkolcu po bardzo słabym występie było 0:2. Także środowy rewanż zaczął się fatalnie – kolejna seria błędów w obronie pozwoliła gościom na zdobycie prowadzenia w 22 minucie. Później „Robotnicy” kontrolowali mecz, jednak w końcówce, gdy ich szkoleniowiec dokonał kiepskich zmian, a Rafał Górak trafionych, sytuacja się zmieniła. Ilia Szkurin (83) i Arkadiusz Jędrych (89-karny, podyktowany za faul na Mateuszu Wdowiaku) sprawili, że do dogrywki potrzebny był jeszcze tylko jeden gol. Katowiczanie szturmowali, kibice znakomicie dopingowali, ale upragniona bramka już nie padła i do finałowej rundy, gdzie czekała Atalanta Bergamo awansował Hapoel.
GKS na pocieszenie podtrzymał trwającą od 8 listopada 2025 serię występów bez porażki na swoim stadionie. Zyskał też bezcenne doświadczenia.
– Siedem lat temu wróciłem do GKS Katowice i byliśmy na trzecim poziomie rozgrywkowym. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że dzisiaj będę się żegnał z pucharami i miał w sobie ogromny niedosyt, to może nie, żebym nie wierzył, ale to byłyby marzenia niesięgające mojej głowy – stwierdził trener Rafał Górak. – To jest nasz trzeci sezon w ekstraklasie, po 23 latach zagraliśmy w pucharach. A trzeba pamiętać, że drużynę budujemy z trochę innym rozmachem niż inni, budowani poprzez takie, a nie inne finansowanie. Nie narzekam, tylko zdaję sobie sprawę i twardo stąpam po ziemi, że musimy ten rozwój robić małymi krokami.
GKS na starcie w Pucharach zarobił 350.000 euro plus zyski z organizacji dwóch domowych spotkań oraz związanych z nimi wpływów z dnia meczowego.
– Dziękuję naszym kibicom, byli cudowni dla nas w każdym z tych czterech pucharowych wieczorów. Dawali nam ogromną siłę. W środę na Bukowej znowu było magicznie i skoro mieliśmy zaćmienie słońca, to Bukowa kilka razy błysnęła czymś spektakularnym – podkreślił szkoleniowiec. – Finalnie kończymy, wszystkim bardzo dziękuję. Jestem z drużyny bardzo zadowolony. To jest kapitalne zmierzyć się z tym wszystkim, co te rozgrywki dają. Oczywiście jest trochę żalu, że nie zagramy z Atalantą, byłoby niesamowite zmierzyć się z rywalem klasy mega top, ale nie bierzemy tego jako totalny smutek.
Piłkarze podzielali odczucia trenera.
– Będziemy robić wszystko, żeby wrócić do europejskich rozgrywek. Te cztery mecze to była świetna sprawa – deklarował Lukas Klemenz.
W niedzielę GKS wróci do rozgrywek Ekstraklasy wyjazdowym meczem z Motorem.
– Mamy ligę i Puchar Polski, dwie ścieżki, w których zostaliśmy, będziemy chcieli dalej się rozwijać i robić postępy – deklaruje Rafał Górak. – Także dzięki tym ogromnym doświadczeniom z Ligi Konferencji, choćby w graniu w takiej częstotliwości, wypróbowaniu szerokości naszej kadry i sprawdzeniu czy ona funkcjonuje tak, jakbym sobie życzył. I jest dużo elementów, z których wyciągamy pozytyw.
polsatsport.pl – Wygrana w rewanżu nie wystarczyła
GKS Katowice zakończył przygodę w europejskich pucharach. Zespół z Górnego Śląska pokonał w rewanżowym starciu trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji Hapoel Tel-Awiw 2:1. W pierwszym meczu przed tygodniem Izraelczycy wygrali jednak 2:0 i dzięki temu to oni awansowali do następnej fazy.
[…] Gospodarze wyraźnie uwierzyli, że stać ich na historyczną remontadę. Rzucili się do szaleńczych ataków, a po jednym z nich sędzia podyktował rzut karny dla Katowiczan. Stały fragment gry wykonał kapitan Arkadiusz Jędrych i nie pomylił się. W dwumeczu zrobiło się 2:3.
Choć GKS ze wszelkich sił parł po jeszcze jednego gola, ostatecznie drużynie nie udało się go strzelić. Dzięki zaliczce z pierwszego spotkania to Hapoel awansował do czwartej rundy eliminacji.
sportowefakty.wp.pl – GieKSa ruszyła dopiero w końcówce. Izraelczycy wyrzucili Katowiczan za burtę
GKS Katowice przespał prawie cały dwumecz z Hapoelem Tel Awiw, a przebudzenie w samej końcówce nie wystarczyło. Mimo zwycięstwa 2:1 przed własną publicznością, GieKSa łącznie poległa 2:3 i żegna się z eliminacjami Ligi Konferencji.
[…] GKS Katowice zaczął stwarzać zagrożenie około 20. minuty. Bartosz Nowak postraszył rywali bezpośrednim uderzeniem z rzutu wolnego, zmuszając do interwencji Assafa Tzura. Następnie Borja Galan po dośrodkowaniu Nowaka strzelił głową prosto w bramkarza.
Gdy wydawało się, że gospodarze nabierają wiatru w żagle, Hapoel ostudził ich zapał. W 23. minucie sekwencja błędów obrony GKS-u zaczęła się od Alana Czerwińskiego. Roei Alkukin swoim podaniem uruchomił Stava Turiela, który stanął oko w oko z Kobylakiem i silnym strzałem przełamał ręce golkipera.
Turiel wyrósł na kata katowickiego zespołu. Ten sam piłkarz trafił do siatki także w pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi drużynami. Kolejną bramkę Turiel mógł zdobyć po piekielnie silnym uderzeniu z dystansu, natomiast Kobylak z trudem interweniował.
Po przerwie Nowak raz jeszcze spróbował swoich sił z rzutu wolnego. Było groźnie, jednak kluczowy gracz GKS-u niestety nie trafił w światło bramki. Z kolei Ilja Szkurin miał naprawdę dobrą okazję bramkową i przegrał pojedynek z Tzurem.
Dopiero siedem minut przed upływem podstawowego czasu gry GKS sforsował defensywę drużyny przeciwnej. Mateusz Wdowiak ruszył lewą flanką, płasko dograł w pole karne i Szkurin znalazł sposób na bramkarza Hapoelu.
Szymon Bartlewicz również stworzył zagrożenie na połowie rywali. Tzur wyciągnął się jak struna po strzale z daleka pomocnika GKS-u.
Wdowiak dał świetną zmianę. Właśnie po faulu Fernanda Mayembo na nim sędzia wskazał na wapno. Arkadiusz Jędrych ustawił sobie piłkę na 11. metrze i uderzeniem w lewą stronę zmylił bramkarza.
przegladsportowy.onet.pl – GKS Katowice był o krok od cudu. Thriller w końcówce. I ten jeden błąd
GKS Katowice pokonał Hapoel Tel-Awiw 2:1, ale z powodu porażki we wcześniejszym meczu 0:2 jako pierwszy z piątki polskich zespołów grających w pucharach odpadł z rywalizacji. Gospodarze zbyt późno rzucili się do odrabiania strat i mimo wielkich emocji w końcówce nie dali rady awansować.
[…] W porównaniu do pierwszego meczu z Hapoelem trener Rafał Górak dokonał aż pięciu zmian w pierwszym składzie. Alan Czerwiński, Mateusz Kowalczyk, Marcin Wasielewski, Marcel Wędrychowski i Ilja Szkurin zajęli miejsce Pau Resty, Erika Jirki, Kacpra Łukasiaka, Emana Markovicia i Adama Zrelaka.
Odmieniony GKS przeważał, ale od początku meczu znów goście byli groźniejsi. Przez pierwsze 20 minut gry, goście strzelali cztery razy, a gospodarzy ani razu. Potem jednak najpierw Bartosz Nowak strzelał z wolnego, bramkarz wybił na rożny, po chwili strzelał Borja Galan, ale w odpowiedzi goście wyprowadzili kontrę i Stav Turiel pokonał Gabriela Kobylaka.
Po tym golu szanse na awans GKS mocno spadły. Gospodarze byli bezradni. Do przerwy mieli piłkę przez 59 procent czasu gry, ale niewiele z tego wynikało.
W drugiej połowie GKS mocniej przeważał i coraz bardziej naciskał. Po niespełna godzinie niezłą okazję miał Szkurin, ale za długo zwlekał ze strzałem, potem Nowak strzelił nad bramką.
Gospodarze mieli nawet okazję, by przynajmniej doprowadzić do wyrównania, jak w 79. minucie, gdy Łukasiak miał wyłożoną piłkę na 12. metrze, ale został zablokowany.
W końcu w 84. minucie lewym skrzydłem urwał się wprowadzony na boisko dosłownie chwilę wcześniej Wdowiak, dograł do Szkurina, który wyprzedził obrońców gości i strzałem z bliska doprowadził do wyrównania.
Gol uskrzydlił gospodarzy i trzy minuty później po szybkiej akcji gospodarzy Wdowiak został sfaulowany w polu karnym. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych. Bramkarz gości Assaf Tzur tańczył na linii, ale wiele to nie dało. Polak zmylił go i trafił na 2:1.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze