Piłka nożna Prasówka
Media: Świetny mecz w Katowicach
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2 (1:1).
poranny.pl – Dobry mecz, ale bez zwycięstwa i Jaga nie jest już wiceliderem
Po dobrym meczu Jagiellonia zdobyła punkt z groźnym u siebie GKS-em Katowice, remisując 2:2. Tyle, że i tak Białostoczanie stracili drugie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy na rzecz Górnika Zabrze.
[…] Z liczby stworzonych sytuacji Żółto-Czerwoni byli lepsi od Katowiczan, ale szczególnie w końcówce spotkania zabrakło im skuteczności.
[…] Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla Żółto-Czerwonych. Już w 3. minucie Katowiczanie zaliczyli przechwyt na połowie rywali, rozklepali ich defensywę, a Bartosz Nowak z sześciu metrów umieścił piłkę w siatce.
Jagiellonia, po słabiutkim początku, opanowała sytuację i ruszyła do przodu. Po szybkiej wymianie podań na prawej stronie, Afimico Pululu sprytnie podał do Jesusa Imaza, a ten uderzył mocno tyle, że w poprzeczkę katowickiej bramki. Szkoda, bo akcja była najwyższych lotów.
Duma Podlasia rozpędzała się i wkrótce stworzyła kolejne zagrożenie pod bramką gospodarzy. Znów szanse miał duet Imaz – Pululu z tym, że tym razem dogrywał Hiszpan, a „Afi” fatalnie spudłował z niewielkiej odległości.
Kolejne podejście dało już Jadze wyrównanie. Z rzutu rożnego dośrodkował Sergio Lozano, a bramkę głową zdobył Bernardo Vital. Trafienie do złudzenia przypominało gola z meczu z Rakowem Częstochową tyle, że wtedy strzelcem był Yuki Kobayashi. Do końca pierwszej połowy Podlasianie byli stroną przeważającą, ale wynik 1:1 już się nie zmienił.
W drugą odsłonę Żółto-Czerwoni weszli znacznie lepiej niż w pierwszą i szybko stanęli przed ogromną szansą. W polu karnym GKS-u Nowak sfaulował Vitala i sędzia Paweł Raczkowski wskazał na wapno. Pululu uderzył nie do obrony i Białostoczanie wyszli na prowadzenie.
Gospodarze przeprowadzili kilka zmian i ruszyli do odrabiania straty. Groźny był szczególnie Borja Galan, który minimalnie pomylił się przy pierwszym strzale, ale za drugim razem przymierzył już kapitalnie. Futbolówka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem słupka i zatrzepotała w siatce obok bezradnego Sławomira Abramowicza.
W końcówce groźne strzały oddali Kozłowski, Samed Bazdar i Kajetan Szmyt, ale za każdym razem znakomicie interweniował Rafał Strączek, ratując gospodarzom remis.
weszlo.com – Świetny mecz w Katowicach. GKS na remis z Jagiellonią
Ależ to się dobrze oglądało! Jeżeli spotykają się ze sobą dwie drużyny, które chcą grać w piłkę i potrafią to robić, nie ma możliwości, żeby widz się nudził. GKS Katowice zremisował z Jagiellonią po naprawdę zaciętym boju z wieloma zwrotami akcji. Gospodarze nie są jeszcze pewni wywalczenia przepustek do europejskich pucharów, ale nawet ten jeden punkt znacznie ich przybliża do upragnionego celu.
I na początku podopieczni Rafała Góraka byli naprawdę kosmicznie nakręceni, jakby stawka meczu nie tylko ich nie paraliżowała, ale dodatkowo niosła. Błyskawicznie objęli prowadzenie za sprawą Bartosza Nowaka.
Adrian Siemieniec i jego sztab będą mieli tu co analizować. Wszystko zaczęło się od złego wycofania piłki przez Kajetana Szmyta. Później nisko ustawiona w defensywie Jaga kilka razy pokpiła sprawę. Marković jakimś cudem znalazł w tłoku Kowalczyka, pasywni byli tu Szmyt i Montoia. Później Kobayashi pozwolił się Kowalczykowi obrócić i wycofać piłkę, gdzie dzieła zniszczenia dopełnił Nowak. Tuż przed strzałem, robiąc krok w tył, odkleił się od kryjącego go Kozłowskiego i już nikt nie zdążył z asekuracją.
Zaraz potem Kowalczyk samemu mógł wpisać się na listę strzelców, dynamicznie wbiegł w pole karne i mocno uderzył w bliższy róg, sprawdzając czujność Abramowicza.
GKS mocno zaczął, wydawało się, że nabiera wiatru w żagle, ale Jagiellonia pokazała klasę i szybko się otrząsnęła. Całkowicie przejęła inicjatywę i co rusz stwarzała zagrożenie. Imaz obił poprzeczkę, potem po jego akcji świetną okazję zmarnował Pululu. Vital po rzucie rożnym miał dużo miejsca, ale posłał piłkę prosto w bramkarza. Wyrównanie było kwestią czasu i w końcu do niego doszło. Vital znów najlepiej odnalazł się w polu karnym przeciwnika, gdy z kornera dośrodkował Lozano i mieliśmy 1:1.
Katowiczanie długimi fragmentami mogli się przekonać, z jakimi wyzwaniami mierzyliby się na co dzień w Lidze Konferencji, do której aspirują.
Rozpędzona Jaga czuła się jak u siebie również po przerwie. Nowak tym razem zapisał minus przy swoim nazwisku. W sytuacyjnym starciu przy próbie wybicia piłki kopnął też Vitala i Paweł Raczkowski od razu wskazał na wapno. Pululu znów okazał się pewnym egzekutorem: piąty karny w tym sezonie ligowym i piąty trafiony.
Mogło się wydawać, że GKS już się nie odbije, że tym razem skala wyzwania zwyczajnie go przerasta. Czasami trzeba w takich okolicznościach zrobić coś ekstra i zrobił to Borja Galan. Dwa szybkie podania, Hiszpan zszedł do środka i cudownie przylutował od poprzeczki. Gol sezonu? Na pewno poważny kandydat.
Od tego momentu znów mieliśmy wyrównany bój, szala zwycięstwa mogła się przechylić w obie strony. Nawet w ostatniej doliczonej minucie akcje meczowe mieli najpierw Szkurin, a po chwili Bazdar. Jeśli jednak wyciągniemy esencję z całego spotkania, ten remis mimo wszystko bardziej powinien pasować Katowiczanom.
[…] Jagiellonia gry w pucharach już wcześniej była pewna, co może poczytać sobie za sukces, biorąc pod uwagę jej perturbacje na wiosnę. Sam ten fakt jednak nie załatwia wszystkiego, bo cały czas realnym tematem pozostaje wicemistrzostwo dające eliminacje Champions League. Punktem wyjścia będzie pokonanie u siebie Zagłębia Lubin w ostatniej kolejce.
Jeśli Jaga zrobi wtedy swoje, GKS będzie miał gwarantowane puchary nawet przy remisie w Szczecinie. To właśnie Miedziowi i Legia mogą jeszcze odebrać europejskie bilety kosztem Nowaka i spółki. Za jaki scenariusz trzymamy kciuki? Chyba dobrze wiecie.
dziennikzachodni.pl – Nowa Bukowa kipiała od emocji na meczu z Jagiellonią Białystok. Blisko 15 tysięcy kibiców GieKSy dało z siebie wszystko
Kibice GKS-u wypełnili trybuny Areny Katowice licząc, że staną się świadkami historycznej chwili i awansu do europejskich pucharów. O takiej atmosferze ligowi konkurenci mogą tylko pomarzyć.
Na meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok zasiadło blisko 15 tysięcy kibiców. Także fani gości wypełnili swój sektor, co zapewniło gorącą atmosferę i mocny doping dla obu zespołów.
Fani ekipy Rafała Góraka zaprezentowali oprawę „Jak ciężkie wyzwanie przed wami, zawsze macie Blaszok za plecami” z pirotechniką. Potem rozpoczęło się chóralne wsparcie, które nie ustało ani na chwilę.
W końcówce meczu Nowa Bukowa zamieniła się w prawdziwy wulkan emocji. Każda akcja i każda decyzja sędziego wywoływała żywiołową reakcję trybun aż do ostatniego gwizdka sędziego.
„Jestem Gorolem, a nie Hanysem”. „Miękki rzut karny”. Co po meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok (2:2) powiedzieli trenerzy?
GKS Katowice zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2. Spotkanie było świetnym widowiskiem. Co powiedzieli po nim trenerzy obu zespołów?
