Felietony Kibice Piłka nożna
Wycieczka krajoznawcza do Białegostoku
Miały być plusy i minusy z wyjazdu do Białegostoku, a wyjdą głównie pretensje i zarzuty. To, co wydarzyło się w ubiegłą niedzielę przy ulicy Słonecznej, można określić mianem skandalu.
W niedzielną mroźną noc na wyjazd do Białegostoku zebrało się ponad tysiąc GieKSiarzy. Droga, mimo trudnych warunków pogodowych, minęła w miarę spokojnie. Pod stadion Jagiellonii dojechaliśmy około 11:40. Wejście na sektor przebiegało dość sprawnie. O planowanej godzinie rozpoczęcia spotkania klatka była już solidnie wypełniona. Wtedy zaczął się cyrk.
O 12:15 nie było śladu piłkarzy, a murawa pokryta była warstwą śniegu. Wyglądało to tak, jakby Jagiellonii wcale nie zależało na tym, żeby ten mecz został rozegrany. Ostateczna decyzja zapadła błyskawicznie, zaskakująco szybko jak na powagę sytuacji. Dosłownie kilka chwil po 12:15 dowiedzieliśmy się, że… dzisiaj grania w piłkę nie będzie.
Z trybun zaintonowano przyśpiewki i pozdrowienia, ale wszyscy byliśmy w szoku. Jednym ruchem odwołano mecz, nawet nie próbując powalczyć z problemem. Po chwili pozostało nam tylko spakować się do autokarów i wyruszyć w kolejną długą drogę.
Warto przytoczyć szersze spojrzenie. Bardzo dobrze oddaje ją poniższy wpis Jakuba Seweryna (przedmeczową rozmowę z redaktorem mogliście przeczytać na naszej stronie tutaj), który pojawił się na platformie X (tutaj):
Jagiellonia Białystok – GKS Katowice. Czy ktoś się nie pośpieszył?
Przedziwna sprawa z tym odwołanym meczem Jagiellonii z GKS Katowice. Serio. Można śmiało się zastanawiać, czy komuś w ogóle zależało na tym, żeby ten mecz się odbył w dzisiejszych zimowych warunkach. To wyglądało tak absurdalnie, jakby nikt nawet o to nie powalczył.
To nie jest tak, że murawa nie została przygotowana przez stadion. Jagiellonia odebrała ją w dobrym stanie, tylko na około półtorej godziny przed meczem zaczęło solidnie sypać i stan płyty zaczął się pogarszać z minuty na minutę. Na to się nie ma wpływu, nie pomogą żadne prognozy ani podgrzewanie murawy. To fakt.
Piłkarze i sędziowie wybiegli na rozgrzewkę, rozgrzewali się, zeszli do szatni i wydawało się, że mecz będzie rozgrywany. Boisko stało się białe, ale co absurdalne – ani sędzia, ani delegat PZPN nie nakazali jego odśnieżania. Biały ręcznik został rzucony błyskawicznie, absurdalnie szybko, bo przecież decyzja o odwołaniu meczu została podjęta dosłownie 10 minut po planowanej godzinie rozpoczęcia spotkania. Sędziowie spieszyli się na pociąg?
Dlaczego nie powalczono? Nie mam pojęcia. To dotyczy zarówno sędziego, delegata, jak i Jagiellonii. Przyjechało blisko tysiąc osób z Katowic, choćby z szacunku dla nich należało stwierdzić tuż po rozgrzewce – „opóźniamy mecz o pół godziny, odśnieżajcie i zobaczymy, czy to coś da”.
Być może by to nic nie dało (nawet gdy po tych 30 minutach praktycznie przestało padać) i dalej byłoby bardzo ślisko, ale należało po prostu spróbować. Choćby po to, żeby mieć czyste sumienie. A teraz nie można się dziwić tym, którzy w tym momencie mają pretensje, że te łopaty się nie pojawiły na placu. Decyzyjność zawiodła kompletnie, aczkolwiek niech sami zainteresowani stwierdzą, po czyjej stronie.
W takim stanie, jaki był o godzinie 12:15, pewnie nie można było grać. Śnieg kleił się do piłki, było bardzo ślisko, łatwo było o kontuzję. Okej, ale czy stan tego boiska nie mógł być lepszy? Czy nie można było zwyczajnie opóźnić meczu o pół godziny / godzinę, żeby nie tworzyć sobie większego problemu? Tego kompletnie nie rozumiem. A kibicom z Katowic zwyczajnie współczuję.
Ekstraklasa już oficjalnie potwierdza w kontaktach z mediami, że mecz Jaga – GKS zostanie rozegrany dopiero wiosną. Moim zdaniem prawdopodobnie 4 lub 11 lutego, bo raczej nikt nie będzie z tym zwlekał, tym bardziej że później Jaga będzie walczyła w Lidze Konferencji.
Trudno się z tymi słowami nie zgodzić. W stanie murawy z 12:15 faktycznie można było mieć wątpliwości, czy gra jest bezpieczna, ale… Czy zrobiono wszystko, żeby ten stan poprawić? Czy naprawdę nikomu nie przyszło do głowy, żeby po prostu złapać za łopaty, opóźnić mecz i spróbować? Niestety praktycznie od razu odesłano wszystkich do domu…
Runda, mimo tak kiepskiego finału w Białymstoku, była bardzo udana – pełna przygód, historii do opowiadania i wspomnień, które zostaną z nami na długo. Szkoda tylko, że tym razem głównym wspomnieniem nie będzie mecz.
GieKSiarz
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze