Dołącz do nas

Piłka nożna

Najlepsze rarytasy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na horyzoncie coraz widoczniejszy jest koniec sezonu, a ciągle siedem ekip jest w bezpośredniej walce nawet nie tylko o puchary, a o samego mistrza. Koniec sezonu to moment, który z definicji ma być naszpikowany emocjami, lecz futbolowi bogowie tym razem przygotowali niegodną nas, zwykłych śmiertelników, ucztę, za który wszyscy powinniśmy być dozgonnie wdzięczni. Co nas czeka w 30. kolejce Ekstraklasy?

Większość zespołów liczących się jeszcze w walce o najwyższe cele próbuje na 110% swoich umiejętności, aby ostatecznie znaleźć się w tej grupie drużyn wyróżnionych możliwością zagrania w Europie. Jest też Zagłębie Lubin. Zagłębie spadło w pięć kolejek z pierwszego na piąte miejsce, z niesamowitym jak na drużynę z czołówki wynikiem – jedno zwycięstwo i cztery porażki. Miedziowi mimo wszystko ciągle się liczą w wyścigu o top 4, szczególnie że teraz stoją przed najłatwiejszą okazją w tym sezonie do zdobycia kolejnych trzech punktów. Szanse na utrzymanie Bruk-Betu robią się czysto matematyczne, de facto Słonie mogłyby na to liczyć tylko przy wygraniu każdego spotkania do końca, czym prawie zdublowaliby swój aktualny dorobek. Piątkowym wieczorem będzie miało miejsce kluczowe dla ułożenia góry tabeli spotkanie pomiędzy Jagiellonią Białystok a Górnikiem Zabrze. Oba zespoły zauważalnie obniżyły loty w rundzie wiosennej, w tabeli liczonej od osiemnastej kolejki Jagiellonia zajmuje 14. miejsce, a Górnik znajduje się na 11. pozycji. Po pierwszych siedemnastu spotkaniach znajdowały się one natomiast odpowiednio na pierwszej i drugiej pozycji. Aktualnie jednak oba zespoły znajdują się za liderem, mając trzy punkty straty do Lecha. Zwycięzca tego starcia może być już dużo spokojniejszy, gdyż bardzo ciężko będzie już mu spaść poniżej te liczące się na koniec miejsca.

Korona Kielce, wydawałoby się spokojny klub środka tabeli przez cały sezon, również ostatnio zaprzestała punktowania zgodnego z rozumem i godnością człowieka. Teraz jedyni reprezentanci województwa świętokrzyskiego w Ekstraklasie muszą zacząć oglądać się za siebie, bo dół tabeli zaczął gonić swoim żółwim tempem. Kiedy Korona musi patrzeć raczej w dół niż w górę, o marzenia w Kielcach będzie grać zespół GKS Katowice. Maszyna Rafała Góraka chyba odpaliła na dobre i jest na dobrej drodze, aby poważnie zawalczyć o czołowe miejsca. Do treningów Katowiczan wrócili Mateusz Kowalczyk oraz Jesse Bosch, natomiast osłabiona została formacja obronna przez czwartą żółtą kartkę Lukasa Klemenza. Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, a tym bardziej nie powinna otrzymywać swoich pięciu punktów z powrotem. W Gdańsku o powrót do ścisłej czołówki powalczy Raków Częstochowa. Medaliki w ostatniej kolejce bardzo przekonująco pokonali Cracovię, teraz będą musieli przełożyć momentum na starcie z Lechią. W związku z przeciętnym, jak na Raków, wynikiem w lidze, w mediach ciągle pojawiały się podejrzenia co do stabilności posady trenera. Te plotki zostały jednak ucięte przez prezesa Wojciecha Cygana, który zadeklarował, że zatrzymanie posady przez Łukasza Tomczyka nie zależy od wyniku finału Pucharu Polski. Na dole tabeli także będą miały miejsce starcia między zespołami z tą samą liczbą punktów. Cracovia i Pogoń Szczecin to dwie z pięciu ekip, które na koniec 29. kolejki na koncie miały po 37 oczek. Swoją drogą, jest to niesamowite osiągnięcie tej ligi. Portowcy już na Twittera wrzucili terminarz Ekstraklasy na następny sezon. Cóż, jest takie ładne powiedzenie o indyku.

Wisła Płock była w podobnej sytuacji, w której aktualnie znajduje się Zagłębie Lubin. Nafciarze stwierdzili jednak, że byłoby miło jednak wrócić do regularnego punktowania i po serii pięciu meczów bez punktu w kolejnych pięciu zdobyli 12 punktów. Radomiakowi w Płocku ciężko będzie poczynić następny krok w stronę utrzymania, jednak już dużo tlenu sobie zapewnili w ostatnich minutach starcia z Widzewem. A propos Widzewa… Choć może faktycznie magia Ako Vukovica zadziała i łódzkiemu zespołowi uda się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej, to styl, w jakim zrobią to utrzymanie, zostanie zapamiętany na lata. Na razie jednak Widzew ciągle znajduje się pod kreską, a ich rywalem w niedzielnym starciu będzie Motor Lublin. Ekipa Mateusza Stolarskiego praktycznie zapewniła już sobie ekstraklasowy byt w następnym sezonie, a ciężko będzie im nawiązać walkę o najwyższe miejsca. Weekend skończy się zawsze ciekawym starciem Lecha Poznań z Legią Warszawa. Kolejorz ma wszystko w swoich rękach, aby po raz dziesiąty zdobyć tytuł Mistrza Polski. Legia przestała już być chłopcem do bicia i na pewno ekipa Marka Papszuna spróbuje stawić opór na stadionie przy Bułgarskiej. Pierwsze starcie w tym sezonie między tymi drużynami zakończyło się bezbramkowym remisem, lecz powtórzenie tego wyniku na pewno nikogo nie będzie satysfakcjonować.

Strefa spadkowa może nabrać nowego kształtu, a to wszystko za sprawą starcia szesnastej i piętnastej drużyny w naszej lidze. Piast Gliwice znajduje się dwa punkty nad strefą spadkową, czyli są w bezpośrednim zasięgu Arki Gdynia, z którą będą się mierzyć na swoim stadionie. Dariusz Banasik zdobył już swoje pierwsze punkty na delegacji, może jego Arka nie będzie przeklęta. Koniec końców i tak nie wiemy, co za danie przygotowali nam futbolowi bogowie, trzeba zasiąść do tej uczty.


Piątek (24 kwietnia):
KGHM Zagłębie Lubin (5.) – (18.) Bruk-Bet Termalica Nieciecza | 18:00 (Canal+ Sport 3)
Jagiellonia Białystok (2.) – (3.) Górnik Zabrze | 20:30 (Canal+ Sport 3, Canal+ Sport, Canal+ 4K)

Sobota (25 kwietnia):
Korona Kielce (12.) – (7.) GKS Katowice | 14:45 (Canal+ Sport 3)
Lechia Gdańsk (9.) – (6.) Raków Częstochowa | 17:30 (Canal+ Sport 3)
Cracovia (13.) – (14.) Pogoń Szczecin | 20:15 (Canal+ Sport 3, Canal+ 4K)

Niedziela (26 kwietnia):
Wisła Płock (4.) – (10.) Radomiak Radom | 12:15 (Canal+ Sport 3, Canal+ 360)
Widzew Łódź (17.) – (8.) Motor Lublin | 14:45 (Canal+ Sport 3)
Lech Poznań (1.) – (11.) Legia Warszawa | 17:30 (Canal+ Sport 3, Canal+ Premium, Canal+ 4K, TVP Sport)

Poniedziałek (27 kwietnia):
Piast Gliwice (15.) – (16.) Arka Gdynia | 19:00 (Canal+ Sport 3, Canal+ Sport 5)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga