Felietony
Użądlić głupotę
Szybko się denerwuję. Szybko się denerwuję tym bardziej, kiedy ktoś w sprawach dla mnie naprawdę ważnych bezpodstawnie je krytykuje, dokonuje przekłamań, słownych manipulacji, a swój osobisty acz kreowany na stonowany i wyważony osąd buduje jedynie na własnej niechęci i antypatiach.
Sprawa budowy nowego stadionu dla GKS-u Katowice będzie w najbliższych miesiącach sprawą budzącą wiele emocji, dyskusji i pewnie konkretnych działań ze strony kibiców. To oczywiste, kiedy w grę wchodzi inwestycja za około 160 milionów złotych. I dobrze – dyskutujmy, spierajmy się, wymieniajmy argumenty. Róbmy to jednak w cywilizowany sposób, ze zrozumieniem postulatów drugiej strony.
Ze zrozumieniem postulatów Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice ma najwyraźniej duży problem dziennikarz TVS – Grzegorz Żądło. W opublikowanym wczoraj tekście na swojej autorskiej stronie www.katowice24.info (nazwa może sugerować, że jest to portal zrzeszający kilkunastu dziennikarzy, jednak w rzeczywistości jest to strona prowadzona i redagowana jedynie przez Grzegorza Żądło) prezenter jasno daje do zrozumienia, że budowa nowego obiektu przy Bukowej1 nie ma najmniejszego sensu. Oczywiście nie mam pretensji o to, że redaktorowi nie jest na rękę realizacja tej inwestycji. Zanim jednak wyjaśnię, dlaczego tekst Grzegorza Żądło jest dla mnie stekiem bzdur, chciałbym przypomnieć o jednej ważnej rzeczy.
Jest wtorek, 19-sty dzień lutego 2013-ego roku. Krzysztof Pieczyński (obecnie świeżo upieczony radny miasta Katowice) publikuje na Facebooku wpis poświęcony wyjazdowi jednego z juniorów na obóz przygotowawczy wraz z pierwszą drużyną. Pod wpisem rozgorzała dyskusja na tematy około-klubowe. Chodziło głównie o zasadność nazwania jednej z ulic w Katowicach ulicą Górniczego Klubu Sportowego „Katowice”. Prawdziwą lawinę komentarzy, negatywnych „lajków” oraz zapewne prywatnych wiadomości wysyłanych później do zainteresowanego rozpoczął wspomniany wyżej Grzegorz Żądło. Umyślnie i z premedytacją zmieniając kilka liter w dumnej nazwie „GIEKSA”. Zapominalskich (choć mam nadzieję, że wśród kibicowskiej braci mało kto o tym zapomniał) odsyłam tutaj -> http://www.gieksa.pl/grzegorz-zadlo.
Wspominam o tej sytuacji nieprzypadkowo. Według mnie ma (i musi mieć) to ogromny wpływ na ocenę tekstu redaktora TVS opublikowanego w dniu wczorajszym. Bo jeśli ktoś otwarcie ukazuje swoją niechęć do kibiców GieKSy i obraźliwie oraz prowokująco przekręca klubową nazwę, to w swoich tekstach dotyczących tychże kibiców i klubu obiektywny być nie może. Te kilkadziesiąt linijek pisemnych żali i bezsensownych frekwencyjnych wyliczeń ma dokładnie taką samą wartość jak np. tekst kibica GieKSy o zasadności budowy nowego stadionu dla Chorzowskiego Ruchu. Wiadomo, że jeśli ja napisałbym jako kibic GieKSy tekst o tym, że w Chorzowie nie powinno budować się nowego stadionu, to zostałbym przez kibiców zza miedzy zignorowany, a co najwyżej wyśmiany. Po prostu nie potrafiłbym obiektywnie patrzeć na ich sprawę. Tak jak Grzegorz Żądło nie potrafi obiektywnie spojrzeć na potrzebę budowy nowego stadionu dla trójkolorowych. Oślepia go nienawiść.
Tekst nielubianego wśród fanów GKS-u dziennikarza zaczyna się między innymi od słów o rzekomym szantażu, dokonywanego przez kibiców przed drugą turą wyborów samorządowych. Szantaż to mocne, kontrowersyjne słowo. Problem w tym, że nietrafione. Kampania pod hasłem „Stadion dla Katowic” nie jest żadnym szantażem, ponieważ nie ganiamy za kandydatami na prezydenta miasta krzycząc jednocześnie „zróbcie stadion albo będzie to i to”. Nie, my po prostu przypominamy już teraz, po praktycznie zakończonych wyborach (czy prezydentem zostanie Marcin Krupa czy Andrzej Sośnierz – wymagania w stosunku do każdego z nich będą identyczne), że nadszedł czas na realizację inwestycji tak długo odkładanej w czasie. Teraz, gdy w Katowicach kończy się tyle tak ważnych, dużych i ciekawych projektów, przyszedł czas na budowę stadionu. I jak wspomniałem – działania kibiców nie są próbą szantażu, a jedynie powrotem do słów i obietnic sprzed lat, ale i miesięcy (przygotowywanie projektów, spotkania na linii UM-SK1964, publikacje medialne itd.)
Idźmy dalej, bo wraz ze zgłębianiem kolejnych linijek tekstu redaktora Żądło robi się równie nieprzyjemnie. Najpierw jeden z moich ulubionych zabiegów – wypominanie dotowania klubu przez miasto, ratowanie go przed upadkiem i wyprowadzaniem z długów. Szkoda tylko, że redaktor TVS nie wspomina, że długi powstały wskutek oddania przez miasto klubu w ręce złodziei z Centrozapu z Ireneuszem Królem na czele, przed czym kibice przestrzegali jeszcze przed podpisaniem stosownych umów. Nie wspominając już o tym, że to głównie fani trójkolorowych przepędzili te kreatury z Bukowej. Może redaktor TVS tego nie pamięta, nie wiem.
Kolejnym tematem poruszanym w tekście jest frekwencja. Autor tekstu zakłada, że skoro teraz frekwencja na Bukowej oscyluje w granicach 2,500 to jest to najlepszy dowód na to, że nowy stadion nie jest potrzebny. Każdy, kto choć trochę śledzi losy GKS-u w ostatnich latach, kto chociaż raz był w ostatnich miesiącach na meczu rozgrywanym przy Bukowej doskonale zrozumie, że takie założenie jest po prostu głupie.
„Wyciągając więc średnią z trzech sezonów, wychodzi 2786 osób na jednym meczu. Pytam więc dla kogo ten stadion?” Po pierwsze – jeśli już, to jest to średnia z dwóch i pół sezonu, a nie z trzech (Żądło pisze o dwóch poprzednich i obecnym sezonie, którego dopiero przecież półmetek za nami). Po drugie, wbrew temu co pisze redaktor, jest to liczba wyrwana z kontekstu. Bo jest to średnia liczba widzów z sezonów nr 5, 6 i 7 na zapleczu ekstraklasy. Dla przypomnienia – naszymi rywalami w tym okresie były między innymi drużyny z: Ząbek, Niecieczy, Stróży, Brzeska, Niepołomic, Chojnic, Głogowa, Suwałk, Siedlec czy Bytowa. Podejrzewam, że statystyczny kibic którejkolwiek z drużyn ekstraklasowych nawet nie potrafiłby dopasować do nazw tych miejscowości nazw klubów. To pierwsza sprawa. Druga to oczywiście wyniki, zawirowania wokół klubu, które nie zachęcały do przychodzenia na mecze.
Odpowiadam więc na pytanie postawione w cytowanym fragmencie – stadion ma być dla 10 000 kibiców, którzy obejrzeli mecz z Tychami w IV lidze, dla 10 000 osób, które świętowały awans do 3 ligi (!!!), dla tych kilku tysięcy osób, które zapełniają Bukową, gdy tylko pojawi się chociaż trochę lepszy piłkarsko i kibicowsko rywal (Zawisza, ŁKS Łódź, Arka Gdynia, GKS Tychy, Stomil Olsztyn).
Bo nie sztuką jest wyciągać jakieś durne wyliczenia frekwencyjne. Sztuką jest spojrzeć na problem szerzej. A fakty są takie, że obecnie stadion jest przestarzały, drużyna gra chujowo, a wysiadając z zaparkowanego pod stadionem samochodu wpadamy w kałużę błota. Więc nie ma się co dziwić, że obecnie frekwencja jest niska. Od 7 lat nie mamy żadnego sukcesu, nawet jednego fajnego meczu w Pucharze Polski z ekstraklasowym przeciwnikiem z prawdziwego zdarzenia. Trwamy w sportowym gównie, na starym stadionie, zbierając baty od drużyn z wiosek. Kto chciałby to regularnie oglądać przez 7 lat? Kto poza tymi średnio 2786 masochistami, którzy tydzień w tydzień i tak przychodzą na Bukową i jeżdżą na wyjazdy?
Nowy stadion to impuls, na jaki czekamy niczym tonący na wdech powietrza. Nowy stadion to nowe możliwości dla działu marketingu, klubu biznesu, miasta Katowice i środowiska katowickiego sportu – kto wie, czy na stadionie nie znalazłoby się miejsce dla zawodników Kleofasu albo zapaśników GKS-u Katowice? Może będzie też miejsce na ogólnodostępny basen, siłownię, klubową kawiarenkę? Nowy stadion to ukłon w stronę bardzo bogatej historii KLUBU MIASTA. Nowy stadion to wreszcie już nie tylko ciekawa propozycja – to realna potrzeba.
„Z rozbawieniem obserwuję dyskusję, w której przewija się rózna liczba krzesełek na oczekiwanym przez kibiców stadionie. 15 tys. to oczywiście minimum. Przydałoby się 21 tys. a docelowo 25 tys. ! Przy obecnej frekwencji, udałoby się go zapełnić przez cały sezon. Kibicami z wszystkich meczów.”
Ten fragment cytuję, ponieważ jest niezwykle istotny. Istotny dla zrozumienia, że dziennikarska rzetelność i poinformowanie to dla autora tekstu sprawy obce. Gdzie trwają niby takie dyskusje? W komentarzach na onecie? Przecież kwestia ilości miejsc na nowym stadionie jest zamknięta od miesięcy, kiedy to Miasto Katowice po konsultacjach ze Stowarzyszeniem Kibiców zatwierdziło projekt na 21 282 miejsca. Projekt, za który zapłacono kilka milionów złotych.
W dalszej części tekstu autor „leci już po całości” – wróżenie ukończenia Stadionu Śląskiego i organizowanie tam, a nie na Bukowej wszelakich imprez kulturalnych, sugerowanie pojemności nowego stadionu na 10 000 miejsc (dla porównania miasta o wiele mniejsze od stolicy Górnego Śląska – Tychy: 15 300 miejsc, Bielsko Biała: 15 292 miejsc) czy wreszcie stawianie wyżej w hierarchii priorytetów takich inwestycji jak ścieżki rowerowe czy parki i skwery…
Powyższych już nawet nie chce się komentować. Ręce opadają.
Piotr Koszecki popełnił niedawno świetny felieton traktujący o potrzebie budowy stadionu w Katowicach. Jednym z najważniejszych jego fragmentów jest ten przypominający, że kibice nie protestowali, gdy budowano za ich pieniądze siedzibę dla NOSPR, Centrum Kongresowe czy praktycznie bez żadnego planu i konsultacji z mieszkańcami zaczęto przebudowywać rynek. I to jest właśnie w tym wszystkim najdziwniejsze, że my jako ci stereotypowi źli, głupi i niepotrzebni kibole rozumiemy potrzebę realizacji tych inwestycji. Rozumiemy, że dzięki nim miasto się rozwija, zwiększa swój prestiż, staje się ciekawsze i przyjemniejsze dla mieszkańców (kto jeszcze nie zwiedzał okolic Muzeum Śląskiego i NOSPR – szczerze polecam udać się na spacer, ja byłem zachwycony!).
Osobiście mam to szczęście, że mogę po mieście poruszać się samochodem – nie muszę zatem korzystać z komunikacji miejskiej czy ścieżek rowerowych. Do siedziby NOSPR pójdę pewnie kilka razy w życiu, a Centrum Kongresowe zobaczę od środka tylko na zdjęciach. Jednak to wszystko nigdy nie spowoduje, że powiem, że te inwestycje (nawet jeśli miasto będzie do nich dopłacać) są niepotrzebne czy błędne.
Natomiast ludzie zawistni, którzy nie utożsamiają się z jakąś ideą za wszelką cenę będą ją atakować, zamiast zaakceptować i postarać się zrozumieć racje drugiej strony. Nie wiem skąd u byłego redaktora Dziennika Zachodniego taka złośliwość, arogancja i ignorancja. Może te wszystkie cechy podpowiedziała mu żona, będąca na co dzień rzecznikiem prasowym ugrupowania o nazwie Forum Samorządowe i Piotr Uszok. A może było to spowodowane słabą ilością wejść na stronę i związanej z tym chęcią podreperowania liczby kliknięć? Może autor tekstu chciał nas tylko wkurwić? Nie wiem, ale liczę na to, że jak już ten nowy stadion powstanie (a wierzę w to, że w końcu powstanie) to cofnięcie akredytacji Grzegorzowi Żądle z lutego 2013 roku będzie w klubie i na nowym obiekcie tak samo stałą i zastrzeżoną decyzją jak zarezerwowanie dla Jana Furtoka na zawsze numeru 9.
Na koniec chciałbym zauważyć, że mimo iż otwarcie i stanowczo krytykuję tekst Grzegorza Żądło to jest coś, co nas oraz nasze teksty łączy – oba są pisane ze szczerą niechęcią do drugiej strony…
Marcin Gruszczyński
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Fjodor
22 listopada 2014 at 11:04
Świetny felieton. Brawo!
JaB
22 listopada 2014 at 11:33
Super felieton.
Katowiczanin
22 listopada 2014 at 12:02
Trafione w sedno! Nierzetelne dziennikarstwo to prawdziwa plaga…
harry64
22 listopada 2014 at 13:55
Trafiony, zatopiony!!! I kto tu jest prawdziwym dziennikarzem?
Gratulacje za bardzo dobry tekst.
polo
22 listopada 2014 at 14:56
Swietny felieton Marcin !!
GRZEGORZ
22 listopada 2014 at 17:01
Zgadzam się- budowa molochu przy Bukowej, do której prowadzi jedna, wąska dróżka jest nieporozumieniem.
Janus
22 listopada 2014 at 17:37
Sama prawda Marcin, pstryczek w nos tym dziennikarskim bredniom
jarek
22 listopada 2014 at 17:45
Swietny felieton
fan-club dortmund
22 listopada 2014 at 20:18
tekst dobry zobrazowany sytuacja i choc tez osobiscie nie jestem zwolennikiem slepej budowy—czytaliscie jakie straty przynosza nowe stadiony???–TO JEDNAK JAKOS TRZEBA te sytuacje w koncu rozwiazac i cos postanowic…choc patrzac na stadion syfiarzy i tak wydaje mi sie ze gramy na ….dobrym obiekcie…a na temat pana Zadlo to moze by tak odwiedzic go pare razy w redakcji…w koncu to centrum katowic wiec jako pewnie wzorowy smierdziel mialby wiele do powiedzenia,wiec moze naprawde regularne odwiedziny i wspolne jedzenia sniadania w bufecie zakladowym zlagodziloby jego temperament…no nie zeby mu od razu zlamac pioro……albo moze podac tel jego sluzbowy…podzwonimy pogadamy..dawac panowie
____
22 listopada 2014 at 20:54
ciekawe czy Żądło tak samo sprzeciwia się budowie stadionu swojego widzewka :)))
BIGI
22 listopada 2014 at 21:05
Swietnie napisane Marcino!
Gregg
23 listopada 2014 at 02:01
Panowie prosze o stworzenie petycji do prezesa tv silesia z jak najwieksza iloscia podpisow o usuniecie redaktorzyny za brak rzetelnosci i brak profesjonalizmu.