Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

Mój pierwszy mecz na GieKSie…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nasza redakcyjna rozpiska newsów zawsze zimą przyprawia mnie o delikatny zawrót głowy. Kiedy naczelny przypisuje Cię do jakiegoś dnia i oczekuje tekstu a tematów brakuje, to sytuacja robi się napięta. W zimie zbyt wiele ciekawych rzeczy się nie dzieje, więc o ciekawego newsa trudno. Z pomocą przyszło mi jednak forum GieKSy, na którym nasi kibice opisują swój pierwszy mecz na GieKSie. Można się pośmiać, powspominać i samemu przypomnieć sobie swoją pierwszą wizytę na Bukowej 1. Poniżej najciekawsze w mojej ocenie wpisy:

– Suchy64:

„U mnie nie bylo typowo, bo nie jestem z Katowic, bylem juz stary chop w sumie, chcialem zobaczyc ekstraklase gdzies w okolicy. Bilety dostalem z Canal+, byl kiedys taki bonus dla abonentow jak sie rano w poniedzialek zadzwonilo. Ruch mi sie zawsze zle kojarzyl, Gornik wygladal jak bieda z nedza wtedy, Zaglebia nie cierpialem od kiedy pamietam wiec pojechalem na GieKSe i od razu atrakcje, pamietny mecz z Widzewem.

-KristVB:

„Pierwszy jaki pamiętam (wynik, kibice, reakcje itd.) i przy okazji debiut na Blaszoku 😉 – Jesień 1986r GieKSa :Pogoń Sczecin, 1:1 Bukowa

Pierwszy bez rodzica – Jesień 1988 r – GieKSa : Glasgow Rangers,  2:4 St. Śląski „

-Krzyś:
„Zabrał mnie vater, dostał bilety ze Spółdzielni (kiedyś były takie turniej piłkarskie które urządzała min. SM Górnik dla młodzieży).
Ja wtedy jeszcze kibicem GieKSy nie byłem (wtedy to jako bajtel kibicowałem innemu klubowi w Polsce, ale to inny temat i chyba tylko wytrawni forumowicze wiedzą komu 🙂 ).
To był mecz z Legią wygrany 1-0.
Kibice gości siedzieli wtedy na D (Blaszok), a młyn GKS był na głównej na S6.
Była wtedy jeszcze dziura pod nową Trybunę Północną.
Potem był mecz z Glasgow Rangers (w sektorze szkotów – smrody) i tym meczem właśnie chwyciłem bakcyla na GKS :)”

-Kmwtw:
„Mój pierwszy mecz na Bukowej to 2 listopada 1996 z Górnikiem Zabrze wygranym przez nas 1-0.
Wtedy też została podbita sztama z Banikiem !
Byłem z ojcem na głównej z racji tego, że miałem wtedy 9 lat i to co pamiętam do dziś, to wejście na sektor przy świecących reflektorach, co zrobiło na mnie duże wrażenie.

A jeśli chodzi o samotny wojaż na Bukową to było to w II lidze- sezon 1999-00, graliśmy z Jeziorakiem Iława wygraliśmy 1-0 w samej końcówce. Miałem iść z kumplem po kryjomu nic nie mówiąc rodzicom, ale kumpel coś przekombinował i nie mógł wyjść z domu, więc miałem do wyboru pójść sam albo wrócić do domu, zaryzykowałem i nie żałuję. Pamiętam z tego meczu awanturę z ochroną na blaszoku i oklaski przez nas do ekipy, która ją przegoniła :)”

-Lars:
„Mój pierwszy mecz na Bukowej był w 1996r. z Mołdawią 🙂 na Gieksę poszedłem rok później, Widzew, chyba 2:2. Nigdy nie zapomnę tego jaka to dla mnie była nowość i wydarzenie i nie zapomnę jak w podstawówce uczyliśmy się przyśpiewek na sucho w szkole, wyniki czytało się w telegazecie, a skróty oglądało na tvp3. Wizyta na Bukowej to było jak pasowanie na rycerza/chrzest/przepustka do marzeń. Kurwa, 20 lat… Ile poznanych ludzi, na których można polegać. Mnóstwo wspomnień, odśnieżanie, krzesełka, imprezy, sylwester, srebrny tukan. Tylko raz w życiu rzygałem do reklamówki zawieszonej na uszach…W drodze do Nowej Soli…”

-Cinkowski:

„Mnie na pierwszy mecz zabrał kuzyn z Tauzena. Wygrana za trzy pkt chyba z Jagą 7:1 … 1992 ??
Potem w szkole średniej do klasy chodziłem z chłopakiem co flagę swoją wieszał (nieduża Kostek i Stachu), okazało się wówczas że z Dąbrowy jeździ trochę ludzi …. i tak zostałem …”

-Scarface1964:
„Mój pierwszy mecz : GKS Katowice – Bayer Leverkusen 95r. I pamiętny Ulf Kirsten oraz „Schwarze Wolffe” na sektorze gosci. Jako że byłem malolacik (13lat) na ten mecz wybrałem się z ojcem, wujkiem i „ziomeczkiem” z Giszowca. Z uwagi na range spotkania występ w Pucharze UEFA (ceny) mecz oglądałem z blaszoka. Niezapomniane wrażenia mimo porażki 1-4. Milosc do klubu była od zawsze, ale prawdziwa przygoda zaczęła się od tego dnia. Z owym „ziomeczkiem”
(wlaść. przyjacielem) jeździmy do dziś. Dziś też inaczej wygląda rozkład sił na naszej dzielnicy. Z trojkokolorowym pozdrowieniem GzG!”

-Eric Cantona:
„Mój pierwszy mecz, Legia Warszawa w 1994 roku. Wygrana 3:1, najbardziej utkwiła mi jazda pod kasami, jak Legia z Zagłębiem Sosnowiec albo źle była eskortowana albo zrobili po prostu wjazd pod kasy. Miałem wtedy 7 lat, ojciec mnie z bratem pod pachą ewakuował, taki popłoch był.
Od sezonu 1999 roku, stałem się wtedy tzw. szalikowcem, czyli koszulka, szalik Całe nasze życie, to GKS Katowice i sektor C godzinę przed meczem.
Bilety wtedy na Blaszok po 4 zł, więc jak babcia sypła 20 zł, w głowie wesoły kalkulator, że na 5 meczy do przodu na bilet mam.
Uwierzcie mi, że to były przepiękne czasy. Na Dębie, wielkie żółte plakaty i zrywało się z chirurgiczną precyzją, żeby nie utargać plakatu.”

-BGC64:
„No a tak serio to pierwszy mecz który pamiętam to Wisła Kraków bodajże w 2001 roku. Oczywiście Blaszok z tatą( nie lubiłem chodzić na Blaszok bo chuja widziałem,ale stary mnie siłą ciągnął) była wtedy haja z psiarnią gdzie psy strzelały w dach na Blaszoku i w chuj ludzi pitało pod ławki. Ja się wtedy w chuj bałem i też spierdoliłem pod ławkę, a starszy skakał jak pojebany po Blaszce i pyskował do psiarni, że jak są odważni to go mają zastrzelić i takie tam( ja, syneczek koło 9 lat siedze posrany pod ławką). Prosto ze szpilu poszliśmy do babci która mieszkała obok stadionu, a tam ciotka i mama, więc pierwsze co to szybki donos, że stary pojebany i że nie chce już nigdy na Blaszok, bo psy strzelają, ludzię wariują, ojciec skoko jak małpka. Poszła reprymenda od rodziny i przez pare miesięcy nie zabierał mnie na mecze, ale jakoś mnie zaczęło ciągnąc znowu na szpil, ale oczywiście na główną bo na Blaszoku jedyne co widziałem to plecy innych kibiców, czasami mnie ojciec brał na barana, ale się meczył po 5 minutach, musiał se zakurzyć i ściepywał. Poszliśmy na szpil ze Śląskiem Wrocław na Główną pare miesięcy później i oczywiście zaś była haja. psiarnia strzelała wtedy w Sektor2 jak dobrze pamiętam, bo tam wtedy siedzieliśmy. Generalnie zaś haja. Starszy mnie wtedy ewakuował z trybuny bo zaś siedziałem posrany ze strachu i w ten sposób moja kibicowska kariera na kilka grubych lat została przerwana. Potem co jakiś czas(raz na rok) chodziłem na mecz z ojcem, ale to były jakieś mecze które w ogóle nie zapadły mi w pamięć. Tak samo wcześniejsze mecze, wiem że coś było, ale kompletnie nie wiem co się działo(Blaszok). Potem jakies 11-12 lat temu zaczęły się tworzyć jakieś zbiórki na Bogucicach które ogarniały osoby mniej więcej w moim wieku, przyszła IV liga która wszystkich zmobilizowała i tak już zostałem do dziś. W tych dziecięcych latach zaliczałem więcej hokeja niż piłki nożnej, co na Bogucicach wcale nie jest jakoś specjalnie dziwne i w sumie wydaje mi się, że to hokej bardziej mnie w to wkręcił niż piłka nożna
PS. mogę się mylić co do dat konkretnych meczów, bo nie mam do tego w ogóle pamięci.”

-Szwedzik:
„Na pierwszy mecz pojechałem dzięki kuzynowi z Brynowa, mecz chyba z KSZO, miałem może 8 lat na pewno nie więcej, wsadzali mnie rodzice do PKS Chmielnik i jechałem prawie 2,5 godziny samemu ze Świętokrzyskiego do Katowic gdzie odbierał mnie kuzyn,szliśmy na mecz i od tej pory się zaczęło że takie trasy jako gówniarz przebywałem częściej. Jakiś czas temu zaraziłem tym moja kobietę , siostrę, kuzynów… Czasami nawet się jedzie na dwa auta na mecz,jak tylko jest czas czy to piłka nożna czy siatkówka. Na hokeju nigdy nie byłem. „

-m1964:

„1.09.1984 samotny debiut na meczu u siebie z Łódzkim Klubem Sportowym!
wtedy wyciagnał mnie kumpel z osiedla który smigał ze swoim Ojcem.
z tego co wiem kilku moich Kolegów również debiutowalo na tym szpilu.
wyjazdowo debiutowałem w 1987 roku czyli w tym sezonie miałem 30 lat wyjazdów!!!
w ten piatek moj mlodszy syn Marcel zaliczyl debiut wyjazdowy z Banikiem na slavii!!!”

-Fuhrer:
17 marca 1985 – niedziela. Mecz ze Śląskiem zremisowany 1-1. Tak właściwie, to pół meczu, bo przyszedłem dopiero w przerwie, na drugą połowę. Nie widziałem bramek, bo obydwie padły w pierwszej połowie. Kurde, nie pamiętam w takim razie mojej pierwszej bramki na GieKSie. Nie wiedziałem nawet, gdzie jest dokładnie stadion. Kumple, którzy byli za GieKSą poinstruowali mnie gdzie iść i muszę przyznać, że trafiłem bez problemu. 🙂

A jaki był Wasz pierwszy mecz na GieKSie? Dajcie znać w komentarzach!

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Berol

    13 grudnia 2017 at 19:46

    Puchar UEFA 1991 0-1 z belgijskim FC Brugge

  2. Avatar photo

    Solski

    13 grudnia 2017 at 20:51

    Mój pierwszy mecz to 1 maja 1986 na śląskim i finał z Górnikiem. Miałem wtedy 11 lat i zabrałem się z osiedla z kolegami (tata kolegi był taryfiarzem i tym samochodem dojechaliśmy na stadion)
    W tamtych latach przez Ligotę ciężko było w barwach przejechać. Szalik najczęściej obwijało się wokół brzucha pod bluzą.
    A na GieKSie debiut był chyba rok później GieKSa grała z Olimpią Poznań (1:1). Pamiętam, że zabrałem ze soba kumpla (który kibicował Górnikowi Zabrze, ale na Górniku nigdy nie był na meczu) i od tamtej pory został kibicem GieKSy jeżdżącym w późniejszym okresie na większość wyjazdów po Polsce. Przemek (Ruby, Kibol) jak to czytasz to pozdrawiam (Gija)

  3. Avatar photo

    Solski

    13 grudnia 2017 at 20:53

    a 18 urodziny obchodziłem na stadionie podczas meczu GieKSy z Benficą

  4. Avatar photo

    Mecza

    14 grudnia 2017 at 08:09

    Prawdopodobnie GKS-Pogoń Szczecin w 1986. Co ciekawe najbardziej pamiętam z tego meczu Marka Leśniaka, wygraliśmy chyba 1:0. Młyn był na 5 sektorze, chyba.

  5. Avatar photo

    Maro

    14 grudnia 2017 at 21:23

    GieKSa – Znicz Pruszków 8.Sierpień.2007r. Jako młody bajtel 11 lot miołech somsiod plac w plac wzion mie na GieKSa przegrali my wtedy chyba 2:1 ale nie wynik był najważniejszy! pokochołech te barwy, tyn stadion, tyn klub.! kupiłech se szalik wtedy i Fater prziwiesił mi go nad łóżkiym i ściągołech ino na szpil. Jezdziłech już potym na kożdy prawie mecz i tak je do tera, terozki biera moigo bajtla 2.5 roku na kożdy mecz i mom nadzieja, że chyci bakcyla tak jak i jo 🙂

  6. Avatar photo

    Seth

    15 grudnia 2017 at 04:18

    1986-08-09 GKS Katowice 5-2 Legia Warszawa… Niespełna 5 latek a wydaje się jakby to było wczoraj ????????

  7. Avatar photo

    bozus78

    16 grudnia 2017 at 22:47

    Mój pierwszy mecz na GieKSie pamiętam bardzo dobrze, mialem 13 lat, graliśmy z Pogonią, zwały śniegu wokół boiska, i bramka Marka Świerczewskiego. Wygraliśmy 1-0, 4000 ludzi na stadionie.

  8. Avatar photo

    Marcin

    19 grudnia 2017 at 12:05

    Mój pierwszy to z FC Motherwell wygrany 2:0(oczywiście na blaszoku) Pamiętam, że ojcu ściemniłem, a było to w 8 klasie podstawowej, że jadę do sklepu rowerowego do Będzina :-).

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga