Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: nie zbaczać z obranej drogi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Z nikim w tym sezonie nie krzyżowały się nasze drogi tak często jak z Jagiellonią. I choć nienajlepiej wspominamy oba wyjazdy do Białegostoku (byłby nawet trzeci, na szczęście w ostatniej chwili ktoś poszedł po rozum do głowy), to w Katowicach jest już znacznie lepiej. Stawką niedzielnego pojedynku jest ligowe podium, a przynajmniej strefa pucharowa. Czy na Podlasiu wierzą jeszcze w mistrzostwo? Zapytałem Andrzeja Jakubowskiego, redaktora naczelnego serwisu Jagiellonia.net.

Przygotowując się do tej rozmowy miałem wrażenie, że nie gramy w Ekstraklasie, tylko w lidze szkockiej, bo już po raz piąty w tym sezonie mam okazję rozmawiać z kimś z Białegostoku. Dwa razy nasz mecz nie doszedł do skutku, a los skrzyżował nasze ścieżki także w Pucharze Polski. Jak wspominasz tamte wydarzenia?
Jeśli zależałoby to ode mnie, to zagralibyśmy w pierwotnym terminie. Gdyby śnieg zaczął padać godzinę wcześniej, to służby porządkowe poradziłyby sobie z przygotowaniem boiska, natomiast w momencie planowego pierwszego gwizdka wyglądało to słabo. Moim zdaniem decyzja była jednak zbyt pochopna – można było chwilę poczekać na rozwój wypadków. Problem z boiskiem w Białymstoku jest jednak głębszy – są pewne zastrzeżenia co do wykonawcy wymiany murawy i sprawa najprawdopodobniej zakończy się w sądzie. Nawierzchnia była wtedy w fatalnym stanie i kosztowało nas mnóstwo czasu, pracy i pieniędzy, aby poprawić warunki do gry. Mimo to latem czeka nas kolejna wymiana murawy i mam nadzieję takie problemy się skończą. Niemniej jednak za dużo zamieszania spowodowała tamta decyzja, a w tym wszystkim najbardziej żal było kibiców z Katowic, którzy przejechali tyle kilometrów na darmo – zmarzli i pojechali do domu. Ostateczny termin wyznaczono na środek tygodnia, więc frekwencja siłą rzeczy była niższa.

Mimo tych trudności dwa razy w tym sezonie udało nam się już zagrać. Najpierw był Puchar Polski przy Nowej Bukowej.
Ogólnie rzecz biorąc gra GKS-u pozytywnie mnie zaskakuje. Macie w składzie kilku zawodników, których bez wahania podebrałbym do Jagiellonii, na czele z Bartkiem Nowakiem, który jest waszym filarem podobnie jak u nas Taras Romanczuk. Każdemu gra się ciężko w Katowicach, a mecz pucharowy ma dodatkową specyfikę, bo zwycięzca zgarnia wszystko. Czasem łut szczęścia decyduje o tym, która drużyna cieszy się po końcowym gwizdku, a która rozpacza. Tuż przed przerwą przydarzył się błąd Miłoszowi Piekutowskiemu, który jest młodym bramkarzem – zabrakło mu koncentracji, a pomyłki bramkarzy czy obrońców zwykle są najbardziej brzemienne w skutki.

Wreszcie przyszedł marzec i udało się nadrobić ligowe zaległości. Przy korzystnym wyniku mogliśmy was nawet przeskoczyć w tabeli – szansa była spora, bo Jaga była wtedy w dołku.
Obawialiśmy się tego meczu, biorąc pod uwagę naszą formę w poprzednich i – jak się później okazało – w kolejnych meczach: remis z Radomiakiem, porażki z Lechią i Piastem, a także przegrana z Wisłą Płock i remis z Lechem już po meczu z GieKSą to zdecydowanie nasz najgorszy okres w tej rundzie. Jaga wygrała z GKS-em, ale nasza dyspozycja była daleka od optymalnej. Dlatego tak istotne było to zwycięstwo, zarówno z tamtej, jak i dzisiejszej perspektywy, bo różnice w tabeli są naprawdę niewielkie. Wy jesteście w tej samej sytuacji i jeśli poważnie myślicie o europejskich pucharach, to nie tylko nasz mecz, ale także wynik piątkowego pojedynku Zagłębia z Pogonią może wasz zapał rozpalić lub ostudzić.

W kontekście Jagiellonii mówiło się, że ten sezon miał być dla was przejściowy w związku z licznymi zmianami kadrowymi. Tymczasem dziś jako jedyni możecie jeszcze stanąć Lechowi na drodze do mistrzostwa. Jak więc ocenić ten sezon pod kątem ambicji i możliwości sportowych Jagi?
Podstawowym celem zespołu jest zapewnienie po raz kolejny występów w europejskich pucharach. Trafiłem na informację, że gra w Lidze Konferencji przyniosła Jagiellonii w tym sezonie 7 milionów euro, jest więc o co walczyć, bo dla każdego w Ekstraklasie jest to kwota niebagatelna. Z punktu widzenia funkcjonowania klubu jest to więc szczególnie istotne, aby podtrzymać ten strumień przychodów. Pewnie i w Katowicach zaczynacie o tym myśleć, bo macie drużynę i trenera, który może taki sukces zapewnić. Ponadto przygoda w europejskich pucharach wiąże się z wyjazdami w ciekawe miejsca, za którymi wasi kibice z pewnością tęsknią. Sam wybrałem się za Jagiellonią w kilka miejsc, których raczej nie rozpatrywałem jako wakacyjne kierunki, tymczasem dzięki Lidze Konferencji miałem okazję je poznać i niektóre z nich wezmę pod uwagę planując prywatne wyjazdy. Trzymam kciuki, żeby GieKSa zaistniała w pucharach, bo macie ku temu możliwości.

Celem są więc puchary, a jakie są marzenia? Przeczytałem dziś wpis Pawła Mogielnickiego z 90minut.pl, który szanse Jagiellonii na mistrzostwo wyliczył na 8,5%. Dużo czy mało?
Walczymy do końca i zobaczymy, jaki będzie finał. Byłoby wspaniale, gdyby udało się powtórzyć sukces sprzed dwóch lat, ale zdaję sobie sprawę, jak trudne to zadanie. Musimy liczyć na dwa potknięcia Lecha, bo jedno zwycięstwo załatwia sprawę. Nikt u nas nie mówi głośno o mistrzostwie. Doceniamy natomiast to, ile punktów udało się zgromadzić w europejskich rankingach, jak Europa przekłada się na codzienne funkcjonowanie klubu – efekty są widoczne. Jest to doświadczenie, którego nie możemy zaprzepaścić i nie zbaczać z obranej drogi. Wykonaliśmy ciężką pracę i chcemy ją kontynuować.

W ostatnich kolejkach wykonaliście dwa ważne kroki na tej drodze. Pierwszym z nich było zwycięstwo z Pogonią, z którą my będziemy się mierzyć za tydzień. Zwycięstwo wyrwane w ostatnich sekundach, mimo że wcześniej prowadziliście już dwoma bramkami.
Prowadząc 2:0 sami podaliśmy Pogoni tlen, prowokując utratę pierwszej bramki, która wyraźnie nas spięła, tymczasem do tego momentu powinniśmy byli prowadzić co najmniej 4:0. Cojocaru dwoił się jednak i troił, broniąc strzały Pululu, Imaza, a przede wszystkim Lozano. Jest to jednak typ bramkarza, który zaliczy dziesięć spektakularnych interwencji, a w jedenastej popełni prosty błąd, który udało się wykorzystać. Jednak 14 celnych strzałów oddanych tylko w pierwszej połowie najlepiej obrazuje naszą przewagę w tym meczu.

Losy Jagiellonii w Ekstraklasie rozstrzygają się właśnie w ramach „półkolonii” w województwie śląskim: zanim przyjedziecie do Katowic, drużyna wybrała się do Częstochowy. Czyste konto Abramowicza przy xG rywala grubo ponad trzy brzmi jak kolejny cud pod Jasną Górą.
Chciałbym zacząć od tego, że fascynacja tym mitycznym xG jest dla mnie niezrozumiała, bo jest to miara stojąca czasem w sprzeczności do boiskowych wydarzeń. Przewaga xG była zdecydowanie na korzyść Rakowa, tymczasem to zawodnicy Jagiellonii byli aktywniejsi, a czterech z nich znalazło się w czołówce przebiegniętego dystansu: Romanczuk, Szmyt, Wojtuszek i Montoia. Drużyna została ustawiona przez Adriana Siemieńca w inny sposób niż do tej pory – mniej było wyprowadzania piłki od bramkarza, wciągania rywala do pressingu, za to więcej górnych piłek i kontrola w defensywie, bo jak zaznaczył na konferencji sam trener, punkty były tego wieczora najważniejsze. Cieszę się, że do siatki po raz pierwszy trafił Yūki Kobayashi, który od kilku spotkań gra na wysokim poziomie, mimo że początek miał delikatnie mówiąc niemrawy. Ponadto Norbert Wojtuszek skutecznie wyłączył z gry Amorima, który jest jednym z najszybszych piłkarzy w Ekstraklasie. Mimo wspomnianej przewagi w statystyce oczekiwanych goli nie czułem wielkiej presji, że Raków może nas w każdej chwili dogonić.

Nie ukrywam, że w tym meczu nie kibicowałem Jagiellonii z uwagi na fabułę naszego pojedynku. Miałem nadzieję, że w przypadku zwycięstwa zniwelujemy przewagę Jagi w tabeli. Kibicowałem za to sędziemu Marciniakowi, aby pokazał żółtą kartkę Pululu, Romanczukowi i jeszcze jedną Wojtuszkowi. Plan zrealizowany w 33%. Jak dużym osłabieniem będzie brak Tarasa?
Uważam, że zastąpienie Romanczuka jest w zasadzie niemożliwe i konieczna będzie pewna modyfikacja ustawienia, aby jego brak był najmniej widoczny. Zobaczymy, czy zda to egzamin w Katowicach. Wierzę, że tak będzie i nie damy Nowakowi rozwinąć skrzydeł. Co do pozostałych zawodników, to Wojtuszek gra jak cała Jagiellonia – gdy jesteśmy w dołku, to wygląda słabiej, a gdy łapiemy formę, to i Norbert prezentuje się lepiej. A Pululu to Pululu – klasa sama dla siebie, każdy trener rywala uczula na niego swój zespół. Fakt, że jest najczęściej faulowanym zawodnikiem w Ekstraklasie, świadczy o jego umiejętnościach. Sam jeden potrafi stworzyć przewagę, której trudno się przeciwstawić.

Niedawno hucznie ogłoszono przedłużenie umowy z trenerem Siemieńcem. Doczekacie się podobnego komunikatu w temacie Pululu?
Bardzo bym chciał, natomiast wiele czynników musi się na to złożyć. Podstawowym są pieniądze, druga kwestia to prestiż gry w eliminacjach Ligi Mistrzów lub w Lidze Europy. Afimico doskonale zdaje sobie sprawę, jak bardzo rozwinął się w Białymstoku i można go stawiać za wzór w tej kwestii. Ma świadomość swoich atutów, ponadto jest coraz mocniejszy mentalnie i nie daje się już tak łatwo wyprowadzać z równowagi faulującym go rywalom. Było to zresztą widać w Częstochowie, dzięki czemu uchronił się przed pauzą w Katowicach.

A co słychać u naszych starych znajomych – Dawida Drachala i Kamila Jóźwiaka?
Kamil chyba nie jest już w stanie odbudować się w Białymstoku i znów pokazywać atuty, które przyniosły mu uznanie w Ekstraklasie. Z kolei Dawid dość często ma problemy ze zdrowiem, ale wciąż jest jednym z zawodników, którzy mogą dać drużynie wiele dobrego. W przypadku absencji Romanczuka można go brać pod uwagę jako jedną z alternatyw. Niekoniecznie od pierwszej minuty, ale jako zmiennik – jak najbardziej.

Jagiellonia, zaraz po Lechu, ma drugi w lidze bilans meczów wyjazdowych, z kolei GieKSa nie ma sobie równych u siebie. Kto lepiej wykorzysta w niedzielę swoje atuty?
Dużo zależy od tego, jakie cele będą przyświecać obu zespołom. Będziemy znali większość wyników tej kolejki, z Zagłębie – Pogoń na czele. Jeśli po tym meczu szanse GKS-u na puchary wzrosną, to znajdzie to odbicie w postawie na boisku, przy pełnych trybunach. Luz i pewność siebie wzrośnie, a piłkarze będą się chcieli pokazać z jak najlepszej strony. Jeśli natomiast wzrośnie presja ze strony rywali, to obawiam się o piłkarskie szachy. Osobiście wierzę w trzy punkty dla Jagiellonii, która wreszcie zdobędzie Bukową.

Może być trudno, bo jak dotąd ani razu w tym sezonie nie odnotowaliście serii trzech ligowych zwycięstw z rzędu.
Mimo wszystko obstaję przy swoim – chciałbym, aby Jaga skruszyła nieco tę waszą twierdzę. Pokażcie za tydzień w Szczecinie, że miejsce, które zajmujecie w tabeli, nie jest dziełem przypadku.

Jaki więc wynik obstawiasz?
2:1 dla Jagiellonii.

Wracając jeszcze do naszej poprzedniej rozmowy w ubiegłym sezonie, pamiętam twoje rozgoryczenie po przegranej z Legią w Pucharze Polski, z powodu postawy sędziów. Nie rozpieszczają nas arbitrzy także i w tym sezonie…
Byliśmy czasem krzywdzeni, jednak nie bardziej niż reszta ligi. Trzeba brać pod uwagę, że błędy sędziowskie będą się zdarzały. Można mieć żal do arbitrów, bo od jednej złej decyzji zależy czasem sukces i idące za nim pieniądze, natomiast to też są ludzie i mają prawo się mylić. Warto udoskonalać system VAR, zmniejszając szanse na ewidentne pomyłki, ponadto należy pozwolić sędziom tłumaczyć swoje decyzje, przedstawiając argumenty za takim a nie innym wyborem. W takiej sytuacji nawet jeśli nie zgadzasz się z daną interpretacją, to łatwiej to zrozumieć i pogodzić się z tym. Zdecydowanej zmiany wymagają natomiast przepisy co do gry ręką w swoim polu karnym, bo czasem trudno dopatrzyć się w nich sensu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga