Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: “kryzys” to najłagodniejsze słowo
Wyjątkowo długi odpoczynek od Ekstraklasy właśnie dobiega końca, a kibice GieKSy szykują się na podwójną dawkę wystepów swoich ulubieńców. W najbliższy weekend rozegramy dwa spotkania ligowe i – co ciekawe – będą to pojedynki z drużynami okupującymi ostatnie miejsca w tabeli. O ile wielu spodziewało się takiego scenariusza w przypadku Wieczystej, to ostatniego miejsca Rakowa po dziewięciu seriach gier nie można traktować inaczej niż sporej niespodzianki. Skąd wziął się tak drastyczny spadek formy Medalików? Zapytaliśmy Wadima Wieczorka z Raków Podcast.
Każdy ligowiec ma swoje wzloty i upadki. Zazwyczaj staram się unikać kategorycznych określeń, jednak w przypadku Rakowa ciśnie się na usta słowo „kryzys”. Czy twoim zdaniem jest ono uzasadnione?
Kryzys to odpowiednie określenie, a zastanawiałbym się nawet, czy nie szukać mocniejszych słów. W tym sezonie Raków gra bezkompromisowo – nie bierzemy remisów i albo wygrywamy, albo przegrywamy. Dysproporcja jest jednak wyraźna, bo wygraliśmy tylko raz, a przegraliśmy osiem. To nie może być przypadek, tylko wyraźny sygnał, że coś złego dzieje się z drużyną. Niektóre porażki można oceniać jako pechowe, na przykład z Wisłą Płock. Trener Kroczek postawił wtedy na Wiktora Żołneczko, 17-letniego bramkarza, którego chyba zjadła trema i nie poradził sobie ze złapaniem dość prostego strzału. Po jego błędzie straciliśmy drugiego gola. Z kolei we Wrocławiu prowadziliśmy i przeważaliśmy aż do 70. minuty i wtedy jakby ktoś odłączył nam wtyczkę – dosłownie stanęliśmy w miejscu i ostatecznie przegraliśmy. Dlatego nie warto szukać usprawiedliwień, zrzucać winy na sędziów, jak choćby po meczu z Zagłębiem, bo w pozostałych spotkaniach graliśmy po prostu słabo, szczególnie w końcówkach. Raków był znany z żelaznej kondycji i zwykle to my dobijaliśmy przeciwnika w ostatnich minutach. Tymczasem dziś to nam zwykle brakuje sił na ostatniej prostej. Mając to wszystko na uwadze, określenie „kryzys” jest najłagodniejszym z możliwych. Odkąd kibicuję tej drużynie, a będzie już kilkadziesąt lat, nie przypominam sobie takiego spadku formy Rakowa.
Najczęstszą reakcją na tak drastyczny spadek formy jest zmiana trenera. Nie inaczej było w Częstochowie – po zaledwie czterech miesiącach podziękowano Dawidowi Kroczkowi. Czy twoim zdaniem jest to wystarczający okres na ocenę jego pracy? Ile winy za obecną formę drużyny spada na niego?
W końcówce ubiegłego sezonu, po zwolnieniu Łukasza Tomczyka Dawid Kroczek miał do rozegrania cztery kolejki. Na dwanaście możliwych punktów zdobył dziewięć, a zespół prezentował się bardzo dobrze. Stąd wielu kibiców, a wśród nich ja, było zdania, że zasłużył na szansę poprowadzenia Rakowa w nowym sezonie. Ponadto pamiętajmy, że za czasów Marka Papszuna Kroczek pracował w naszym dziale skautingu, więc zakładaliśmy, że ma swoje pomysły na kadrowe wzmocnienia. Tuż przed pierwszym obozem w Arłamowie zagraliśmy sparing z Piastem, który na naszym tle wypadł bardzo słabo. Tym bardziej nie sposób wytłumaczyć, co stało się z drużyną po powrocie z letnich obozów – trudno było poznać zarówno cały zespół, jak i poszczególnych piłkarzy. Nie potrafili zagrać na równym poziomie pełnych 90 minut, momentami wyglądając, jakby grali ze sobą pierwszy raz. Ponadto coraz bardziej rzucał się w oczy brak „chemii” w zespole. Zaczęły wypływać informacje, że najpierw Marko Bulat, a tuż po nim Bogdan Mirčetić zostali odsunięci od drużyny. Trener z miejsca ucinał temat i w żadnen sposób nie tłumaczył tych decyzji. Można więc przypuszczać, że Dawid Kroczek nienajlepiej przygotował zespół pod kątem wydolnościowym, ponadto atmosfera w szatni nie jest taka, jak powinna, co również w pewnym stopniu obciąża trenera.
Ilekroć Raków zmieniał szkoleniowca, a w ostatnim czasie była to sytuacja nader częsta, tylekroć jak bumerang wracało jedno nazwisko. Ile było chęci i ile realnych działań podjęto, aby spróbować po raz kolejny ściągnąć pod Jasną Górę Dawida Szwargę?
Kibice byli w tej sprawie podzieleni: jedni chętnie znów zobaczyliby Szwargę w Rakowie, inni jednak nie chcieli po raz kolejny ściągać go do Częstochowy. Ja należałem do tych drugich, bo uważam, że Dawid Szwarga nie do końca pasuje do pomysłu, jaki teraz ma być wdrażany w Rakowie. Ponadto w ostatnim czasie nie osiągał spektakularnych wyników w innych klubach. Wiem, że temat powrotu Dawida Szwargi był rozważany i rozmowy były prowadzone, ale osobiście cieszę się, że trener został jednak w Katowicach.
Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że po odejściu Marka Papszuna klub szuka swojej drogi, a jednocześnie stara się deptać po utartych szlakach, które prowadziły do sukcesów.
W ostatnich latach było ich sporo – mistrzostwo, trzy wicemistrzostwa, po dwa Puchary i Superpuchary Polski. Mam jednak wrażenie, że wpadliśmy w pewnego rodzaju samozachwyt, że rozgryźliśmy już tę Ekstraklasę i kolejne sukcesy to tylko kwestia czasu. Nie przeszkodzi nam w tym nawet brak dyrektora sportowego, którego nie ma w Rakowie od kilku lat.
I chyba nie było dla niego miejsca, gdy najwięcej do powiedzenia w kwestiach sportowych miał właśnie Papszun. Trener Tomasz Kaczmarek ma być twarzą nowego Rakowa, zamykając wreszcie erę Marka Papszuna i wzorujacych się na nim trenerów młodego pokolenia?
Jaki wpływ na zespół będzie miał trener Kaczmarek, dowiemy się w najbliższych meczach. Wcześniej został rzucony na głęboką wodę, nie mając za dużo czasu na poznanie piłkarzy i wypracowanie konkretnych elementów. Uważam, że postawienie na Kaczmarka oznacza zmianę dotychczasowego pomysłu na grę Rakowa. Pierwszą moim zdaniem będzie zmiana systemu gry w defensywie i przejście z trójki na czwórkę obrońców. Pomysł na trójkę stoperów z wahadłami praktykowali w Częstochowie wszyscy trenerzy od momentu powrotu do Ekstraklasy i mam wrażenie, że to właśnie Raków wypromował ten model na polskim podwórku. Długo się to sprawdzało, ale podstawą tego systemu są mocne wahadła, a w ostatnim czasie zawodnicy grający u nas na tej pozycji są dalecy od optymalnej formy.
Słynący dotąd z żelaznej konsekwencji taktycznej Raków jest dziś drużyną, która traci najwięcej goli w całej lidze. Forma wahadłowych jest tego przyczyną?
Gdybym potrafił zdefiniować problemy Rakowa, to miałbym pewny etat w sztabie szkoleniowym. Jest to o tyle trudne, że formacja defensywna opiera się na zawodnikach, którzy od lat grają razem, a więc Strátos Svárnas, Bogdan Racovițan czy Fran Tudor. Powinni więc być naszymi pewnymi punktami, tymczasem coś nie działa tak jak powinno. Problem został zauważony i zmiany w tej formacji są niezbędne. Pojawiły się nowe twarze, jak Arvid Brorsson czy Nils Zätterström, nie zapominajmy też o Jurku Napieraju, wychowanku naszej akademii. Trener może więc wybierać spośród zawodników z potencjałem zdecydowanie wyższym niż obrona przed spadkiem.
O ile trudno dziś oceniać przydatność sprowadzonych latem zawodników, to łatwiej oszacować straty spowodowane transferami wychodzącymi. Jak oceniasz skalę zmian, jakie zaszły w szatni Rakowa?
Aby to zobrazować, wróćmy do naszego meczu pucharowego: z podstawowej jedenastki nie ma dziś w klubie pięciu zawodników, a z ławki czterech. I nie mówimy tu o piłkarzach szerokiego składu, bo na tej liście jest m.in. Brunes – jeden z najlepszych napastników Ekstraklasy. Od dłuższego czasu Norweg zabiegał jednak o transfer za granicę, więc nie było sensu go blokować. Kolejny to uwielbiany w Częstochowie Ivi Lopez, który jednym zagraniem potrafił odwracać losy meczów, niestety w miarę upływającego czasu wnosił coraz mniej do drużyny. Do Legii przeszedł Zoran Arsenić, do Korony Ariel Mosór i Michael Ameyaw, warto jednak pamiętać, że wszyscy wymienieni to piłkarze „ery Papszuna”. Trzeba więc było wykonać takie ruchy, aby zacząć budowac drużynę według nowego pomysłu. Oceniam je pozytywnie, natomiast dostrzegam problem z transferami przychodzącymi. Patrząc przez pryzmat pieniędzy, za jakie trafili do nas tacy piłkarze jak Molnár czy Perović, to wydajemy blisko 2 miliony euro na piłkarzy nie mieszczących się w podstawowym składzie. Jedynym zawodnikiem, który z miejsca podniósł jakośc drużyny, jest wypożyczony z Kaiserslautern Mahir Emreli. Ponadto ściągamy dwóch młodzieżowców uznawanych za najbardziej utalentowanych w 1. lidze, a więc Jędrykę i Kwiatkowskiego, tymczasem żaden z nich nie przebił się do wyjściowej jedenastki. Trudno więc mówić o wzmocnieniach – na ten moment są to raczej uzupełnienia składu.
Kibiców w Katowcach szczególnie interesuje, co słychać u Oskara Repki, który zaliczył mocne wejście do Rakowa, jednak ostatnio widać go jakby mniej.
Mam wrażenie, że Oskar zapadł na tę samą chorobę, co reszta drużyny – sam nie jest w stanie pociągnąć zespołu, gdy wszystkim nie idzie. Byłem bardzo zadowolony z tego transferu, bo od początku sprawiał wrażenie gościa, który z racji swoich warunków fizycznych będzie panował w środku pola. Ostatnio tego nie widać, ale na jego obronę trzeba dodać, że Oskar jest mocno eksploatowany. Ze względu na kontuzje i braki kadrowe musiał grać więcej niż powinien, nie tylko w drugiej linii, ale także w środku obrony, gdzie moim zdaniem kompletnie się nie sprawdza. Takie obciążenie nie mogło pozostać bez wpływu na jego formę. Ponadto, jeden z głównych zarzutów w stosunku do Repki to zbyt wiele podań granych do tyłu i spowalnianie akcji w ofensywie. Wielu kibiców właśnie na to zwraca największą uwagę.
W obecnej sytuacji kadrowej Rakowa brałbyś z powrotem do składu Nowaka i Wdowiaka?
Bezapelacyjnie, zwłaszcza Bartka Nowaka. To, że Raków go wypuścił, uważam za jeden z największych błędów ostatnich lat i potwierdził to niedawno prezes Cygan. Z kolei „Wdówka” końcówkę w Częstochowie miał rzeczywiście słabszą, ale jest to zawodnik, który zostawia serce na boisku. Udowodnił to zarówno w Zagłębiu, jak i w GieKSie. Powitałbym ich dzisiaj z otwartymi ramionami, mimo że mają juz swoje lata, choć w ich przypadku to doświadczenie procentuje.
Podobnie zakończyła się nasza tegoroczna przygoda w Lidze Konferencji. O ile na GieKSę nikt specjalnie nie stawiał, to odpadnięcie rozstawionego Rakowa traktowano już co najmniej jako niespodziankę. Wracacie jeszcze myślami do meczu z Hajdukiem?
Tamta porażka została odebrana jako bardzo duże rozczarowanie, nawet biorąc pod uwagę obecną formę Rakowa. Chorwaci nie byli zespołem, który specjalnie zaimponował i mówiliśmy sobie na trybunach, że gdyby trafił na Raków sprzed roku, to nie musielibyśmy się martwić o wynik. Uważam, że bardziej przegraliśmy sami ze sobą niż z Hajdukiem. Zabolał zwłaszcza rewanż w Częstochowie i był to pierwszy sygnał, że coś niedobrego dzieje się z naszą drużyną. Co więcej, w drugiej rundzie postraszyła nas nawet Valetta, która do przerwy prowadziła przy Limanowskiego, a mogła zdobyć jeszcze jednego gola, gdyby nie zmarnowała karnego. Wydaje mi się, że nieco uśpiło nas zwycięstwo z Hammarby, bo wygrana w Szwecji miała być naszym „meczem założycielskim” w tym sezonie. Tymczasem zamiast ruszyć do przodu, zostaliśmy w blokach.
Jako wieloletni kibic Rakowa widziałeś z pewnością niejeden pojedynek z GieKSą. Masz jakieś szczególne wspomnienia z nami związane?
W Częstochowie największy ciężar gatunkowy mają mecze z Widzewem, a na drugim miejscu jest rywalizacja z ekipami ze Śląska. Osobiście najbardziej lubię mecze przeciwko GieKSie i Górnikowi. Przypominam sobie czasy naszego powrotu do ówczesnej 1. ligi w latach 90., kiedy do Częstochowy przyjechała wielka GieKSa Mariana Dziurowicza, napakowana gwiazdami, które jeszcze niedawno grały w pucharach z Bordeaux czy Bayerem. Na mnie jako młodym chłopaku robiło to wielkie wrażenie. Ponadto z Katowic przyjechała liczna grupa kibiców, której doping niósł się po całym stadionie. Dlatego do tej pory mecze z GieKSą są dla mnie sentymentalnym powrotem do tamtych czasów. Nie udawały nam się za to wyjazdy do Katowic, bo ilekroć mierzyliśmy się przy Bukowej, tylekroć wracaliśmy pokonani. Mimo to nasze spotkania zawsze były zacięte i choć nie można ich nazywać derbami, to nikt nie odstawiał nogi. Dlatego z napięciem czekam na piątkowy wieczór.
Najnowsza rywalizacja GKS-u z Rakowem toczy się jednak pod wasze dyktando. Zazwyczaj to wy wygrywacie 1:0, aczkolwiek dwa mecze w Częstochowie wymknęły się temu schematowi, a szczególnie ostatni mecz pucharowy.
W pierwszej połowie graliśmy wtedy totalny gruz i zasłużenie przegrywaliśmy 0:2. Przyznam szczerze, nie do końca wierzyliśmy, że uda się odwrócić losy meczu i czuć było zwątpienie na trybunach. Pozwoliłem sobie wtedy na żart, że z dobrego źródła wiem, że będzie 2:2 i karne. Wystarczyło pięć minut po przerwie, aby odrobić straty, później padł gol na 3:2 i zaczęły się nerwy. Najpierw GKS doprowadził do remisu, potem już w dogrywce samobój Czerwińskiego i wyrównanie Markovicia. Pamiętam, że bardzo nie chcieliśmy konkursu jedenastek, bo w naszej bramce stał wtedy Oliwier Zych, który nie potrafił bronić karnych. Liczyliśmy, że w końcówce dogrywki trener Tomczyk wpuści Kacpra Trelowskiego, tymczasem to Zych został bohaterem tego półfinału.
Trenerzy dostali sporo czasu, by w przerwie reprezentacyjnej spokojnie popracować ze swoimi piłkarzami. My zagraliśmy huczny sparing z Banikiem, a wy zamknięty dla publiczności mecz kontrolny z Polonią Bytom.
Mecz był zamknięty, ale ze swoich źródeł wiem, że wynik (4:1 dla Rakowa – przyp. red.) był lepszy niż gra. Nie ukrywam, że trochę mnie to zaniepokoiło, więc jestem ciekawy naszej postawy w piątek. Miałem nadzieję, że w tej przerwie trener poukłada drużynę po swojemu, warto jednak pamiętać, że na zgrupowania swoich reprezentacji zostali powołani Emreli, Racovițan, Perović, Pieńko, Basse i Jędryka. Kilka elementów tej układanki więc wypadło, do tego dochodzą zmiany w sztabie szkoleniowym. Niezależnie od tego w piątek po prostu musimy wygrać – nie mamy już czasu na zbieranie pojedyńczych punktów czy pechowe porażki. Dlatego liczę, że trener Kaczmarek odpowiednio wykorzystał reprezentacyjną przerwę.
Jaki więc wynik obstawiasz?
Nie jestem najlepszy w typowaniu wyników, ale w piątek stawiam na 2:1 dla Rakowa.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze