Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Katowiczanki wracają na fotel lidera
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki rozegrały kolejne spotkanie ligowe pokonując drużynę Medyka Konin 2:0 (1:0). Najbliższe spotkanie nasza drużyna rozegra na wyjeździe, pierwszego października z Pogonią Tczew. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:00 Piłkarze przegrali swój mecz ligowy z Zagłębiem 0:1 (0:1). Prasówkę na temat tego meczu znajdziecie TUTAJ. Kolejny mecz ligowy nasza drużyna rozegra 22-tego września (piątek) z Lechią, w Gdańsku. Początek spotkania o godzinie 20:30.
Siatkarze przygotowują się do startu rozgrywek PlusLigi, w sobotę i niedzielę zespół rozegrał dwa sparingi: pierwszy z Norwidem Częstochowa, drugi z Resovią Rzeszów. Z Norwidem drużyna przegrała 1:3, w drugim pokonała Resovię 4:0. W najbliższy piątek i sobotę zespół rozegra dwa test-mecze z Projektem Warszawa.
W dwóch rozegranych meczach ligowych hokeiści odnieśli dwa zwycięstwa: z Unią Oświęcim 5:2 oraz z Cracovią Kraków 4:1. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra dwa spotkania, we wtorek z JKH GKS-em Jastrzębie ora z w niedzielę STS-em Sanok. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00 i 17:00.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Katowiczanki wracają na fotel lidera
Do Katowic przyjechała ekipa z Konina. Gospodynie w tym sezonie idą jak burza, mając na swoim koncie komplet punktów. Medyczki borykają się z problemami kadrowymi, a ich forma jest daleka od ideału.
Katowiczanki rozpoczęły mecz bardzo ofensywnie, jednak to medyczki były jako pierwsze bliższe trafienia do bramki GKSu. W 6 minucie po jednej z kontr Grigoria Pouliou próbowała zaskoczyć Kingę Seweryn strzałem z ostrego kąta, ale bramkarka katowickiego zespołu była na posterunku. Odpowiedziała dwukrotnie Aleksandra Nieciąg próbowała zagrozić bramce koninianek, jednak jej strzały minęły bramkę. W 18 minucie sam na sam wyszła Karolina Bednarz, jednak jej strzał obroniła Julia Woźniak. Dwie minuty później Nicola Brzęczek stanęła przed szansą na trafienie, ponownie Woźniak była górą. Mimo dużej przewagi GKS nie potrafił zdobyć bramki. Dopiero w 44 minucie Nicola Brzęczek otwarła wynik meczu. Jej potężny strzał z pola karnego był nie do obrony, a katowiczanki na przerwę schodziły ze skromnym prowadzeniem.
W drugiej połowie meczu obraz meczu się nie zmienił. Zawodniczki z Katowic kontrolowały spotkanie, zawodniczki z Konina starały się kontrować. Trener Karolina Koch zdecydowała się na potrójną zmianę. Na boisku w 61 minucie pojawiły się Aleksandra Lizoń, Dominika Misztal i Anna Konkol, a plac gry opuściły Marlena Hajduk, Aleksandra Nieciąg i Julia Włodarczyk. Dwie minuty do gry Roman Jaszczak desygnował Samanthe Savoy w miejsce Niny Budzyńskiej. Chwilę później za ostre wejście żółtą kartką została zawodniczka Medyka Patrycja Ziemba. W 68 minucie Dżesika Jaszek nie trafiła z 5 metrów do bramki. Anita Turkiewicz w 75 minucie popisała się fantastycznym rajdem i strzałem, który podwyższył wynik na 2:0. Trener Medyka próbując zmienić obraz gry swojego zespołu, na boisko wpuścił Patrycję Sikorę i Liwię Lizik. Pod koniec meczu w barwach GKSu pojawiły się Anna Krakowiak i Oliwia Grzegorczyk. Na podwyższenie wyniku miała szansę Anna Konkol, jednak Julia Woźniak popisała się fenomenalną interwencją, ratując swój zespół przed stratą trzeciej bramki. Katowiczanki wygrywają spotkanie i ponownie zasiadają na fotelu lidera.
SIATKÓWKA
siatka.org – Dwa sparingi katowiczan
Exact Systems Hemarpol Norwid Częstochowa wygrał sparing w Katowicach. W swoim drugim meczu towarzyskim podczas trwającego okresu przygotowawczego beniaminek PlusLigi pokonał GKS Katowice. W piątek częstochowianie triumfowali w czterech setach. W sobotę GKS rozegrał kolejny sparing. Tym razem przeciwnikiem katowiczan była Asseco Resovia Rzeszów. Ten sparing podopieczni trenera Słabego wygrali 4:0.
Otwarcie spotkania było wyrównane. Z czasem za sprawą dobrej gry w obronie i celnym zagrywkom częstochowianie odskoczyli na 14:9. Katowiczanie mieli problem z przełamaniem bloku rywali. Częstochowianie nie dali się wybić z rytmu i wygrali do 18. W drugim secie goście po serii zagrywek Damiana Koguta odskoczyli na 8:5. Głównie za sprawą skutecznej gry Jakuba Szymańskiego katowiczanie starali się odrobić straty. Ta szuka im się jednak nie udała.
Sytuacja odmieniła się w trzecim secie. Trener GKS-u ponownie sięgnął po zmiany. Katowiczanie poprawili skuteczność w polu zagrywki. Gospodarze coraz lepiej punktowali w kontrataku. Raz za razem atakował Marcin Waliński. Zagrywką częstochowianom problemy sprawiali Fenoszyn i Mielczarek. Katowiczanie do końca kontrolowali sytuację i wygrali do 21. Czwarta odsłona była najbardziej wyrównana. Dopiero po bloku na Domagale Norwid wyszedł na prowadzenie 15:13. Mimo starań Damiana Domagały GKS nie zdołał odwrócić biegu tego seta. Blok na Walińskim zamknął sparing.
GKS Katowice – Exact Systems Hemarpol Norwid Częstochowa 1:3 (18:25, 21:25, 25:21, 22:25)
Otwarcie sobotniego sparingu było wyrównane. Z czasem do głosu doszli katowiczanie. As Łukasza Usowicza i blok pozwolił GKS-owi odskoczyć na cztery punkty. W kolejnych akcjach dystans powiększał się i przy stanie 17:10 interweniował trener Medei. Mimo starań rzeszowianie nie zdołali odrobić wszystkich strat. Po ataku Bartłomieja Krulickiego GKS wygrał do 18. W drugim secie lepiej rozpoczęli goście. Wysoka skuteczność w kontratakach katowiczan pozwoliła im szybko odrobić straty. Ręki w ataku nie wstrzymywał Jakub Bucki a gdy dołożył celne zagrywki, odwrócił wynik. Z czasem rzeszowianie zaczęli jednak popełniać błędy, co wykorzystał GKS i wygrał do 21.
W trzeciej odsłonie od początku to gospodarze dyktowali warunki. GKS nie tylko wyprowadzał skuteczne ataki, ale też wywierał presję zagrywką. Do końca to siatkarze z Katowic kontrolowali grę, wygrywając do 17. W dodatkowym secie nie brakowało wyrównanej walki. Po obu stronach siatki pojawiały się skuteczne bloki. Rzeszowianie nie zdołali jednak przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Po ataku Mielczarka GKS wygrał również tę odsłonę.
GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów 4:0 (25:18, 25:21, 25:17, 25:23)
HOKEJ
hokej.net – Mateusz Rompkowski zakończył karierę
Po 18 sezonach gry na taflach ekstraligi karierę zakończył Mateusz Rompkowski. 37-letni obrońca ostatnie dwa sezony spędził w zespole GKS-u Katowice, z którym zdobył dwa złote medale.
Rompkowski jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników występujących w Polskiej Hokej Lidze. Na jej taflach rozegrał 18 sezonów i zdobył osiem medali: cztery złote, trzy srebrne i jeden brązowy. Sięgnął też po dwa Puchary i trzy Superpuchary Polski.
Tytuł mistrzowski świętował dwukrotnie z Comarch Cracovią (2016, 2017) i dwa razy z GKS-em Katowice (2022, 2023).
– Po takich dwóch sezonach z GieKSą można już chyba zakończyć przygodę z hokejem. Nie mam już ciśnienia, by grać i raczej powieszę łyżwy na kołku. Trzeba zrobić miejsce młodszym – powiedział nam wychowanek Stoczniowca Gdańsk.
Mateusz Rompkowski na taflach ekstraligi rozegrał w sumie 883 spotkania, zdobywając w nich 66 bramek i notując 231 asyst. Na ławce kar spędził 528 minut.
W reprezentacji Polski jego licznik zatrzymał się na 153 meczach i 13 golach.
sportdziennik.com – Dojrzałość mistrzów
O wyjazdowym meczu mistrzów kraju z Katowic do Oświęcimia wiele mówiło w ostatnich dniach. Przecież spotykały się dwa zespoły z wysokimi aspiracjami i o wysokich umiejętnościach.
Hokeiści GKS-u pokazali się z dobrej strony, a przede wszystkim wykazali się dojrzałością taktyczną. Potrafili zneutralizować niemal wszystkie atuty gospodarzy, zaś sami byli niezwykle skuteczni pod bramką Linusa Lundina. Już w poprzednim sezonie Hampus Olsson już w poprzednim sezonie pokazał się z dobrej strony i zaskarbił sobie sympatię fanów. Rosły Olsson pozostał w zespole ku chwale GKS-u. Szwed po podaniu Bena Sokaya zdobył inauguracyjną bramkę. Goście mieli inicjatywę i wydawało się, że wszystko było pod ich kontrolą. A tymczasem jeden z obrońców stracił krążek i Sebastian Kowalówka popędził samotnie na bramkę i został faulowany. Karny nie podlegał dyskusji i pewnie go wykonał Szwed Daniel Olsson Trkulja.
Jednak w kolejnej odsłonie goście wyraźnie górowali, a, co najważniejsze, popisali się skutecznością. Zdobyli trzy gole po ładnych akcjach, ale stracili w dość niefrasobliwych okolicznościach zaledwie 12 sek. przed gwizdkiem na przerwę. Postawa gospodarzy wzbudziła zdziwienie, bo to oni mieli dyktować warunki na tafli. A tymczasem sprawiali bojaźliwych i zagubionych. A mistrzowie potrafili tę niemoc wykorzystać. Na 2:28 min trener Unii wycofał bramkarza i 66 sek. Bartosz Fraszko strzałem do pustej bramki ustalił wynik meczu.
Gospodarze, wedle swoich kibiców, zawiedli, bo stworzyli zbyt mało dogodnych sytuacji, po których mogli zaskoczyć rywali i grali dość schematycznie. A tymczasem obrońcy tytułu mistrzowskiego zaimponowali…
hokej.net – Trzecia wygrana GieKSy
W dobrej dyspozycji na początku sezonu są hokeiści GKS-u Katowice. Mistrzowie Polski pokonali na własnym lodzie Comarch Cracovię 4:1 i tym samym odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu.
Początek spotkania upłynął na badaniu się obu ze stron. Zespoły rozgrywając krążek, starały się w pierwszej kolejności zabezpieczyć dostęp do własnych bramek. Częściej krążek obserwowaliśmy w posiadaniu zawodników GKS-u Katowice, jednak ciężko mistrzom Polski było przebić się przez zwarte szyki obronne „Pasów”. W 6. minucie spotkania do odsiedzenia dwuminutowej kary przez arbitrów spotkania został oddelegowany Sam Marklund. Podczas rozgrywania przewagi Cracovia, podobnie jak przed tygodniem GKS Tychy przekonała się o tym, że grająca w osłabieniu GieKSa potrafi momentalnie wyprowadzić zabójcze kontry. Po dwójkowym rozegraniu krążka, przed świetną okazją stanął Grzegorz Pasiut, jednak bardzo dobrze ustawiony Filip Krasanovský zrobił w bramce, to co do niego należało. Nie zdążyli jeszcze złapać się za głowę kibice zebrani w „Satelicie”, a przed kolejną sytuacją na zdobycie bramki znalazł się Mateusz Michalski, jednak i tutaj górą był Czeski golkiper. Dalsze minut pierwszej odsłony spotkania upływały w ferworze fizycznej walki, żadna ze stron nie potrafiła wykreować sobie klarownych sytuacji. W 15. minucie karą dwóch minut został ukarany Jakub Wanacki. Podopieczni Rudolfa Roháčka kolejny raz nie mieli pomysłu na rozegranie przewagi, jedyną próbą zaskoczenia Murraya był strzał spod niebieskiej linii Lukáša Motlocha. W tej odsłonie w dobrej sytuacji strzeleckiej znalazł się jeszcze Joona Monto, jednak „przeciągnął” strzał z nadgarstka poza światło bramki gości.
Druga tercja spotkania również upływała po znakiem twardej walki, zawodnicy nie oszczędzali się nawzajem, walcząc twardo na bandach, co euforycznie przyjmowała katowicka publiczność. Sytuacji bramkowych w tej części mieliśmy jak na lekarstwo, większość ataków była rozbijana w mocno zagęszczonej tercji środkowej. W 27. minucie spotkania, na ławkę kar został odesłany Shigeki Hitosato. Goście zdecydowanie wyciągnęli wnioski ze swojej bierności podczas gier w przewagach w pierwszej tercji i w tym okresie zaczęli odważniej zagrażać bramce Murraya. Po wyrównaniu sił obserwowaliśmy okres gry pod dyktando Cracovii, a w najlepszej w w 32. minucie znalazł się Martin Látal, jednak w dogodnej sytuacji przed bramką Murraya nie zdołał znaleźć sposobu na golkipera gospodarzy. Pasom udało się pierwszy raz na dłuższy okres zamknąć GieKSe we własnej tercji, jednak brakowało im pomysłu na wykończenie akcji bądź nie zdołali zebrać odbitych przez Murraya krążków. Goście w drugiej odsłonie spotkania jeszcze dwukrotnie mieli okazję gry w liczebnej przewadze, jednak kolejny raz nie przyczyniły się one do otwarcia wyniku spotkania.
Wszystko co najlepsze, czekało nas w trzeciej odsłonie gry. Wszystkim którzy czuli niedosyt z powodu braku bramek w 42. minucie przyszedł Adam Raška, który po podaniu Tomáša Vildumetza, zdołał zaskoczyć Johna Murraya i rozwiązać worek z bramkami. Nie było jednak dane długo nacieszyć się drużynie gości prowadzeniem, bowiem już po 33 sekundach najprzytomniej w zamieszaniu podbramkowym zachował się Igor Smal, który umieścił krążek w bramce. W 50. minucie karę dwóch minut otrzymał Daniel Krenzelok. Grająca w osłabieniu Cracovia przekonała się o słuszności porzekadła „jak nie dasz, to dostaniesz”, bowiem katowiczanie okazali się dużo skuteczniejsi podczas gry w przewadze i za sprawą mocnego uderzenie Aleksiego Vartinena spod niebieskiej linii w 51. minucie wyszli na prowadzenie. GieKSa nie zamierzała hamować swoich poczynań ofensywnych i tak o to w 52. minucie przypomniała o sobie flagowa formacja mistrzów Polski. Kapitalnym podaniem „od zakrystii” Grzegorza Pasiuta obsłużył Bartosz Fraszko, a kapitanowi GKS-u nie pozostało nic innego jak zamienić koronkową akcję na bramkę. W ostatnich minutach spotkanie zdecydowanie nabrało rumieńców, a zawodnicy nie przebierali w środkach, blisko indywidualnego wyjaśnienia byli Olli Iisakka i Daniel Krenželok, jednak sędziowie nie pozwolili krewkim zawodnikom na konfrontację. Cracovia szukając kontaktowej bramki była zmuszona się otworzyć w rozegraniu, co w 59. minucie zdołał wykorzystać Ben Sokay, ustalając wynik spotkania na 4:1.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze