Felietony
Jedno słowo na temat sezonu
Jeden z forumowiczów na oficjalnym Forum GieKSy zaproponował, aby kibice w jednym słowie opisali sezon 2013/14 w wykonaniu piłkarzy GKS Katowice. Trudno dziwić się frustracji sympatyków naszego klubu oraz temu, że określenia były wyłącznie pejoratwyne. Okazuje się dodatkowo, że słownik języka polskiego (i nie tylko) zawiera niezliczoną ilość stwierdzeń, którymi można określić postawę „panów piłkarzy” w zakończonych już rozgrywkach. Napisalibyśmy, że szkoda klawiatury oraz strzępienia języka, ale z kronikarskiego obowiązku przytaczamy te lakoniczne, ale jednocześnie bardzo dużo mówiące, wyrazy nastrojów kibiców:
Rozczarowanie
Żenada
Profanacja
Wstyd
Oszustwo
Teatr
Dno
Hańba
Komedia
fRajeRstwo
Kalectwo
Skandal
Kompromitacja
No comments
Sabotaż
Patologia
Trzebabyćniezłymciulemżebytakzjebaćsezon
Porażka
Wyjebane
Bezczelność
Chujograjki
Te wszystkie słowa powinno się wydrukować kilku pseudopiłkarzom, którzy w tym sezonie nie skorzystali z zaszczytu jakim jest bycie piłkarzem GKS Katowice i zakpili sobie z kibiców. Powinni mieć koszulki z napisem – „byłem kopaczem drużyny, w sezonie, który – dzięki mnie – opisują następujące słowa”.
Rzadko kiedy wśród kibiców jest taka jednomyślność, jeśli chodzi o ocenę. A pierwsze słowa, które przychodzą do głowy to właśnie takie.
Tak więc z takim brzemieniem mamy nadzieję, że kilku „chujograjków” pożegnamy, a najlepiej, żeby ich stopa już nigdy nie postała na Bukowej. A piłkarzom pozostałym, którzy też grali beznadziejnie, ale wynikało to typowo z ich nie za dużych umiejętności, życzymy ich podniesnienia na następny sezon i aby bez brzemienia hamulcowych grali na miarę swoich możliwości. Wtedy nikt nie będzie używał taki słów jak powyżej, a w najgorszym przypadku napisze, że są po prostu słabi.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Alex
9 czerwca 2014 at 13:37
Niech wypierdalają do C-klasy to tam będą gwiazdami
bonzo
9 czerwca 2014 at 17:32
Komiczny jest ten wszechobecny ból dupy.
Może i hamulcowi dołożyli swoje 3 grosze, ale tak właściwie to trzeba było być pierdolniętym albo z zagłębia żeby liczyć na awans. Klub biedny aż żal dupę ściska, zakaz transferowy, brak sponsora, kasa z miasta się kończy… a propaganda sukcesu na 50-lecie trwa w najlepsze.
Tacy jak my się do E-klasy NIE NADAJĄ.
kazik
9 czerwca 2014 at 19:49
kurwa mac ten sezon do dupy dzieki tym grajkom bez charakteru patologia
johann
9 czerwca 2014 at 22:11
Pytanie brzmi: dlaczego nagle PRZESTALI grać. Na jesieni wszystko szło w dobrym kierunku. Teraz pod lupę trzeba wziąć pięknego Cygana i atrakcyjnego Kazimierza. Ten pierwszy, jeżeli chce zrobić rewolucję (czyt. wymienić cały skład), to najwyraźniej ma problemy z obsługą kalkulatora. A drugi fandzoli bzdety na konferencjach a zawodników rozstawia tak, jakby pierwszy raz w życiu widział boisko.
cigan
9 czerwca 2014 at 22:44
shellu ale ty tępa dzida jesteś. Z czym do ludzi chłopcy kasę za grudzień 2013 dopiero dostali a ty o awansie myslisz……. bez dalszego komentarza…Amen
ON1964
9 czerwca 2014 at 23:45
shellu jakim ty debilem jesteś to brak słów! idioto , tutaj nie ma na wypłaty, pół roku zawodnikom się nie płaci, pracownikom klubu też się nie płaci a ty o awansie mówisz !! zobacz kretnynie jakie druzyny awansowały w poprzednich latach i jaka była ich kondycja finansowa ! odejdą najlepsi zawodnicy i w nastepnym sezonie spadek albo walka o utrzymanie !!!! jak tak bedzie to za to twoje pisanie spotkam cie i dostaniesz w morde ! bo dokładasz swoje trzy grosze to tej chujowej rundy !!! pajacu
Shellu
10 czerwca 2014 at 06:27
A teraz cigan i ON1964 powiedzcie, ktorymi jestescie pilkarzami, albo rodzinami ktorych pilkarzy…
Bo watpie zeby widzac co sie dzieje na wiosne jakiekolwiek kibic by jeszcze ich bronil. Dodatkowo agresja wypowiedzi swiadczy ze strasznie was to dotyka osobiscie.
griszag
10 czerwca 2014 at 08:00
czyli się przyznają, że z powodu zaległości finansowych olali rundę wiosenną 🙂
bigor
10 czerwca 2014 at 08:10
sprawa prosta, nie sianka nie ma granka, a Cygan mówi że płaci ok, ale zapomniał dodać że ostatnio to w grudniu…
Shellu
10 czerwca 2014 at 08:31
W takiej sytuacji to sie po prostu rozwiazuje kontrakt z winy klubu, a nie wychodzi na boisko zeby udawac ze sie gra, a po meczu cos pierdolic o walce i o tym ze chcielismy, ale nam nie wyszlo i nie wiemy dlaczego…
grisza
10 czerwca 2014 at 13:19
Wypłaty nie ma od grudnia, a Fonfara nowe auto kupuje? Ja mu nie żałuję, ale nie pierdolcie, że do garnka nie ma co włożyć.
Marik
10 czerwca 2014 at 15:26
DO: -ON1964 -cigan;
Ale Kase piłkarze zaległą będą chcieli tak ? ZA NIE WYKONANIE SWOJEJ PRACY ?
Nie bronię tutaj działaczy, ale jak chcieli być fair to powinni grać, bo kasa prędzej czy później w całości trafi, a za granie przeciwko i olewanie swojej pracy teraz nie powinni dostać „zaległych?” wypłat, bo nie WYPRACOWALI SOBIE ICH
Bartolo
10 czerwca 2014 at 20:37
Ciekaw jestem,czy któryś z grajków zdobędzie się na odwagę,by powiedzieć jak było.Bo te ich wymówki dlaczego tak kiepsko grają to tylko ciężko wkurwiają ludzi.Który zdobędzie się na odwagę?Pokaże jaja?Nie przedłużono kontraktów na kolejny sezon Gancarczykowi i Ciku,dwóm najambitniejszym piłkarzom-nie pasują do układanki kłamcy cYGANA-WON do izraela obrzydliwcze
wnc emigracja
10 czerwca 2014 at 20:58
Shellu, sprawdzaj może IP komentarzy… bo na pewno jakiś % to chorzowskie kuRwichonki… Ja rozumumiem zażenowanie tą stytuacją, sam jestem wkurwiony… ale wiele postów śmierdzi defetyzmem.
Pozdrawiam!