Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: od pół roku w kryzysie
Jesienią podejmowaliśmy w Katowicach Koronę, święcąc się na czerwono w tabeli Ekstraklasy, gdy tymczasem rywal nieśmiało spoglądał w górę. Dziś rolę się odwróciły i to GKS ma bliżej do czołówki, a Kielczanie muszą oglądać się za siebie. Jak do tego doszło? Zapytaliśmy kibica Korony, Igora z facebookowego fanpage’a „Złocisto-Krwiści”.
Byłoby chyba zbyt nudno w Kielcach, gdybyście na ostatniej prostej sezonu nie zaplątali się w walkę o utrzymanie… Poprzedni sezon był wyjątkiem potwierdzającym tę regułę.
W mojej opinii – bo trudno mówić za wszystkich kibiców Korony, skoro nawet wśród tworzących nasz fanpage zdania są mocno podzielone – jesteśmy uwikłani w walkę o uniknięcie spadku i każdy zespół, który ma nie więcej niż 39 punktów, jest w tej samej sytuacji. Liczyłem, że ten sezon będzie spokojniejszy niż poprzednie – szybko „przyklepane” utrzymanie i nadzieje na coś więcej: może nie od razu puchary, ale górne rejony tabeli w pełni by mnie satysfakcjonowały. Tymczasem znowu musimy się bić o utrzymanie i mam pewne obawy co do zakończenia sezonu.
Różnice w dolnej części tabeli wciąż są niewielkie, a aż pięć drużyn, włącznie z wami, ma dziś 37 punktów. Obliczasz pozycję Korony w różnych małych tabelach czy jeszcze nie czas na takie analizy?
Przede wszystkim liczę, że Korona jak najszybciej zdobędzie brakujące do utrzymania punkty i z bilansem 41-42 „oczek” nie będziemy martwili się już o nic. Być może nie będzie potrzebne aż tyle, ale na dzisiaj właśnie to dałoby nam spokój w ligowym zestawieniu.
Na kim więc zdobyć te punkty?
Obowiązkiem jest zwycięstwo z Piastem za tydzień u siebie, bo moim zdaniem jest to zespół o niższym potencjale kadrowym i sportowym niż Korona. Ponadto dobrze byłoby wywalczyć remis z GieKSą lub Rakowem, jednak w tych pojedynkach nie będziemy faworytami. Najbardziej smakowałoby z kolei zwycięstwo z Widzewem, które mogłoby jednocześnie przypieczętować los zarówno nasz, jak i rywali z Łodzi. W takim scenariuszu mecz z Cracovią nie miałby już większego ciśnienia. Spełnieniem marzeń byłby jednak scenariusz, że już przed meczem z Widzewem jesteśmy pewni utrzymania.
Jesienią Korona przyjeżdżała do Katowic jako szósty zespół Ekstraklasy, tymczasem my plasowaliśmy się w strefie spadkowej. Jak ocenisz przebieg dalszej części sezonu, że przed rewanżem w Kielcach GieKSa ma znacznie bliżej do czołówki, z kolei wy musicie oglądać się za siebie?
Skok formy GieKSy nie podlega dyskusji i sam patrzę już na wasz zespół inaczej niż na początku sezonu. Jesienią oczekiwałem w Katowicach minimum remisu, licząc nawet na zwycięstwo. Uważałem wtedy, że Korona jest lepszym zespołem, dlatego ostateczny wynik był dla mnie dużym rozczarowaniem. Od tego czasu wiele się zmieniło i dziś GKS w mojej opinii jest jedną z najlepiej grających drużyn w Ekstraklasie. Udało się przezwyciężyć jesienny kryzys, trener Górak wyciągnął odpowiednie wnioski, ponadto wyklarowały się indywidualności w postaci Bartka Nowaka czy Emana Markovicia, który ostatnio gra na niesamowitym poziomie. Obrona również funkcjonuje bardzo fajnie, mimo że ostatnio tracicie więcej goli, do tego dynamiczne wahadła. Wszystko się u was zgadza. Z kolei Korona notuje zdecydowany spadek formy – moim zdaniem jesteśmy w kryzysie trwającym już ponad pół roku i nie ma tu grama przesady. W tabeli liczonej od października zdobywamy średnio punkt na mecz – jest to bilans na poziomie spadkowicza. Nie notujemy żadnych serii bez porażki i tylko dzięki dobrej postawie na początku sezonu nie jesteśmy dziś w strefie spadkowej.
Początek rundy nie zapowiadał takich ciężarów, bo przywieźliście przecież komplet punktów z Łazienkowskiej i z Radomia.
Warto jednak pamiętać, że w żadnym z tych meczów nie byliśmy stroną dominującą. W Warszawie zagraliśmy naprawdę nieźle, mimo że murawa nie pozwalała tam na zbyt wiele, poza tym Legia Papszuna to nie był jeszcze ten sam zespół co dzisiaj. Gospodarze mieli swoje sytuacje, włącznie z niewykorzystanym rzutem karnym, ale błysk Mariusza Stępińskiego pozwolił nam wywieźć cenne punkty ze stolicy. Tydzień później przegraliśmy jednak z Zagłębiem w kuriozalnych okolicznościach – pełna dominacja i masa stworzonych sytuacji przyniosła tylko jednego gola, a w końcówce w absurdalnych okolicznościach straciliśmy dwie bramki. Z kolei w Radomiu nie mieliśmy zbyt wiele do powiedzenia, mimo to zdobyliśmy dwa gole, które dały nam zwycięstwo. W dalszej części sezonu mieliśmy problemy, aby w danym meczu zagrać dwie równe połowy, z wyjątkiem pojedynku z Arką, z którego w stu procentach mogliśmy być zadowoleni. Zwycięstwo z Termalicą nie przekonało nikogo, remis po niezłej grze z Jagiellonią mógł napawać optymizmem, ale zaraz potem przyszedł mecz w Zabrzu, grany pod dyktando gospodarzy i zakończony kolejną porażką. Wciąż czegoś nam brakuje.
Znakomite wejście do zespołu miał wspomniany Mariusz Stępiński, natomiast im dalej w rundę, tym mniej spektakularne były jego występy. Spodziewałeś się po nim więcej?
W dniu ogłoszenia jego transferu, bo wcześniej nie było nawet plotek o takim ruchu, zdziwiłem się, że taki zawodnik trafia do Kielc, a jednocześnie miałem wątpliwości, czego się po nim spodziewać. W Ekstraklasie nie grał dawno, po latach spędzonych we Włoszech i Francji ostatnio występował na Cyprze, gdzie nie imponował statystykami. Byłem jednak przekonany, że Stępiński będzie lepszym napastnikiem niż ci, których mieliśmy w kadrze. Mecz z Legią był powiewem optymizmu i rozbudził nasze apetyty co do jego dyspozycji. Ja zakładałem, że jeśli zdobędzie minimum pięć goli w rundzie, to będę zadowolony. Były mecze, w których był totalnie niewidoczny, wyłączony przez obrońców, zostawiony poniekąd sam sobie – tak było z Radomiakiem czy Zagłębiem. Z kolei z Motorem dochodził do ogromnej ilości strzałów, mimo to do siatki nie trafił. Nie jestem więc zawiedziony jego postawą – uważam, że czasem brakuje mu odpowiedniego serwisu ze strony pomocników.
Sporo mówiło się również o drugim zimowym transferze: Simon Gustafson miał być czołowym pomocnikiem w lidze, tymczasem noty zbiera nienajlepsze.
Nie wierzę, że ktoś, kto dziś wypowiada się pozytywnie o tym zawodniku, ogląda mecze Korony. Zimą liczyłem, że trafi do nas pomocnik z prawdziwego zdarzenia, bo całą rundę jesienną opieraliśmy się na Martinie Remacle i Tamarze Svetlinie – aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jeden z nich wypadł. Wiele nazwisk przewijało się w plotkach transferowych, a spośród nich Gustafson robił największe wrażenie. Na papierze wyglądał bardzo dobrze – sporo spotkań w lidze szwedzkiej i walka o puchary, a wcześniej dobre noty w Holandii. W każdym zespole grał sporo i robił świetne liczby jak na pomocnika. Oczekiwania były więc spore, a jak dotąd w Kielcach Szwed okazuje się przeciętniakiem. Każdy jego występ można podsumować w ten sam sposób: jest za wolny, nieprzygotowany fizycznie, wiecznie spóźniony i zagubiony. Trudno dopatrzyć się jakichkolwiek pozytywów u tego gracza.
Jak sam wspomniałeś, ciężko sobie wyobrazić waszą drugą linię bez Remacle’a i Svetlina. W sobotę nie będzie trzeba sobie tego wyobrażać, bo Słoweniec pauzuje za kartki. Jak duża jest to strata?
Svetlin grał dotąd w każdym meczu Korony i nie widzę innej opcji niż zastąpienie go właśnie Gustafsonem. Ktokolwiek by go nie zastąpił, to strata będzie duża, bo jest to jeden z naszych najlepszych zawodników, obok Błanika, Sotiríou i Dziekońskiego.
W Katowicach pamiętamy bardzo dobrze Dawida Błanika, który był naszym katem w ubiegłym sezonie. Odnalazł znów tamtą formę, bo nie licząc początku sezonu już tak nie błyszczy?
Dawid wraca do swojej najlepszej dyspozycji, choć występ w Zabrzu nie był najlepszy w jego wykonaniu. Z Lechią trafił z karnego, z Arką zaliczył dwie asysty, co pozwala nam wierzyć, że wraca Błanik pamiętany z początku sezonu. Zjazd formy wynika przede wszystkim z kontuzji, która przytrafiła się jesienią. Próbowano go leczyć doraźnie, musiał jednak opuścić ostatnie mecze rundy. Z kolei zimą złamał palec u ręki i musiał grać z opatrunkiem, który być może wywoływał u niego dodatkową blokadę. Liczę jednak, że w końcówce sezonu znów będzie w pełnej dyspozycji.
Jak mocna jest dziś pozycja Jacka Zielińskiego? Przypominam sobie rozmowy z kibicami Cracovii, którzy zwracali uwagę, że drugi rok jego pracy w danym klubie jest zawsze gorszy. Podobnie jest w Kielcach?
Wydaje mi się, że w oczach zarządu pozycja trenera wciąż jest mocna, choć z drugiej strony Łukasz Maciejczyk – właściciel, ale jednocześnie kibic Korony – czasem daje się ponieść własnym emocjom lub presji opinii publicznej. Dlatego sytuacja trenera może się w każdej chwili zmienić. Wśród kibiców można się z kolei spotkać z opiniami skrajnie różnymi – część wierzy, że trener wyprowadzi nas z tego długotrwałego kryzysu, inni natomiast zwracają uwagę na prawidłowość, o której wspomniałeś. Ja mam wrażenie, że trener nie jest skory do poszukiwania nowych rozwiązań na grę zespołu, trzyma się raczej stałych założeń, które kiedyś funkcjonowały, a dzisiaj przestały. Nasza gra nie jest ani widowiskowa, ani skuteczna. Jedyne, do czego nie można mieć zastrzeżeń, to stałe fragmenty gry. Mimo że sama liczba punktów nie jest taka zła, to w mojej opinii ten kryzys trwa już zbyt długo.
Postawa GieKSy w ostatnich meczach mrozi krew nomen omen Złocisto-Krwistych przed sobotnim pojedynkiem?
Forma GKS-u może imponować w zasadzie od początku rundy. Szczególne wyróżnienie należy się Bartkowi Nowakowi, który zasługuje na miano MVP tej ligi – gra widowiskowo, wykręca niesamowite liczby i daje dużo jakości indywidualnej. Szalony mecz rozegraliście w Częstochowie w Pucharze Polski – sporo było walki, gonienie wyniku i finał w postaci przegranych rzutów karnych. Wydawałoby się, że po takim meczu morale może spaść, bo była to wielka szansa dla klubu – zagrać na Narodowym i być może nawet wygrać Puchar, bo w mojej opinii GieKSa gra obecnie lepszą piłkę niż Górnik. Tymczasem w Poznaniu, w pojedynku z zespołem, który w oczach wielu już jest mistrzem Polski, GKS znów grał świetnie i momentami dominował nad Lechem. Z Motorem znowu zgraliście dobrze, szczególnie jeśli chodzi o ofensywę. Da się jednak zauważyć, że we wszystkich tych spotkaniach defensywa prezentowała się już gorzej niż wcześniej. Warto wspomnieć, że oprócz Nowaka pojawiają się inni piłkarze w wysokiej formie. Wahadła już wcześniej funkcjonowały bardzo dobrze, pod nieobecność Kowalczyka wchodzi Rasak i nie widać spadku jakości, do tego Milewski, który w dobrze funkcjonującym systemie GieKSy wygląda rewelacyjnie. Natomiast to, co ostatnio robi Marković, to najwyższy poziom Ekstraklasy. Macie szansę powalczyć o miejsca gwarantujące puchary, dlatego nie spodziewam się, że odpuścicie Koronie. Z kolei my nie zwykliśmy dopuszczać rywala do zbyt wielu okazji bramkowych, mimo to GieKSa przyjeżdża do Kielc jako faworyt. Dlatego przed spotkaniem remis brałbym w ciemno.
Jakiego scenariusza spodziewasz się więc w sobotę?
Mimo przewagi własnego boiska zakładam pragmatyczne podejście do meczu, zważywszy na formę waszej ofensywy. Trener Zieliński może chcieć zaparkować autobus w naszym polu karnym – może nie do tego stopnia jak robi to zwykle Wisła Płock, ale koncentracja będzie przede wszystkim na obronie, z planami na kontry w wykonaniu Błanika czy Długosza. Obie drużyny będą też szukać przewagi w stałych fragmentach gry – zobaczymy, komu wyjdzie to lepiej.
Jaki wynik padnie w Kielcach?
Z uwagi, że sceptycznie podchodzę do naszej obecnej formy, a GieKSa jako drużyna ostatnio imponuje, szczerze mówiąc typuję 2:0 dla GKS-u. I nie chcę umniejszać Koronie, tylko staram się obiektywnie podchodzić do meczów moich drużyn. Bazując na liczbach nie widzę przesłanek wskazujących na przewagę Korony. Dla mnie faworyt jest jasny, logika Ekstraklasy bywa jednak przewrotna, więc jakaś część mnie zawsze będzie wierzyć w Koronę.
Jakiego z kolei masz nosa co do ostatecznych rozstrzygnięć w Ekstraklasie?
Mistrzem musi zostać Lech, bo jest to najlepiej poukładana drużyna, która jest w stanie powalczyć o coś więcej w pucharach. Jednego spadkowicza już znamy, drugim – niezależnie od kibicowskich animozji – zostanie Widzew, bo gra najgorszą piłkę w lidze, bez żadnego pomysłu, nie mówiąc już o środkach, jakie zostały zainwestowane. Nie widać tam zawodników, którzy chcieliby umierać za klub. Trzecim wydaje mi się zostanie Arka ze względu na ciężki terminarz i niski potencjał kadrowy. Do pucharów typuję za to Górnika, Jagiellonię, GKS i mimo wszystko Raków.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze