Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Piękna Barbórka na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania rozgrywanego w ramach 1/8 finału Pucharu Polski GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 3:1 (1:0).

 

jagiellonia.net – Jagiellonia Białystok kończy przygodę z Pucharem Polski

Jagiellonia Białystok przegrała 3-1 z GKS Katowice w ramach 1/8 finału Pucharu Polski i odpadła z rozgrywek. Niestety znów szwankowała skuteczność, a w obronie z naszych błędów skrzętnie skorzystali gospodarze i to oni meldują się w ćwierćfinale rozgrywek o krajowy puchar.

63 procent posiadania piłki, 30 uderzeń na bramkę przeciwnika (z czego 21 celnych), 8 rzutów rożnych. To statystki nie zwycięskiej drużyny, a Jagiellonii w dzisiejszym spotkaniu. Gdyby ktoś oceniał mecz na podstawie samych „twardych danych” zachodziłby w głowę jak to możliwe, że z awansu cieszą się Katowice, a nie Białystok.

Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami, to Jagiellonia prowadziła grę i utrzymywała się częściej przy piłce. W 9 minucie Dimitris Rallis oddał pierwsze niecelne uderzenie na bramkę gospodarzy. Kiedy upływał pierwszy kwadrans gry Bernardo Vital posłał dalekie podanie do Alexa Pozo, a ten wypatrzył w polu karnym Jesusa Imaza. Niestety efektowne uderzenie piętą Hiszpana ustawionego tyłem do bramki bez problemów zostało przejęte przez graczy GKS. W odpowiedzi minimalnie pomylił się Ilya Shkurin. Skuteczności zabrakło również Kamilowi Jóźwiakowi, który pomylił się pod bramką GKS. Podobnie Jesus Imaz w 41 minucie, który uderzył z pola karnego wysoko nad bramką. Minutę później celnie spróbował Cezary Polak, jednak nie sprawił wielu kłopotów bramkarzowi. Kiedy wydawało się, że na przerwę zejdziemy przy bezbramkowym remisie GKS wyszedł na prowadzenie. Cezary Polak wyrzucił z autu piłkę do Andego Pelmarda, a ten wycofał ją do Miłosza Piekutowskiego. Młodemu bramkarzowi przy przyjęciu odskoczyła futbolówka i po przejęciu jej przez Marcela Wędrychowskiego, Bartosz Nowak dopełnił formalności.

Już w trzy minuty po wznowieniu drugiej połowy celnie uderzał Bartosz Mazurek, ale bramkarz GKS-u był na posterunku. W odpowiedzi gracze z Katowic podwyższyli na 2-0. Po asyście Nowaka na listę strzelców wpisał się Ilya Shkurin. W 53 minucie w dogodnej sytuacji Alex Pozo uderzył (podawał?) niecelnie. Przed upływem godziny gry Trener Adrian Siemienic zdecydował się na wprowadzenie czterech zawodników. Jagiellonia coraz bardziej naciskała, wydawało się, że bramka jest kwestią czasu. W 81 minucie stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Afimico Pululu wprowadzony w miejsce Greka. Nasz napastnik zrehabilitował się w 86 minucie po uderzeniu z rzutu karnego, kiedy bezpardonowo przez bramkarza został sfaulowany Alex Pozo. Nadzieja znów rozpłonęła na nowo, ale w doliczonym czasie gry zgasła na dobre. Po dalekim wykopie bramkarza GKS piłkę wprost pod nogi Bartosza Nowaka wybił Bernardo Vital, a ten nie dał szans Miłoszowi Piekutowskiemu. Niedługo później sędzia zakończył spotkanie.

 

jagiellonia.pl – Drachal: Smutna chwila

– Niestety, dzisiaj odpadamy, kończymy w tym sezonie marzenia o Pucharze Polski. Smutna chwila dla nas. Fakt, mieliśmy momenty, w których bardzo kontrolowaliśmy grę i szkoda, że nie padło więcej bramek z naszej strony. Natomiast nie wiem za bardzo, co mogę więcej powiedzieć. Ważne, żebyśmy się po prostu odbili, wyciągnęli wnioski i szli dalej, bo dopiero kończymy rundę i jeszcze cała wiosna przed nami. Ważne, żeby się podnieść i ostatnie cztery mecze dograć do końca i przede wszystkim je wygrać – powiedział po porażce w Katowicach Dawid Drachal.

Czy tę porażkę można tłumaczyć zmęczeniem? – Myślę, że nie powinniśmy iść w tę stronę i szukać wytłumaczeń. Puchar to takie rozgrywki, gdzie jest jeden mecz: albo idziesz dalej, albo odpadasz. My dzisiaj niestety odpadliśmy. Co do statystyki, że Jagiellonia od 2018 roku nie potrafiła wygrać z klubem z Ekstraklasy w Pucharze, to jedyne, co mogę powiedzieć, to że szkoda, iż nie udało się tego dziś przełamać.

[…] Mimo kontroli jest porażka. – Uważam, że kontrolowaliśmy właściwie cały mecz. GieKSa tak naprawdę wykorzystała nasze błędy, strzelając trzy bramki po sytuacjach, których mogliśmy uniknąć i które zwykle unikamy. Na pewno będziemy musieli wyciągnąć z tego wnioski. Co do błędu Miłosza, mogę powiedzieć, że to młody bramkarz, a wcześniejsze mecze miał na naprawdę znakomitym poziomie. Każdemu zdarza się popełnić błąd i ważne, żeby się teraz nie podłamywał – oznajmił pomocnik.

 

weszlo.com – GKS Katowice uczcił Barbórkę! Pierwszy ćwierćfinał od 21 lat

4 grudnia to w Polsce Barbórka, czyli tradycyjne górnicze święto, wyjątkowe dla GKS-u Katowice. Obejrzeliśmy więc specjalną przedmeczową oprawę Orkiestry Dętej Polskiej Grupy Górniczej, a na koniec piłkarskie świętowanie po zwycięstwie 3:1 z Jagiellonią. Chociaż zespół Rafała Góraka nie miał za wiele jakościowych okazji, to był skuteczny. Mocno pomógł w tym Miłosz Piekutowski, który sam takową szansę sprezentował, popełniając „babola”.

Adrian Siemieniec dał odpocząć kilku ważnym graczom.

[…] Siemieniec musiał ratować się największymi gwiazdami, gdy przegrywał 0:2. Do 60. minuty dokonał aż czterech roszad, a w 66. zaryzykował i… wykorzystał ostatnią zmianę. Wpuścił Oskara Pietuszewskiego, Afimico Pululu czy Bartłomieja Wdowika. Wyglądało to już boiskowo dużo lepiej, ale dało tylko bramkę kontaktową (na chwilę) i Jagiellonia odpadła z Pucharu Polski na etapie ćwierćfinału.

GKS ma co świętować! Po 21 latach znów jest w ćwierćfinale Pucharu Polski. Ostatnio do takiego etapu dotarł bardzo dawno temu – w sezonie 2003/04.

[…] W 1/8 finału Pucharu Polski połowę par stworzyły zespoły z Ekstraklasy. To starcie było właśnie takim ostatnim. W 20 pierwszych minutach oba zespoły raczej się „badały”, ale stworzyły po jednej dobrej szansie. Jesus Imaz oddał „no look shoot” z piętki, ale z linii wybił piłkę Marcin Wasielewski. Bardziej mógł żałować Ilja Szkurin, który wślizgiem zamykał akcję po podaniu od Marcela Wędrychowskiego. Chyba niepotrzebnie próbował prawą nogą, zamiast lewą.

Jagiellonia zaczynała się już trochę rozkręcać. Coraz bardziej dominowała, czuła się z każdą minutą pewniej, a realizator zaprezentował statystykę strzałów: siedem do dwóch dla gości. Jaga wciągała GKS na własną połowę, grała bardzo odważnie i często w ataku pozycyjnym wykorzystywała Miłosza Piekutowskiego. Długo zachowywał zimną krew.

I kiedy oba zespoły raczej już szykowały się na zejście do przerwy, to rezerwowy golkiper Jagiellonii nawalił. Tak bardzo chwalony był za mecz z RC Strasbourg, świetnie zastępował kontuzjowanego Sławomira Abramowicza. Jeden moment nieuwagi wystarczył, żeby popełnił kosztowny błąd.

Bartosz Nowak nie miał najmniejszych problemów, by trafić na 1:0. Kompletnie niespodziewane prowadzenie do przerwy. Prezent od bramkarza „nakręcił” dodatkowo gospodarzy.

GKS szybko ustawił sobie mecz, bo już w 51. minucie Ilja Szkurin podwyższył prowadzenie. Rozgniewało to Adriana Siemieńca, który dokonał wspomnianych wyżej pięciu zmian. Rzeczywiście Jaga mocniej docisnęła śrubę.

Raz Alex Pozo zdenerwował kolegów, bo posłał takie ni to podanie, ni strzał i podjął złą decyzję. Innym razem Dawid Drachal próbował z główki. Goście nabijali punkty do statystyk, cisnęli. Kiedy Afimico Pululu zmarnował „setkę” w 81. minucie, pudłując w banalnej sytuacji, w której po prostu musiał dołożyć nogę, można było pomyśleć, że bogowie Pucharu Polski nie są tego dnia po stronie Jagiellonii. Kolejna rzecz nie po myśli gości – gdyby Alan Czerwiński wyleciał z boiska po faulu na Pululu, to nie mógłby mieć pretensji. Chwilę wcześniej dostał „żółtko” za pyskówki. Sędzia go jednak oszczędził.

Bogowie pucharowi tylko na chwilę uśmiechnęli się do Jagi, gdy Rafał Strączek wyszedł z bramki i znokautował Alexa Pozo. Decyzja? Rzut karny, który na bramkę zamienił Afimico Pululu. Trzymając się naszej narracji – później bogowie znowu wystawili język zespołowi Siemieńca, tym razem bardzo brutalnie. Boleśnie…

Gości dobił jeszcze Bartosz Nowak, który skończył mecz z dubletem i asystą i został absolutnym bohaterem wieczoru. Było jasne, że to koniec Jagiellonii, ale dostała jeszcze jeden cios w podbrzusze. Nokautujący. I nie chodzi wcale o żadnego ośmieszającego gola. Oskar Pietuszewski wpadł na Wasielewskiego i coś mu się wyraźnie stało w nogę. Opuszczał boisko zalany łzami… w zasadzie ledwo szedł. To chyba większy problem niż odpadnięcie z Pucharu Polski.

 

radio.bialystok.pl – Jagiellonia Białystok odpada z Pucharu Polski

[…] Jedyny gol w pierwszej połowie padł tuż przed zejściem piłkarzy do szatni. Bramkarz Miłosz Piekutowski był naciskany przez rywali, stracił piłkę, a gola – do praktycznie pustej bramki – strzelił Bartosz Nowak.

Pierwsza połowa była dosyć wyrównana. Najgroźniejszą akcję żółto-czerwoni przeprowadzili w 16. minucie. Jesus Imaz z kilku metrów uderzał piłkę „piętką” tyłem do bramki, ale futbolówka nie wpadła do siatki.

Kilka minut później gospodarze również zagrozili bramce Jagiellonii. Akcję GKS-u zamykał z lewej strony pola karnego Ilya Shkuryn, ale piłka po jego strzale przeleciała tuż obok słupka.

Gospodarze strzelili gola tuż przed przerwą i po 45. minutach prowadzili 1:0.

W 51. minucie gospodarze prowadzili już 2:0, a gola strzelił Shkuryn.

W końcówce meczu Jagiellonia przycisnęła rywali i to się opłaciło, bo w 85. minucie strzeliła kontaktowego gola. Żółto-czerwoni mieli rzut karny, którego na gola zamienił Afimico Pululu.

Sędzia doliczył sześć minut do meczu, białostoczanie rozpaczliwie atakowali, ale gola – po kontrze – strzelili gospodarze. Bramkę zdobył Bartosz Nowak i przypieczętował awans GKS-u do ćwierćfinału Pucharu Polski.

Mecz, z racji przypadającej w czwartek Barbórki, był dedykowany górnikom. Przed spotkaniem i w przerwie przygrywała kibicom górnicza orkiestra dęta, a piłkarzy obu drużyny wyprowadziła eskorta złożona z ubranych w galowe mundury byłych i obecnych pracowników kopalń.

 

wkatowicach.eu – GKS Katowice wygrywa z Jagiellonią Białystok w 1/8 Pucharu Polski

[…] Mecz wypadł w Barbórkę, dlatego klub o górniczych tradycjach nie mógł o tym zapomnieć. Spotkaniu towarzyszyła więc specjalna oprawa. Kibice mieli okazję usłyszeć Reprezentacyjną Orkiestrę Dętą Polskiej Grupy Górniczej pod dyrekcją Grzegorza Mierzwińskiego.

Orkiestra górnicza zagrzała GieKSę do walki. W pierwszej połowie były okazję, by padły strzały do bramek – zarówno po stronie GKS-u Katowice, jak i Jagiellonii Białystok. Ostatecznie na sam koniec połowy bramkę dla GieKSy strzelił Bartosz Nowak. Druga połowa szła bardziej po myśli GKS-u. lya Shkuryn zdobył gola w 51. minucie. Rywale chcieli dogonić, ale udało wbić się im tylko jedną bramkę. Zrobił to Afimico Pululu w 86. minucie. GieKSa nie była jednak obojętna i w 90. minucie meczu punkt zdobył ponownie Nowak.

 

dziennikzachodni.pl – Piękna Barbórka na Nowej Bukowej. Sześć tysięcy kibiców GKS Katowice zobaczyło pucharowy triumf nad Jagiellonią

Dwadzieścia jeden lat temu GKS Katowice po raz ostatni przedarł się w Pucharze Polski do rund rozgrywanych wiosną. W Barbórkę ten licznik został wreszcie wyzerowany. Zespół Rafała Góraka uszczęśliwił swoich kibiców wygrywając z Jagiellonią Białystok.

Teraz, w drugim sezonie od tego momentu, stanął przed szansą, by po raz pierwszy od rozgrywek 2003/04 przebić się dalej niż do 1/8 Pucharu Polski. Na drodze zespołu Rafała Góraka stanęła Jagiellonia Białystok, a ponieważ mecz rozgrywany był 4 grudnia nie mogło zabraknąć akcentów górniczych. Była więc i orkiestra dęta, i zdjęcia piłkarzy na telebimie w kaskach na tle ściany węgla, i piosenka „Boże jak ja lubię pracować na grubie”. W przerwie natomiast prezes Jagiellonii wręczył z okazji święta piękny okolicznościowy proporczyk swojemu odpowiednikowi w GKS.

Blisko sześć tysięcy kibiców liczyło, że GieKSa wyeliminuje Jagiellonię, z którą miała grać już kilkanaście dni temu na wyjeździe w Ekstraklasie, ale na przeszkodzie stanęło zaśnieżone i niespecjalnie energicznie przygotowywane przez gospodarzy boisko.

Najważniejsze było jednak pucharowe starcie. Obie ekipy postawiły na otwartą grę i widowisko rozgrzewało obserwatorów. Zarówno GKS, jak i Jagiellonia, miały swoje sytuacje strzelecki, jednak ani Jesus Imaz, ani Ilia Szkurin nie potrafili wpakować piłki do siatki. W końcu jednak udało się to, w jedynej doliczonej minucie, Bartoszowi Nowakowi. Lider katowickich strzelców kapitalnie poradził sobie w gąszczu przed bramką, po tym, jak Miłosz Piekutowski fatalnie przyjął piłkę, a Marcel Wędrychowski przytomnie do niej dopadł i oddał właśnie Nowakowi.

Sześć minut po przerwie strzelec gola dorzucił asystę zabawiając się ze Szkurinem między obrońcami Jagiellonii i GieKSa znalazła się już bardzo blisko ćwierćfinału. Goście rzucili się do odrabiania strat, a katowiczanie bywali wciskani we własne pole karne. Sami jednak też potrafili się odgryźć, pamiętając o tym, że najlepszą obroną jest atak. Adrian Siemieniec rzucał do boju najcenniejsze odwody, ale wynik nie ulegał zmianie. Nawet wtedy, gdy Afimico Pululu dostał piłkę trzy metry przed bramką, bo po prostu w nią nie trafił.

W 85 minucie doszło jednak do starcia Rafała Strączka z Alejandro Pozo i Wojciech Myć podyktował rzuty karny. Do piłki podszedł Pululu i przewaga GKS stopniała pomimo mrozu do jednego gola. Sześć doliczonych minut zapowiadało się na ciężką próbę dla obrońców gospodarzy. I rzeczywiście Jagiellonia założyła hokejowy zamek, ale katowiczanie wyrwali się z oblężenia i bohater meczu Bartosz Nowak – przy asyście bramkarza Strączka – załatwił sprawę awansu! Ostatnim akcentem był niepokojący obrazek kontuzjowanego Oskara Pietuszewskiego, który opuścił murawę ze łzami w oczach.

Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się w samo południe w środę 10 grudnia.

 

goal.pl – GKS Katowice z historycznym krokiem. „Długo na to czekałem”

[…] GKS Katowice po trudnych tygodniach na starcie sezonu, wygląda na to, że wrócił już na odpowiednie tory. Tym samym trener Rafał Górak uporał się z letnimi rozstaniami z klubu m.in. z Oskarem Repką i Sebastianem Bergierem. Trójkolorowi w czwartek zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, pokonując w roli gospodarza Jagiellonię Białystok. Na temat potyczki szkoleniowiec katowiczan wypowiedział kilka zdań.

– Zawsze się zastanawiałem, gdzie jest we mnie to coś, że nie potrafimy w pucharowych meczach zrobić kroku dalej. W tym roku zrobiliśmy fajny krok do przodu. Będziemy grali na wiosnę. Na tym szczeblu rozgrywkowym dawno, bardzo dawno nas nie było. Stąd moja ogromna radość i zadowolenie – mówił szkoleniowiec GieKSy w trakcie pomeczowej konferencji prasowej.

[…] W świetnej dyspozycji w szeregach GieKSy jest Bartosz Nowak. Na temat swojego kluczowego zawodnika szkoleniowiec również wypowiedział kilka słów.

– Najlepiej Bartka niczym nie obciążać. On gra dla kibiców, dla was, dla mnie, dla drużyny, i czuć piłkarza, czuć wielką postać w tych rozgrywkach. Niech się cieszy grą, niech pozostanie skromnym i zadowolonym chłopakiem. Mimo doświadczenia na każdym treningu i w każdym meczu wygląda jak chłopak, który świetnie bawi się na boisku. I niech tak zostanie na kolejne lata – powiedział Górak.

 

poranny.pl – Przeważali, atakowali, ale popełniali błędy i odpadli

[…] O porażce Dumy Podlasia zadecydowały fatalne błędy w obronie i zbyt mało konkretów w ataku.

[…] Na pierwszy konkret trzeba było czekać kwadrans. Piłkę w polu karnym gospodarzy otrzymał Jesus Imaz i sprytnie uderzył piętą. Niestety, sprzed linii bramkowej wybili ją katowiccy obrońcy. W rewanżu w idealnej okazji z niewielkiej odległości fatalnie spudłował Ilja Szkurin.

Jaga mocno przycisnęła w końcówce pierwszej połowy, ale ani Cezary Polak, ani Imaz, ani Norbert Wojtuszek nie pokonali Rafała Strączka. Zamiast tego katastrofalny błąd popełnił bramkarz gości Miłosz Piekutowski, oddając rywalom futbolówkę we własnym polu karnym. Bartosz Nowak skorzystał z prezentu i wyprowadził GKS na prowadzenie.

Sytuacja z niedobrej zrobiła się fatalna w 51. minucie, kiedy drugą bramkę dla zespołu ze stolicy Górnego Śląska strzelił Szkurin. Trener Jagi Adrian Siemieniec zareagował zmianami, wpuszczając na boisko Pietuszewskiego, Pululu, a także Sergio Lozano.

Żółto-Czerwoni nie rezygnowali, przeważali, momentami zamykali rywali w ich polu karnym, ale niewiele z tego wynikało. Brakowało albo dokładnego dogrania, albo celnego strzału. Najlepszą sytuację zmarnował w 81. minucie Pululu, pudłując z niewielkiej odległości metrów.

W końcu błąd popełnili też gospodarze. Strączek sfaulował w niezbyt groźnej sytuacji Alejandro Pozo i sędzia Wojciech Myć podyktował rzut karny. Z 11 metrów nie pomylił się Pululu i nadzieje odżyły.

Na krótko, bo w doliczonym czasie gry katowiczanie wyprowadzili atak, skończony celnym strzałem zza pola karnego Nowaka i marzenia Jagi o ćwierćfinale STS Pucharu Polski skończyły się.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga