Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSa-Wisła: Zabójczy kwadrans Wisły Kraków w Katowicach
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Wisła Kraków 1:3 (0:0).
1liga.org – Zwycięski Bruk-Bet, Wisła i GKS Tychy
[…] Podrażnieni porażką w derbach z Zagłębiem Sosnowiec katowiczanie podejmowali niepokonaną w 2023 roku Wisłę Kraków. W 15. minucie przed szansą zapewnienia gospodarzom jednobramkowego prowadzenia stanął Dudziński, jednak piłka minęła słupek. Do przerwy żaden z zespołów nie zdołał znaleźć patentu na defensywę drużyny przeciwnej i do szatni zawodnicy schodzili przy stanie 0:0. Na początku drugiej odsłony zabójczą skutecznością popisał się Luis Fernandez, najpierw piłka po jego centrostrzale znalazła się w świetle bramki a sześć minut później Hiszpan okazał się pewnym egzekutorem jedenastki. Trzeciego gola dla Wisły zdobył Angel Rodado, a bramkę honorową dla katowiczan Jakub Arak.
sportowefakty.wp.pl – Zabójczy kwadrans Wisły Kraków w Katowicach
Wisła Kraków nie zwalnia. Piłkarze Białej Gwiazdy wygrali po raz czwarty z rzędu. Spadkowicz z PKO Ekstraklasy pokonał w Katowicach GKS 3:1, bramki zdobywając w przeciągu piętnastu minut.
Wisła Kraków po trzech wygranych z rzędu w Katowicach marzyła o przedłużeniu serii. Dla GKS-u, który ostatnio przegrał w Sosnowcu, potyczka z Białą Gwiazdą mogła być jedną z ostatnich szans na włączenie się do gry o pierwszą szóstkę.
W 1. połowie niewiele się działo. Drużyny nie były sobie w stanie stworzyć zbyt wielu szans. W 16. minucie uderzał Daniel Dudziński, w bramkę jednak nie trafił. Z kolei w 29. minucie w ostatnim momencie w polu karnym został zablokowany Marko Roginić.
Krakowianie starali się zagrażać gospodarzom po rzutach rożnych, ale brakowało gościom dokładności. Chwilę przed przerwą kolejną okazję dla GieKSy zmarnował Roginić.
Po zmianie stron Wiśle wystarczyło dziewięć minut, aby zapewnić sobie spokój. W 49. minucie dośrodkował Luis Fernandez, Angel Rodado starał się jeszcze skierować piłkę do bramki. Nie dotknął jej, ale piłka i tak znalazła się w bramce zaskoczonego Dawida Kudły.
Pięć minut później Hiszpan podwyższył wynik, wykorzystując rzut karny. Przewinił Daniel Tanżyna, które sfaulował późniejszego egzekutora „jedenastki”. To nie był koniec. W 64. minucie przełamał się Rodado, który uderzeniem głową wykończył precyzyjne dośrodkowanie.
Katowiczanie do gry wrócili pięć minut później. Rezerwowy Jakub Arak uprzedził obrońców i ładnym strzałem zdobył gola. Gospodarze poczuli, że w potyczce jeszcze nie wszystko stracone.
GieKSa szukała kontaktowego gola. Kilka razy pod bramką Mikołaja Biegańskiego zrobiło się niebezpiecznie, ale gospodarzy nie było stać na dogonienie Wisły, która znalazła się w strefie barażowej.
sportdziennik.com – Fernandez jak Żurawski. GieKSa rozbita przez „Białą gwiazdę”
Gospodarzy stać było jedynie na uratowanie honoru. „Hej Górak, gdzie jest ta GieKSa” – niosło się w drugiej połowie z „Blaszoka”.
Na wizytę Wisły czekano w Katowicach prawie dwie dekady. Od połowy lat 90. to rywal ogrywający GieKSę niemal zawsze i wszędzie. To nie zmieniło się mimo tak długiej przerwy od bezpośrednich starć. Przy Bukowej w najgorszych snach przewija się nieraz postać Macieja Żurawskiego, który potrafił zdobyć tu raz i pięć bramek. Dziś „Żurawa” już „Biała gwiazda” nie ma, ale ma w swoich szeregach kata GKS-u.
To Luis Fernandez. Hiszpan strzelił dwa gole w sierpniowym spotkaniu (2:1 dla Wisły), a kolejny dublet dołożył dzisiaj. Najpierw jego dośrodkowanie, mocne, dokładne, prawą nogą i dochodzące do bramki GieKSy, nie zostało przez nikogo przecięte ani przedłużone (najbliżej był Angel Rodado), dlatego zaskoczyło Dawida Kudłę. Potem Fernandez został nieodpowiedzialnie kopnięty w polu karnym przez Daniela Tanżynę i sędzia Jarosław Przybył bez żadnego wahania wskazał na 11. metr, z którego sprawiedliwość wymierzył sam poszkodowany. Szybko zrehabilitował się zatem za niewykorzystanego przed tygodniem karnego z Odrą Opole. Te dwa trafienia Fernandeza dzieliło ledwie 5 minut, na samym początku drugiej połowy. Było niemalże jasne, że losy meczu są przesądzone i GieKSa nie doczeka się pierwszego w 2023 roku zwycięstwa, z kolei krakowianie sięgną po czwarte z rzędu, wskakując do czołowej szóstki.
Prowadzenie Wisły było sprawiedliwe. Kontrolowała grę, zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy piłce, tyle że w pierwszej połowie trafiła na opór mądrze grających katowiczan. Ci bronili się skutecznie, nie dopuszczali do klarownych okazji, a sami czyhali na odbiory, dlatego w polu karnym przeciwnika byli wręcz konkretniejsi. Marko Roginić, dobrze dysponowany Chorwat, zastępujący tym razem na szpicy Jakuba Araka, oddał przed przerwą bodaj cztery strzały. Ten najgroźniejszy zaś padł po jego podaniu, gdy nieznacznie pomylił się Daniel Dudziński. Gospodarze mieli prawo czekać na drugie 45 minut z nadziejami, ale Wisła, mająca w wyjściowym składzie ledwie 3 Polaków (bramkarza Mikołaja Biegańskiego oraz obrońców Igora Łasickiego i Bartosza Jarocha), szybko załatwiła sprawę. Dzięki dwóm bramkom, Fernandez może pochwalić się już piętnastoma, zrównując się z liderem klasyfikacji strzelców Karolem Czubakiem z Arki Gdynia.
Kończąc jeszcze wątek zasług Fernandeza, wspomnijmy o sytuacji z 15. minuty. W środku pola z Hiszpanem starł się Bartosz Jaroszek i wydawało się na podstawie telewizyjnych powtórek, że gdy Fernandez był już w parterze, został przez niego z premedytacją kopnięty, ale sędzia Przybył był innego zdania i nie pokazał Jaroszkowi nawet żółtej kartki,
Gdy w 64. minucie Rodado podwyższył na 0:3 (wrzucał Jaroch), kibice GieKSy zapytali: „Hej Górak, gdzie jest ta GieKSa?!”. Przy Bukowej mimo braku fanatyków gości (odwołanie Wisły od kary jednego meczu zakazu wyjazdowego za zachowanie w Gdyni zostanie rozpatrzone… dopiero wkrótce) czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Sektory A, B i C „Blaszoka” wypełniły się dość szczelnie, ogólnie na trybunach zasiadło ponad 3,5 tysiąca widzów, co jak na katowickie standardy jest wynikiem rzadko ostatnimi czasy spotykanym; zwłaszcza pamiętając o zawieszonym niedawno bojkocie, który jest już przeszłością, tym bardziej zważywszy na zmiany w zarządzie spółki, powołanie nowego wiceprezesa Krzysztofa Nowaka (pewnie inaczej wyobrażał sobie pierwszy mecz piłkarzy w tej roli, a w piątek przegrali też hokeiści…) oraz perspektywę oficjalnego pożegnania prezesa Marka Szczerbowskiego.
Miejscowi fanatycy już w 37. minucie krzyknęli „k… mać, GieKSa grać”, ale mieli też swój moment radości i nadziei. Gdy w 69. minucie Jakub Arak, wprowadzony z ławki, trafił po dośrodkowaniu z prawej strony i złym zachowaniu defensywy Wisły na 1:3, gospodarze jeszcze odżyli. Napędziły ich zmiany, kilka razy w szesnastce krakowian zagotowało się, ale nic konkretnego z tego nie wynikło, dlatego katowiczan po końcowym gwizdku pożegnały pojedyncze gwizdy i męska rozmowa pod „Blaszokiem”.
GKS w poszukiwaniu pierwszego zwycięstwa uda się w przyszłej kolejce do Niepołomic, gdzie zmierzy się z Sandecją Nowy Sącz.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Wisła Kraków 1:3. Luis Fernandez katem katowiczan
[…] Podobnie jak w pierwszym spotkaniu tych drużyn w Krakowie katem katowiczan okazał się Luis Fernandez. Hiszpan znów strzelił GieKSie dwie bramki.
[…] Piłkarze Wisły napędzeni trzema tegorocznymi zwycięstwami od początku meczu na Bukowej ruszyli do ataki i zepchnęli katowiczan do obrony. Krakowianie dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej zagrażali bramce Dawida Kudły. Najgroźniej w polu karnym gospodarzy było po podaniu wzdłuż bramki Luisa Fernandeza, ale nikt z krakowian nie zdążył zamknąć tej akcji. Później z dystansu strzelał David Junca, lecz po rykoszecie piłka przeleciała nad poprzeczką.
Podopieczni trenera Rafała Góraka czekający na swoją pierwszą wygraną w rundzie wiosennej swoich szans szukali w kontrach. Najpierw dobrą okazję miał Daniel Dudziński, ale 20-latek minimalnie chybił celu. Potem trzy razy próbował Marko Roginić. Dwa strzały Chorwata blokowali obrońcy gości, a trzeci trafił w boczną siatkę.
Gospodarze przetrwali I połowę, lecz po przerwie krakowianie zadali decydujące ciosy. Katem katowiczan znów okazał się Luis Fernandez. Hiszpan podobnie jak w pierwszym meczu tych drużyn w Krakowie zdobył dwie bramki.
Najlepszy strzelec Fortuna 1. Ligi najpierw pokonał Kudłę centrostrzałem po nieudanym rzucie rożnym. Chwilę później był faulowany w polu karnym przez Daniela Tanżynę i sam wymierzył sprawiedliwość skutecznie wykonując jedenastkę. Fernandez w tym sezonie zdobył już w lidze 15 bramek.
Trzeciego gola dla krakowian strzelił na Bukowej inny z Hiszpanów grających w drużynie Białej Gwiazdy – Angelo Rodado. Napastnik z pomalowanymi na blond włosami głową posłał piłkę do siatki.
Trener Górak szybko dokonał w swoim zespole pięciu zmian starając się pobudzić swoich zawodników do walki. Katowiczanom udało się zdobyć honorową bramkę. Jej autorem był rezerwowy Jakub Arak. Później GieKSa miała jeszcze kilka okazji, lecz wynik nie uległ już zmianie.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

X
5 marca 2023 at 10:58
Jestem ciekaw co Górak powiedział chłopakom w przerwie.
*panowie mamy dobry wynik, utrzymajmy to i będzie gitowa*
W pierwszej połowie prawie każda piłka zagrana górą, nawet delikatnie podniesiona piłka, prawie na poziomie podania po ziemi zakończona stratą. Kolejny raz wychodzi, że nie potrafimy kontrolować piłki, przyjąć albo zagrać z pierwszej czegos co progresuje grę. Jedynie parę ciekawych akcji w meczu u siebie to nie przystoi klubowi GKS Katowice. Ja tu nie widziałem genu zwycięstwa tylko obsrane portki i grę na zero zero, a potem o jak najmniejszy wpierdol. Akcja z karnym pokazuje, że potrafimy stworzyć gola z niczego dla rywali. Podobnie z rzutu rożnego potrafimy dać akcje dla przeciwników.
Zero pomysłu, jedynie trójkąty grane na bokach, brak zaskoczenia, brak szybkości przy stanie 0:2, bramkarz czekający aż obrońcy rywali ustawią się dobrze w obronie, przy wrzutach z autu 10-15-20 sekund poczekalnia, aby rozegrać jeden z łatwiejszych elementów piłkarskiego rzemiosła…
Przegrywasz to staraj się przechytrzyć rywala, a nie odpoczywaj!
Jak ludzi zachęcić do przyjścia na mecz jak wiekszosc pilkarzy na boisku myśli o tym, żeby wrócić jak najszybciej na plejke
PAVULON
5 marca 2023 at 14:43
ZGADZAM SIE ONI NIEMAJA JAJ PANIENKI W RURECZKACH Z TOREBECZKAMI