Trener Rafał Górak podkreślał, że GKS nie przegrał u siebie przez całą rundę.
Szkoleniowiec GieKSy dodał też, że w całym wyniku nie pasuje mu tylko jeden element.
– Ten rzut karny… Oglądałem powtórki i uważam, że był bardzo „miękki”.
Adrian Siemieniec nie był zadowolony z wyniku. Remis sprawia, że jego zespół w ostatniej kolejce musi wygrać z Zagłębiem Lubin i liczyć na pomoc Radomiaka.
Zapytany o słabe wyniki Jagiellonii na Nowej Bukowej odparł:
– Ja jestem z Czeladzi, więc jestem „gorolem”, nie „hanysem”, więc nie mogę mieć tu łatwo. Ślązakom można wiele zarzucić, ale nie braku pasji…
W ostatniej kolejce GKS Katowice zagra w Szczecinie z Pogonią.
GKS Katowice o krok od Europy. Mecz z Jagiellonią (2:2) był kolejnym świetnym widowiskiem. Pięć najważniejszych wniosków po tym meczu
GKS Katowice po kapitalnym widowisku zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2. O takich emocjach kibice długo nie zapomną.
Przed meczem GKS Katowice – Jagiellonia Białystok jedno było już pewne: gospodarze wygrywając zapewniliby sobie miejsce w czołowej piątce, a więc grę w Lidze Konferencji! Na taki wyczyn kibice tego klubu czekają od 2003 roku, gdy łupem zespołu ze starej jeszcze Bukowej padł też ostatni w historii (brązowy) medal, mocno jednak skażony szalejącą wówczas w lidze korupcją. Strata punktów w niedzielnym starciu wiązałaby się natomiast z końcem marzeń o zajęciu miejsca wyższego niż piąte. Jagiellonia z kolei musiała wygrać, by w ostatniej kolejce mieć srebrny medal w swoich nogach, bez oglądania na rywali, z Górnikiem Zabrze na czele.
W porównaniu do poprzedniego bezbramkowego występu w Gliwicach Rafał Górak dokonał w wyjściowej jedenastce dwóch zmian. Na ławkę rezerwowych powędrowali Erik Jirka i Ilia Szkurin, a ich miejsce zajęli Borja Galan i Adam Zrelak.
GKS zaczął mecz idealnie. Ruszył na Jagiellonię i już w 3 minucie objął prowadzenie. Akcję zaczął Eman Marković, a kluczowe podanie wykonał sprzed linii końcowej Mateusz Kowalczyk. Dzieła zniszczenia dopełnił Bartosz Nowak wbiegający w pole bramkowe. To dziewiąty gol w tym sezonie pomocnika gospodarzy.
Jagiellonia nie zamierzała się poddawać. W 18 minucie kolejna szybka akcja została zamknięta strzałem Jesusa Imaza w poprzeczkę. Chwilę później Rafał Strączek obronił uderzenie głową Bernardo Vitala, a po 23 minutach gry Afimico Pululu koszmarnie spudłował z pięciu metrów. Szturm przyniósł jednak efekt – po rzucie rożnym stan meczu wyrównał Vital główkując nad znacznie niższym Sebastianem Milewskim.
Do przerwy był więc remis, ale jednak z minimalnym wskazaniem na gości. A po niej Jagiellonia nie zwolniła tempa. W 52 minucie Bartosz Nowak spóźnił się wybijając piłkę z pola karnego, trafił w Vitala i Paweł Raczkowski pokazał na jedenastkę. Pululu nie dał Strączkowi żadnych szans.
Teraz to GKS musiał odrabiać stratę. Długo nie mógł znaleźć drogi do celu, ale w 78 minucie dopiął swego. Tym razem to Katowiczanie pograli szybkimi podaniami, Bartosz Nowak zaliczył asystę, a Borja Galan pięknym strzałem lobem pod poprzeczkę zmieścił piłkę w siatce. Zdobywca gola wyraźnie się tym wzruszył, a na telebimie widać było łzy w jego oczach.
Goście natychmiast przestawili się na ofensywę i na bohatera spotkania zaczął wyrastać Rafał Strączek, utrzymujący swoimi interwencjami GKS w remisie. I tak było do ostatniej sekundy. To dzięki niemu wynik nie uległ już zmianie.
GKS Katowice w ostatniej kolejce zagra w Szczecinie z Pogonią. Jeśli osiągnie tam co najmniej taki sam rezultat punktowy jak Zagłębie Lubin w Białymstoku i nie da się dogonić Legii, zagra w Lidze Konferencji!
Pięć najważniejszych wniosków po meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok:
1. Gra o spełnienie marzeń. Katowiczanie są blisko wywalczenia gry w europejskich pucharach. Zespół Rafała Góraka już nie kalkuluje i stawia wszystko na jedną kartę. Batalia z Jagiellonią pokazał, jak duże serce do walki ma każdy z jego piłkarzy.
2. Arkadiusz Jędrych w ataku. Stoper GKS-u jest jednym z najskuteczniejszych zawodników. W spotkaniu z Jagiellonią jego ofensywne predyspozycje znalazły odzwierciedlenie w poruszaniu się po boisku. Wielokrotnie występował w roli „dziewiątki” na przedpolu rywali.
3. Kocioł dla obrońców. Katowicka defensywa dawno nie mierzyła się z tak szybko grającymi przeciwnikami. Gdy Jagiellonia wyrywała się spod pressingu i nabierała tempa, zaczynały się prawdziwe kłopoty. Błyskawiczne kombinacje podań mocno dawały się obrońcom we znaki. Był jednak jeszcze Rafał Strączek – jego dwie interwencje w ostatnich minutach miały kluczowe znaczenie.
4. Podawajcie do Galana! To trochę nie do końca punkt na serio, ale faktem jest, że Hiszpan bardzo często biegając po skrzydle domaga się, by koledzy do niego podali. W niedzielnym spotkaniu wreszcie się doczekał i zdobył gola na 2:2. Łzy szczęścia w jego oczach mówiły same za siebie.
5. GKS to jedna rodzina. To już widać na każdym kroku. Rafał Górak swoją przedmeczową konferencję rozpoczął od przypomnienia, że piłkarki zagrają o Puchar Polski. W niedzielę w przerwie kibice mieli okazję pogratulować im jego zdobycia, a także oklaskiwać siatkarzy, którzy wracają do PlusLigi.
wkatowicach.pl – GKS Katowice remisuje z Jagiellonią Białystok 2:2. Ostatni mecz na Arenie Katowice w tym sezonie
W ostatnim meczu tego sezonu Ekstraklasy na Arenie Katowice GieKSa podjęła Jagiellonie Białystok. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Mecz z trybun oglądało ponad 14 tys. osób.
Mecz 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy przyniósł GKS-owi Katowice starcie z Jagiellonią Białystok. Mecz odbył się 17 maja (niedziela) na Arenie Katowice. Był to ostatni mecz na katowickim stadionie w tym sezonie. Obie drużyny zajmują wysokie miejsca w ligowej tabeli. Do składu GieKSy na ten mecz powróciła dwójka piłkarzy: Adam Zrel’ák oraz Borja Galán.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla GKS-u, gdyż Bartosz Nowak strzelił pierwszą bramkę już w 3. minucie meczu. Jagiellonia próbowała się odegrać, udało się jej to dopiero w 31. minucie, gdy celnie trafił Bernardo Vital. Pomimo szans pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1.
W drugiej połowie rywale strzelili bramkę w 56. minucie (Afimico Pululu). GieKSa próbowała się odrobić. Celny strzał oddał Borja Galán. Jagiellonia kilka razy próbowała wbić gola, ale świetnie na bramce radził sobie Rafał Strączek. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2.
Był to ostatni mecz w tym sezonie na Arenie Katowice. Piłkarze GKS-u po raz pierwszy zagrali w nowych koszulkach meczowych, które inspirowane były strojami z finału Pucharu Polski w 1986 r. Gośćmi specjalnymi były piłkarki i siatkarze GKS-u, którzy prezentowali trofea oraz legendy 1986 r. Frekwencja na meczu wyniosła 14 tys. 651 osób.
Przed piłkarzami GieKSy ostatni mecz w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy. 23 maja (sobota) zmierzą się na wyjeździe z Pogonią Szczecin.
gol24.pl – GKS Katowice zatrzymał Jagiellonię Białystok. Katowice coraz bliżej europejskich pucharów
GKS Katowice zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2 w meczu 33. kolejki PKO Ekstraklasy i przed ostatnią serią gier utrzymuje miejsce dające grę w eliminacjach Ligi Konferencji. Duma Podlasia spadła natomiast na 3. pozycję w tabeli i za tydzień rozstrzygnie się, w eliminacjach do których europejskich pucharów zagra.
[…] Po strzeleniu gola przez GKS do ataku ruszyła Jagiellonia. Bliski wyrównania w 18. minucie był Jesus Imaz, ale futbolówka po uderzeniu Hiszpana trafiła w poprzeczkę bramki gospodarzy.
Napór Dumy Podlasia przyniósł efekt tuż po upływie pół godziny gry. Podopieczni Adriana Siemieńca jednak nie z gry, a po stałym fragmencie doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Sergio Lozano precyzyjnym strzałem głową popisał się Bernardo Vital i na Nowej Bukowej mieliśmy remis.
[…] Po zmianie stron Jagiellonia Białystok zadała drugi cios. Tym razem Bartosz Nowak sfaulował Bernardo Vitala we własnej „szesnastce”. Sędzia Paweł Raczkowski błyskawicznie wskazał na „wapno”, a arbitrzy zasiadający w wozie VAR potwierdzili prawidłowość jego decyzji. Do piłki podszedł Afimico Pululu i pewnym strzałem dał prowadzenie gościom.
Doświadczona w grze o stawkę Duma Podlasia nie dowiozła korzystnego wyniku do końca spotkania. GKS Katowice do wyrównania doprowadził w 79. minucie po spektakularnym uderzeniu zza pola karnego. Autorem jednego z najpiękniejszych goli w tym sezonie PKO Ekstraklasy okazał się 33-letni Borja Galan.
Wynik do końca nie uległ zmianie i oba zespoły musiały zadowolić się podziałem punktów, co zdecydowanie bardziej satysfakcjonuje popularną GieKSę. Jagiellonia Białystok spadła z 2. miejsca w tabeli PKO Ekstraklasy i na ten moment plasuje się na pozycji dającej grę w eliminacjach Ligi Europy. Natomiast GKS jest o krok od powrotu do walki o Europę po 23 latach przerwy.
jagiellonia.net – Na „Blaszoku” dali sobie po dwa razy
Po środowej victorii pod Jasną Górą Jagiellonia przeniosła się do stolicy województwa śląskiego, aby w niedzielę 17 maja rozegrać ostatni mecz wyjazdowy w tym sezonie. Naszym przeciwnikiem była druga najlepiej punktująca na wiosnę drużyna „ekstraszkapy”, czyli GKS Katowice. Lepszy w tej materii był jedynie świeżo koronowany mistrz Polski, czyli Lech Poznań.
Tak więc z miejsca było wiadomo, że ani lekko, ani przyjemnie na katowickim „Blaszoku” nie będzie. Zwłaszcza że miejscowi ciągle liczą się w walce o europejskie puchary, których w stolicy Górnego Śląska nie było od ponad 20 lat! To tak dla naszych podwórkowych malkontentów, którym wydaje się, że gdy raz już coś jest dane, to tak będzie zawsze…
„Jaga” w Katowicach wybiegła na boisko z jedną zmianą w składzie, w za przeproszeniem stosunku do wspomnianego meczu z „Medaliką”. Tarasa, który „wykartkował się” w środowym spotkaniu, zastąpił nasz wychowanek Eryk Kozłowski i, uprzedzając nieco rozwój wydarzeń, trzeba napisać, że niełatwemu zadaniu zastąpienia naszego kapitana podołał.
Początek meczu był dla „Żółto-Czerwonych” tak miły jak panująca w Katowicach aura – mokro, ponuro i do domu daleko. „Gieksa” rzuciła się na nas jak rolnik na unijne dopłaty. Miejscowi, niesieni dopingiem kompletu publiczności (ponad 14 600 widzów), bardzo szybko napoczęli „Jagę”. Norweg o jakże skandynawskim nazwisku Markovic przedarł się prawą stroną, sprytnie wrzucił piłkę do Kowalczyka, który dośrodkował, a dzieła zniszczenia dopełnił niezawodny Bartosz Nowak. Była 3. minuta spotkania, więc w wypełnionym po brzegi sektorze kibiców gości, których w Katowicach pojawiło się grubo ponad 1000 głów, zapanowała lekka konsternacja. Czyżby miała nas czekać powtórka z grudniowego starcia w Pucharze Polski, kiedy to kapitan GKS zapakował nam „dwupak”?
Szczęśliwie Jagiellonia dość szybko otrząsnęła się z przewagi „Blaszoków” i sama zaczęła stwarzać groźne sytuacje pod bramką gospodarzy. W 20. minucie po przepięknej zespołowej akcji w poprzeczkę uderzył Imaz, a po chwili Pululu zmarnował doskonałą sytuację, stojąc kilka metrów od bramki miejscowych.
„Nadejszła jednak wiekopomna chwila”, że tak „pojadę Pawlakiem” z „Samych Swoich”. W 31. minucie okazało się, że jest w Jagiellonii życie bez dośrodkowań Bartka Wdowika z rogów. Sergio Lozano, podobnie jak w Częstochowie, posłał idealne „ciasteczko” na głowę Bernardo Vitala, któremu wyraźnie spodobało się strzelanie bramek. Portugalczyk zaliczył swoje trzecie trafienie w tym sezonie, doprowadzając do remisu. Tak też zakończyła się I połowa tego meczu.
Nie ukrywam, że z lekkim niepokojem oczekiwałem na jego drugą odsłonę, bo w ostatnim czasie Jagiellonia dała się poznać jako zespół niepotrafiący rozegrać pełnych 90 minut na równym, wysokim poziomie. A tu taka niespodzianka! Nasi piłkarze zaraz po wyjściu z szatni przystąpili do dalszego „orania” miejscowych, którzy nie potrafili dotrzymać białostoczanom tempa.
Wreszcie po jednej z naszych akcji, w których sędzia Raczkowski mógł trzykrotnie zagwizdać karnego, zdecydował się wskazać na „wapno” w polu karnym gospodarzy. Wydarzyło się to po faulu na… Vitalu. Brawo Bernardo! Egzekucji dokonał niezawodny Pululu i w 56. minucie wyszliśmy na prowadzenie.
W 64. minucie trener Siemieniec dokonał dwóch zmian. Z boiska zeszli Pululu i Lozano, a w ich miejsce pojawili się Mazurek i Bazdar. Z miejsca odniosłem wrażenie, że gra „Żółto-Czerwonych” zaczęła tracić na impecie, czego efektem był gol wyrównujący Borji Galana w 79. minucie. Gol z rodzaju „stadiony świata”, trzeba przyznać – Hiszpan huknął z dystansu i piłka po odbiciu się od poprzeczki wpadła do bramki strzeżonej przez Abramowicza. Nasz golkiper chyba niewiele mógł w tej sytuacji uczynić. Choć nie wszyscy w Redakcji podzielają moje zdanie ;-). Podobnie jak w meczu z Pogonią, nieudaną próbą zablokowania tego strzału (wówczas podania) „popisał się” wprowadzony kilka minut wcześniej Kamil Jóźwiak.
Taki przebieg wydarzeń nie załamał jednak „Żółto-Czerwonych”, którzy wyraźnie chcieli zgarnąć na „Blaszoku” pełną pulę. Przepiękny strzał z dystansu oddał Kozłowski. Potem głową strzelał Bazdar i wreszcie z wolnego Szmyt. Wszystkie te próby obronił bramkarz gospodarzy. Przy ostatnim strzale meczu w wykonaniu Bazdara nie musiał interweniować, gdyż nasz napastnik przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Szkoda. Wielka szkoda, bo Jagiellonia była w tym meczu duuużo lepsza od GKS. Oddaliśmy na bramkę miejscowych 16 strzałów (7 celnych), czyli dwukrotnie więcej od „Blaszoków”. Dotyczy to zresztą praktycznie wszystkich meczowych statystyk.
Remis bardzo mocno skomplikował Jagiellonii walkę o srebrny medal w bieżących rozgrywkach. Przed ostatnią kolejką mamy tyle samo punktów co drugi Górnik Zabrze (53 pkt), z którym mamy niekorzystny bilans bezpośrednich potyczek i jako że obie drużyny za tydzień rozgrywają domowe spotkania, ciężko jest liczyć na potknięcie „Poldków” w meczu z „Cyganerią” z Radomia. Ale dopóki piłka w grze…
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze