Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Pogoń Szczecin i GKS Katowice uciekają jeszcze bardziej. A za nimi… coraz większy tłok
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Mistrzynie Polski w sobotę pokonały w spotkaniu ligowym APLG Gdańsk 5:1 (3:0), a już dzisiaj rozegrają mecz w ramach rozgrywek Pucharu Polski, ze Ślęzą Wrocław. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 18:00, we Wrocławiu. W niedzielę dwunastego listopada od godziny 12:00 rozpocznie się kolejny mecz ligowy żeńskiej drużyny, ze Śląskiem Wrocław (również we Wrocławiu). W niedzielę piłkarze zremisowali w meczu ligowym ze Stalą Rzeszów 2:2. W najbliższą niedzielę o godzinie 12:40 zespół rozpocznie kolejne spotkanie ligowe, na Bukowej z GKS-em Tychy.
Siatkarze przegrali kolejne dwa spotkania, z drużyną Ślepsk Malow Suwałki 0:3 oraz z Wartą Zawiercie 2:3. W sobotę jedenastego listopada, w hali w Szopienicach, zespół będzie podejmował ekipę Jastrzębskiego Węgla. Spotkanie rozpocznie się o 17:30.
W ubiegłym tygodniu drużyna hokeja na lodzie rozegrała jedno spotkanie ligowe z Zagłębiem, w którym Mistrzowie Polski wygrali 5:1. Nasz zespół przewodzi w ligowej tabeli, do tej pory nie zaznał goryczy porażki. Najbliższe spotkanie zespół rozegra w ramach Pucharu Kontynentalnego, w piątek 17 listopada.
PIŁKA NOŻNA
sportowefakty.wp.pl – Pogoń Szczecin i GKS Katowice uciekają jeszcze bardziej. A za nimi… coraz większy tłok
Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie Orlen Ekstraliga kobiet będzie ligą trzech prędkości. Po dziewiątej kolejce stawka drużyn podzieliła się na trzy grupy. Na czele Pogoń Szczecin i GKS Katowice, które wygrały swoje mecze strzelając po 5 goli.
To pierwsza seria gier rozegrana po październikowej przerwie reprezentacyjnej. Jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań było to we Wrocławiu, gdzie Śląsk podejmował UKS SMS Łódź. Zespół Marka Chojnackiego przeważał na boisku, ale nie potrafił zdobyć ani jednej bramki. Rywalki zaś do siatki trafiały dwukrotnie. W pierwszej połowie przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisała się Joanna Wróblewska, a w drugiej na 2:0 podwyższyła Marcelina Buś. Był to trzeci mecz z rzędu, w którym ekipa z Łodzi nie potrafiła zdobyć bramki.
A w Szczecinie ostre strzelanie w meczu z Medykiem Polomarket Konin urządziły sobie piłkarki Pogoni. Choć wynik otworzyła samobójczym trafieniem Patrycja Ziemba, jeszcze przed przerwą po golu dołożyły Emilia Zdunek z rzutu karnego oraz Natalia Oleszkiewicz. Po zmianie stron na 4:0 podwyższyła Jaylen Crim, a tuż przed końcem jeszcze trafienie dołożyła Agnieszka Garbowska.
Dzięki tej wygranej szczecinianki utrzymały pozycję lidera, choć goniący je GKS Katowice też zdobył w ten weekend pięć goli. Mistrzynie kraju podejmowały AP Orlen Gdańsk. Już w trzeciej minucie Nicola Brzęczek rozwiązała worek z bramkami. W 21. i 43. minucie po golu dorzuciła do niego Aleksandra Nieciąg, a w 84. Brzęczek ponownie trafiła do siatki. Honorowego gola dla piłkarek z Trójmiasta zdobyła w doliczonym czasie gry Clarissa Kirsch-Downs, lecz GieKSa jeszcze zdołała na to odpowiedzieć trafieniem Klaudii Słowińskiej.
SIATKÓWKA
siatka.org – Podopieczni Kwapisiewicza pokonali GKS Katowice
Na zakończenie trzeciej kolejki PlusLigi Ślepsk Malow Suwałki, bez większych problemów, pokonał GKS Katowice. Podopieczni Dominika Kwapisiewicza w każdym z setów narzucili swój rytm gry i ostatecznie zamknęli ten pojedynek w trzech odsłonach. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Bartosz Filipiak.
Obie drużyny od początku spotkania popełniały wiele błędów w polu serwisowym oraz grały punkt za punkt do stanu 5:5. Ze środka dał o sobie znać Bartłomiej Krulicki, a gdy zatrzymany został Ziga Stern, Ślązacy prowadzili 7:5. Zespoły szybko przeszły do wymiany ciosów. Po stronie przyjezdnych przez środek siatki atakował Joaquin Gallego (12:13). Z kolei gra katowiczan nieco falowała, ale obie ekipy nie dawały za wygraną (16:16).
Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, bowiem po wykorzystanej kontrze Pawła Halaby i dobrej postawie Zigi Sterny w polu serwisowym suwałczanie prowadzili 18:16. Podopieczni Dominika Kwapisiewicza dołożyli jeszcze blok na Lukasie Vasinie (20:16). Siatkarze GKS-u radzili sobie dobrze w ofensywie, ale nie stworzyli sobie szansy w końcówce, psując trzy zagrywki z rzędu (19:23). O objęciu prowadzenia przesądził atak Filipiaka z prawej flanki (25:19).
Dobrze dla GKS-u rozpoczęła się druga partia, w której to punktowy atak oraz blok zaliczył Vasina. Błędy własne przyjezdnych sprawiły, że katowiczanie prowadzili 4:1. Po chwili solidną serię w polu serwisowym zaliczył Paweł Halaba, który zagrywał siedmiokrotnie. Drużyna z północno-wschodniej części Polski postawiła szczelny blok, dzięki któremu wygrywała 8:5. Na boisko zawitał Jakub Jarosz i odpowiedział dobrą zagrywką, czterokrotnie z rzędu w ofensywie punktował Szymański, co dało gospodarzom remis (10:10).
Zdecydowanie szósty bieg wrzucił Szymański, który zaserwował jeszcze asa (12:11). Obie ekipy kończyły większość ze swoich pierwszych ataków. Ponownie dał o sobie znać Szymański, a gdy swoją szansę wykorzystał Vasina, wówczas ekipa ze Śląska miała dwa oczka do przodu (19:17). W samej końcówce ciężar gry na swoje barki wziął Filipiak, który najpierw zablokował Vasinę, a niewiele później skończył dwie akcje (22:21). Katowiczanie raz jeszcze zostali “poczęstowani” czapą, a kropkę nad “i” postawił Filipiak (25:22).
Ślepsk kontynuował skuteczną grę blokiem od początku trzeciej partii (3:1). Podopieczni Grzegorza Słabego mieli problemy z przyjęciem. Dwukrotnie z rzędu zatrzymany został Jarosz (2:7). Do dalszej walki swoich kolegów zagrzewali Szymański oraz Jarosz (9:11). Cały czas goście prezentowali dobry, cierpliwy wyblok, podczas gdy katowiczanie popełniali błędy (12:18). Koncert suwałczan trwał w najlepsze, a wszystko zakończyło się po ataku Stajera z piłki przechodzącej (25:16).
GKS Katowice – Ślepsk Malow Suwałki 0:3 (19:25, 22:25, 16:25)
sportdziennik.com – Spektakl atakujących!
Siatkarze z Zawiercie zapisali na swoim koncie pierwsze zwycięstwo, ale dopiero tie-breaku.
Karol Butryn, atakujący Aluronu CMC Warty Zawiercie, w sobotę obchodził imieniny, ale nie mógł świętować, bo wczoraj czekała praca. Wywiązał się z niej znakomicie, bo przez cały mecz z GKS-em Katowice grał niezwykle solidnie, zaś w tie-breaku wręcz koncertowo. To właśnie on sprawił, że ekipa Michała Winiarskiego zapisała pierwsze zwycięstwo w sezonie, ale za dwa punkty. Po drugiej stronie siatki od trzeciego seta szalał atakujący Jakub Jarosz i on zmobilizował kolegów do walki o każdy punkt. „GieKSa” zdobył pierwszy punkt w sezonie, ale najważniejsze, że zdecydowanie poprawiła swoją grę.
Oba zespoły od początku są mocno cierpiące i nie zaznały smaku zwycięstwa. Ba, GKS nie wygrały seta. Sytuacja kadrowa w zawierciańskim zespole powoli się stabilizuje i podstawowym składzie pojawił się Bartosz Kwolek, zaś w krótkich fragmentach Mateusz Bieniek i Trevor Clevenot. Wydawalo się, że faworyzowani gospodarze szybko opanują wydarzenia na parkiecie i objęli prowadzenie 11:7. Gdy w polu serwisowym pojawił się Lukas Vasina goście błyskawicznie odrobili straty i był remis 11:11. Ten początek to była zapowiedź twardej gry o każdy punkt. I tak też było. Wprawdzie gospodarze już prowadzili 20:16, ale ambitni goście znów zniwelowali straty i po zagrywce Łukasza Kozuba przegrywali zaledwie 21:22. W końcowych fragmentach było nerwowo i pomyłki w polu zagrywki z jednej i drugiej strony. W końcu zwycięski punkty środkowy gospodarzy Mariusz Schamlewski.
Od początku drugiego seta na boisku pojawił Marcin Waliński, który zawierciańską halę zna jak własną kieszeń. Zastąpił on Jakuba Szymańskiego, który nie radził sobie ani w przyjęciu ani w ataku. By osiągnąć jakiś wymierny efekt goście musieli podjąć ryzyko w polu serwisowym. I tak też było, choć punktów z tego elementu nie było. W drugim secie katowiczanie popełnili aż 9 pomyłek, przy jednym punkcie. Stanowczo za mało. Gospodarze mieli 5 błędów przy 2. asach. Aluron wyszedł na prowadzenie 7:5 i już nie oddał go do samego końca. Owszem, goście grali niezwykle ambitnie, ale gospodarze trzymali ich na dystans. Wygrali drugą odsłonę dość pewnie i nic nie zapowiadało,by coś się zmieniło.
A jednak goście stanęli na wysokości zadania i przedłużyli mecz. Trener Grzegorz Słaby przy stanie 5:8 dokonał zmiany, która miała kluczowe znaczenie dla przebiegu dla całego meczu. Damiana Domagałę na pozycji atakującego zastąpił nie tylko kapitan, ale również doskonały motywator Jarosz, który w poprzednim meczu narzekała na przeziębienie. Gospodarze prowadzili 11:7, ale przy jego współudziale goście objęli prowadzili 13:11. I już nie oddali do samego końca. Goście prowadzili już 23:19 i byli blisko zdobycia pierwszego seta w tym sezonie. Końcowe fragmenty były nerwowe, ale katowiczanie za sprawą swojego kapitana w końcu dopięli swego i wygrali seta.
Kapitan „GieKSy” wcale nie zamierzał schodzić z wysokiego poziomu i w kolejnej partii rządził i dzielił na parkiecie. Kozub, rozgrywający gości, już nie starał się szukać jakiś nowych rozwiązań tylko piłkę kierował do Jarosza. A ten albo silnym albo też sprytnym atakiem kierował piłkę w parkiet. Gdy pojawiał się w polu serwisowym również był alarm w szeregach gospodarzy. Goście po niesłychanych emocjach doprowadzili do tie-breaka. A w nim temperatura na parkiecie osiągnęła stan wrzenia. Po udanej akcji Clevenota oraz dwóch asach Butryna gospodarze prowadzili 10:7, ale katowiczanie nie dali za wygraną. Końcowe fragmenty to popis skuteczności Butryna. Goście walczyli do samego końca, ale gospodarze zapisali po swojej stronie zwycięstwo.
Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:2 (25:23, 25:19, 23:25, 22:25, 15:12)
HOKEJ
hokej.net – Mistrz Polski nie do zatrzymania, kolejna wygrana GieKSy
Przy pełnych trybunach „Stadionu Zimowego” hokeiści GKS-u Katowice odnieśli 17. zwycięstwo z rzędu pokonując miejscowe Zagłębie Sosnowiec 5:1. Podopieczni Jacka Płachty dopisali kolejne trzy punkty do tabeli, a głównym ojcem sukcesu był Hampus Olsson, który popisał się hat-trickiem.
Od początku spotkania więcej z gry mieli gospodarze, jednak nie potrafili zaskoczyć defensywy rywali. Katowiczanie, którzy grali z kontry byli zabójczo skuteczni. Najpierw akcję duetu Marklund-Olsson zakończył indywidualnym popisem drugi z wymienionych i wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie.
Niecałe 3 minuty ten sam duet uderzył ponownie i znów strzelcem bramki okazałby się być rosły Szwed. Sosnowiczanie cały czas starali się kreować grę, jednak nie mogli znaleźć recepty na dobrze dysponowanego Johna Murraya.
Trochę ponad dwie przed końcem pierwszej odsłony,kibice sosnowieckiej ekipy odpalili konfetti, które wylądowało na tafli. Sędziowie ze względu na bezpieczeństwo zawodników zdecydowali się na przerwę i dogranie tych minut przed rozpoczęciem drugiej tercji.
Gdy przerwa się skończyła jeszcze podczas dogrywanej pierwszej tercji uderzyli gospodarze, zamieszanie pod bramką Murraya wykorzystał dobrze ustawiony Valtola i sosnowiczanie złapali kontakt.
Błyskawicznie po zakończeniu pierwszej tercji, rozpoczęła się druga odsłona w której podopieczni Piotra Sarnika byli rażąco nieskuteczni, a goście z Katowic wykorzystali to i podwyższyli swoje prowadzenie za sprawą Shigekiego Hitosato, który precyzyjnym strzałem do odkrytej części bramki umieścił gumę w siatce.
Niecałe 3 minuty ten sam duet uderzył ponownie i znów strzelcem bramki okazałby się być rosły Szwed. Sosnowiczanie cały czas starali się kreować grę, jednak nie mogli znaleźć recepty na dobrze dysponowanego Johna Murraya.
Trochę ponad dwie przed końcem pierwszej odsłony,kibice sosnowieckiej ekipy odpalili konfetti, które wylądowało na tafli. Sędziowie ze względu na bezpieczeństwo zawodników zdecydowali się na przerwę i dogranie tych minut przed rozpoczęciem drugiej tercji.
Gdy przerwa się skończyła jeszcze podczas dogrywanej pierwszej tercji uderzyli gospodarze, zamieszanie pod bramką Murraya wykorzystał dobrze ustawiony Valtola i sosnowiczanie złapali kontakt.
Błyskawicznie po zakończeniu pierwszej tercji, rozpoczęła się druga odsłona w której podopieczni Piotra Sarnika byli rażąco nieskuteczni, a goście z Katowic wykorzystali to i podwyższyli swoje prowadzenie za sprawą Shigekiego Hitosato, który precyzyjnym strzałem do odkrytej części bramki umieścił gumę w siatce.
Sokay: Na pewno czeka nas rywalizacja z mocnymi zespołami
– Moi dziadkowie żyli w Polsce. Zaraz po drugiej wojnie przenieśli się do Kanady i założyli tam rodzinę. Czuję się mocno przywiązany do moich korzeni – powiedział Ben Sokay, który w rozmowie z klubowymi mediami opowiedział o przeprowadzce do Katowic, polskim pochodzeniu oraz zbliżającej się rywalizacji w Pucharze Kontynentalnym.
Dokładnie za dwa tygodnie rozpocznie się trzecia runda Pucharu Kontynentalnego, z udziałem GKS-u Katowice. W dniach 17-19 listopada mistrzowie Polski zmierzą się w grupie F z SG Cortina, Herning Blue Fox oraz FTC Budapeszt.
– Nie grałem w tych rozgrywkach wcześniej i nie jestem do końca pewny, czego powinienem oczekiwać. Na pewno czeka nas rywalizacja z mocnymi zespołami– przyznał Ben Sokay.
Przy transferze Kanadyjczyka do Katowic, Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice, poinformował, iż Sokay ma polskie pochodzenie, gdyż część jego rodziny pochodzi z Polski.
– Tak, rodzina ze strony mojego ojca pochodzi z Polski. Moi dziadkowie żyli w Polsce. Zaraz po drugiej wojnie przenieśli się do Kanady i założyli tam rodzinę. Czuję się mocno przywiązany do moich korzeni. Podczas rodzinnych spotkań często śpiewamy polskie piosenki. Próbowałem razem z nimi, ale nadal uczę się języka polskiego. Jemy także polskie jedzenie. Nadal mam rodzinę w Polsce i odwiedziłem ją cztery lata temu. Polska ma specjalne miejsce w moim sercu – zaznaczył napastnik GieKSy.
Dla 26-letniego Kanadyjczyka to już blisko drugi miesiąc gry w Polsce. W tym czasie rozegrał 17 meczów, w których zainkasował 15punktów za 5 bramek i 10asyst. Przy czym 6 minut spędził na ławce kar oraz wypada na +7 w klasyfikacji plus/minus.
– Jest świetnie, bardzo mi się podoba. Miasto jest fantastyczne, bo można robić wiele różnych rzeczy. To dla mnie wyjątkowe, że mogę grać w kraju, z którego pochodzi moja rodzina. To bardzo ładny kraj. Spotkałem świetnych i bardzo życzliwych ludzi i już czuję, że to mój drugi dom. Nie mogę się doczekać, by odkryć więcej!– stwierdził zawodnik mistrza Polski.
– Oczekiwałem, że to będzie duże miasto, jedno z największych w Polsce. Nigdy nie wiesz, jak to do końca będzie, ale masz pewne wyobrażenie. Jestem miło zaskoczony tym, jak wiele się tutaj dzieje. Uwielbiam jedzenie, zawsze próbuję nowych rzeczy i bardzo mi się to podoba. Poza tym jest tutaj bardzo silna społeczność sportowa, co widać na każdym kroku– dodał.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze