Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Pogoni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po zwycięstwie z Pogonią można odnieść wrażenie, że ktoś zupełnie odwrócił kasetę z meczu z Cracovią. Zamiast „defensywnej aberracji futbolu” – pokaz tego, jak wygląda zorganizowana, ofiarna i konsekwentna obrona.

GieKSa oddała Pogoni piłkę, momentami broniła się bardzo nisko (chwilami prosząc się wręcz o kłopoty), ale tym razem wszystko z tyłu było sklejone na beton. Portowcy oddali mnóstwo strzałów, mieli ogromne posiadanie, a jednak wyjechali z Katowic bez choćby jednego gola. Do tego dochodzi cały kontekst spotkania: gęsta mgła, mecz ku pamięci Jasia i bardzo ważne punkty w walce o spokojniejszą zimę. Zapraszam na plusy i minusy po meczu z Pogonią Szczecin.

Plusy:

+ Linia obrony i praca całego zespołu w defensywie
Mnóstwo bloków, wślizgów i szybkich doskoków. Klemenz kilka razy „gasił pożary”, Jędrych dobrze się ustawiał, Rogala wszedł bez kompleksów po kontuzji Kuuska. Do tego ogrom roboty wykonali w tyłach Bosch, Kowalczyk i później Łukasiak. Pogoń kręciła się wokół naszej szesnastki, oddawała strzały, ale klarownych sytuacji miała jak na lekarstwo – i to jest największy komplement.

+ Galan, Zrelak, Nowak
Pierwszy gol – idealne dośrodkowanie Galana i mocna główka Zrelaka. Drugi – Zrelak świetnie zgrał piłkę, Nowak wyszedł w tempo i skończył akcję bez zbędnych kombinacji. Hiszpan dorzucił do ofensywy solidną pracę w obronie, Słowak robił czarną robotę jako „dziewiątka”, a Nowak znów był najbardziej kreatywny, dokładając do tego bramkę.

+ Rafał Strączek
Bardzo pewny występ. Co miał obronić, to obronił, a do tego dorzucił kilka dobrych interwencji po strzałach z dystansu, dobrze piąstkował i wychodził do dośrodkowań. Początkowe zamieszanie z Kuuskiem mogło się źle skończyć, ale później był już spokojny i konkretny. Wreszcie było czuć, że mamy bramkarza, na którym można się oprzeć.

+ Jesse Bosch
Poza jednym poważnym błędem w pierwszej połowie – bardzo dobry mecz. Czyścił między liniami, grał pod faul, kilka razy groźnie wchodził w pole karne i był blisko gola. Dużo biegania, dużo pracy przy odbiorze i ciągłe podłączanie się do gry.

+ Charakter i determinacja
To był mecz, który trzeba było „wycierpieć”. Dużo bronienia nisko, masa pracy bez piłki, ciągła koncentracja. Zespół ani na moment się nie rozsypał, nawet przy poprzeczce Pogoni czy dłuższych fragmentach oblężenia. Po Piastach, przerwach i zamieszaniu z terminarzem – bardzo ważny sygnał mentalny.

Minusy:

– Zbyt głębokie cofnięcie po 2:0
Końcówka pierwszej połowy to moment, w którym broniliśmy zbyt nisko. Oddaliśmy Pogoni inicjatywę, a gra toczyła się za blisko naszej bramki. Sam trener po meczu mówił, że ósemki i Zrelak powinny były zostać wyżej. Po przerwie wyglądało to już lepiej.

– Problemy z utrzymaniem piłki
Po odbiorze zbyt często wybieraliśmy szybkie „wyjazdy” i straty, zamiast kilku spokojnych podań, przesunięcia i oddechu. To właśnie przez to przez sporą część spotkania siedzieliśmy tak nisko. Przy lepszym wyprowadzeniu piłki można było częściej przenieść grę dalej od własnej szesnastki.

– Kontuzje Kuuska, Kowalczyka i Zrelaka
Wynik i gra obronna cieszą, ale lista urazów mocno studzi entuzjazm. Estończyk szybko musiał zejść, później swoje zdrowie zostawili na boisku Kowalczyk i Zrelak. Oby skończyło się na krótkich przerwach, bo przy napiętym kalendarzu każde osłabienie jest mocno odczuwalne.

Podsumowanie:

To był mecz, w którym Pogoń miała piłkę, statystyki i momenty naporu, ale GieKSa miała organizację, charakter i skuteczność pod bramką. Defensywa zagrała jeden z najlepszych meczów od dawna, Strączek dorósł do roli pewnego punktu z tyłu, a Galan, Zrelak i Nowak zrobili swoje z przodu. Jeśli taki poziom gry w obronie stanie się standardem, a do tego dojdzie odważniejsze granie z piłką, to jeszcze niejeden „mocny” rywal wyjedzie z Nowej Bukowej z zerem na koncie.

GieKSa opuściła strefę spadkową, dobiła do 20 punktów i pokazała, że potrafi wygrać z drużyną, która na papierze miała nas zepchnąć do narożnika. Teraz kluczowe będzie utrzymanie tego poziomu determinacji.

GieKSiarz

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga