Felietony
Nie chciało wam się, to niech wam się k… zachce!
Najchętniej to bym pieprznął tym wszystkim i nie pisał tego artykułu. Mam lepsze i przyjemniejsze rzeczy do roboty. Na pisanie nie mam najmniejszej ochoty. Ale mam poczucie obowiązku, obowiązku wobec kibiców, którzy odwiedzają naszą stronę, w dużej ilości czytają nasze wypociny. Więc obowiązek trzeba spełnić. Mimo niechęci – z zaangażowaniem. Nie odwalić fuszerki, tylko włożyć w to trochę pracy. I chyba tym różnimy się my kibice, w tym szczególnym kontekście my kibice-redaktorzy, że działamy od wielu lat z niesłabnącym zaangażowaniem. W przeciwieństwie do naszych piłkarzy, którzy jak im się zachce, to się zaangażują i wygrają wysoko mecz, ale jak coś im leciutko nie wyjdzie – to potrafią przejść obok meczu i nie podjąć w ogóle walki. Tak jak we wczorajszym spotkaniu z Sandecją, po którym ręce opadły (zdjęcie do artykułu oddaje sytuację, choć do Jóźwiaka nie mamy pretensji).
Trener Brzęczek oficjalnie mówi na konferencji takie zdania:
Tylko ostatnie 12-14 minut to był moment, w którym było widać zaangażowanie, agresję i chęć.
Jako całość nie podjęliśmy agresywnej gry.
Zabrakło ognia i nie było widać, że walczymy o ważne trzy punkty i awans do ekstraklasy.
Nie mieści się to w głowie. Zawodnicy mają w Katowicach jak pączki w maśle. Mieli wszystko, aby przygotować się do sezonu. Spartaczyli już tyle meczów na wiosnę, że w głowie się nie mieści, a kibice nie tylko nie odwracają się, nie rezygnują z dopingu, ale wręcz tak nakręcają mecz z liderem, że mamy rekordową frekwencję na wiosnę i doping, jakiego Bukowa dawno nie widziała. I co?
I im się tak po prostu KURWA nie chce.
Idzie się pochlastać. Nie będę już analizować tych wszystkich kwestii związanych z presją. Ogóry notorycznie nas ogrywają i oni jakoś nie skarżą się na rąbek w spódnicy, tylko realizują taktykę nakreśloną przez trenera i nas „murowanego kandydata” (ech…) pokonują bez większego problemu.
Niech was ta presja zżera, ale pokażcie przynajmniej, że wam się chce. Tak jak trener mówi, gra rozpoczęła się dopiero od utraty bramki. Wcześniej to była nieudolna imitacja udziału w meczu. Rozumiem, że gra może się nie układać, ale czasem miało się wrażenie, że trzydziesty metr od bramki rywala jest dla nas czymś nieosiągalnym. Nie z powodu niemocy, tylko braku podejmowania prób.
Pięć razy w tej rundzie mogliśmy być liderem i za każdym razem to było spieprzone. Dzięki porażkom rywali nadal byliśmy w czubie. I znów mieliśmy okazję, żeby mimo wszystko na ostatnie mecze postawić się w bardzo komfortowej sytuacji. Wygrywając, mielibyśmy trzy punkty przewagi, a przede wszystkim wyprzedzilibyśmy Zagłębie. I znów przegraliśmy.
My nawet nie umiemy zremisować jednego ważnego meczu. Z czym do ludzi? Zagłębie, Podbeskidzie, Miedź, Sandecja. Cztery kluczowe mecze i cztery razy w dupę. Trener znowu bajki opowiada, że w meczach na Bukowej byliśmy zawsze dużo lepsi od przeciwników. Mydlenia oczu ciąg dalszy. Faktem jednak jest, że poprzednie mecze nie były tak tragiczne, jak ten z Sandecją, ale tamte nue były wcale dobre.
Głównie winę ponoszą za ten mecz piłkarze, ale w dużej mierze także trener. Ktoś na Forum GieKSy napisał, że gdyby na boisko wybiegał skład ustalany właśnie przez kibiców na tymże forum, to GKS osiągałby lepsze wyniki. Takie głupie? Wydaje się wielce prawdopodobne! Co kieruje trenerem, że wybiera tak dziwaczne rozwiązania – nie wiemy. Oczywiście możemy rzucać sloganami, że „to on widzi ich na treningach”. Wyniki jednak niestety tych decyzji personalnych nie bronią. Można szkoleniowcowi zarzucić co najmniej kilka rzeczy:
1) Promowanie statysty Goncerza – zawodnik gra jak emeryt, nie biega tak szybko, jak kiedyś, nie walczy, nie doskakuje, nie robi pressingu, gdy się frustruje to bezsensowne fauluje, w końcu popełnia karygodne błędy techniczne, na kontry bramkowe dla rywali
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

tombotleg
13 maja 2017 at 11:20
Esencja tematu Panie Shellu, mają 4 mecze na totalną rehabilitację wraz z trenerem, potrzebujemy kompletu pkt., za to im płacą.
polo
13 maja 2017 at 11:45
NIE CHCĄ AWANSOWAĆ ! GONCERZ to robi perfidnie ! nie chce strzelać, nawet się nie stara !!! Czerwinski to samo. cien zawodnika którego mielismy niedawno ! K… mać Gieksa grac , ale wszyscy pod szatnie !!!!
Wywalcie wreszcie tego GONCERZA !
Stefan
13 maja 2017 at 11:52
Napisane w miarę ,brakuje tylko Twojej oceny sytuacji jeśli chodzi o przygotowanie do rundy Shellu? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat ?oraz czy będzie awans czy nie ,czy Brzeczeku na zostać na kolejny rok?Jak dla Mnie nie ma takiej możliwości!!
lukasz
13 maja 2017 at 12:01
Ile juz mieli drugich, trzecich, piatych szans ? Takiego sezonu nie potrafia wykorzystac do rehabilitacji ? Noz kurwa. Jak napisal Shellu, to jest kuriozum na skale wrecz miedzygalaktyczna, zeby z taka gra po 30 kolejkach i z 4 pkt zdobytymi u siebie liczyc sie w walce o awans. To jest niemozilwe i wydaje mi sie ze pilkarze sa tym mocno zdziwieni, bo kurwa robia co moga a tu huja dalej sie licza w grze. Kurwa i tak pewnie tego nie czytacie bo macie to w dupie, ale przypomnijcie sobie jak kiedys na placu za bajtla graliscie i zrobilibyscie wszystko zeby wygrac z kolegami, ze mozna sie bylo pokroic za to byle tylko rywal nie wygral. Kurwa macie w nogach taka mozliwosc zeby w koncu zaistniec w tej pilce awansowac i grac z najlepszymi w tym kraju. DAJCIE SOBIE KURWA MAC SZANSE !!! I NAM KIBICOM TROCHE RADOSCI !!!
Bartolo
13 maja 2017 at 12:03
Nie zgadzam się!Wszystko leci na trenera i piłkarzy,a to są tylko kozły ofiarne.Oni się godzą z taką rolą(dobra kasa,więc trochę poimprowizujemy).
Całe zło to ludzie zarządzający naszym klubem. O tym w artykule ani słowa!
To te sk….decydują o tym jak drużyna ma grać.Po sezonie kozłów ofiarnych się wymieni,lud będzie zadowolony i dalej w kółko to samo,a głowa zostanie ta sama.Całe zło tego klubu to jego władze!Dopóki ci ludzie będą zarządzać tym klubem to NIC się nie zmieni.Władze klubu nie chcą awansu i kukiełki trener i piłkarzyki to realizują.Jak to powiedział ktoś światły wieki temu zło istnieje dopóty,dopóki dobrzy ludzie nic z tym nie zrobią.Więc Bracia zostawcie trenera i graczy a skupcie się głowie tego burdelu.Wiecie,co macie robić…..
Irishman
13 maja 2017 at 12:15
Szacun Shellu, że potrafisz się przemóc i ciągle to komentujesz, a jeszcze większy za to, ze potrafisz powstrzymać ostra słowa!!!
Ja już nie potrafię!
pzdr
Wkurzony z Centrum
13 maja 2017 at 12:15
Shellu za trenera! Nie chce sie grac-to wypierdalac!
Krotka piłka-gryź kurwa trawe a jak jestes leser i obibok to won!!!
To sa KATOWICE a nie jakas wiocha!!!
kibic bce
13 maja 2017 at 12:47
Shellu szacun.
Rob papiery na trenera albo kandyduj na prezydenta miasta Katowice(p. Kupa stawia na siate) lub zmien prezesa Cygana na stanowisku ( beben mu rosnie jakmsie patrzy).
Masz nasze poparcie. Zrob porzadek na tym kurwidolku.
Ps. Powinno sie zrobic generalny przeglad jak wyglada trenowanie w naszej Akademii. Od najmlodszego rocznika do najstarszego.
Napierala tez nie ma wynikow to kim my k…., mamy zasilic pierwszy sklad?
Moze tak nasi wylawiacze talentow rusza dupy i poszukaja w nizszych ligach kopaczy co maja jaja a sa tacy.
Przejechalby sie jeden z drugim do Zywca, Bielska, Ozimka, Zdzieszowic, Pniowka.
Byli zawodnicy jak Moskala, Ledwon, Kucz, Wojciechowski pochodzili z malych klubikow a zap.. na boisku jakby grali w finale LM.
Marcin
13 maja 2017 at 12:49
Cześć. Niestety ale miałem okazję oglądać ten ;wyczyn; Gieksy Powiem wam tak zastanówcie się tak na chłodną głowe czy ;TYM; piłkarzom opłaca się awansować? Powiedzcie który z nich ma papiery na granie w ekstraklasie? Chyba tylko Czerwiński. Grałem w Gieksie w latach 90 i wiecie co ….nie wiele się tam zmieniło… szkoda. Jak awansują będę zdziwiony, myślałem że Sandecja zacznie odpuszczać żeby nie awansować a oni chcą !!! TYLKO TYLE !!!
kibic bce
13 maja 2017 at 13:00
Jeszcze Nowak , Kamyk, Lebek.
Daro
13 maja 2017 at 13:02
Cygan i twoje przydupasy, wasze stołki się już mocno chwieją. Dwa lata na awans właśnie dobiegają końca tak jak mocno rozbujane stołki, które za 4 kolejki mogą się obalić.
pita
13 maja 2017 at 13:10
@Marcin …..Marcin Polarz ?
tombotleg
13 maja 2017 at 13:11
Nie wierzę w jakieś teorie spiskowe, jakby odpuszczali to by przegrywali 1:2. 2:3, oni się normalnie blokują w najważniejszych meczach na Bukowej przez Brzęczka, on niema żadnej koncepcji gry, ustawienia, konsekwencji, o selekcji najlepszych graczy nie wspominając, facet jest zagubiony na maksa, te zmiany co robi w 70mincie, wystawianie Goncerza zamiast Mikołaja a wcześniej Prokicia, skrzydła a raczej ich brak, mieszanie ustawień z Fosą raz na boku raz środek na to się nie da patrzeć, jak to można było w tym roku spierdolić, miszin imposible normalnie.
Greg
13 maja 2017 at 13:27
Do Jeszcze prezesa Cygana chopie pokoz choc roz ze mosz jaja są 4 kolejki do końca zróbcie z nim wywiad i niech się określi jakie konsekwencje piłkarzy będą czekać jak nie zrobią awansu bo wy chyba z brzeczkiem ślepi kurwa jestescie jak brzeczek może się nie zgadzać ze goncerz był słabiutki on i praznovsky to jest dramat kurwa ile oni zarabiają
Gregi
13 maja 2017 at 14:15
Od dawna na wszelakich forach kibicowskich pojawiała się teoria spiskowa o tym,że miasto nie chce awansu GieKSy z prostej przyczyny – brak kasy. Lepiej pompować „kilka” baniek niż grube miliony w nowy stadion i całą sportowo-piłkarską otoczkę. Coś w tym jest..Niestety. Brzęczek moim zdaniem nie jest głupi. Jak mu każą tak tobi. A my się wkurwiamy oglądając ultra żenady w wykonaniu naszych grajków w w meczach z ogórkami..
Jarek
13 maja 2017 at 14:53
Do Marcina masz rację ale oprócz Czerwińskiego dołożył bym jeszcze Lebedyńskiego i Kamyka ta trójka całkowicie przerasta resztę.Kilku niełapało bysię nawet w drugiej lidze.
Tom
13 maja 2017 at 15:01
Artykuł jest cały ? Wygląda jakby brakowało części…
Bartolo
13 maja 2017 at 15:45
Sorry,ale dla mnie Shellu siedzi w kieszeni prezesa…
Boss
13 maja 2017 at 17:19
Po pierwsze : w tym klubie rządzą kibice a nie prezes.
Po drugie: absurdem jest porównywanie po nieudanym meczu składu z forum z tym który zagrał. Absurd! Od trenowania jest trener i dobiera zawodników w trakcie tygodnia na podstawie wielu składowych ( przeciwnik, taktyka, treningi, forma, kartki etc.) po sezonie trenera Brzeczka oczywiście rozliczymy, lecz hasla typu gdyby grał skład z forum itp to jakaś komedia, ponieważ przeciwnik tez inaczej gra kiedy druga drużyna wychodzi inaczej personalnie.
Po trzecie: jeden cel czyli ekstraklasa, nie ma ekstraklasy w tym sezonie to jeszcz kilka dobrych lat jej nie będzie. Miasto jako główny udziałowiec może postawić bardziej na siatkówkę czy hokej…
Andrzej
13 maja 2017 at 17:33
Powiem krótko Gks odpuścił grę o awans już od 5 kolejek i tak samo jak inne klubyw czołówce grają aby zakończyć sezon Gratuluję sandecji za wygraną bo chce awansu nieważne że mecze w ekstraklasie będą rozgrywać jako gospodarze 115 km od domu
luk
13 maja 2017 at 17:37
Jeszcze za wcześnie na sądzenie ich . Jeszcze wszystko w grze ale jak na koniec nie będzie awansu to za tyle szans od losu co dostali sie ośmieszą . Piłkarze … albo gwiazdy albo frajerstwo , wszystko zależy od was !
UK
13 maja 2017 at 19:46
Goncerz ława do końca sezonu! Nie došć że dno z przodu to jeszcze brama po jego stracie.
Dawid
13 maja 2017 at 20:26
Witam. Niestety byłem wczoraj na Bukowej i podobnie jak cała reszta obecnych tam kibiców dałem się nabrać, że mamy jeszcze szansę na awans i powalczymy o zwycięstwo. Naprawdę nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale kto był to widział na własne oczy, że ONI TEN MECZ BEZCZELNIE ODPUŚCILI. Nie można inaczej nazwać sytuacji gdy drużyna walcząca o awans nie oddaje w ciągu całego meczu ANI JEDNEGO CELNEGO STRZAŁU (bo bramka Prokicia ze spalonego, a Jóźwiak trafił w poprzeczkę). Sandecja przyjechała naprawdę osłabiona na ten mecz i remis brała w ciemno, a dostali od nas za free 3 pkt. Jest to żenujące ze strony piłkarzy że tak bezczelnie robią kibiców w ciula. Na marginesie mam nadzieję że nie obstawiają chociaż u czeskiego buka jak piłkarze Górnika. Dobrze napisał niżej Łukasz, że zdobycie 4 pkt na wiosnę u siebie jest zastanawiające. Zwróćcie uwagę, że dla niepoznaki przegrywają tylko z dobrymi drużynami, a i tak są pewnie zdziwieni że trzymają się czołówki. W planach mieli pewnie już dawno odpaść z rywalizacji o awans, a tak musza nadal ściemniać. Nie mam już żadnych wątpliwości co wydarzy się dalej – porażka w Zabrzu, wygrana z Kluczborkiem (zeby nie było aż takiej siary), porażka w Grudziądzu i w zależności od tego czy awans będzie jeszcze matematycznie możliwy – wygrana albo remis z Bytovią. Myślę jednak że dwie porażki w czterech ostatnich meczach załatwią sprawę i wszyscy umoczeni w plan pt. „Brak awansu w sezonie 2016/2017” będą w ekstazie.
Igor
13 maja 2017 at 21:32
Dawid dobrze to napisał. Dodam tylko, że wygląda to tak, że „zabezpieczają się” przed awansem przegrywając z wszystkimi kontrkandydatami, aby mieć z nimi niekorzystny bilans bezpośrednich spotkań. No sorry tak to wygląda. Gdyby naprawdę chcieli awansu, to Brzęczek nie byłby trenerem odponad miesiąca, a Goncerz wspierał by rezerwy w IV lidze…
Irishman
13 maja 2017 at 21:34
A, najśmieszniejsze jest to, że nasi rywale także robią wszystko żeby tylko nie awansować. Tak więc za chwilę okaże się, że będziemy musieli oddać punkty Kluczborkowi, żeby przypadkiem nie zrobić tego awansu! 😉 😉 😉
Może mnie ktoś poprawi ale chyba nie było tak popieprzonego sezony w „drugiej klasie rozgrywkowej” w historii polskiej piłki nożnej. Jeśli nasi – trener, piłkarze i oczywiście prezesi tego nie wykorzystają, to proponuję przyznać im tytuły największych frajerów w historii GKS Katowice!
Maks
13 maja 2017 at 21:51
Dobrze piszecie…..oni nie chcą chyba awansować …dzisiejsza wygrana Górnika sprawia że jeśli z nami we wtorek wygrają to oni mają największe szanse na awans….no chyba że też nie chcą ..wolą czekać na przyszły sezon na derby z Ruchem…
tombotleg
13 maja 2017 at 21:54
Do wtorku wstrzymajmy jeszcze nerwy, po meczu z KSG wiele się wyjaśni na czym stoimy albo raczej leżymy.
jurek
14 maja 2017 at 14:43
Zgadzam sie w pelni z Dawidem i Igorem.Gdyby rzeczywiscie mial byc awans to tak jak napisal Igor,Brzeczek od ponad miesiaca nie bylby trenerem. Z Goncerzem tez ma racje. Ale nie rozumie w tym wszystkim jeszcze jednej rzeczy . Po tych wszystkich przegranych meczach nasi podbiegaja podblaszok i dostaja brawa. Za co ?.
SzczekocinyGKS
14 maja 2017 at 16:16
Ja juz dawno o tym pisałem grają mecz jak o utrzymanie a nie o awans.