Felietony Piłka nożna
Finał bólu lub euforii
To co wydarzy się jutro w Szczecinie zdeterminuje nasze ostateczne nastroje dotyczące tego sezonu. Bo to, że jest on udany – wszyscy wiemy. To że GieKSa poprawi swoją lokatę i zajmie najwyższe miejsce od 23 lat – również. Możemy być dumni z tego zespołu i jego rozwoju. GKS staje się solidną marką ekstraklasową i mamy apetyt na więcej. Nawet jeśli wydawało się, że bronimy się przed spadkiem – to właśnie – jedynie wydawało się. GKS jako jeden z nielicznych zespołów w lidze miał kompletnie spokojną końcówkę sezonu w tym temacie. A nawet nie końcówkę, bo spokój to my mamy od kilku dobrych tygodni. Większość ligi się wykaszała w tej walce i kilka ekip będzie to jeszcze robić w ostatniej kolejce.
Ale sport to nie tylko wrażenie, rozwój i duma. Sport to także konkretny wynik. I właśnie o ten wynik powalczymy w Szczecinie. Dobry rezultat to będzie słodka wisienka na torcie tego pięknego sezonu. Ale jaka wisienka – powrót po 23 latach do Europy. To jest absolutne marzenie nas wszystkich. No dobra, może nie wszystkich, bo pojawiają się jakieś pojedyncze absurdalne głosy, że GKS nie ma kadry, że „pocałunek śmierci” itd. Takie głupie populizmy, których ktoś się nasłuchał przez wiele lat w piłce.
Mnie nie interesuje kalkulacja, co będzie w przyszłym sezonie. Marzę o pucharach. Marzę o tym, żebyśmy wszyscy jako klub, kibice czy nasza redakcja GieKSa.pl doświadczyli trochę piłkarskiej egzotyki, zasmakowali czegoś innego, żebyśmy mogli liznąć nawet jakiegoś folkloru z innego kraju. Żebyśmy mieli więcej meczów do emocjonowania się. Gra w europejskich pucharach to kwintesencja piłki klubowej. To piękny cel, który wynosi klub jeszcze wyżej.
Historia GieKSy pucharami jest usłana. Słynne 10 lat z rzędu w Europie to seria, którą – jak kiedyś sprawdzałem – nie miał żaden inny polski klub. Sprawdzałem to pewnie z 15 lat temu, więc mogło się coś w tym temacie zaktualizować, ale wątpię. Starsi kibice pamiętają mecze z Rangersami, Motherwell, Galatą, Sionem, Brugią, Benfiką, Arisem, Bordeaux, Bayerem… Było tego podczas „Dekady GieKSy” sporo.
Ja zacząłem GieKSie kibicować w 1996, więc niestety chwilę po erze sukcesów. Z pucharów pamiętam tylko remisowe mecze z Cementarnicą, kiedy to niesamowita przewrotka Bajramovskiego wyeliminowała nas z dalszej gry, w której zagralibyśmy z Lens.
Waga meczu w Szczecinie jest więc olbrzymia. Nie jest to mecz o trofeum, ale właśnie o coś, co zdeterminuje początek kolejnego sezonu i nasze nastroje w lecie. Spotkanie ze wszech miar ważne, podsumowujące, które jednocześnie będzie kolejnym egzaminem dojrzałości. GieKSa te egzaminy już wcześniej zdawała. Awans do ekstraklasy, potem występy w niej, tegoroczny Puchar Polski. Ale teraz będzie to coś jeszcze bardziej szczególnego. Finał sezonu i bezpośredni mecz o Europę.
Jednocześnie jest to mecz zagadka. Konia z rzędem temu, kto dał pieniądze… znaczy kto jest w stanie przewidzieć, jak ten mecz będzie wyglądał. GKS po prostu musi zagrać swoje, to wiadomo. Nasz zespół jest w niezłej formie, nie przegrywa meczów i punktuje. Nie jest to jednocześnie forma wybitna, bo ostatnie dwa spotkania wyjazdowe – w Kielcach i Gliwicach były takie sobie, mocno średnie. Ale jednak Katowiczanie dwa punkty z tych pojedynków wycisnęli. Trudno więc czysto piłkarsko powiedzieć, że GKS jest zdecydowanym faworytem meczu w Szczecinie, ale na pewno w całym sezonie zaprezentował się lepiej i nie ma powodów, by uważać, że nie jesteśmy w stanie tam zdobyć jednego czy trzech punktów.
Chcę tutaj też odejść od sloganów, że „najważniejsza jest nasza postawa, musimy zagrać swoje”. Zostawmy to drużynie i trenerom. Jako kibice mamy swoje dywagacje, wątpliwości, przewidywania. To nakręca często bardziej niż sama piłka czy taktyka. Dlatego zastanawiamy się też, jak do tego meczu podejdzie Pogoń. I to w kilku kontekstach. Po pierwsze – piłkarze trenera Thomasberga zapewnili sobie w ostatniej kolejce utrzymanie i mają zapewniony środek tabeli, choć nie wiadomo konkretnie, które miejsce. W każdym razie nie grożą im już ani puchary, ani spadek, więc grają – jak mawiał klasyk – o czapkę gruszek. Argument o jakichś pieniądzach za wyższe miejsce w tabeli mnie zupełnie nie przekonuje. Podświadomości nie da się bowiem oszukać i jakkolwiek byśmy o tym nie mówili, zespół, który nie gra sportowo o nic, nigdy nie będzie gryzł trawy tak jak ci walczący o coś.
Nie oznacza to oczywiście, że Pogoń ma zagrać źle. Może zagrać dobry mecz, z pewnym poziomem waleczności, z profesjonalnym realizowaniem swojego zawodu. Ale takiej ultradeterminacji tam raczej nie powinno być. To w kwestii podejścia. Piłkarsko nadal z takim przeciwnikiem trzeba udowodnić swoją wyższość, bo też niejednokrotnie mieliśmy sytuację, że zespół niegrający o nic wygrywał. Ostatnio mieliśmy przykład Termaliki na Arce. Od razu przypomniał mi się Kluczbork. Zdegradowany Kluczbork…
Są też smaczki pozasportowe, których ze względu na dyplomatyczną poprawność piłkarze i trenerzy nie poruszają w wypowiedziach. I dobrze. Też jestem za tym, żeby skupili się na swojej pracy, bo doskonale im to wychodzi. My natomiast zastanawiamy się też nad innym „podejściem” Pogoni do tego meczu. Bo tu na białym koniu wjeżdża nam Legia, która swoją szansę na puchary jeszcze ma. W przypadku zwycięstwa Wojskowych i porażki GKS, Legia wyprzedzi nas w tabeli. Wiadomo, jakie są stosunki Pogoni i Legii od jakiegoś czasu, wiadomo, jakie podejście ma Alex Haditaghi…
I nie mam pojęcia, czy w ogóle jest możliwe, że Pogoń tym bardziej będzie nieco mniej zdeterminowana, ale wiele rzeczy w piłce już widzieliśmy. Szwecja – Dania 2:2 na Euro 2004, Polska – Japonia na Mundialu 2018 i kilka innych słynnych przykładów. W skrócie narracja o tym, by nie zrobić sobie wzajemnie krzywdy. Ot takie fabularne smaczki piłki nożnej. Czy będzie to miało miejsce w Szczecinie? Trudno powiedzieć.
Przed ostatnią kolejką są też głosy i teorie spiskowe o ciągnięciu Legii za uszy. I też sam nie wiem, myślę, że trochę tak – trochę nie, natomiast nie chciałbym jakoś specjalnie do tych podejrzeń się przywiązywać. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o mecz Legii, który jakby ktoś chciał skręcić, to by skręcił. Ale trudniej już byłoby jakiś wałek zrobić w innym niż Legii meczu, choć nie jest to niemożliwe. Miałem jedynie nadzieję, że wyznaczą sędziego po prostu dobrego, który nie będzie robił tak kardynalnych błędów, jak kilka razy mieliśmy okazję w obecnym sezonie obserwować na własne oczy, w całej ekstraklasie tych kompromitacji było naprawdę dużo. Niestety – na ten mecz wyznaczono sędziego, ancymona Sylwestrzaka, który popełnił co najmniej dwa kardynalne błędy (a pewnie i trzy) w naszym spotkaniu z Legią właśnie. W sieci zawrzało. Nawet jeśli są to tylko teorie spiskowe, to naprawdę w kontekście tego co się działo w tym lutowym meczu na Nowej Bukowej, trzeba mieć naprawdę nierówno pod sufitem, żeby akurat dokładnie tego arbitra wyznaczać na tej rangi spotkanie, w które jeszcze klub z Warszawy pośrednio jest zamieszany. Pozostaje wierzyć, że mecz z Legią był przypadkiem i gorszą dyspozycją dnia tego arbitra, choć przyznam szczerze, że jak przypominam sobie brak czerwonej kartki dla Pankova po podejściu do monitora, to sam nie wiem, co o tym myśleć.
Czekamy więc z niepokojem na spotkanie w Szczecinie. Z niepokojem, ale i nadzieją oraz zaufaniem. GieKSę stać na dobrą grę i wynik. Niech zawodnicy dadzą na sam koniec z siebie wszystko, bo już nie będą mieli przed czym się oszczędzać. Za chwilę wyjadą na urlopy i będą odpoczywać – może oprócz Emana, który pojedzie na Mundial, bo w Szczecinie strzeli dwa dublety i selekcjoner Norwegów nie będzie miał wyjścia.
Dwa lata temu GKS zakończył sezon wygrywając w Gdyni. Rok temu – triumfowaliśmy w Gdańsku. Teraz znów na sam koniec wywiewa nas na północ Polski. Znów po ostatniej kolejce będziemy wracać przez cały kraj. A w jakich nastrojach? Nie ma niczego po środku. Albo będziemy bardzo szczęśliwi i radośni, albo bardzo rozczarowani i z nosem spuszczonym na kwintę. W tej drugiej sytuacji ten sezon emocjonalnie będziemy mogli docenić dopiero po kilku dniach. W tej pierwszej – będziemy po prostu spełnieni.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze