Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Raków mógł patrzeć na GKS Katowice i się uczyć

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:2 (0:1).

weszlo.com – Raków mógł patrzeć na GKS Katowice i się uczyć

Jesienią mogliśmy mówić: może i ten Raków męczy bułę niemiłosiernie, ale przynajmniej jest znakomity w obronie i tego nie można mu odbierać. Po sobotnim wieczorze nawet ta narracja nie przejdzie. W ataku: nuda, przewidywalność, schematyczność. W obronie: gafy, babole i błędy w ustawieniu.

To wszystko wykorzystał GKS Katowice, który zagrał tak, jak Raków chciałby. Króciutko wymieniał sobie piłkę, budował akcje od tyłu, ale też potrafił przyspieszyć, zagrać nieprzewidywalnie, no i popełniał mniej błędów z tyłu. Te ostatnie są kluczowe w kontekście tego spotkania, bo to one najbardziej kompromitują częstochowian.

Błąd numer jeden – Trelowski daje sobie strzelić po krótkim słupku. Przedziwna była to sytuacja, bo w szesnastce Rakowa roiło się od piłkarzy gospodarzy, a Bergier był sam i to na zerowym kącie, krótki słupek był w dodatku zabezpieczony przez Baratha. Teoretycznie nie dało się nic w tej sytuacji zrobić, ale… najpierw Trelowski wygonił kolegę z słupka, pokazując, że to on będzie go zabezpieczał, po czym napastnik GKS-u zszedł bliżej środka i uderzył właśnie przy słupku. W efekcie Barath ani nie zdążył powstrzymać strzelca, ani nie przykrył miejsca, w którym padł gol.

Sam Trelowski to i tak – mimo tego babola – jedna z nielicznych pozytywnych postaci w Rakowie, a to za sprawą obronionego karnego i sam na sam w ostatnich minutach. I tu dochodzimy do błędu numer dwa – Plavsić, który dostał od Marka Papszuna 45 minut, zdzielił w polu karnym Borję Galana. To kompletnie idiotyczne zachowanie, bo przecież Hiszpan wyjeżdżał z piłką poza szesnastkę, nic by ze swojej akcji nie wycisnął, wystarczyło go odprowadzić albo zablokować. Sędzia Myć początkowo niczego nie dostrzegł, ale powtórki VAR-u – już tak. Do wapna podszedł Jędrych, a Trelowski świetnie go rozczytał.

Błąd numer trzy – Kowalczyk, który ośmiesza Berggrena. Norweg nie znajduje się w zbyt dobrej formie, dzisiaj dwa razy kopał po autach, ale przy golu młodego pomocnika odwalił prawdziwą gangsterkę. Kowalczyk najpierw wszedł pomiędzy niego a Koczerhina, potem zagrał na klepkę z Bergierem, a w końcowej fazie akcji Berggren zastawiał piłkę przed rywalem i myślał, że skutecznie neutralizuje zagrożenie. Tylko że pomocnik GKS-u bez większego trudu przecisnął się obok niego i tak strzelił gola na 2:1.

Oczywiście, że w samej końcówce mieliśmy prawdziwą nawałnicę ze strony Rakowa. Papszun sięgnął wtedy po swoje najwyższe wieże – Rochę, Makucha i Rodina. Było blisko po główce Diaza czy bombie Koczerhina z okolic szesnastki, ale GKS stworzył sobie wtedy jeszcze większe zagrożenie (sam na sam wyszedł Milewski, lecz koncertowo zmarnował akcję). Wiele mówi o postawie Rakowa fakt, że jego bramka to w zasadzie prezent ze strony Kudły, który podał w polu karnym do Brunesa, co chwilę później wykorzystał Ivi Lopez. Jedynym celnym strzałem „Medalików” w pierwszej połowie była próba Amorima, która ledwo doturlała się do bramki.

No cóż, na takiej grze – powolnej, nudnej – jak widać daleko się nie zajedzie. Wielkie brawa należą się GKS-owi, który wywozi komplet punktów z trudnego terenu. Nie pękł na robocie, przetrwał trudne chwile i zagrał na własnych zasadach – ofensywnie i z polotem. Raków mógł patrzeć i się uczyć.

gol24.pl – Raków Częstochowa ograny przez GKS Katowice. To kolejny prezent dla Lecha Poznań

Wielka niespodzianka pod Jasną Górą. Faworyzowany Raków Częstochowa przegrał u siebie z GKS Katowice 1:2. Były spektakularne wpadki bramkarzy i niewykorzystany rzut karny. Bohaterem beniaminka okazali się Sebastian Bergier i powołany w zeszłym roku do reprezentacji Polski Mateusz Kowalczyk.

Zaznaczymy jedno: GKS Katowice zasłużył na to zwycięstwo. Grał intensywnie, ciekawie, w pierwszej połowie zdecydowanie lepiej. Wtedy też objął prowadzenie, gdy piłkę przy bliższym słupku jakimś cudem (lub jak kto woli po błędzie Kacpra Trelowskiego) zmieścił Sebastian Bergier.

W drugiej połowie to już była jazda bez trzymanki. Raków po wpadce Damiana Kudły, który właściwie skopiował błąd Gabriela Kobylaka z Legii Warszawa, doprowadził do remisu. A potem wszystko mu się posypało. Choć karnego nie wykorzystał Arkadiusz Jędrych to i tak prowadzenie dla gości odzyskał Mateusz Kowalczyk po solowej akcji.

Raków w końcówce postawił na dwie wieże (Leonardo Rocha i Patryk Makuch). Domagał się też jedenastki po rzekomej ręce Marcina Wasielewskiego. Ale nic z tego. Wyrównująca bramka już nie padła, co oznacza że pretendent do tytułu zaczął rok od remisu i porażki.

Dzięki wygranej GieKSa awansowała na ósme miejsce w tabeli. Rakowowi zrewanżowała się za porażkę 0:1 z początku sezonu.

Piłkarz meczu: Sebastian Bergier

Atrakcyjność meczu: 7/10

Kibice GKS Katowice w Częstochowie na meczu z Rakowem. Wyjazd jak marzenie

Kibice GKS Katowice wypełnili sektor na kameralnym stadionie przy Limanowskiego. Po ostatnim gwizdku w emocjonującym meczu wszyscy mieli doskonałe humory. A to dlatego, że beniaminek PKO Ekstraklasy ograł pretendenta do tytułu, wygrywając z Rakowem Częstochowa 2:1.

Mecz obejrzał komplet widzów. Jak podał spiker widowisko śledziło dokładnie 5500 osób. Przyjezdni z Katowice stanowili około 5 procent. Było ich bowiem około 300.

Po ostatnim gwizdku sędziego Wojciecha Mycia świętowano pod sektorem. Swoją koszulkę oddał autor gola i asysty, Sebastian Bergier. Piątki zbijał też uradowany trener Rafał Górak.

GieKSa zrewanżowała się Rakowowi za porażkę 0:1 z początku sezonu.

polsatsport.pl – Przerwana seria Rakowa! Niespodziewana porażka u siebie

Raków jest w tym sezonie niepokonany na wyjazdach, ale u siebie przegrał już po raz trzeci – tym razem z beniaminkiem z Katowic. Tym samym goście nie tylko zrewanżowali się częstochowianom za przegraną 0:1 z początku sezonu, ale też przerwali serię Rakowa, który nie przegrał 12 spotkań ekstraklasy z rzędu, od 30 sierpnia.

Początek meczu nie zapowiadał niespodzianki. Stroną atakującą był Raków i już w szóstej minucie powinien objąć prowadzenie, gdy z lewej strony piłkę wzdłuż bramki katowiczan posłał Ivi Lopez, lecz Adriano Amorim nie zdołał wykończyć tej akcji. Kolejną okazję gospodarze mieli w 10. minucie, ale skończyło się tylko na dużym zamieszaniu na polu karnym gości.

Potem gra się wyrównała, a GKS poczynał sobie coraz odważniej, m.in. w 14. minucie wywalczył rzut rożny, a w 17. strzał Oskara Repki zablokował Amorim.

Chwilę później kontratak gości prawym skrzydłem niespodziewanie dał im prowadzenie – Sebastian Bergier uciekł częstochowskim obrońcom, ale wyjście Kacpra Trelowskiego sprawiło, że znalazł się z piłką na linii końcowej, a potem wycofał się o kilka metrów i strzelił w krótki róg bramki, tuż przy słupku. Wydawało się, że bramkarz miejscowych bez problemów wyjdzie z opresji, ale piłka wylądowała w siatce.

Gospodarze sprawiali wrażenie nieco zdeprymowanych utratą gola, a na dodatek grali bardzo nerwowo i przydarzały się im kolejne błędy, zarówno w obronie, jak też w ofensywie. Pierwszy celny strzał oddali dopiero w 44. minucie za sprawą Amorima, ale uderzenie było zbyt słabe, by zaskoczyć Dawida Kudłę.

Za to po przerwie Raków od razu przeszedł do ataku. W 50. minucie dogodnej sytuacji, po akcji rozgrywającego 200. mecz w barwach czerwono-niebieskich Frana Tudora i dośrodkowaniu rezerwowego Srdjana Plavsicia, nie wykorzystał Jonatan Brunes.

W 51. minucie Kudła w dobrym stylu obronił uderzenie z dystansu Szweda Gustava Berggrena, ale w 54. katowicki bramkarz zbyt nonszalancko wyprowadzał piłkę z własnego pola karnego i przeszkodził mu w tym Brunes, a piłkę przejął Władysław Koczerhin, od którego otrzymał ją Ivi Lopez i strzałem z lewej strony doprowadził do remisu.

Można się było spodziewać, że Raków spróbuję „pójść za ciosem”, ale GKS starał się przenieść grę na połowę rywali. I w 58. min, w pozornie niegroźnej sytuacji przy linii końcowej, doszło do starcia Plavsica z Borją Galanem, po którym ten drugi padł na murawę.

Sędzia Wojciech Myć nie zareagował na tę sytuację, ale interweniował VAR i arbiter podbiegł do monitora, a potem odgwizdał rzut karny.

Okazało się bowiem, że filigranowy Serb zahaczył ręką o twarz Hiszpana. „Jedenastkę” na bramkę miał zamienić Arkadiusz Jędrych, ale jego intencje wyczuł Trelowski – rzucił się w lewo i odbił piłkę na rzut rożny.

Trzy minuty później padł jednak drugi gol dla katowiczan, gdy efektownym rajdem, którego nie potrafili przerwać częstochowscy obrońcy, i celnym strzałem popisał się Mateusz Kowalczyk.

Raków do końca walczył o remis, ale bezskutecznie. Najbliżej szczęścia był Berggren, ale Kudła zdołał przerzucić piłkę po jego strzale ponad bramką. Poza tym jeszcze wielokrotnie dochodziło do dużego zamieszania w polu karnym gości, lecz nikt nie potrafił skierować piłki do siatki.

Za to GKS mógł, a nawet powinien, przypieczętować zwycięstwo trzecim trafieniem. W 85. min Filip Szymczak strzelił jednak niecelnie, zaś w czasie doliczonym przez arbitra Sebastian Milewski przegrał pojedynek sam na sam z Trelowskim.

katowickisport.pl – Sensacja w Częstochowie! GKS Katowice ogrywa Raków

Tego chyba nikt się nie spodziewał. Piłkarze GKS-u Katowice wygrali w Częstochowie z Rakowem!

Katowiczanie są jednym z fajniejszych beniaminków w ostatnich latach. Kolejny raz udowodnili to w Częstochowie. A pojechali na szalenie trudny teren, bo Raków ostatni raz przegrał u siebie w sierpniu. Podopieczni Rafała Góraka zaczęli strzelanie w 19. minucie spotkania. W trudnej sytuacji świetnym strzałem popisał się Bergier, który pokonał Trelowskiego i było 1:0 dla przyjezdnych! Po przerwie przewaga ekipy Marka Papszuna zaczęła rosnąć i efektem tego było wyrównanie. Bramkę dla Rakowa zdobył Ivi Lopez. Chwilę później katowiczanie otrzymali rzut karny. Z 11. metrów pomyli się jednak Jędrych nadal mieliśmy remis. Ale beniaminek się nie poddał. W 65. minucie akcję Gieksy sfinalizował Mateusz Kowalczyk i było 1:2!

Oglądając to spotkanie można było być pod wrażeniem gry ekipy z Katowic. Po raz kolejny nie widać było tego, że to ich pierwszy sezon w Ekstraklasie. A Raków? Póki co wiosną zawodzi i może być im ciężko walczyć o najwyższe cele, a przecież marzy im się powrót na mistrzowski tron.

wkatowicach.eu – GKS Katowice wygrywa z Rakowem Częstochowa! Mateusz Kowalczyk z przepięknym golem

Oglądając to spotkanie, najlepiej było nie mrugać. Działo się wiele – od dynamicznych akcji, po proste błędy, czy niewykorzystany rzut karny. Najważniejsze jest jednak to, że GieKSa pokazała charakter i wygrała z Rakowem Częstochowa na wyjeździe 2:1.

W zimną lutową sobotę, GKS Katowice i Raków Częstochowa napisały kolejny rozdział swojej rywalizacji na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Trener Rafał Górak nie zdecydował się na żadne zmiany względem poprzedniego meczu i do boju od pierwszych minut ruszyła ta sama jedenastka, która rozpoczynała wygrane spotkanie ze Stalą Mielec. W 6. minucie spotkania Ivi Lopez groźnie zagrywał wzdłuż bramki, ale żaden z jego kolegów nie zamknął akcji. W tym fragmencie Raków prowadził akcje pozycyjne na połowie GieKSy, szukając możliwości dogrania w pole karne. Obrona GKS-u dobrze jednak reagowała na kolejne próby. W 16. minucie spróbowała GieKSa. Borja Galán wpadł w pole karne, jego podanie zostało przerwane, ale piłka trafiła pod nogi Oskara Repki na 19 metrze. Jego strzał zatrzymał się na nogach defensorów gospodarzy.

Kilka akcji później, Marcin Wasielewski podaniem otwierającym przestrzeń uruchomił Sebastiana Bergiera. Ten dopadł do piłki przed Kacprem Trelowskim i zatrzymał futbolówkę na linii kończącej boisko. Miał jednak na tyle dużo miejsca, że zdołał oddać strzał z ostrego kąta i zmieścił futbolówkę obok nogi bramkarza, dając GKS-owi prowadzenie.

[…] Na drugą połowę GKS Katowice wracał z prowadzeniem 1:0. Niestety w 54. minucie Ivi Lopez wykorzystał niedokładne podanie Dawida Kudły i doprowadził do remisu po strzale z bliskiej odległości. Chwilę później sprzed pola karnego uderzał Mateusz Kowalczyk, ale piłka leciała prosto w Kacpra Trelowskiego. W 62. minucie Arkadiusz Jędrych podszedł do rzutu karnego po faulu na Galánie, ale Trelowski przeczytał zamiar kapitana i obronił jego strzał z 11 metrów. Poprawił go jednak Mateusz Kowalczyk, który w 65. minucie wpadł w pole karne Rakowa i mocnym strzałem wpakował piłkę do siatki, przywracając katowiczan na prowadzenie. W 83. minucie Kudła przekierował na rzut rożny mocny strzał sprzed pola karnego Vladyslava Kochergina. Chwilę później odpowiedział Filip Szymczak, ale jego uderzenie nie zmierzało w światło bramki, choć niewiele się napastnik GKS-u pomylił. W jednej z ostatnich akcji sam na sam z Trelowskim wyszedł Sebastian Milewski, ale pomocnik nie zdołał wykorzystać tej 100-procentowej sytuacji. Wynik nie uległ zmianie i katowiczanie w Częstochowie wygrali!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga