Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: GKS to projekt rozwojowy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Słowo „twierdza”, odmieniane przez wszystkie przypadki w kontekście występów GieKSy przy Nowej Bukowej, zaczyna nam powoli powszednieć, nie mamy jednak nic przeciwko, aby nie traciło na aktualności przez następne tygodnie albo i miesiące. Jako kolejna swoich sił na Arenie Katowice spróbuje Pogoń Szczecin, która od powrotu GKS-u do Ekstraklasy nie ugrała tu choćby punktu. Czy tym razem ma na to większe szanse? Zapytaliśmy Bartłomieja Czetowicza z redakcji sportowej portalu wSzczecinie.pl.

To był maj, grała Pogoń i GieKSa, a końcówkę tego pojedynku śledzili chyba wszyscy kibice Ekstraklasy. Nie brakowało emocji, niespodziewanych zwrotów akcji, a także nieoczywistych bohaterów i „bohaterów”. Jak dziś wspominasz tamto spotkanie?
Nikogo nie zaskoczę mówiąc, że był to szalony mecz. I choć minęło raptem pięć miesięcy, to z dzisiejszej perspektywy uważam, że oba zespoły są już w innym miejscu niż wtedy. Pogoń krok po kroku wraca do ligowej czołówki, a GKS udowadnia, że wysokie miejsce w poprzednim sezonie nie było dziełem przypadku.

Byłeś zaskoczony, że w wyścigu o miejsce w europejskich pucharach jedną z głównych ról odgrywa nie Pogoń, ale GieKSa?
Przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu byłem na obozie w Opalenicy i miałem okazję nie tylko porozmawiać z Marcelem Wędrychowskim i Kacprem Łukasiakiem, ale też obserwować GieKSę i jej przygotowania do drugiego sezonu w Ekstraklasie. Byłem pod wrażeniem tego projektu, a także tym, w jaki sposób o trenerze Góraku wypowiadali się obaj byli zawodnicy Pogoni. Nie jest tajemnicą, że Marcel był wtedy bardzo bliski transferu do Arki Gdynia, ostatecznie jednak zdecydował się na GKS, w czym główną rolę odegrał Rafał Górak. Trener kontaktował się z nim wielokrotnie, przedstawiał swój pomysł na grę i osobiście namawiał do przenosin na Śląsk. Stąd też czułem, że GKS Katowice to projekt rozwojowy. Tym bardziej byłem zdziwiony słabym początkiem w wykonaniu GieKSy, ale byłem też przekonany, że klub szybko wyjdzie z dołka. Kiedy inni byli już w połowie trasy, GKS wciąż stał na peronie, ale kiedy katowicki pociąg wreszcie ruszył, to dojechał aż do europejskich pucharów. Wracając więc do majowego meczu w Szczecinie, który o tym zdecydował, GKS grał o swoje marzenia, a z drugiej strony była Pogoń, która myślała przede wszystkim o zakończeniu sezonu. Mam wrażenie, że zarówno w klubie, jak i na trybunach, wszyscy chcieli już tylko od siebie odpocząć.

Z perspektywy trybuny prasowej mogłeś pewnie rzucić okiem na sektory vip. Nie wypatrzyłeś gdzieś rodziny Marcela? Jestem ciekawy, czy po decydującej akcji bardziej cieszyli się z jego gola, czy martwili faktem, że Pogoni uciekło zwycięstwo. A mówiąc już serio, jaka była reakcja trybun na końcowe rozstrzygnięcie?
Mimo wszystko reakcje były raczej pozytywne. Podobnych historii było zresztą więcej, bo gdy Rafał Kurzawa wracał do Szczecina w barwach Bruk-Betu, to kibice skandowali jego nazwisko. Z Marcelem i Kacprem jest podobnie – Szczecin trzyma za nich kciuki. Moim zdaniem najwięcej emocji towarzyszyło samemu Marcelowi, który z jednej strony zdobył bramkę dającą GKS-owi historyczny sukces, ale z drugiej trafił przeciwko drużynie, w której spędził całe swoje piłkarskie życie. Dlatego myślę, że dla niego było to znacznie trudniejsze przeżycie niż dla kibiców w Szczecinie.

W ostatniej rozmowie o Pogoni w maju tego roku Daniel Trzepacz mówił o okresie przebudowy. Czy po dziesięciu kolejkach nowego sezonu można już mówić, że ta przebudowa przynosi oczekiwane owoce?
Ubiegły słabszy sezon w wykonaniu Portowców był moim zdaniem wypadkową złych decyzji personalnych. Spoglądając na całą listę transferów przeprowadzonych w erze Alexa Haditaghiego, to większość została zweryfikowana negatywnie. Optymizmem może jednak napawać fakt, że z okienka na okienko skuteczność ruchów transferowych rośnie. Kluczową rolę odgrywa tu trener Óscar García i jego sztab. Trener zbudował niektórych graczy, pokazując im nową drogę i rolę na boisku. Doskonałe przykłady to Maciej Wojciechowski i Jan Biegański. 19-letni Wojciechowski jest jednym z najbardziej harujących na boisku zawodników, powoli dokładając do tego liczby. Z kolei Biegański pokazał w tym sezonie zupełnie nową twarz – dotychczas był postrzegany jako zawodnik stricte defensywny, który bardziej niż kreować ma przeszkadzać rywalom. Tymczasem w systemie trenera Garcii okazało się, że może grać box-to-box, uczestniczyć w kreowaniu akcji, a nawet zdobywać bramki, jak w meczu z Wisłą Płock czy towarzyskim spotkaniu z Udinese. Być może nawet sam nie zdawał sobie sprawy, że ma takie możliwości.

Do listy jasnych postaci w Pogoni można dopisać jeszcze takie nazwiska jak Patryk Dziczek czy zdobywający pierwsze szlify w Ekstraklasie Natan Ława. Oznacza to, że klub odchodzi od modelu sprowadzania głośnych nazwisk typu Greenwood czy Mendy, a skupi się na graczach o innej charakterystyce?
Narodowość nie ma tu znaczenia, a właściciel w kategorii transferów myśli raczej globalnie. Dlatego cieszę się, że na jedną z najjaśniejszych postaci w zespole wyrasta ukształtowany w Szczecinie Wojciechowski. Śp. Marian Kielec, legendarny napastnik Portowców, często powtarzał, że kibice przychodzą na stadion właśnie dla wychowanków. Ja dodałbym, że fani potrzebują zawodników, z którymi można się utożsamiać. Kiedyś mieliśmy Marcina Robaka, później Adama Frączczaka, a mam nadzieję, że kimś takim stanie się wkrótce Maciej Wojciechowski, Jan Biegański czy choćby wspomniany Patryk Dziczek, który doskonale wpasował się do zespołu, jest generałem środka pola i decyduje o obliczu tej drużyny.

Trener Rafał Górak zaliczył w tej rundzie swoisty dublet, pokonując Tomasza Kaczmarka jako trenera zarówno Radomiaka, jak i Rakowa. Przed podobną szansą stoi dziś Jordi Sánchez, który jako zawodnik Wisły trafił już do naszej siatki i zapewne będzie chciał to powtórzyć w granatowo-bordowych barwach. Razem z Ilją Szkurinem lideruje klasyfikacji ligowych strzelów. Jest to dziewiątka na miarę wspomnianego Robaka?
Jeszcze za wcześnie na takie laurki. Sánchez zanotował świetne wejście do Ekstraklasy i widać, że piłka szuka go w polu karnym. Zawsze trudno o takich zawodników – w ostatniej dekadzie bramki dla Pogoni zdobywali seryjnie Adam Buksa i Efthýmis Kouloúris, a teraz liczymy na Sáncheza. Klub, który mierzy w europejskie puchary, musi zagwarantować jakość na tej pozycji i mam nadzieję, że Hiszpan wywiąże się z tej roli. Z drugiej strony ciężar gry ofensywnej rozkłada się w Szczecinie pomiędzy Sancheza, Čurlinova i Mukairu. Aktywni skrzydłowi i bramkostrzelny napastnik to najlepszy przepis na sukces, a takim dla Pogoni z pewnością będzie miejsce w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Bramkostrzelny napastnik to jedno, ale w kontekście Pogoni nawet więcej mówi się o defensywie, bo Portowcy stracili dotąd zaledwie sześć goli. Gdzie tkwi tajemnica najszczelniejszej obrony w lidze?
Óscar García ułożył tę formację praktycznie od nowa. Z miejsca wszedł do niej Belg Lukas Willen, ponadto Dimítris Keramítsis, który wcześniej grał „w kratkę”, dziś prezentuje się naprawdę solidnie. Po wyleczeniu urazu o swoje miejsce w składzie powalczy Linus Wahlqvist, a w odwodzie jest jeszcze Benjamin Mendy, który na początku jawił się jako człowiek od podbijania zasięgów w mediach społecznościowych, tymczasem po odzyskaniu formy fizycznej defensywa z nim w składzie wygląda lepiej niż przedtem. Warto jednak zaznaczyć, że na grę obronną Pogoni nie można patrzeć jedynie przez pryzmat nominalnych defensorów. Kluczową rolę odgrywa tu też druga linia z Dziczkiem i Biegańskim na czele.

Przysłuchiwałem się przedmeczowej konferencji trenera Pogoni, który zwracał uwagę na wysoką dyspozycję GieKSy, szczególnie u siebie, ale podkreślał też pewną powtarzalność, która charakteryzuje nasz zespół, prowadzony od lat przez tego samego trenera. Jak ty oceniasz formę sobotniego przeciwnika Pogoni?
Oglądam sporo meczów GKS-u, szczególnie gdy grają Marcel lub Kacper. Każdy wie, jak gra zespół trenera Góraka, jednak tak Raków, jak i Wieczysta, a nawet Górnik Zabrze dały się w pewnym stopniu zaskoczyć. Dlatego nie uważam, że GKS jest łatwy do rozczytania. O ile styl jest zwykle podobny, to przewaga GieKSy wynika moim zdaniem z postawy drużyny, która w każdym meczu stanowi kolektyw. To jest ten element, o który Pogoń Szczecin wciąż zabiega i nad nim pracuje. U was działa to już od dawna.

Przed najbliższym weekendem statystyki są dla Pogoni nieubłagane – od powrotu GieKSy do Ekstraklasy Portowcy ani razu nie wygrali w Katowicach, a najskuteczniejszy w całej lidze GKS nie przegrał u siebie od blisko roku. Na waszą korzyść działa z kolei najlepsza defensywa oraz fakt, że zespół Óscara Garcíi nie przegrał jak dotąd w delegacji. Którą passę uda się podtrzymać?
Rzeczywiście, po raz ostatni Pogoń wygrała w Katowicach w październiku 2011 roku, a więc równo 15 lat temu. Rozpędzony w ofensywie GKS, grający przed własną publicznością to niezwykle trudny rywal. Sobotni mecz będzie miał różne fazy, a Pogoń, jeśli chce myśleć o zdobyczy punktowej, musi wykorzystać moment, jaki z pewnością się nadarzy. A moim zdaniem Pogoń robi to w tym sezonie bardzo dobrze. Z drugiej strony w ostatnim meczu z Koroną nie miałem wrażenia, aby Portowcy oddali inicjatywę rywalom, zamykając się na swojej połowie i licząc na kontry. Mimo że to Korona oddała więcej strzałów, to Pogoń kreowała i wykorzystała swoje momenty. Podobnego scenariusza spodziewam się w Katowicach: goście będą chcieli wykorzystać dynamikę skrzydłowych, szybką dystrybucję piłki z obrony do ataku i skuteczność napastnika. Dodatkowym atutem Pogoni są stałe fragmenty gry, które wyglądają zdecydowanie lepiej niż w poprzednim sezonie.

Rozmawialiśmy już o kluczowych dla Pogoni zawodnikach, ja natomiast chciałbym zapytać o dwa nazwiska, które trener García schował gdzieś do szuflady. Jednym z nich jest Kamil Grosicki – czy może on być jeszcze wartością dodaną dla zespołu? Drugi to Filip Čuić, który przegrał rywalizację z Sánchezem. Skoro więc nie do ataku, to może w sobotę wskoczyłby chociaż na chwilę do bramki?
Kibice GieKSy z pewnością tego by sobie życzyli. Mam wrażenie, że każdy bramkarz, nawet junior, odbiłby wtedy piłkę po strzale Marcela, bo w pierwsze tempo „pomyślałby” rękami, a nie nogami. Čuić najpierw chciał wybijać, ale zorientował się w sytuacji, gdy było już za późno. Na swojej nominalnej pozycji jest ofiarą dobrej dyspozycji Sáncheza i trudno mu będzie przebić się do składu. Z kolei Kamil Grosicki sam twierdzi, że nie powiedział ostatniego słowa, co znaczy, że wciąż pali się w nim ogień, z którego go znamy. Wszyscy w Szczecinie chcielibyśmy zobaczyć jeszcze ten ogień, bo pamiętamy, że niedawno był jednym z najlepszych zawodników w Ekstraklasie. Życzę Kamilowi, aby był częścią zespołu, który mam nadzieję wkrótce odniesie sukces, wstawiając wreszcie coś do gabloty.

Jaki wynik typujesz w sobotę?
Gdybym miał postawić pieniądze, to typowałbym, że obie drużyny strzelą. Jeśli natomiast chodzi o wynik, to zakładam remis 1:1. Biorąc pod uwagę kolejnych przeciwników Pogoni, z którymi o punkty powinno być łatwiej, to uważam, że z remisu w Katowicach byliby w Szczecinie zadowoleni.

Zerkasz czasami Orlen Ekstraligę? Piłkarki GieKSy wróciły na szczyt, a jakie cele stawiane są przed Pogonią?
Cieszyłem się, że w Szczecinie postawiono na rozwój tej sekcji, jeszcze za sprawą Roberta Dymkowskiego, który jako trener prowadził ten zespół pod szyldem Pogoni. Po nim przejął go Piotr Łęczyński, który na początku myślał, że będzie to dla niego chwilowa przygoda. Potem okazało się, że „wkręcił się” w ten projekt, tym bardziej, że przyszły pierwsze sukcesy. W tym sezonie doszło do wielu zmian kadrowych, a biorąc pod uwagę ich skalę uważam, że zespół radzi sobie bardzo dobrze. Nie jestem jednak przekonany, że Pogoń będzie w stanie dogonić najlepszych, a za takich uważam GKS Katowice i Górnik Łęczna.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga