Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Piękna Barbórka na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania rozgrywanego w ramach 1/8 finału Pucharu Polski GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 3:1 (1:0).

 

jagiellonia.net – Jagiellonia Białystok kończy przygodę z Pucharem Polski

Jagiellonia Białystok przegrała 3-1 z GKS Katowice w ramach 1/8 finału Pucharu Polski i odpadła z rozgrywek. Niestety znów szwankowała skuteczność, a w obronie z naszych błędów skrzętnie skorzystali gospodarze i to oni meldują się w ćwierćfinale rozgrywek o krajowy puchar.

63 procent posiadania piłki, 30 uderzeń na bramkę przeciwnika (z czego 21 celnych), 8 rzutów rożnych. To statystki nie zwycięskiej drużyny, a Jagiellonii w dzisiejszym spotkaniu. Gdyby ktoś oceniał mecz na podstawie samych „twardych danych” zachodziłby w głowę jak to możliwe, że z awansu cieszą się Katowice, a nie Białystok.

Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami, to Jagiellonia prowadziła grę i utrzymywała się częściej przy piłce. W 9 minucie Dimitris Rallis oddał pierwsze niecelne uderzenie na bramkę gospodarzy. Kiedy upływał pierwszy kwadrans gry Bernardo Vital posłał dalekie podanie do Alexa Pozo, a ten wypatrzył w polu karnym Jesusa Imaza. Niestety efektowne uderzenie piętą Hiszpana ustawionego tyłem do bramki bez problemów zostało przejęte przez graczy GKS. W odpowiedzi minimalnie pomylił się Ilya Shkurin. Skuteczności zabrakło również Kamilowi Jóźwiakowi, który pomylił się pod bramką GKS. Podobnie Jesus Imaz w 41 minucie, który uderzył z pola karnego wysoko nad bramką. Minutę później celnie spróbował Cezary Polak, jednak nie sprawił wielu kłopotów bramkarzowi. Kiedy wydawało się, że na przerwę zejdziemy przy bezbramkowym remisie GKS wyszedł na prowadzenie. Cezary Polak wyrzucił z autu piłkę do Andego Pelmarda, a ten wycofał ją do Miłosza Piekutowskiego. Młodemu bramkarzowi przy przyjęciu odskoczyła futbolówka i po przejęciu jej przez Marcela Wędrychowskiego, Bartosz Nowak dopełnił formalności.

Już w trzy minuty po wznowieniu drugiej połowy celnie uderzał Bartosz Mazurek, ale bramkarz GKS-u był na posterunku. W odpowiedzi gracze z Katowic podwyższyli na 2-0. Po asyście Nowaka na listę strzelców wpisał się Ilya Shkurin. W 53 minucie w dogodnej sytuacji Alex Pozo uderzył (podawał?) niecelnie. Przed upływem godziny gry Trener Adrian Siemienic zdecydował się na wprowadzenie czterech zawodników. Jagiellonia coraz bardziej naciskała, wydawało się, że bramka jest kwestią czasu. W 81 minucie stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Afimico Pululu wprowadzony w miejsce Greka. Nasz napastnik zrehabilitował się w 86 minucie po uderzeniu z rzutu karnego, kiedy bezpardonowo przez bramkarza został sfaulowany Alex Pozo. Nadzieja znów rozpłonęła na nowo, ale w doliczonym czasie gry zgasła na dobre. Po dalekim wykopie bramkarza GKS piłkę wprost pod nogi Bartosza Nowaka wybił Bernardo Vital, a ten nie dał szans Miłoszowi Piekutowskiemu. Niedługo później sędzia zakończył spotkanie.

 

jagiellonia.pl – Drachal: Smutna chwila

– Niestety, dzisiaj odpadamy, kończymy w tym sezonie marzenia o Pucharze Polski. Smutna chwila dla nas. Fakt, mieliśmy momenty, w których bardzo kontrolowaliśmy grę i szkoda, że nie padło więcej bramek z naszej strony. Natomiast nie wiem za bardzo, co mogę więcej powiedzieć. Ważne, żebyśmy się po prostu odbili, wyciągnęli wnioski i szli dalej, bo dopiero kończymy rundę i jeszcze cała wiosna przed nami. Ważne, żeby się podnieść i ostatnie cztery mecze dograć do końca i przede wszystkim je wygrać – powiedział po porażce w Katowicach Dawid Drachal.

Czy tę porażkę można tłumaczyć zmęczeniem? – Myślę, że nie powinniśmy iść w tę stronę i szukać wytłumaczeń. Puchar to takie rozgrywki, gdzie jest jeden mecz: albo idziesz dalej, albo odpadasz. My dzisiaj niestety odpadliśmy. Co do statystyki, że Jagiellonia od 2018 roku nie potrafiła wygrać z klubem z Ekstraklasy w Pucharze, to jedyne, co mogę powiedzieć, to że szkoda, iż nie udało się tego dziś przełamać.

[…] Mimo kontroli jest porażka. – Uważam, że kontrolowaliśmy właściwie cały mecz. GieKSa tak naprawdę wykorzystała nasze błędy, strzelając trzy bramki po sytuacjach, których mogliśmy uniknąć i które zwykle unikamy. Na pewno będziemy musieli wyciągnąć z tego wnioski. Co do błędu Miłosza, mogę powiedzieć, że to młody bramkarz, a wcześniejsze mecze miał na naprawdę znakomitym poziomie. Każdemu zdarza się popełnić błąd i ważne, żeby się teraz nie podłamywał – oznajmił pomocnik.

 

weszlo.com – GKS Katowice uczcił Barbórkę! Pierwszy ćwierćfinał od 21 lat

4 grudnia to w Polsce Barbórka, czyli tradycyjne górnicze święto, wyjątkowe dla GKS-u Katowice. Obejrzeliśmy więc specjalną przedmeczową oprawę Orkiestry Dętej Polskiej Grupy Górniczej, a na koniec piłkarskie świętowanie po zwycięstwie 3:1 z Jagiellonią. Chociaż zespół Rafała Góraka nie miał za wiele jakościowych okazji, to był skuteczny. Mocno pomógł w tym Miłosz Piekutowski, który sam takową szansę sprezentował, popełniając „babola”.

Adrian Siemieniec dał odpocząć kilku ważnym graczom.

[…] Siemieniec musiał ratować się największymi gwiazdami, gdy przegrywał 0:2. Do 60. minuty dokonał aż czterech roszad, a w 66. zaryzykował i… wykorzystał ostatnią zmianę. Wpuścił Oskara Pietuszewskiego, Afimico Pululu czy Bartłomieja Wdowika. Wyglądało to już boiskowo dużo lepiej, ale dało tylko bramkę kontaktową (na chwilę) i Jagiellonia odpadła z Pucharu Polski na etapie ćwierćfinału.

GKS ma co świętować! Po 21 latach znów jest w ćwierćfinale Pucharu Polski. Ostatnio do takiego etapu dotarł bardzo dawno temu – w sezonie 2003/04.

[…] W 1/8 finału Pucharu Polski połowę par stworzyły zespoły z Ekstraklasy. To starcie było właśnie takim ostatnim. W 20 pierwszych minutach oba zespoły raczej się „badały”, ale stworzyły po jednej dobrej szansie. Jesus Imaz oddał „no look shoot” z piętki, ale z linii wybił piłkę Marcin Wasielewski. Bardziej mógł żałować Ilja Szkurin, który wślizgiem zamykał akcję po podaniu od Marcela Wędrychowskiego. Chyba niepotrzebnie próbował prawą nogą, zamiast lewą.

Jagiellonia zaczynała się już trochę rozkręcać. Coraz bardziej dominowała, czuła się z każdą minutą pewniej, a realizator zaprezentował statystykę strzałów: siedem do dwóch dla gości. Jaga wciągała GKS na własną połowę, grała bardzo odważnie i często w ataku pozycyjnym wykorzystywała Miłosza Piekutowskiego. Długo zachowywał zimną krew.

I kiedy oba zespoły raczej już szykowały się na zejście do przerwy, to rezerwowy golkiper Jagiellonii nawalił. Tak bardzo chwalony był za mecz z RC Strasbourg, świetnie zastępował kontuzjowanego Sławomira Abramowicza. Jeden moment nieuwagi wystarczył, żeby popełnił kosztowny błąd.

Bartosz Nowak nie miał najmniejszych problemów, by trafić na 1:0. Kompletnie niespodziewane prowadzenie do przerwy. Prezent od bramkarza „nakręcił” dodatkowo gospodarzy.

GKS szybko ustawił sobie mecz, bo już w 51. minucie Ilja Szkurin podwyższył prowadzenie. Rozgniewało to Adriana Siemieńca, który dokonał wspomnianych wyżej pięciu zmian. Rzeczywiście Jaga mocniej docisnęła śrubę.

Raz Alex Pozo zdenerwował kolegów, bo posłał takie ni to podanie, ni strzał i podjął złą decyzję. Innym razem Dawid Drachal próbował z główki. Goście nabijali punkty do statystyk, cisnęli. Kiedy Afimico Pululu zmarnował „setkę” w 81. minucie, pudłując w banalnej sytuacji, w której po prostu musiał dołożyć nogę, można było pomyśleć, że bogowie Pucharu Polski nie są tego dnia po stronie Jagiellonii. Kolejna rzecz nie po myśli gości – gdyby Alan Czerwiński wyleciał z boiska po faulu na Pululu, to nie mógłby mieć pretensji. Chwilę wcześniej dostał „żółtko” za pyskówki. Sędzia go jednak oszczędził.

Bogowie pucharowi tylko na chwilę uśmiechnęli się do Jagi, gdy Rafał Strączek wyszedł z bramki i znokautował Alexa Pozo. Decyzja? Rzut karny, który na bramkę zamienił Afimico Pululu. Trzymając się naszej narracji – później bogowie znowu wystawili język zespołowi Siemieńca, tym razem bardzo brutalnie. Boleśnie…

Gości dobił jeszcze Bartosz Nowak, który skończył mecz z dubletem i asystą i został absolutnym bohaterem wieczoru. Było jasne, że to koniec Jagiellonii, ale dostała jeszcze jeden cios w podbrzusze. Nokautujący. I nie chodzi wcale o żadnego ośmieszającego gola. Oskar Pietuszewski wpadł na Wasielewskiego i coś mu się wyraźnie stało w nogę. Opuszczał boisko zalany łzami… w zasadzie ledwo szedł. To chyba większy problem niż odpadnięcie z Pucharu Polski.

 

radio.bialystok.pl – Jagiellonia Białystok odpada z Pucharu Polski

[…] Jedyny gol w pierwszej połowie padł tuż przed zejściem piłkarzy do szatni. Bramkarz Miłosz Piekutowski był naciskany przez rywali, stracił piłkę, a gola – do praktycznie pustej bramki – strzelił Bartosz Nowak.

Pierwsza połowa była dosyć wyrównana. Najgroźniejszą akcję żółto-czerwoni przeprowadzili w 16. minucie. Jesus Imaz z kilku metrów uderzał piłkę „piętką” tyłem do bramki, ale futbolówka nie wpadła do siatki.

Kilka minut później gospodarze również zagrozili bramce Jagiellonii. Akcję GKS-u zamykał z lewej strony pola karnego Ilya Shkuryn, ale piłka po jego strzale przeleciała tuż obok słupka.

Gospodarze strzelili gola tuż przed przerwą i po 45. minutach prowadzili 1:0.

W 51. minucie gospodarze prowadzili już 2:0, a gola strzelił Shkuryn.

W końcówce meczu Jagiellonia przycisnęła rywali i to się opłaciło, bo w 85. minucie strzeliła kontaktowego gola. Żółto-czerwoni mieli rzut karny, którego na gola zamienił Afimico Pululu.

Sędzia doliczył sześć minut do meczu, białostoczanie rozpaczliwie atakowali, ale gola – po kontrze – strzelili gospodarze. Bramkę zdobył Bartosz Nowak i przypieczętował awans GKS-u do ćwierćfinału Pucharu Polski.

Mecz, z racji przypadającej w czwartek Barbórki, był dedykowany górnikom. Przed spotkaniem i w przerwie przygrywała kibicom górnicza orkiestra dęta, a piłkarzy obu drużyny wyprowadziła eskorta złożona z ubranych w galowe mundury byłych i obecnych pracowników kopalń.

 

wkatowicach.eu – GKS Katowice wygrywa z Jagiellonią Białystok w 1/8 Pucharu Polski

[…] Mecz wypadł w Barbórkę, dlatego klub o górniczych tradycjach nie mógł o tym zapomnieć. Spotkaniu towarzyszyła więc specjalna oprawa. Kibice mieli okazję usłyszeć Reprezentacyjną Orkiestrę Dętą Polskiej Grupy Górniczej pod dyrekcją Grzegorza Mierzwińskiego.

Orkiestra górnicza zagrzała GieKSę do walki. W pierwszej połowie były okazję, by padły strzały do bramek – zarówno po stronie GKS-u Katowice, jak i Jagiellonii Białystok. Ostatecznie na sam koniec połowy bramkę dla GieKSy strzelił Bartosz Nowak. Druga połowa szła bardziej po myśli GKS-u. lya Shkuryn zdobył gola w 51. minucie. Rywale chcieli dogonić, ale udało wbić się im tylko jedną bramkę. Zrobił to Afimico Pululu w 86. minucie. GieKSa nie była jednak obojętna i w 90. minucie meczu punkt zdobył ponownie Nowak.

 

dziennikzachodni.pl – Piękna Barbórka na Nowej Bukowej. Sześć tysięcy kibiców GKS Katowice zobaczyło pucharowy triumf nad Jagiellonią

Dwadzieścia jeden lat temu GKS Katowice po raz ostatni przedarł się w Pucharze Polski do rund rozgrywanych wiosną. W Barbórkę ten licznik został wreszcie wyzerowany. Zespół Rafała Góraka uszczęśliwił swoich kibiców wygrywając z Jagiellonią Białystok.

Teraz, w drugim sezonie od tego momentu, stanął przed szansą, by po raz pierwszy od rozgrywek 2003/04 przebić się dalej niż do 1/8 Pucharu Polski. Na drodze zespołu Rafała Góraka stanęła Jagiellonia Białystok, a ponieważ mecz rozgrywany był 4 grudnia nie mogło zabraknąć akcentów górniczych. Była więc i orkiestra dęta, i zdjęcia piłkarzy na telebimie w kaskach na tle ściany węgla, i piosenka „Boże jak ja lubię pracować na grubie”. W przerwie natomiast prezes Jagiellonii wręczył z okazji święta piękny okolicznościowy proporczyk swojemu odpowiednikowi w GKS.

Blisko sześć tysięcy kibiców liczyło, że GieKSa wyeliminuje Jagiellonię, z którą miała grać już kilkanaście dni temu na wyjeździe w Ekstraklasie, ale na przeszkodzie stanęło zaśnieżone i niespecjalnie energicznie przygotowywane przez gospodarzy boisko.

Najważniejsze było jednak pucharowe starcie. Obie ekipy postawiły na otwartą grę i widowisko rozgrzewało obserwatorów. Zarówno GKS, jak i Jagiellonia, miały swoje sytuacje strzelecki, jednak ani Jesus Imaz, ani Ilia Szkurin nie potrafili wpakować piłki do siatki. W końcu jednak udało się to, w jedynej doliczonej minucie, Bartoszowi Nowakowi. Lider katowickich strzelców kapitalnie poradził sobie w gąszczu przed bramką, po tym, jak Miłosz Piekutowski fatalnie przyjął piłkę, a Marcel Wędrychowski przytomnie do niej dopadł i oddał właśnie Nowakowi.

Sześć minut po przerwie strzelec gola dorzucił asystę zabawiając się ze Szkurinem między obrońcami Jagiellonii i GieKSa znalazła się już bardzo blisko ćwierćfinału. Goście rzucili się do odrabiania strat, a katowiczanie bywali wciskani we własne pole karne. Sami jednak też potrafili się odgryźć, pamiętając o tym, że najlepszą obroną jest atak. Adrian Siemieniec rzucał do boju najcenniejsze odwody, ale wynik nie ulegał zmianie. Nawet wtedy, gdy Afimico Pululu dostał piłkę trzy metry przed bramką, bo po prostu w nią nie trafił.

W 85 minucie doszło jednak do starcia Rafała Strączka z Alejandro Pozo i Wojciech Myć podyktował rzuty karny. Do piłki podszedł Pululu i przewaga GKS stopniała pomimo mrozu do jednego gola. Sześć doliczonych minut zapowiadało się na ciężką próbę dla obrońców gospodarzy. I rzeczywiście Jagiellonia założyła hokejowy zamek, ale katowiczanie wyrwali się z oblężenia i bohater meczu Bartosz Nowak – przy asyście bramkarza Strączka – załatwił sprawę awansu! Ostatnim akcentem był niepokojący obrazek kontuzjowanego Oskara Pietuszewskiego, który opuścił murawę ze łzami w oczach.

Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się w samo południe w środę 10 grudnia.

 

goal.pl – GKS Katowice z historycznym krokiem. „Długo na to czekałem”

[…] GKS Katowice po trudnych tygodniach na starcie sezonu, wygląda na to, że wrócił już na odpowiednie tory. Tym samym trener Rafał Górak uporał się z letnimi rozstaniami z klubu m.in. z Oskarem Repką i Sebastianem Bergierem. Trójkolorowi w czwartek zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, pokonując w roli gospodarza Jagiellonię Białystok. Na temat potyczki szkoleniowiec katowiczan wypowiedział kilka zdań.

– Zawsze się zastanawiałem, gdzie jest we mnie to coś, że nie potrafimy w pucharowych meczach zrobić kroku dalej. W tym roku zrobiliśmy fajny krok do przodu. Będziemy grali na wiosnę. Na tym szczeblu rozgrywkowym dawno, bardzo dawno nas nie było. Stąd moja ogromna radość i zadowolenie – mówił szkoleniowiec GieKSy w trakcie pomeczowej konferencji prasowej.

[…] W świetnej dyspozycji w szeregach GieKSy jest Bartosz Nowak. Na temat swojego kluczowego zawodnika szkoleniowiec również wypowiedział kilka słów.

– Najlepiej Bartka niczym nie obciążać. On gra dla kibiców, dla was, dla mnie, dla drużyny, i czuć piłkarza, czuć wielką postać w tych rozgrywkach. Niech się cieszy grą, niech pozostanie skromnym i zadowolonym chłopakiem. Mimo doświadczenia na każdym treningu i w każdym meczu wygląda jak chłopak, który świetnie bawi się na boisku. I niech tak zostanie na kolejne lata – powiedział Górak.

 

poranny.pl – Przeważali, atakowali, ale popełniali błędy i odpadli

[…] O porażce Dumy Podlasia zadecydowały fatalne błędy w obronie i zbyt mało konkretów w ataku.

[…] Na pierwszy konkret trzeba było czekać kwadrans. Piłkę w polu karnym gospodarzy otrzymał Jesus Imaz i sprytnie uderzył piętą. Niestety, sprzed linii bramkowej wybili ją katowiccy obrońcy. W rewanżu w idealnej okazji z niewielkiej odległości fatalnie spudłował Ilja Szkurin.

Jaga mocno przycisnęła w końcówce pierwszej połowy, ale ani Cezary Polak, ani Imaz, ani Norbert Wojtuszek nie pokonali Rafała Strączka. Zamiast tego katastrofalny błąd popełnił bramkarz gości Miłosz Piekutowski, oddając rywalom futbolówkę we własnym polu karnym. Bartosz Nowak skorzystał z prezentu i wyprowadził GKS na prowadzenie.

Sytuacja z niedobrej zrobiła się fatalna w 51. minucie, kiedy drugą bramkę dla zespołu ze stolicy Górnego Śląska strzelił Szkurin. Trener Jagi Adrian Siemieniec zareagował zmianami, wpuszczając na boisko Pietuszewskiego, Pululu, a także Sergio Lozano.

Żółto-Czerwoni nie rezygnowali, przeważali, momentami zamykali rywali w ich polu karnym, ale niewiele z tego wynikało. Brakowało albo dokładnego dogrania, albo celnego strzału. Najlepszą sytuację zmarnował w 81. minucie Pululu, pudłując z niewielkiej odległości metrów.

W końcu błąd popełnili też gospodarze. Strączek sfaulował w niezbyt groźnej sytuacji Alejandro Pozo i sędzia Wojciech Myć podyktował rzut karny. Z 11 metrów nie pomylił się Pululu i nadzieje odżyły.

Na krótko, bo w doliczonym czasie gry katowiczanie wyprowadzili atak, skończony celnym strzałem zza pola karnego Nowaka i marzenia Jagi o ćwierćfinale STS Pucharu Polski skończyły się.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga