Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Wkrótce wrócimy na właściwe tory
Niespełna rok temu z przytupem otwieraliśmy nowy stadion w Katowicach, a pierwszym gościem był derbowy rywal z Zabrza. W najbliższą sobotę rozegramy kolejny „Śląski Klasyk” na Nowej Bukowej, a okoliczności znów będą szczególne, ze względu na przypadające w piątek urodziny GieKSy. Jak zaprezentuje się Górnik Zabrze? O co trójkolorowi walczą w tym sezonie? Co jest ważniejsze – puchar czy liga? I kto jest zabrzańskim Bartkiem Nowakiem? Na te i inne pytania odpowiedział Sikor z podkastu „Czwarta Trybuna”.
Kiedy w sierpniu GieKSa przyjeżdżała do Zabrza, po pięciu kolejkach Górnik zajmował czwarte miejsce w tabeli, z 4-punktową stratą do lidera. Dziś sytuacja jest analogiczna, a na ten moment strata punktowa nawet mniejsza. O ile na progu sezonu Górnik napędzony szybkimi transferami i dobrą postawą w sparingach rozpalał nadzieje fanów, to ile tego entuzjazmu jest dzisiaj, gdy nie udaje się wykorzystać kolejnych szans, by mocniej rozepchnąć się w ścisłym topie?
Nie ulega wątpliwości, że jesienią Górnik prezentował się bardzo dobrze, a przez pewien czas byliśmy nawet liderem Ekstraklasy. Moim zdaniem było to efektem pewnego powiewu świeżości, jaki przyniosła zmiana trenera. Ligowi rywale jeszcze nie do końca wiedzieli, jaki pomysł na zespół ma Michal Gašparík, natomiast dziś wydaje się, że drużyna wpadła w mały dołek, a poszczególni piłkarze są w gorszej formie niż jesienią. W tym roku zdobyliśmy tylko 4 punkty – powinno być ich znacznie więcej. Z drugiej strony liga jest niezwykle wyrównana i różnice nie są duże – wciąż są takie ekipy, które równie dobrze mogą powalczyć o puchary, co spaść z ligi. Za wcześnie więc na euforię, że jesteśmy blisko sukcesu, bo może się tak zdarzyć, że wyprzedzą nas jeszcze drużyny z dołu tabeli. Mimo wszystko, jako kibice Górnika, mamy nadzieję, że obecny kryzys szybko przezwyciężymy, piłkarze złapią formę i wrócimy na ścieżkę, którą kroczyliśmy jesienią. Być może trener Gašparík nieco namiesza w ustawieniu czy schematach taktycznych – ostatnio nie wychodzą nam np. stałe fragmenty gry, które jesienią były naszą mocną stroną.
Wiadomo, że za mistrzostwo jesieni pucharów nie wręczają, natomiast zawsze miło przez całą zimę spoglądać z góry na resztę stawki. Wy na ostatniej prostej daliście się jednak wyprzedzić Wiśle Płock, której wystarczyło do tego pięć remisów w ostatnich meczach.
Jak wcześniej wspomniałem, nie pamiętam równie wyrównanego sezonu, a w zasadzie wszystkie drużyny mają większe lub mniejsze wahania formy. My byliśmy w o tyle dobrej sytuacji, że nasz dołek przypadł na sam koniec rundy. O ile na ten moment wciąż nie wygrzebaliśmy się z niego na sto procent, to prędzej czy później wrócimy na właściwe tory. Pozostaje pytanie, czy nie będzie wtedy za późno, aby walczyć o mistrzostwo albo chociaż puchary. Z drugiej strony, gdybyś przed sezonem powiedział kibicowi Górnika, że w połowie sezonu będziemy się kręcić w okolicach podium, to większość brałaby to w ciemno, a niektórzy ironicznie pytaliby, czy chodzi o trzy miejsca licząc od dołu. Generalnie po zmianie władzy w Mieście, która pociągnęła za sobą zmiany w klubie, wzrosło zaufanie do ludzi odpowiedzialnych za losy Górnika. Być może małymi krokami, ale wciąż idziemy do przodu.
O co gra Górnik w tym sezonie? Co ci podpowiada kibicowskie serce?
Z tego co wiem, to nawet w szatni mówi się o europejskich pucharach – konkretny cel to może za dużo powiedziane, ale wszyscy w otoczeniu klubu mają nadzieję na te puchary. Stąd kadra budowana jest solidnie, ławka jest dość szeroka i trener ma duże pole manewru. Być może jest to element przygotowań do kolejnego sezonu, kiedy ewentualnie meczów będzie więcej. Poza tym występy w Europie zapewniają dodatkowy przypływ gotówki, na co w klubie też mocno liczą. Puchary wydają się więc naturalnym celem na ten sezon, pozostaje jedynie pytanie, czy dojdziemy do nich przez ligę, czy przez Puchar Polski.
Górnik jest jednym z aktywniejszych klubów w zimowym okienku. Jak oceniasz bilans przeprowadzonych ruchów, gdy po stronie ubytków jest m.in. Ousmane Sow, natomiast na liście wzmocnień m.in. Lukáš Sadílek, Michał Rakoczy czy Brandon Dominguès, którzy dostają już swoje szanse na boisku.
Jeśli chodzi o samego Sowa, to spośród wymienionej trójki może go zastąpić jedynie Dominguès. Jest to jednak zupełnie inny typ skrzydłowego: Ousmane bazuje na sile fizycznej, szybkości, umiejętności przepychania się i zdobywania przestrzeni. Brandon jest zawodnikiem filigranowym, który lepiej się czuje z piłką przy nodze i trzeba dostosować styl gry do charakterystyki tego piłkarza. Z kolei Sadílek pokazuje niesamowity charakter i jestem pewien, że będzie walczył o każdą piłkę. Zastanawiam się tylko, czy pozycja numer 10, na której obecnie jest ustawiany, jest dla niego optymalna, czy jednak docelowo nie będzie walczył o miejsce w składzie z Patrikiem Hellebrandem i Jarkiem Kubickim. Zobaczymy, jaki pomysł na niego będzie miał trener. Za to Michał Rakoczy jest dzisiaj wielką niewiadomą. Pamiętam go jeszcze z Cracovii, jak wyróżniał się w Ekstraklasie, a niektórzy przymierzali go nawet do reprezentacji. Po nieudanej przygodzie w Turcji wrócił do Polski i będzie chciał się odbudować w Zabrzu. Wkrótce się przekonamy, ile będzie w stanie dać Górnikowi, ale na dzisiaj jest to największa zagadka spośród wszystkich transferów.
W sportowych mediach przebiła się ciekawostka o sprowadzeniu do Zabrza młodego napastnika, który wyróżnia się nie tylko piłkarsko, ale też atletycznie, bo trenuje skok wzwyż, a na swoim koncie ma rekord 2,13 m.
Mateusz Posmyk został wyskautowany w niższych ligach i sprowadzony do Zabrza głównie z myślą o rezerwach. Rozmawiałem kiedyś z Pawłem Bochniewiczem, który zwracał uwagę, że młodzi sportowcy powinni rozwijać się w wielu dyscyplinach, aby ćwiczyć poruszanie i koordynację, co przydaje się później na boisku. Takie wytrenowanie na pewno zaprocentuje, tym bardziej że w skoku wzwyż ćwiczy się rozpęd na krótkim dystansie i skoczność, które również są atutami napastnika. W Górniku nie raz udowodnili, że potrafią wynajdować młodych, obiecujących piłkarzy, wyróżniających się w niższych ligach. Będziemy obserwować tego chłopaka i niewykluczone, że prędzej czy później dostanie szansę debiutu w pierwszym zespole.
Wspomniany Paweł Bochniewicz wrócił do Zabrza po poważnej kontuzji. Jest już gotowy, aby stanowić o sile waszej obrony?
Paweł jest w treningu, gotowy do gry, natomiast najpierw musi wywalczyć sobie miejsce w składzie. Nie będzie to jednak łatwe, bo zarówno Janicki, jak i Josema są ostatnio w dobrej formie. Trener Gašparík preferuje grę dwoma stoperami, z których każdy ma inną nogę wiodącą, tym samym naturalnym rywalem lewonożnego Bochniewicza jest Josema, który jesienią prezentował się nawet lepiej niż Janicki. W ostatnim meczu z Pogonią przydarzył mu się błąd, który przełożył się na rzut karny i w konsekwencji porażkę. Jest to jednak solidny obrońca, który za darmo miejsca Bochniewiczowi nie odda. Z kolei Paweł, jako były reprezentant Polski, ma wysokie umiejętności i myślę, że dostanie swoją szansę, którą na pewno wykorzysta.
Trafiłem ostatnio na informację, że inny rekonwalescent z historią w Górniku jest przymierzany do transferu do Zabrza. Czy Łukasz Milik namówi swojego brata do powrotu na stare śmieci?
Nie chcę mówić, że ten powrót jest nieunikniony, ale z pewnością oczekiwany i możliwy do dopięcia. Raczej jeszcze nie dzisiaj, bo Arek będzie próbował odbudować się na zachodzie, ale wkrótce spodziewam się takiego ruchu. Sam Arek wspominał, że chciałby zakończyć karierę w klubie, z którego wypłynął na szerokie wody i raczej nie chodzi o piłkarską emeryturę – zagrać trzy mecze i odejść z kwiatami. Zakładam, że ten powrót prędzej czy później się wydarzy.
Obserwatorzy Ekstraklasy jednym głosem podkreślają rolę Bartka Nowaka jako niekwestionowanego lidera GieKSy. Kto jest takim „Nowakiem” w Zabrzu?
Zdecydowanie Patrik Hellebrand, który jest architektem praktycznie każdej akcji ofensywnej Górnika – piłka zawsze musi przejść przez niego. Kiedy on ma słabszy dzień, to automatycznie cała drużyna gra poniżej swojego poziomu.
Jak sam wspomniałeś, początek rundy w wykonaniu Górnika nie jest wymarzony. Czego brakuje, aby wkroczyć na ścieżkę zwycięstw?
Przede wszystkim szczęścia i skuteczności. Z Piastem zawsze gra się trudno, bo rywale zawsze mocno się na nas mobilizują i widać na murawie tę determinację. Z kolei Lech pokazał swoje umiejętności i uważam, że ich forma będzie rosła, bo ważni piłkarze wracają po kontuzjach. W tym pojedynku byliśmy słabsi i Mistrz Polski wygrał zasłużenie. Za to wynik z Termalicą jest skrajnie niesprawiedliwy, bo należał nam się rzut karny po faulu na Kubickim. Z drugiej strony, gdybyśmy wykorzystali swoje okazje, to ta sytuacja nie miałaby już znaczenia. Zabrakło jednak skuteczności i podobnie było z Pogonią, która bardzo dobrze ustawiała się w defensywie, zostawiając nam mało przestrzeni. Brakowało indywidualnego błysku któregoś z piłkarzy, co pozwoliłoby przedrzeć się przez szyki obronne Portowców. Był tylko słupek i poprzeczka Chłania, który w tym meczu grał wyraźnie na siebie, co też nie pomogło drużynie wygrać.
Wspominasz o piłkarskim szczęściu, natomiast śledząc „żabskiego Twittera” rzuciła mi się w oczy dyskusja o klątwie pewnego tekstu w serwisie Roosevelta81.pl – niektórzy twierdzą, że od tej publikacji Górnik przestał grać.
Sam mocno krytykowałem ten artykuł. Tezy w nim zawarte są dla mnie totalną abstrakcją i trudno go nawet traktować z przymrużeniem oka, bo został on napisany zupełnie na serio. Jego styl jest dość arogancki i jeśli istnieją piłkarscy bogowie i ich klątwy, to być może w tym przypadku zainterweniowali i chcą, żeby – nawiązując do tytułu tego artykułu – znowu się z nas śmiano. A mówiąc już poważnie, ten materiał był zupełnie niepotrzebny i źle, że został opublikowany.
Analizując tabelę widzimy, że Górnik zdecydowanie lepiej prezentuje się w Zabrzu niż na wyjazdach. Z czego to wynika?
Piłkarze często podkreślają, że przy Roosevelta niosą ich trybuny, natomiast nie dostrzegam zbyt wielu różnic między sposobem gry u siebie i na wyjazdach. Nie jest to dla nas taki problem jak w Gdyni i poza Arką nie ma innej drużyny, dla której własne boisko byłoby aż takim atutem. Obecnie na większości stadionów murawy są średniej jakości. W Zabrzu nie jest inaczej – płyta boiska jest dosyć stara i powinna zostać wymieniona jak najszybciej.
Mimo wszystko przewaga własnego boiska była kluczowa w ostatnich pojedynkach GieKSy z Górnikiem. Jak to jest, że w obydwu naszych meczach GKS nie potrafił ugrać nawet sztycha w Zabrzu?
W poprzednim sezonie, w pierwszych minutach meczu zastanawialiśmy się, czy aby GieKSa nie zleje nas za mocno, bo wasi piłkarze wyszli bojowo nastawieni i prezentowali się bardzo dobrze. Szybko zdobyta przez Podolskiego bramka ostudziła jednak te zapędy, tuż po przerwie padł drugi gol i wszystko się posypało. W sierpniu wyglądało to trochę inaczej i nie było widać po waszej stronie aż takiej woli walki. GieKSa ma charakter, ale czasem potrzebuje impulsu, aby go pokazać. Czasem jest to impuls z trybun, a czasem błysk któregoś z zawodników. Często oglądam wasze mecze i podoba mi się, że zawsze jesteście gotowi do walki, mimo że czasem nie wychodzi.
Nasz mecz w rundzie jesiennej mógł spokojnie zakończyć się w 64. minucie, po kuriozalnym golu zdobytym do spółki przez Dawida Kudłę i Märtena Kuuska. Widziałeś kiedyś coś równie absurdalnego?
Chyba tylko w “Piłkarskim pokerze”.
Śpiewacie o sobie, że „u nas zawsze jest kultura”. Chciałbym to docenić, bo jako drużyna i kibice zachowaliście się z klasą na ostatnich urodzinach Rafała Góraka i nie popsuliście mu świętowania.
Dla nas jest to niezbyt przyjemne wspomnienie, ale w pełni rozumiemy waszą radość. Zwycięska bramka padła w doliczonym czasie gry, była więc feta i otwarcie nowego stadionu w wielkim stylu. Był to czas, kiedy pewna grupa ludzi pozwalała nam się przyjaźnić, więc trudno wyobrazić sobie większe piłkarskie święto: mecz przyjaźni, na dodatek wygrany. Wielu naszych kibiców, o ile nie większość, nadal sympatyzuje z GieKSą i śledzi wasze losy. Sam, jeśli tylko mam możliwość, oglądam wasze mecze.
Tym razem znowu przyjeżdżacie na urodziny – już nie trenera, ale całej GieKSy. Prezent w postaci trzech punktów już przyszykowany?
Szczerze mówiąc mam nadzieję, że sobotni mecz w naszym wykonaniu będzie sygnałem, że wyszliśmy z kryzysu. Sami mieliście okazję, aby rozpocząć świętowanie tydzień wcześniej – szybko objęliście prowadzenie w Gdyni i sam nie wiem, co stało się potem. Zobaczymy, jak ułoży się nasz mecz i czyje atuty okażą się decydujące. Wspominałeś o Bartku Nowaku, którego osobiście uważam za najlepszego piłkarza w lidze. Stąd wiem, że nie będzie nam lekko.
Jaki przebieg i wynik sobotniego meczu przewidujesz?
Myślę, że Górnik zacznie spokojnie i będzie chciał wybadać nastawienie GieKSy. Wydaje mi się, że to wy od początku ruszycie do ataku, podrażnieni porażką w Gdyni. Nie bez znaczenia są też okoliczności, o których wspominałeś i piłkarze będą chcieli sprawić prezent kibicom. Mimo wszystko waszym obrońcom zdarza się popełniać błędy, co będziemy próbowali wykorzystać. Dzięki temu Górnik może wywieźć z Katowic trzy punkty, ale spodziewam się, że to wy pierwsi strzelicie bramkę. Stawiam więc na zwycięstwo Górnika 2:1.
Przerwa od meczów będzie krótka, bo nasze ekipy w następnym tygodniu zagrają o awans do półfinału Pucharu Polski. Wylosowaliśmy rywali z Ekstraklasy, choć można było trafić nawet 3-ligowca. Jak oceniasz nasze szanse?
Michal Gašparík jest specjalistą od krajowych pucharów, bo ma już na swoim koncie trzy takie trofea zdobyte w Słowacji, ponadto, jak sam podkreślał, jest to najkrótsza droga do rozgrywek europejskich. Moim zdaniem wylosowaliśmy trudniejszego rywala niż wy i możecie mieć łatwiej, tym bardziej, że niesamowita presja ciąży na piłkarzach Widzewa. Na naszej drodze stoi Mistrz Polski, którego forma rośnie i szczerze mówiąc liczę, że kumulacja meczów w LKE i w Ekstraklasie trochę ich „przeora” fizycznie, przez co w środę będą w słabszej dyspozycji. Trzeba spróbować to wykorzystać, bo dla mnie większym priorytetem jest zdobycie Pucharu Polski niż wynik ligowy dający przepustkę do Europy.
Kto wie, być może w maju to właśnie z nami powalczycie na Narodowym…
Byłaby to piękna historia i chciałbym to przeżyć. Sam wyjazd byłby czymś niesamowitym, gdyby pół województwa wybrało się na majówkę do Warszawy.
Zostawiając na boku kwestie piłkarskie, na koniec zapytam o temat, który od dłuższego czasu jest na ustach całego Zabrza: kiedy skończy się telenowela związana z prywatyzacją Górnika?
Z powodów zawodowych mam wiele okazji do kontaktu z przedstawicielami Urzędu Miasta w Zabrzu. W ostatnim czasie zaszły tam naprawdę duże zmiany, kiedy władza zmieniała się wielokrotnie – kolejne panie prezydent, potem komisarz i następne wybory. Takie zawirowania nie pozostały bez wpływu na prywatyzację klubu. Co więcej, radni Zabrza wybitnie nie pomagają, bo np. określanie wartości klubu na podstawie wycen piłkarzy publikowanych na transfermarkcie jest delikatnie mówiąc niepoważne. Dziś wydaje się, że proces prywatyzacji jest wreszcie na ukończeniu, bo klub nie wykonywałby tylu ruchów transferowych, gdyby nie spodziewał się, że zmiany właścicielskie są nieuchronne. Jedno jest pewne – bez prywatyzacji Górnik nie zrobi kolejnego kroku do przodu.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze