Dołącz do nas

Felietony

Pucharowy apel do panów piłkarzy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie będę się tu silić na jakiś wielkie słowa motywacyjne. Będzie apel, ale co z tym zrobią piłkarze, to ich sprawa. Nie ufam grupie zawodowej zwanej „piłkarze nożni”. Dla mnie to jedna z najbardziej zdemoralizowanych, nieambitnych, roszczeniowych do granic możliwości, wiecznie pokrzywdzonych grup społecznych. Wszystko im się należy, od siebie nie muszą dawać nic, dodatkowo są chronieni bardziej niż osoby niepełnosprawne, bo nawet jeśli jeden z drugim ostentacyjnie olewa swoje obowiązki, to nie można mu tego udowodnić, ani tym bardziej rozwiązać kontraktu.

Zarabiają wielkie pieniądze, a proporcjonalnie do swojego braku umiejętności i zaangażowania, wręcz niebotyczne. W wielu innych zawodach są prawdziwi fachowcy lub przynajmniej bardzo solidni i godni zaufania pracownicy, którzy z trudem wiążą koniec z końcem. W piłce nożnej jest tak, że gra sobie taki pierwszoligowiec w ogonie tabeli, kompletnie nie ma pojęcia o technice i taktyce, do roboty przychodzi na dwie godziny potykać się o własne nogi, a na koniec tygodnia skacowany włazi na boisko i wkurwia kibiców. A potem pierwszy w kolejce, że gdy nie ma dwóch wypłat, nie ma co do garnka włożyć, bo nie potrafił odłożyć z kilkunastotysięcznej pensji.

No dobra, ale przechodzę do rzeczy. Choć nie wierzę, że jakakolwiek motywacja może poskutkować (bo przerabialiśmy to milion razy), to spróbuję jednak dokonać wspomnianego apelu. Resztkami jakiegoś pomysłu i chyba tylko dlatego, że namówiono mnie, żebym napisał jakiś artykuł przed Pucharem Polski (choć pomysł chłopaki z redakcji mieli inny hehe).

Panowie piłkarze drodzy, wspaniali, przeambitni. Trenera Paszulewicza już nie ma, rozegraliście jeden mecz z nowym szkoleniowcem jako pierwszym. Nie wygrywacie od sześciu meczów, generalnie gracie taką padlinę, że oczy bolą, a w meczu z Puszczą doszedł jeszcze jawny brak nie tylko pomysłu, ale i zaangażowania. Na czele z panem piłkarzem Bartoszem Śpiączką, który zamiast zmykać z boiska przy zmianie, gdzie pieprz rośnie, schodził tak, jakby co najmniej Nieciecza wygrywała z Legią 3:0. To był jeden z symboli tego spotkania.

Mocno was broniłem w swoich artykułach i kiepską postawę zrzucałem na karb totalnego chaosu, jaki wam zaserwował Paszulewicz. I tak – mam wrażenie – było. Sezon zawaliliście, ale jednak spodziewałem się, że z Puszczą, gdy nie ma już papierowego kata, choćby na złości zjecie tego średniego przecież rywala. A wyglądało na to, że jeszcze jesteście obrażeni na szkoleniowca, którego już nie ma, jak i na cały świat za wszelkie jego plagi. Rozumiem, że pomysłu na grę nie było, że macie sieczkę taktyczną w głowie (bo jak widzę i trener Dziółka nie do końca kontaktuje, o co w tym wszystkim chodzi). Jednak nawet nie mając założeń, nawet nie mając czegoś przećwiczonego, wymagam od starszych zawodników wprowadzenia minimum swojej inwencji, a od wszystkich zapierdalania po tym boisku. Nie było ani tego, ani tego. Po prostu przeszliście obok meczu tak, jak dziesiątki waszych poprzedników.

Wy się może dziwicie kibicom, że żegnały was takie okrzyki, ja natomiast nie dziwię się absolutnie. W ostatnich dwóch latach każdej drużynie i każdemu trenerowi kibice GieKSy dali tak potężny kredyt zaufania, że nie zdoła nikt tego spłacić w ciągu stu lat. Kibice powinni piętnaście razy opuścić ostentacyjnie stadion, trzydzieści razy nie dopingować i generalnie przestać się dokładać do waszych pensji. A jednak – i dwa lata temu, i rok temu i teraz – doping, doping, doping. Motywacja, motywacja, motywacja. Ci nieliczni oczywiście, bo wasza grupa społeczna przegoniła już z Bukowej tysiące fanatyków. Zostały tylko szajbusy, które kochają ten klub miłością bezwarunkową i mimo ciągłych upokorzeń – po prostu SĄ.

Swoją postawą w meczu z Puszczą powtórzyliście, to co robili wasi poprzednicy w ostatnich latach, czyli najgorsze z najgorszych.

U kibiców jesteście obecnie bardzo na cenzurowanym. No ale właśnie. Zbliża się mecz Pucharu Polski. W środę z Pogonią Szczecin. Mecz, który w całym tym obecnym piłkarskim marazmie, może spowodować, że zwiększycie sobie u kibiców te notowania. Jak i u mnie również.

Proponuję zapoznać się z „Listą Hańby”, jeśli chodzi o rozgrywki Pucharu Polski. Artykuł napisałem zaraz po zeszłorocznej kompromitacji w pierwszej rundzie w Tarnobrzegu.

Lista hańby – aktualizacja po tarnobrzeskiej żenadzie

Kilka cytatów:

„Słubice, Zdzieszowice, Niepołomice, Luboń, Głogów, Radom, Tarnobrzeg. To są miasta, z których pochodzą kluby, które eliminowały GKS Katowice z Pucharu Polski już w pierwszym dla naszego klubu meczu w tych rozgrywkach”.

„Można sobie zadać pytanie, które zadajemy od wielu lat – dlaczego w naszym klubie nikt nie traktuje Pucharu Polski poważnie? Dlaczego dziesiątki piłkarzy, kilku trenerów i działacze nie robią wszystkiego, by przynajmniej uniknąć kompromitacji w postaci odpadnięcia z teoretycznie słabszą – bo występującą w niższej lidze – drużyną. Dlaczego tak po prostu to trofeum – które kiedyś było chlubą naszego klubu – teraz po prostu wszyscy mają tak totalnie i to rok w rok w dupie?…”.

„Rok temu pisaliśmy, że przerażało nas to, iż wracając z Radomia, nie czuliśmy wielkiego zdenerwowania. Raczej obojętność. Dzisiaj ta obojętność była już do kwadratu. Jesteśmy już tak przywykli do klęsk serwowanych nam przez piłkarzy, że wracamy tak, jakby się nic nie stało. Jesteśmy trochę jak kobieta doświadczająca przemocy od męża, która jest już w takiej sytuacji, że kolejne akty przyjmuje już niby na znieczuleniu, zamraża się, nie czuje (bo jakoś musi się obronić przed systematyczną traumą)… A w środku tak cholernie boli, z bezradności, z poczucia oszukania…”.

Tak, trauma Pucharu Polski była i rok temu, i dwa lata temu i systematycznie kilka lat wstecz. Z drużynami z niższych lig. Zarówno trenerzy, jak i zawodnicy dostawali notorycznie po dupie i zabierali nam możliwość marzeń, że na Bukową przyjedzie Lech, Legia czy Wisła.

Dzisiaj macie Dzień Dziecka albo Gwiazdkę – wybierzcie sobie. Ten mecz spada wam właśnie jak ta gwiazdka z nieba. Nie dość, że poprzez reformę rozgrywek od razu dostajecie ekstraklasowego rywala, to jeszcze dostajecie go w takim momencie.

To nie jest tak, że jesteście już skreśleni, tak jak byli skreślani poszczególni piłkarze w poprzednich latach. Nawet mimo tego, że spektakularnie zawalcie sezon. Tak jak napisałem, jesteście na cenzurowanym, ale jeszcze wiele możecie zyskać. Właśnie począwszy od meczu Pucharu Polski. Właśnie od meczu z Pogonią Szczecin.

Dlaczego gwiazdka z nieba? Na nikim by w obecnej sytuacji nie zrobiło wrażenia, gdybyście grali z jakimś Huraganem Morąg. Natomiast pragnienie Ekstraklasy – tak nieosiągalnej, tak abstrakcyjnej – jest w Katowicach tak wielkie, że jej namiastka w Pucharze Polski to coś, co powoduje nadzieję, co powoduje emocje i co – w razie wygranej – może wam bardzo, bardzo pomóc.

Wygrywając z Pogonią, przynajmniej na chwilę, możecie stać się znów tymi „lubianymi” zawodnikami, możecie usłyszeć „dziękujemy” czy „to jest ta GieKSa”… no, nie z tym ostatnim chyba przesadzam. Ale jednak sporo możecie zyskać i odbudować część zaufania. Sezon ligowy jest zawalony, ale w Pucharze Polski można zdziałać wielkie rzeczy. Co udowodniło wiele klubów z niższych lig.

Co prawda, mam sporą wątpliwość, że taki apel w ogóle ma szansę poskutkować (po pierwsze piłkarze nie czytają naszej strony, o nie!), bo w analogicznej fatalnej sytuacji zaprzepaszczonego awansu, ówcześni piłkarze na wiosnę mogli bardzo poprawić sobie notowania u kibiców, wygrywając i spuszczając Ruch Chorzów do drugiej ligi. To jest tak nieprawdopodobne, że w sumie znienawidzeni wręcz przez sympatyków GieKSy zawodnicy mogli zyskać bardzo wiele i na odchodne dostać przynajmniej za to – podziękowanie i szacunek. Niestety z najsłabszą drużyną w najważniejszym prestiżowo meczu czternastolecia przerżnęli – z dużym prawdopodobieństwem w nieczystej rozgrywce. Nie mieli na tyle instynktu samozachowawczego i na tyle mądrej kalkulacji, by w tym jednym meczu zagrać przynajmniej na 70% i z dziećmi z Ruchu po prostu z uśmiechem na twarzy wygrać. Zostali na wieki wieków najbardziej frajerską ekipą w historii GieKSy.

Chciałbym, żeby tym razem było inaczej. Drodzy panowie piłkarze, przekalkulujcie to sobie, że nawet jak wam się nie chce grać, nawet jak jesteście słabi, nawet jeśli nie macie trenera i w ogóle nic nie macie – to tym jednym meczem na spory czas możecie sobie bardzo poprawić mentalną sytuację i nastawienie kibiców.

Pogoń Szczecin to nie jest jakaś wybitna drużyna. Choć ostatnio gra lepiej i wygrała z Wisłą – nadal nie ma podstaw twierdzić, że jest nie do ogrania.

Wszystko zależy od was – od jeżdżenia na dupie, orania tej trawy dla naszych trójkolorowych barw. I naprawdę dla samych siebie również.

Zróbcie to!

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    24 września 2018 at 19:55

    Shellu jest takie powiedzenie „głowa chce ale fizyka nie pozwala” wówczas spada jakość, czas reakcji i wygląda jakby komuś niezależało a to nieprawda.

  2. Avatar photo

    Korek

    24 września 2018 at 20:15

    Wy na serio wierzycie że kopacze to czytają?
    Jeśli będzie blamaż z Pogonią, i będzie widać brak ambicji i zaangażowana, to po szpilu trzeba pozbawić ich koszulek, i niech wypierdololo z klubu. Dość hańbienia barw, herbu i klubu.

  3. Avatar photo

    Wierny i wytrwaly

    24 września 2018 at 20:31

    1 apel do Prezydenta Krupy abyposzukal odpowiedniego człowieka na stanowisko prezesa dlamnie most to śmieszne że prezes nie zna się na piłce to tak Jagny dowodca w armii nie znał strategi walki

  4. Avatar photo

    abel

    24 września 2018 at 21:21

    Wierny i wytrwaly pogadaj o tym z mecza i irishmanem. Gdy wprost o tym pisalem to wymienieni wysmiewali mnie i twierdzili ze prezes to nie musi sie znac na niczym. Byle bylo na pensje i ciepla wode. Milo ze ktos mysli logicznie i nie jest naiwniakiem jak wymieniemi wyzej

  5. Avatar photo

    Bomboo

    24 września 2018 at 22:27

    Tak poza tematem Gdzie odpowiedz PREZYDENTA KRUPY W SPRAWIE STADIONU zapomnieli ???????
    Ja caly czas mysle ze wyniki sa od tego co Powie miasto lub przez te pie r do lone bukmachery w lidze . Jakies fortuny czy chuj wie co … teraz wpierdalaja a na wiosne bedzie wysoki kurs na nich i zaczna wygrywac Skoncza na 5 miejscu

  6. Avatar photo

    Tom

    24 września 2018 at 23:56

    Ńiestety dyr Bartnik do odstrzału chłop bez doświadczenia
    Trener do odstrzału bez doświadczenia
    Prezes czasy sp Marianu juz sie dawno skończyły ale kurwa weź to za jaja
    Sprowadz dobrego szkoleniowca chodźmy miał sie budżet uszczuplić fest
    Bo inaczej sie nie da
    Prezydencie Krupa co ze stadionem

  7. Avatar photo

    pablo eskobar

    25 września 2018 at 10:53

    Troszke nierozumie mamy walczyc w pucharze a liga nam spie..a watpie aby teraz jak jestesmy na dnie potraktowali by to priorytetowo

  8. Avatar photo

    Irishman

    25 września 2018 at 11:02

    @Mecza, też mi się tak wydaje.

    Niestety ten mecz już praktycznie przegraliśmy, choćby się piłkarze zesrali. Duet stoperów Remisz-Lisowski już Puszcza ogrywała jak chciała (kiedy chciała). Pogoń, grając nawet drugim składem obnaży jego słabość.

  9. Avatar photo

    Paweł

    25 września 2018 at 12:48

    Na fortunie: 2 drużyna strzeli +2,5 bramki kurs 4,35. Myśle, że warto zagrać.

  10. Avatar photo

    Robson

    25 września 2018 at 21:20

    Jutro jak zwykle będę i liczę że piłkarze nas zaskoczą co nie zmieni mojego zdania w kwestii zmiany prezesa! ale na pewno odbuduje choć część wiary w piłkarską GieKSę !

  11. Avatar photo

    PanGoroli

    25 września 2018 at 23:39

    A mnie się marzy taki scenariusz, że wychodzi drugi skład, i odstawieni przez Paszula wykorzystują szansę, i zadziwiają nas…

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga