Felietony Piłka nożna
Wierzę, że będzie lepiej
Zapraszamy Was do kolejnego tekstu Tomka (poprzedni tutaj), który podzielił się swoimi wrażeniami po meczu z Legią Warszawa. Jeśli chciałabyś/chciałbyś, aby Twój tekst pojawił się na GieKSa.pl lub chciałabyś/chciałbyś zaangażować się w życie redakcji (naprawdę – czasem wystarczy 30 minut tygodniowo), to zapraszamy do kontaktu na mailu gieksainfo[at]gmail.com. Ale nie przedłużając – czas na felieton.
Przeglądając statystyki po meczu z Legią, można odnieść wrażenie, że warszawska drużyna dominowała w każdym elemencie gry. To spotkanie pokazało jednak, że statystyka w niektórych przypadkach potrafi nieadekwatnie oddawać rzeczywisty obraz.
GieKSa wyszła na stołeczną drużynę bez żadnych kompleksów i było to widoczne od pierwszych minut gry. Mieliśmy wysoki pressing, walkę, ambicję i wreszcie kreowanie sytuacji. Po strzale Łukasiaka Kacper Tobiasz popisał się niesamowitym refleksem. Szkoda, bo gdyby strzał był bardziej precyzyjny, bramkarz nie miałby żadnych szans. Żałuję też sytuacji, w której Adrian Błąd zdecydował się na strzał z dystansu – jego partner dobrze wychodził bokiem i aż prosiło się o zagranie w tamtą strefę. Kolejne próby, takie jak uderzenie Kowalczyka czy centrostrzał Galana, również mogły przynieść gola. Legia schodziła na przerwę z przewagą jednego gola, a statystyki wykazywały więcej oddanych przez nią strzałów i dłuższe utrzymanie się przy piłce, ale w praktyce nie przekładało się to na konkretne zagrożenie pod bramką Kudły.
Nie zmienia to faktu, że to była najlepsza GieKSa w tym sezonie. Narzucony przez nas pressing kosztował nas jednak sporo sił, co było widać w drugiej połowie – nie prezentowaliśmy już tej energii i intensywności. Mimo tego wydarzył się piękny moment w 84. minucie, kiedy Czerwiński kapitalnym podaniem uruchomił Wasyla, który wypatrzył wbiegającego na pełnej szybkości Nowaka. Po meczu można było czuć żal i smutek, bo zwycięstwo było tak blisko… Zabrakło dosłownie minuty. Remis wywieziony z Warszawy, poza samym punktem, podbudowałby mentalnie zespół.
Przed meczem liczyłem, że Rosołek będzie miał dodatkową motywację i zadziała efekt „byłego zawodnika” (tak jak w spotkaniu z Widzewem strzelił nam Sebastian Bergier), ale… zawiodłem się. Po meczu z Rakowem napisałem, że „czas pokaże czy ten Rosołek jest z prawdziwego koguta”. Niestety na dzisiaj mamy do czynienia ze zwykłą kostką rosołową. Co więcej, problemem wydają się nie tylko czysto piłkarskie kompetencje – jego zachowania na boisku w czterech rozegranych meczach coraz mocniej przekonują mnie, że nie jest materiałem na klasycznego napastnika. Może sprawdzi się w innej roli, ale nadzieje, jakie pokładałem w nim jako snajperze, powoli się ulatniają. Napastnik powinien wychodzić do podań, szukać okazji, dobrze się zastawiać i potrafić stać mocno na nogach. Dla porównania – w wejściu Zrelaka brakowało co prawda czystych sytuacji, ale widać było w jego ruchach, że doskonale wie, jak chce grać. Adam potrafi świetnie grać tyłem do bramki, jest trudny do przepchnięcia, radzi sobie w powietrzu, a jedyną jego wadą wydają się „szklane nogi”. Rosołek niestety nie ma tych przewag. Nie chcę go jednak skreślać – najlepiej by było, gdyby wkrótce odpalił i zaprzeczył wszystkim powyższym słowom.
W meczu z Legią zespół pokazał się na odblokowanym „hamulcu ręcznym”. Niestety, to nie wystarczyło. Może mam zbyt optymistyczne nastawienie, ale wierzę, że będzie… tylko lepiej. Ta drużyna się utrzyma. Teraz najważniejszy jest mecz z Arką – trzeba zapunktować, aby nie zakopać się w dole tabeli.
Choć Legii nie pokonaliśmy, to mimo wszystko ten mecz przyniósł mi chwile radości i natchnął nadzieją. Trzeba wytrzymać ciśnienie i wspierać nasz zespół, bo najłatwiej jest się poddać i ponarzekać. Nie wypada zakończyć inaczej niż: Naprzód, GieKSiarze!
Tomek
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze