Hokej
Podsumowanie dotychczasowych transferów hokejowej GieKSy
Przyszedł czas, by przyjrzeć się działaniom sekcji hokeja na rynku transferowym. Zacznijmy od zawodników, którzy opuścili nasz klub, a są to: Matus Kostur, Władysław Grajewski, Martins Porejs, Adam Krok, Kalvis Ozols, Kamil Olearczyk, Ryan Barlock, Władysław Troszyn, Dorian Peca, Jewgienij Łymański, Maciej Bielec, Kamil Sikora, Jarosław Lorek, Maciej Szewczyk, Marcin Biały, Dawid Musioł oraz Daniel Bogdziul. Wiadomo już, że Adam Krok dołączył do Unii Oświęcim, Dawid Musioł wrócił do Naprzodu Janów z wypożyczenia, Maciej Bielec i Kamil Olearczyk będą grać w 2 lidze słowackiej w rodzimym Sanoku, Kalvis Ozols trafił do Norwegii, a Martins Porejs i Daniel Bogdziul przyjęli oferty gry w łotewskiej Ekstralidze. Kamil Sikora jest aktualnie na testach w Orliku Opole. Reszta zawodników pozostaje bez kontraktów. Barwy naszego klubu dalej reprezentować będą Kamil Berggruen, Oskar Krawczyk, Bogusław Rąpała, Jakub Jaworski, Dawid Majoch, Dominik Nahunko, Radosław Sawicki oraz Marek Strzyżowski. A kogo nowego zobaczymy z herbem GieKSy na sercu w przyszłym sezonie?
Zgodnie z powiedzeniem, że drużynę buduje się od tyłu, pierwszym transferem był reprezentacyjny bramkarz Kamil Kosowski. 30-letni ,,Kosa” ostatnie lata bronił w Tychach, gdzie trafił w trakcie sezonu 14/15 po nieudanej przygodzie w słowackiej Żylinie. W poprzednim sezonie wystąpił w 19 spotkaniach, w których wpuszczał średnio 1,87 gola na mecz oraz bronił 91,8% strzałów. Jest wychowankiem JKH GKS-u Jastrzębie. W swojej karierze występował również w lidze kazachskiej oraz brytyjskiej. Ma za sobą 24 mecze w kadrze Polski, w której najczęściej pełni rolę trzeciego bramkarza za plecami Przemysława Odrobnego i Rafała Radziszewskiego, jednak wierzymy, że regularne występy w naszym klubie pozwolą mu przesunąć się w hierarchii.
To był jednak dopiero początek wielkich transferów. Kolejnymi nabytkami była trójka wychowanków nowotarskiego Podhala: Patryk Wronka, Tomasz Malasiński i Dariusz Gruszka. Najwięcej szumu spowodowało nazwisko pierwszego z nich. Wronka to niewysoki, lecz piekielnie szybki napastnik, który po świetnym sezonie 15/16, kiedy to w lidze zdobywał średnio punkt na mecz i został wybrany najlepszym napastnikiem Mistrzostw Świata dywizji 1A rozgrywanych w Spodku, postanowił wyjechać do lepszej ligi i przez ostatni rok reprezentował barwy czeskiego klubu Orli Znojmo, który rywalizuje w międzynarodowej lidze EBEL. Tam jednak zawiódł, zdobywając zaledwie 4 bramki w 48 meczach, lądował nawet na trybunach, więc postanowił wrócić do Polski. Niemniej rok gry w zdecydowanie lepszej lidze niż PHL na pewno wiele mu dał i można od niego oczekiwać jeszcze lepszego dorobku punktowego niż przed dwoma laty. Ścisła czołówka punktacji kanadyjskiej ligi jest jak najbardziej w zasięgu 22-latka.
Tomasz Malasiński zdecydował się na powrót do Polski po 3 latach spędzonych na zapleczu brytyjskiej Ekstraligi w drużynie Swindon Wildcats. Był tam ulubieńcem kibiców, uzyskując 223 oczka w 144 meczach, co daje znakomitą średnią 1,55 punktu na mecz. Ciężko oczekiwać od popularnego ”Malasia” podobnych rezultatów w polskiej lidze, jednak na pewno będzie ważnym ogniwem GieKSy. Doświadczony napastnik ma również na swoim koncie występy w GKS-ie Tychy, KTH Krynica, KH Sanok, Podhalu Nowy Targ i JKH GKS Jastrzębie. Na ostatnich Mistrzostwach Świata był najskuteczniejszym zawodnikiem Reprezentacji Polski.
Ostatnim z nowotarskich ,,trzech muszkieterów” jest Dariusz Gruszka. Przez większość swojej dotychczasowej kariery grał w Podhalu, lecz ma za sobą także epizody w Sanoku, Bytomiu i Krynicy. Spędził też trochę czasu za Oceanem, grając w lidze USHL (najlepsza liga juniorska USA) oraz NAHL (drugi poziom juniorski). Przez ostatnie lata utrzymuje stabilną formę na poziomie punktu na mecz. Niestety zawodnik ten jest dosyć kontuzjogenny i raczej nie zdarza się, by rozgrywał wszystkie mecze w sezonie. Opuścił on całe ostatnie play-offy oraz końcówkę sezonu zasadniczego z powodu kontuzji barku. Zdrowy byłby ważnym elementem każdego zespołu w PHL, dlatego życzymy, żeby tym razem obyło się bez urazów.
Z Ekstraligą pożegnał się zespół z Torunia, co nie znaczy jednak, że nie było tam wartościowych graczy. Dwóch z nich zamieniło biało-niebiesko-czerwone barwy na żółto-zielono-czarne. Są nimi bramkarz Mateusz Studziński i napastnik Bartosz Fraszko. Studziński dopiero wchodzi do seniorskiego hokeja, ma za sobą dwa sezony w PHL: pierwszy jako zawodnik SMS-u, drugi w Toruniu jako zmiennik Michała Plaskiewicza. Zagrał w 11 meczach, w których uzyskał 87,1% obron i wpuszczał średnio 4,16 bramek na mecz. Był pierwszym golkiperem na Mistrzostwach Świata U20 dywizji 1B. W Katowicach będzie zmiennikiem Kamila Kosowskiego.
21-letni Fraszko to jeden z najlepszych zawodników młodego pokolenia. Mimo młodego wieku ma już za sobą 6 występów w kadrze Polski. Dwa lata temu rozegrał sezon w Cracovii, jednak postanowił wrócić do Nesty Toruń, by móc więcej grać. Ten ruch zdecydowanie się opłacił, bo w poprzednim sezonie Bartosz zajął 5 miejsce w punktacji kanadyjskiej PHL dzięki 43 punktom w 36 meczach, na które złożyło się 21 bramek i 22 asysty. Jedynym Polakiem z lepszym wynikiem był… naturalizowany Amerykanin Michael Cichy. Liczymy na podobny wynik w Katowicach.
Podobnie jak Tomasz Malasiński, z Wysp Brytyjskich postanowił wrócić Mikołaj Łopuski i również wzmocnił atak GKS-u. Sporą część rozgrywek stracił przez kontuzję kolana, której nabawił się w siódmym meczu EPIHL, zdążył jednak wrócić na ostatnie mecze sezonu zasadniczego i fazę play-off, którą jego Milton Keynes Lightning wygrało. Zanotował łącznie 22 punkty w 24 meczach, w tym 10 bramek. Wychowanek Stoczniowca Gdańsk, etatowy reprezentant Polski. Występował wcześniej w barwach takich zespołów jak GKS Tychy, Unia Oświęcim, Cracovia Kraków, KTH Krynica, słowacki HK 32 Liptovsky Mikulas i HC Slovan Ustectí Lvi grający w drugiej lidze czeskiej.
Dla dwóch zawodników GieKSa będzie pierwszą przygodą z dorosłym hokejem. Są to młodzieżowi reprezentanci Polski napastnik Patryk Krężołek i obrońca Mateusz Zieliński. Pierwszy z nich to zeszłoroczny drugi najskuteczniejszy zawodnik SMS-u Sosnowiec z 5 bramkami i 7 asystami na koncie, który pierwsze kroki na lodzie stawiał w Krynicy. Był wyróżniającym się zawodnikiem na Mistrzostwach Świata U20, gdzie w 5 meczach zdobył bramkę i zanotował 3 asysty. Zieliński to kolejny torunianin w naszej drużynie, który, podobnie jak Krężołek, ostatnie lata szkolił się w SMS-ie. Na Ekstraligowych lodowiskach w zeszłym sezonie zanotował 6 asyst, a na młodzieżowych Mistrzostwach Świata strzelił jedną bramkę.
Formację obrony wzmocnił Jakub Wanacki, zeszłoroczny brązowy medalista Mistrzostw Polski w barwach Polonii Bytom. Dysponuje on świetnymi warunkami fizycznymi – 192cm wzrostu, 90kg wagi. Przez większość swojej dotychczasowej kariery reprezentował GKS Tychy, wcześniej występując w pierwszoligowym wówczas Orliku Opole, którego jest wychowankiem. Przez rok grał we Francji na drugim poziomie rozgrywkowym. Regularny kadrowicz.
Defensywa została podrasowana także dwoma Kanadyjczykami. Pierwszym z nich jest Steven Tarasuk, znany już z polskich lodowisk, ponieważ w sezonie 15/16 przywdziewał barwy STS-u Sanok. Występował również we Włoszech i w drugiej lidze niemieckiej, lecz najwięcej czasu grał w północno-amerykańskiej lidze ECHL. Jako nastolatek występował w najlepszej juniorskiej lidze świata OHL, jednak mimo całkiem niezłych wyników indywidualnych nie był nigdy draftowany do NHL, a szczytem jego możliwości okazały się 3 spotkania w lidze AHL. Jego mocną stroną jest gra ciałem oraz dobry strzał z niebieskiej.
Drugim z nich jest Matt Stanisz. On z kolei całą swoją karierę do tej pory spędził w Północnej Ameryce. Tak jak Tarasuk, w czasach juniorskich grał w OHL i również nie został wybrany w drafcie NHL, ostatnie lata grał w ECHL, a zanim tam trafił, przez 4 lata występował w uniwersyteckiej lidze CIS. Nie boi się zrzucić rękawic, ma w swoim CV pojedynki m in. z Zackiem Kassianem, obecnie graczem Edmonton Oilers. Ma polskie korzenie.
W sezonie 17/18 każdy zespół PHL będzie mógł wystawić w meczu 6 obcokrajowców łącznie. Od dziś GieKSa trenuje na lodzie pod okiem nowego szkoleniowca, Toma Coolena. O kolejnych ruchach transferowych będziemy informować na bieżąco.
AKTUALIZACJA: Mimo informacji o tym, że klub podziękował za grę Marcinowi Białemu, Dawidowi Musiołowi i Jarosławowi Lorkowi, pojawili się oni na dzisiejszym treningu.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Irishman
26 lipca 2017 at 09:14
No i trzeba dodać, że dobry „hokejowy” transfer zaliczyła także nasza Redakcja!
Fajnie się to czyta Adi!
🙂