Hokej
Podsumowanie sezonu zasadniczego PHL
Za hokeistami TAURON KH GKS-u Katowice 38 meczów sezonu zasadniczego, który zakończyli na drugim miejscu. Przed nimi – faza play-off. Wróćmy jeszcze jednak do tego, co było i przyjrzyjmy się, jak radziliśmy sobie z poszczególnymi drużynami. Opisywać je będziemy w kolejności zgodnej z tabelą końcową PHL.
GKS Tychy
Wyniki (TAURON KH GKS Katowice będzie podawany po lewej stronie): 2:4, 2:3d., 4:3k. 2:4
Bilans punktowy: 3-9
Bilans bramkowy: 10:14
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Radosław Sawicki, Bartosz Fraszko, Andrej Themar – 2
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Radosław Sawicki, Bartosz Fraszko – 4
Najwięcej bramek dla GKS-u Tychy: Jarosław Rzeszutko – 5
Najwięcej punktów dla GKS-u Tychy: Jarosław Rzeszutko – 5
Tyszanie kompletnie zdominowali rozgrywki regularne. Sezon zakończyli z 97 punktami, co dało aż 15-punktową przewagę nad drugą w tabeli GieKSą. Ponieśli zaledwie jedną porażkę po 60 minutach, a pozostałe 5 spotkań przegrali po dogrywce lub karnych. Każdy z meczów katowickiego GKS-u z tyskim kończyło się jednak nie większą różnicą goli niż dwoma. Do pierwszego starcia doszło 8 października w Satelicie. Zwycięsko z niego wyszli nasi rywale, którzy zdobyli trzy bramki w przewadze i jedną w osłabieniu. GieKSa odpowiedziała bramkami Mikołaja Łopuskiego i Dariusza Gruszki. Do rozstrzygnięcia drugiego spotkania potrzebna była dogrywka, w której decydującą bramkę zdobył Jarosław Rzeszutko, choć w trakcie meczu Tyszanie nigdy nie byli na prowadzeniu. Obie bramki dla naszej drużyny zdobył wówczas Bartosz Fraszko, w tym jedną w osłabieniu. 14 stycznia ponownie spotkaliśmy się w Satelicie. Po pamiętnym meczu z 40-minutową przerwą, spowodowaną rozbiciem osłony nad boksem GKS-u Tychy, GieKSa wygrała po rzutach karnych, a kapitalny debiut zaliczył Shane Owen. Podobnie jak w drugim meczu, zwycięzca ani razu nie prowadził w trakcie spotkania. Dwukrotnie kontaktową bramkę strzelał Andrej Themar, a na 74 sekundy przed końcem trzeciej tercji do wyrównania doprowadził Patryk Wronka. Decydujący rzut karny wykonał Tomasz Malasiński. Czwarte starcie dwóch GKS-ów odbyło się na zakończenie sezonu zasadniczego. Aż do 41 minuty utrzymywał się wynik bezbramkowy, następnie dwie bramki zdobył Radosław Sawicki, niestety Tyszanie w zaledwie 13 sekund doprowadzili do remisu, a następnie wyprowadzili jeszcze dwa ciosy.
Comarch Cracovia
Wyniki: 2:6, 3:0, 4:5k., 2:1
Bilans punktowy: 7-5
Bilans bramkowy: 11:12
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Bartosz Fraszko, Radosław Sawicki, Andrej Themar – 2
Najwięcej bramek dla Comarch Cracovii: Teddy Da Costa, Damian Kapica – 2
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Patryk Wronka – 5
Najwięcej punktów dla Comarch Cracovii: Maciej Urbanowicz – 4
Poza pierwszym spotkaniem i meczem w półfinale Pucharu Polski (również przegrana 2:6), możemy być zadowoleni z postawy naszej drużyny w starciach z aktualnym mistrzem Polski. Sezon zakończyliśmy z 7-punktową przewagę nad Krakowianami. Od początku sezonu 16/17 w meczach między GieKSą a ,,Pasami” zawsze wygrywa gospodarz. Bilans punktowy jest jednak na korzyść Katowiczan, ponieważ raz do rozstrzygnięcia spotkania potrzebne były rzuty karne. Cracovia w Katowicach była kompletnie bezradna – zdobyła zaledwie jedną bramkę w dwóch spotkaniach. Co ciekawe, to właśnie z Krakowianami GieKSa zanotowała jedyne czyste konto w sezonie – w pozostałych 37 meczach zawsze traciliśmy minimum jednego gola. W pierwszym starciu Cracovia aż sześciokrotnie pokonała Kamila Kosowskiego, my odpowiedzieliśmy jedynie bramkami Bartosza Fraszki i Radosława Sawickiego, które dzieliły 52 sekundy. Drugi mecz był jednym z najlepszych w wykonaniu hokejowej GieKSy w tym sezonie, choć trzeba również przyznać, że Krakowianie zagrali bardzo przeciętnie i brakowało w ich składzie kilku ważnych zawodników. Spotkanie wygraliśmy 3:0 po bramkach Marka Strzyżowskiego, Bartosza Fraszki i Radosława Sawickiego. Trzecim spotkaniu padło najwięcej bramek, a rozstrzygnęło się ono po rzutach karnych. GieKSa dwukrotnie doprowadzała do wyrównania, następnie sama wyszła na prowadzenie po bramce Patryka Wronki w 55 minucie, ale już po 62 sekundach Krakowianie strzelili gola na remis. W rzutach karnych Cracovia wykorzystała wszystkie trzy najazdy, naszym zawodnikom zaś ani razu nie udało się pokonać Rafała Radziszewskiego. Ostatni raz zmierzyliśmy się w przedostatnim meczu sezonu zasadniczego. Spotkanie wygraliśmy 2:1, bramki zdobyli Martin Vozdecky i Patryk Krężołek, ale z tego meczu zapamiętamy przede wszystkim kapitalną interwencję Shane’a Owena, który kijem wygarnął krążek z linii bramkowej.
TatrySki Podhale Nowy Targ
Wyniki: 5:4, 3:6, 5:2, 6:3
Bilans punktowy: 9-3
Bilans bramkowy: 19:15
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Tomasz Malasiński – 5
Najwięcej bramek dla TatrySki Podhala Nowy Targ: Krzysztof Zapała, Jarosław Różański, Damian Tomasik – 3
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Tomasz Malasiński – 9
Najwięcej punktów dla TatrySki Podhala Nowy Targ: Marcin Kolusz – 8
9 punktów Tomasza Malasińskiego w 4 meczach. Wychowanek Podhala był bezlitosny dla swojego macierzystego klubu. Pierwszego meczu nie będzie najlepiej wspominać Kamil Kosowski. Przy stanie 3:2 dla GieKSy popełnił fatalny błąd, tracąc krążek za bramką, następnie wpuścił jeszcze jedną bramkę, a na trzecią tercję zastąpił go Mateusz Studziński. Naszym hokeistom udało się jednak doprowadzić od wyrównania, a następnie Jakub Grof zdobył zwycięską bramkę podczas gry w osłabieniu. Drugie spotkanie było zdecydowanie najsłabsze w naszym wykonaniu w tej rywalizacji. Choć to Jesse Rohtla zdobył pierwszą bramkę, mecz zakończył się zwycięstwem Podhala 3:6. Rewanż nastąpił już po tygodniu. GieKSa wygrała w Satelicie 5:2. Ostatni mecz również należał dla Katowiczan. Pokonaliśmy Nowotarżan 6:3, a hat-tricka zanotował Tomasz Malasiński.
JKH GKS Jastrzębie
Wyniki: 3:4d., 2:5, 2:1, 3:2
Bilans punktowy: 7-5
Bilans bramkowy: 10:12
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Marek Strzyżowski, Jesse Rohtla, Andrej Themar – 2
Najwięcej bramek dla JKH GKS-u Jastrzębie: Radosław Nalewajka, Leszek Laszkiewicz, Tomas Kominek, Dominik Paś – 2
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Patryk Wronka – 5
Najwięcej punktów dla JKH GKS-u Jastrzębie: Radosław Nalewajka, Łukasz Nalewajka, Dominik Paś, Leszek Laszkiewicz – 4
Bardzo niewygodny rywal, co widać zresztą po wynikach. Trzy mecze na styku i jeden dosyć wyraźnie przegrany. W pierwszym ulegliśmy Jastrzębianom po dogrywce, gdy krążek, pechowo dla nas, odbił się od stojącego przed bramką Jana Homera i zmylił Kamila Kosowskiego. Drugi, zdecydowanie najgorszy, przegraliśmy aż 2:5. Co ciekawe, mecz ten miał miejsce w tym samym momencie, co piłkarskie derby z Ruchem Chorzów, więc był to bardzo zły dzień dla kibiców GieKSy. Przełamanie przyszło dopiero w trzeciej rundzie. Kapitalne zawody rozegrał Kosowski, a dwie bramki zdobył Andrej Themar. Decydującego gola zdobył na zaledwie 18 sekund przed końcem spotkania. Czwarte spotkanie również padło łupem GieKSy, która do spotkania przystąpiła bez Mikołaja Łopuskiego, Bartosza Fraszki, Marka Strzyżowskiego i Dawida Majocha. Dla GKS-u bramki zdobyli wówczas Grof, Rohtla i Sawicki, a jedną z bramek dla JKH zdobył nasz były zawodnik Dominik Nahunko.
KS Unia Oświęcim
Wyniki: 6:1, 4:2, 0:4, 7:3
Bilans punktowy: 9-3
Bilans bramkowy: 17:10
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Andrej Themar – 5
Najwięcej bramek dla KS Unii Oświęcim: Adam Rufer – 3
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Bartosz Fraszko – 7
Najwięcej punktów dla KS Unii Oświęcim: Kamil Paszek – 4
Trzy pewne wygrane i jedna, nieco wstydliwa porażka. Unia to jedyna drużyna, której udało się zagrać z nami na zero z tyłu. Tym zwycięstwem Unici rozpoczęli świetną serię 6 wygranych z rzędu, a tuż przed nią doszło w Oświęcimiu do zmiany trenera. Nieco nerwowo było również w drugim spotkaniu, które wygraliśmy jednak 4:2. Pierwszy i ostatni mecz to solidne zwycięstwa bez większych obaw o końcowy wynik. Bilans punktowy 9-3 z drużyną, która nieraz napsuła krwi faworytom, jest jak najbardziej do przyjęcia.
PGE Orlik Opole
Wyniki: 4:3k., 4:5d., 5:3, 3:2d.
Bilans punktowy: 8-4
Bilans bramkowy: 16:13
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Andrej Themar – 10
Najwięcej bramek dla PGE Orlika Opole: Radek Meidl – 3
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Andrej Themar – 10
Najwięcej punktów dla PGE Orlika Opole – Radek Meidl – 5
Ulubiona drużyna Andreja Themara. 10 bramek strzelił Opolanom nasz słowacki snajper. Niestety pozostali nasi hokeiści chyba nie lubią ekipy z Opola tak, jak Andrej. Bardzo ciężkie spotkania, aż trzykrotnie po 60 minutach na tablicy wyników widniał remis. Nie ma co ukrywać – wszystko wskazuje na to, że to właśnie z Orlikiem zmierzymy się w ćwierćfinale fazy play-off. Dodajmy jednak, że w jedynym przegranym spotkaniu naszym bramkarzem był Mateusz Studziński, który rozegrał wówczas bardzo przeciętne zawody. Trochę punktów na drużynie z Opola straciliśmy, bilans jednak zdecydowanie na korzyść GieKSy. W play-offach będzie jeszcze ciężej, ale nasza drużyna również musi wejść na wyższy poziom.
MH Automatyka Gdańsk
Wyniki: 8:1, 6:1, 5:1, 10:2
Bilans punktowy: 12-0
Bilans bramkowy: 29:5
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Tomasz Malasiński – 8
Najwięcej bramek dla MH Automatyki Gdańsk: – Josef Vitek – 3
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Bartosz Fraszko – 12
Najwięcej punktów dla MH Automatyki Gdańsk: Josef Vitek – 8
Deklasacja. Drużyna, która jako jedyna pokonała zwycięzcę sezonu zasadniczego w 60 minutach, w ani jednym meczu z nami nie była nawet bliska zdobycia punktu. Bilans bramkowy mówi sam za siebie. Średnio 2 gole na mecz Tomasza Malasińskiego, średnio 3 punkty na mecz Bartosza Fraszki i równie dobra postawa pozostałych zawodników po obu stronach lodu. Cóż tu więcej można dodać. Aż ciężko wytłumaczyć, dlaczego drużyna, która tak wiele razy napsuła krwi innym faworyzowanym rywalom, z nami była kompletnie bezbronna, ale to już nie nasze zmartwienie.
TMH Polonia Bytom
Wyniki: 8:3, 5:4k., 3:4d., 7:2
Bilans punktowy: 9-3
Bilans bramkowy: 23:13
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Tomasz Malasiński – 4
Najwięcej bramek dla TMH Polonii Bytom: Błażej Salamon – 4
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Tomasz Malasiński, Patryk Wronka – 7
Najwięcej punktów dla TMH Polonii Bytom: Błażej Salamon – 7
Podobna sytuacja jak z Unią Oświęcim – początek i koniec na plus, w środku sezonu mogło być lepiej. Bytomianie, o ile nie sprawią niespodzianki w pre play-offie z Automatyką Gdańsk, będą walczyć o utrzymanie, a z taką drużyną nie wypada dwa razy zremisować w regulaminowym czasie gry. Dodatkowo przypomnijmy, że w obu przypadkach to GieKSa goniła wynik w trzeciej tercji i w obu przypadkach wyrównującą bramkę zdobyliśmy dopiero w 57 minucie. Co ciekawe, tylko w spotkaniach z GKS-em 3 bramki i 3 asysty zanotował Jakub Jaworski, który poprzedni sezon w Katowicach zakończył z bilansem tylko 2 bramek i 2 asyst.
Anteo Naprzód Janów
Wyniki: 9:3, 7:2, 3:2, 3:2
Bilans punktowy: 12-0
Bilans bramkowy: 22:9
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Jesse Rohtla, Marek Strzyżowski – 4
Najwięcej bramek dla Anteo Naprzodu Janów: Marek Indra, Wojciech Stachura – 2
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Marek Strzyżowski – 8
Najwięcej punktów dla Anteo Naprzodu Janów: Mateusz Adamus – 5
Wszystkie derby Katowic padły łupem GieKSy, nie oddaliśmy naszym rywalom zza miedzy nawet punktu. Dwie solidne wygrane na początek, a potem… też wygrane i to wszystko, co dobrego można powiedzieć o tych spotkaniach. Koniec końców w każdym meczu liczą się tylko 3 punkty, ale każdy fan GieKSy z tyłu głowy marzył o jak największych rozmiarach zwycięstwa nad Naprzodem. Myślę, że nie ma przypadku w tym, że to właśnie Marek Strzyżowski zanotował najwięcej punktów w derbach – zawodnik, który jest w Katowicach już drugi sezon i zawsze gra z olbrzymim sercem.
SMS PZHL Katowice
Wyniki: 11:1, 7:1
Bilans punktowy: 6-0
Bilans bramkowy: 18:2
Najwięcej bramek dla TAURON KH GKS-u Katowice: Andrej Themar, Tomasz Malasiński – 3
Najwięcej bramek dla SMS-u PZHL Katowice: Kamil Wałęga – 2
Najwięcej punktów dla TAURON KH GKS-u Katowice: Bartosz Fraszko, Andrej Themar – 5
Najwięcej punktów dla SMS-u PZHL Katowice: Kamil Wałęga – 2
O starciach GKS-u z SMS-em wypada wspomnieć jedynie z dziennikarskiego obowiązku. W obu spotkaniach bronił Mateusz Studziński i w obu wpuścił po jednej bramce, w drugim meczu było to po jego błędzie za bramką. Kilku naszych zawodników mogło sobie poprawić indywidualne statystyki do klasyfikacji kanadyjskiej i to jedyna korzyść z tych meczów.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze