Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Grad goli i mnóstwo emocji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki Orlen Ekstraligi po przerwie reprezentacyjna wróciły na boiska. Nasze Panie rozegrały wyjazdowe spotkanie z Pogonią Tczew w którym wygrały 4:3 (3:1). Kolejny mecz zespół rozegra w Katowicach z Rekordem Bielsko-Biała. Mecz rozpocznie się o godzinie 14:00, w piątek, szóstego października. Mistrzynie Polski prowadzą w tabeli ligowej, bez straty punktu. Piłkarze w ostatnim tygodniu rozegrali dwa spotkania, niestety oba przegrali. W środę w ramach rozgrywek Pucharu Polski ulegli Górnikowi 0:4 (0:2). W sobotę w spotkaniu ligowym ulegli Odrze Opole 0:1 (0:0). Prasówki na tematy tych spotkań znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Kolejne spotkania drużyna rozegra na Bukowej, w niedzielę ósmego października, początek zaplanowano na godzinę 18:00.

Siatkarze przygotowują się do startu rozgrywek PlusLigi, w ubiegłym tygodniu zespół wziął udział w mini turnieju w Lubinie. W pierwszym meczu zespół wygrał z Wartą Zawiercie 3:0, w drugim przegrał z Norwidem Częstochowa 1:2. Ostatecznie drużyna zajęła drugie miejsce w turnieju. Na najbliższy piątek i sobotę zaplanowano sparingi ze Skrą Bełchatów.

W trzech rozegranych meczach ligowych hokeiści odnieśli komplet zwycięstw: z Podhalem 5:4 (po dogrywce), z Energą Toruń 3:2 oraz z Zagłębiem 6:4. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra dwa domowe spotkania, we wtorek z GKS-em Tychy oraz w piątek z Podhalem. Spotkania rozpoczną się o godzinie 18:30. Nasz zespół przewodzi w ligowej tabeli, do tej pory nie zaznał goryczy porażki.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Wspaniały pościg za rywalkami walecznej Pogoni! 

Pogoń Dekpol Tczew w tym sezonie gra ze zmiennym szczęściem, jednak na spotkanie z aktualnymi mistrzyniami Polski z pewnością wyjdzie niesamowicie zmotywowana. Przerwanie zwycięskiej passy katowiczanek byłoby nie lada wyczynem! GKS Katowice jest jedyną drużyną, która na swoim koncie ma komplet zwycięstw i dzisiaj podopieczne Karoliny Koch z pewnością zrobią wszystko, aby seria trwała nadal.

Spotkanie w Tczewie rozpoczęło się w samo południe wraz z pierwszym gwizdkiem sędzi Eweliny-Fiodorczuk-Sipko. Chwilę po rozpoczęciu gry odnotować mogliśmy pierwszy celny strzał na bramkę w wykonaniu zawodniczek z Katowic. Po kilku kolejnych minutach, które upływały raczej w spokojnym tempie z obu stron, niespodziewanie na prowadzenie wyszły zawodniczki KS Pogoni Dekpol Tczew! Podopieczne Mateusza Sroki w 11. minucie spotkania po trafieniu Magdaleny Sobal były na prowadzeniu! Miejmy nadzieję, że szybko strzelona bramka przez gospodynie dzisiejszego pojedynku, nakręci to spotkanie i będziemy świadkami pasjonującego widowiska. GKS Katowice wziął się mocno do pracy, czego efektem były dwa strzały na bramkę Adriany Banaszkiewicz oddane w kolejnych dziesięciu minutach, były to wprawdzie strzały niecelne, ale z pewnością można było je odczytać jako prognostyk dobrej gry. Aktualne mistrzynie Polski doprowadziły do wyrównania w 24. minucie spotkania po bramce Nikoli Brzęczek, która potwierdza swoją bardzo dobrą formę w bieżącej edycji rozgrywek. W 27. minucie gry gospodynie dzisiejszego spotkania dwukrotnie próbowały swoich sił, uderzając na bramkę Kingi Seweryn. Za pierwszym razem strzał został zablokowany, dobitka okazała się wprawdzie celna, ale nie był to strzał, który mógłby pokonać golkiperkę GKS-u.

W ciągu kolejnych stu osiemdziesięciu sekund zespół prowadzony przez Karolinę Koch również odpowiedział dwoma uderzeniami na bramkę Adriany Banaszkiewicz, z czego jedno uderzenie było celne. W 32. minucie gry na prowadzenie wyszedł zespół z Katowic za sprawą trafienia Dżesiki Jaszek! Kolejne dziesięć minut spotkania to okres mniej ciekawej gry z obu stron, żaden z zespołów nie potrafił stworzyć realnego zagrożenia pod bramką rywalek. Bardzo mocnym akcentem pierwsze czterdzieści pięć minut zakończyły zawodniczki Karoliny Koch! W drugiej minucie doliczonego czasu gry na dwubramkowe prowadzenie swój zespół wyprowadziła Aleksandra Nieciąg! Wymarzony zakończenie pierwszej połowy dla GKS-u, bardzo twardy orzech do zgryzienia dla Mateusza Sroki i jego zespołu.

Na drugą połowę zarówno Mateusz Sroka, jak i Karolina Koch desygnowali do gry zespoły w wyjściowych zestawieniach. Pierwsze pięć minut po gwizdku Eweliny Fiodorczuk-Sipko rozpoczynającym drugą odsłonę to raczej spokojna gra z obu stron. W 50. minucie spotkania jedna z zawodniczek Pogoni Dekpol Tczew dopuściła się przewinienia we własnym polu karnym i przed szansą podwyższenia prowadzenia stanął GKS Katowice. Do wykonania rzutu karnego podeszła Marlena Hajduk i bezbłędnie swoją szansę wykorzystała! Przy wyniku 1:4 sprawa zwycięstwa w tym spotkaniu wydawała się definitywnie rozstrzygnięta, choć przed nami jeszcze około czterdzieści minut gry.

W 56. minucie spotkania gospodynie dzisiejszego pojedynku miały swoją okazję na drugie trafienie po rzucie rożnym, piłka, mimo celnego strzału, nie znalazła jednak drogi do siatki. W 62. minucie ponownie tczewianki sprawdziły dzisiejszą dyspozycję w bramce Kingi Seweryn, jej forma nie budziła jednak żadnych zastrzeżeń, na koncie miejscowych wciąż widniała tylko jedna bramka. W 67. minucie meczu kolejną próbę podjęła zawodniczki Pogoni, dwa z rzędu uderzenia na bramkę Kingi Seweryn zostały jednak skutecznie zablokowane przez katowiczanki. Należy pochwalić piłkarki z Tczewa za bardzo ambitną grę i fantastyczną sportową walkę, pomimo niekorzystnego wyniku, nie zwiesiły głów, walczyły dalej o każdą piłkę. Wielkie brawa!

GieKSa przy tak korzystnym rezultacie nie forsowała szczególnie wysokiego tempa, sezon jest długi i siły trzeba umiejętnie rozkładać na wszystkie spotkania, 4:1 z pewnością satysfakcjonowało zarówno Karolinę Koch, jak i cały zespół. W 75. minucie gry strzał katowiczanek na bramkę Adriany Banaszkiewicz został zablokowany. Spokojne, wydawać by się mogło, prowadzenie zespołu z Katowic zostało poważnie zachwiane po wejściu na plac gry Wiktorii Rybickiej, która w 76. minucie zmieniła Barbarę Wierzbińską. Ta zmiana to był prawdziwy strzał w dziesiątkę Mateusza Sroki. Zaledwie dwie minut od pojawienia się na placu gry, Wiktoria Rybicka ustrzeliła dublet, mało tego! Dwie bramki zaaplikowała przyjezdnym w ciągu jednej minuty! Niesamowita historia! W ciągu sześćdziesięciu sekund tczewianki z 1:4 doskoczyły do rywalek na dystans jednej bramki, przegrywały zaledwie 3:4, a przed nami jeszcze kilkanaście minut spotkania! Ciężko jest mówić o tym, że GieKSa zlekceważyła rywalki pewnie prowadząc, ale z pewnością w szeregi aktualnych mistrzyń Polski wkradło się rozprężenie, chwila nieuwagi i trzy punkty mogą wymknąć się spod kontroli. Do końcowego gwizdka sędzi Eweliny Fiodorczuk-Sipko wynik nie uległ już zmianie i GKS Katowice notuje piąte kolejne zwycięstwo w sezonie 2023/2024 Orlen Ekstraligi.

Po niesamowitym, efektownym pojedynku w Tczewie miejscowa Pogoń przegrywa 3:4 z aktualnymi mistrzyniami Polski, GKS-em Katowice. Wysokie prowadzenie katowiczanek nieco uśpiło ich czujność i niewiele zabrakło, a remontada Pogoni zakończyłaby się powodzeniem. Oby więcej takich spotkań w Orlen Ekstralidze!

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Katowiczanie i częstochowianie wygrywają w Lubinie

Przygotowania do rozpoczęcia nowego sezonu PlusLigi nabierają tempa. W Lubinie GKS Katowice pokonał Aluron CMC Wartę Zawiercie, a Norwid Częstochow

[…] Okres sparingowy na dobre nabrał tempa, a plusligowe drużyny regularnie sprawdzają swoją formę w meczach kontrolnych. W Lubinie rozgrywany jest turniej, gdzie w stawce, obok podopiecznych Pawła Ruska, znaleźli  się – Aluron CMC Warta Zawiercie, Norwid Częstochowa oraz GKS Katowice. W ramach meczów półfinałowych zawiercianie mierzyli się z katowiczanami, a Cuprum Lubin z beniaminkiem z Częstochowy.

Jurajscy Rycerze do Lubina pojechali w osłabieniu – z powodu choroby do Lubina nie pojechał Bartosz Kwolek, a jego miejsce zajął Mateusz Wilczyński. Młodziutki zawodnik na co dzień reprezentuje barwy Aluron CMC Wybicki Kielce. Mecz z GKS-em Katowice fragmentami miał bardzo wyrównany przebieg, jednak końcówki należały właśnie do podopiecznych Grzegorza Słabego, którzy 30 września zagrają z Norwidem Częstochowa w finale turnieju. Natomiast zawiercianie o 13:00 rozpoczną zmagania o III miejsce, a ich rywalem będą siatkarze z Dolnego Śląska.

 

Częstochowianie najlepsi w Lubinie, trzecie miejsce dla zawiercian

Beniaminek Plusligi – Exact Systems Hemarpol Norwid Częstochowa wygrał turniej towarzyski w Lubinie. W finale częstochowianie pokonali GKS Katowice. Mecz zakończył się nietypowym wynikiem 2:1, ponieważ sztaby umówiły się na rozegranie trzech setów. Aluron CMC Warta Zawiercie w meczu o trzecie miejsce wygrała z gospodarzami – Cuprum Lubin 3:1.

[…] GKS po raz drugi w ostatnim czasie musiał uznać wyższość częstochowian. Po wyrównanym początku spotkania w Lubinie szybko do głosu doszli siatkarze Norwida. Chociaż po asie Mateusza Borkowskiego częstochowianie odskoczyli na 11:9, interwencja trenera Słabego pomogła GKS-owi wrócić do gry. Skutecznie grali katowiccy środkowi. GKS-owi w dalszej fazie seta zdarzył się przestój. Chociaż w końcówce katowiczanie ponownie wyrównali (18:18), decydujące akcje należały do częstochowian. Skutecznie punktował Damian Kogut. Po blokach katowiczanie prowadzili 5:2 w drugim secie. GKS walczył w obronie i wyprowadzał kolejne kontrataki. Dopiero błędy katowiczan i sprytne zagranie Byrona Keturakisa pozwoliły Norwidowi wyjść na prowadzenie 19:18. Mimo czasu dla trenera Słabego, końcówka ułożyła się po myśli częstochowian. Zagranie Oskara Espelanda dało zwycięstwo częstochowianom.

Z wysokiego c po zagrywkach Wiktora Mielczarka i Piotra Fenoszyna w trzecią partię weszli katowiczanie (10:5). Katowiczanie dobrze radzili sobie w przyjęciu i skutecznie punktowali w ataku. Mimo wyraźnej przewagi GKS nie tracił koncentracji. Częstochowianie nie mieli argumentów, by zatrzymać rozpędzonych rywali. Chociaż po asie Koguta beniaminek przedłużył jeszcze grę, błąd tego zawodnika zamknął spotkanie.

finał: Exact Systems Hemarpol Częstochowa – GKS Katowice 2:1 (25:22, 25:22, 23:25)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa wciąż niepokonana. Zadecydowała dogrywka

Mecz rozgrywany awansem z 18. kolejki TAURON Hokej Ligi padł łupem GKS-u Katowice, który wygrał 5:4 po dogrywce z PZU Podhalem Nowy Targ. Decydujące trafienie zdobył Ben Sokay.

W drużynie Podhala zadebiutował pozyskany w ostatnich dniach ukraiński obrońca Filip Pangiełow Jułdaszew. Po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją do gry wrócił też Kanadyjczyk Phil Kiss.

Bohaterem pierwszej tercji był Grzegorz Pasiut. Kapitan przyjezdnych zdobył bowiem w tej odsłonie oba gole dla swojej drużyny. Najpierw w 4. minucie trafił w „okienko” bramki Podhala, a w 15. minucie zmienił tor lotu krążka po strzale Macieja Kruczka. W międzyczasie z gola cieszyli się gospodarze po tym jak Damian Kapica z najbliższej odległości pokonał Johna Murraya.

W drugiej tercji znów to gości wyprowadzili pierwszy cios. Po świetnie rozegranej grze w liczebnej przewadze, na listę strzelców, w 29. minucie, wpisał się Santeri Kaponen. Riposta gospodarzy była błyskawiczna. Po 27 sekundach odpowiedział kapitalnym uderzeniem Michael Cichy. „Szarotki” poszły za ciosem i po upływie kolejnych 65. sekund wyrównały stan meczu na 3:3, po tym jak Filip Wielkiewicz tuż przed katowicką bramką dołożył łopatkę kija do strzału Dmitrija Zalamaya.

Efektem dobrej gry nowotarżan w pierwszych minutach tercji trzeciej był gol zdobyty w 44. minucie przez Zalamaya, który popisał się świetną, indywidualną akcją. W kolejnych fragmentach posypały się kary z obu stron. Gospodarze przez pewien czas mieli nawet na lodzie o dwóch zawodników więcej, ale wykorzystać tego nie zdołali. Za to w 53. minucie kiedy na ławce kar odpoczywał jeden z graczy Podhala do remisu 4:4 doprowadził Joona Monto.

Regulaminowy czas gry ostatecznie rozstrzygnięcia nie przyniósł. W 3. minucie dogrywki wygraną przyjezdnym zapewnił z kolei Ben Sokay.

 

GieKSa zwycięża w meczu na szczycie

Siódme ligowe zwycięstwo odnieśli hokeiści GKS-u Katowice. Mistrzowie Polski w wyjazdowym spotkaniu pokonali KH Energę Toruń 3:2. Mecz prowadzony był w szybkim tempie, obie strony stwarzały sobie dogodne sytuacje strzeleckie, a na głównych aktorów piątkowego spektaklu wyrośli bramkarze obu zespołów.

Spotkanie rozpoczęło się od wzajemnego badania sił z obu stron. Torunianie grali agresywnym pressingiem, który przynosił korzyści w postaci odbioru krążka w tercji GKS-u. W 5. minucie obronie mistrzów Polski „urwał się” Patryk Kogut, który błyskawicznie pomknął na bramkę Kielera, katowiczanie ratując się z opresji, przekroczyli przepisy, czego skutkiem było pierwsze w tym spotkaniu wykluczenie nałożone na Błażeja Chodora. Gospodarze rozgrywając swoją przewagę nie potrafili zamknąć GieKSy we własnej tercji, nie ustrzegli się również niedokładności, które skutkowały przeniesieniem akcji pod ich własną bramkę. W 10. minucie podaniem zza bramki został obsłużony stojący przed bramką Kielera Mirko Djumić i ostatecznie z najbliższej odległości udało mu się wrzucić krążek do bramki gości. Zdobyta bramka ożywiła wydarzenia na lodzie, podopieczni Jacka Płachty próbowali szybko odpowiedzieć na bramkę torunian, jednak nie zdołali w żaden sposób zaskoczyć obrony gospodarzy. Najlepszą sytuację do wyrównania wyniku miał w 18. minucie Sam Marklund, który szybkim strzałem z nadgarstka uderzył w poprzeczkę.

Wraz z początkiem drugiej odsłony spotkanie nabrało rumieńców. Torunianie zagościli w tercji GKS-u jednak nie potrafili wypracować sobie dogodnej okazji do oddania strzału. Katowiczanie odpowiedzieli błyskawicznie, wrzucając wyższy bieg. Zaowocowało to wykreowaniem w przeciągu trzech minut kolejnych dogodnych sytuacjami do wyrównania, jednak świetną dyspozycję w bramce prezentował Markus Ekholm Rosén. W 26. minucie na ławkę kar sędziowie oddelegowali Dienisa Fjodorvsa. Torunianie zdołali wybronić ataki katowiczan, a opuszczający ławkę kar Łotysz dopadł do krążka i samemu pognał na bramkę gości, dochodząc do świetnej sytuacji, jednak Michał Kieler genialną interwencją zatrzymał toruńskiego napastnika. Torunianie chwilę później za sprawą strzału z dystansu Jaworskiego mogli podwyższyć wynik. Brak skuteczności gospodarzy został bardzo szybko skarcony. Trójkową akcje wyprowadzili mistrzowie Polski. Swoją dobrą pozycję przed bramką Rosena zasygnalizował Kacper Maciaś, który otrzymał krążek od Grzegorza Pasiuta i doprowadził do wyrównania. Minutę później katowiczanie zapuścili kolejną trójkową akcję, która rozpracowała defensywę torunian i za sprawą Bena Sokaya wyszli na prowadzenie. Tercja przebiegała w szybkim tempie, obie strony szukały swoich szans na zdobycie bramek. Dobrą dyspozycję potwierdzali bramkarze po obu stronach tafli.

Na początku trzeciej tercji zagościliśmy pod bramką Michała Kielera, jednak pierwsze sekundy nie przyniosły bezpośredniego zagrożenia bramkowego. W 44. minucie jęk zawodu przeszył trybuny, gdy po strzale torunian, słupek wyręczył interweniującego Michała Kielera. W 47. minucie ożywiły się nadzieje na wyrównanie wyniku, Daniła Larionovs pomknął indywidualnie na bramkę Kielera, ale kolejny raz nie dał się zaskoczyć 28-letni bramkarz, odbijając uderzenie parkanami. W 50. minucie zagościliśmy w tercji gospodarzy. Najpierw w charakterystyczny dla siebie sposób, z prawego bulika próbował Pasiut, a krążek odbity po barku Ekholma Roséna zatrzymał się na słupku. Chwilę później z niebieskiej linii uderzał Aleksi Varttinen, krążek przeszedł przez walczących przed bramką zawodników i ostatecznie wpadł do bramki. Sędziowie zdecydowali się przeanalizować zapis video, jednak nie dopatrzyli się przewinienia ze strony katowiczan i przypisali trafienie na konto Olli Issakki. Ostatnie dziesięć minut spotkania przebiegało na wzajemnej wymianie ciosów, krążek szybko wędrował z tercji do tercji. W 59. minucie Juha Nurminen podjął decyzję o wycofaniu bramkarza. Na pięć sekund przed końcem spotkania torunianie wykorzystali przewagę zawodnika w polu zdobyciem kontaktowego trafienia za sprawą Riku Tiainena. Był to jednak ostatni akcent tego spotkania, na doprowadzenie do wyrównania gospodarzom zabrakło czasu.

 

Grad goli i mnóstwo emocji. GieKSa wciąż niepokonana!

Świetne widowisko stworzyli zawodnicy GKS-u Katowice oraz Zagłębia Sosnowiec. Trzy punkty ostatecznie padły łupem mistrzów Polski, którzy wygrali po emocjonującym spotkaniu 6:4.

Już od pierwszego bulika było jasne, że czeka nas twarde, prowadzone w wysokiej intensywności spotkanie. Drużyny dążyły do przejęcia krążka mocnym pressingiem. W 4. minucie goście popełnili błąd w rozegraniu we własnej tercji.Do bezpańskiego krążka pierwszy dopadł Olli Iisakka, który nie zastanawiając się długo, zerknął tylko, jak jest ustawiony Spěšný, a następnie technicznym uderzeniem z nadgarstka nie dał szans czeskiemu golkiperowi. Zdobyta bramka zachęciła mistrzów Polski do szukania sobie kolejnych sytuacji bramkowych. W 6. minucie na ławkę kar sędziowie oddelegowali Michał Bernackiego. GieKSa od pierwszego wznowienia ruszyła do ataku w przewadze. W 7. minucie Santeri Koponen udowodnił jak świetnym dysponuje uderzeniem i zaskoczył zasłoniętego przez Hampusa Olssona Patrika Spěšnego, wyprowadzając GKS na dwubramkowe prowadzenie. Goście nie zamierzali składać broni. W 10. minucie grając w osłabieniu zdołali wyprowadzić kontrę którą wykończył Dominik Nahunko, zdobywając kontaktowe trafienie. Dwie minuty później na indywidualne wykończenie akcji zdecydował się Nikita Bucenko, który precyzyjnym strzałem od słupka wyrównał rywalizację. Do końca pierwszej tercji stroną nieznacznie przeważającą pozostawał GKS Katowice. W drużynie gości aktywny pozostawał Bucenko, który dawał się we znaki defensywie mistrzów Polski.

Wraz z początkiem drugiej odsłony GKS Katowice przyspieszył swoje poczynania ofensywne. Goście zostali zamknięci we własnej tercji i zmuszeni do ciężkiej pracy w defensywie. Krótkie wypady do tercji katowickiej pozwalały jedynie na wymianę formacji , jednak nie zarysowywały groźniejszych ataków. W 26. minucie podopieczni Piotra Sarnika stanęli przed pierwszą możliwością gry w przewadze, dopiero w ostatnich sekundach zdołali zamknąć GieKSe, na stworzenie realnego zagrożenia zwyczajnie zabrakło im czasu. Po uzupełnieniu formacji na lodzie krążek wędrował od tercji do tercji. Z biegiem upływu czasu GKS zaczynał znów dochodzić do głosu, pracując coraz mocniej na Patriku Spěšným. Opór gości został w końcu przełamany w 37. minucie. Krążek trafił do Joony Monto, który widząc swoją dogodną pozycję pokusił się o uderzenie i przy prawym słupku umieścił krążek w bramce Zagłębia.

Emocji nie zabrakło już z początku trzeciej odsłony gry. W 43. minucie Jakub Šaurwrzucił krążek na bramkę Johna Murraya. Doszło do sporego zamieszania, w którym najlepiej odnalazł się Roman Szturc umieszczając gumę w siatce. Sędziowie podjęli decyzję o analizie wideo, która zajęła arbitrom blisko 5 minut. Ostatecznie nie dopatrzyli się oni nieprawidłowości w zdobyciu bramki, zaliczając trafienie. Odpowiedź mistrzów Polski przyszła wraz z 48. minutą spotkania. Koronkowym rozegraniem popisali się Monto oraz Iisakka. Krążek ostatecznie trafił do Santeriego Koponena, a ten pewnym wykończeniem pokonał Spěšnego, który nie zdążył przesunąć się za krążkiem. 30 sekund było dane cieszyć się zebranym w „Satelicie” kibicom z prowadzenia GieKSy. Chwilę po wznowieniu gry Nikita Bucenko zdobywa swoją drugą bramkę wyrównując wynik spotkania. W 50. minucie karą mniejszą dwóch minut został ukarany Riley Stadel. GKS skrzętnie skorzystał z przewagi za sprawą Sama Marklunda, który został autorem piątego trafienia. Na minutę oraz 36 sekund przed końcem spotkania Piotr Sarnik zadecydował o wycofaniu z bramki Patrika Spesnego. Zagłębie nie zdołało jednak wykorzystać przewagi, co więcej do pustej bramki trafił Bartosz Fraszko ustalając wynik spotkania na 6:4.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga