Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: nasze ambicje się nie zmieniają

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Tylko jeden krok dzieli nas od Narodowego. Spróbujemy go postawić w Częstochowie, jednak podobne plany mają piłkarze Rakowa, którzy chcą wrócić do Warszawy, by po raz trzeci unieść Puchar. Kto ma większe szanse na spełnienie swoich marzeń? W jakiej dyspozycji jest nasz pucharowy rywal? Czego można się spodziewać w czwartek przy Limanowskiego w Częstochowie? Opowiedział Konrad Kotania, długoletni kibic Medalików, inicjator twitterowej grupy dyskusyjnej skupionej wokół Rakowa Częstochowa.

Nawiązując do pewnych złośliwych komentarzy internetowych, jak to jest być długoletnim kibicem klubu, który według niektórych istnieje od dekady, czyli mniej więcej tyle, ile rządzi w nim Michał Świerczewski?
Przyzwyczaiłem się już do tego typu zaczepek i szkoda mi energii na konfrontowanie się z nimi. Słyszałem nawet gorsze opinie, że istniejemy w zasadzie od 2019 roku, kiedy po latach wróciliśmy do Ekstraklasy. Tego typu stwierdzenia świadczą tylko o kibicach naszych rywali – to, że nie znają naszej historii to jedno, ale dają w ten sposób świadectwo, że nie znają też swojej historii, bo Raków na przestrzeni lat wielokrotnie mierzył się z różnymi klubami, także z tymi największymi, na szczeblu Ekstraklasy i niższych lig. Nasza historia podobna jest do wielu innych, choćby GKS-u, w której są momenty zarówno sukcesów, jak i kryzysów. To właśnie trudne chwile hartują, uczą pokory i pomagają docenić sukcesy. Łatwo kibicować w Ekstraklasie drużynom stale walczącym o puchary. Zanim my znaleźliśmy się w tym miejscu, musieliśmy przejść długą drogę, a w pewnym momencie Stowarzyszenie Wieczny Raków i kilku innych zapaleńców musiało ratować klub przed upadkiem. Nawet dziś mamy swoje ograniczenia, choćby infrastrukturalne czy związane ze szkoleniem młodzieży, więc musimy inną drogą budować klub zdolny walczyć z takimi gigantami jak Lech, Jaga czy niedawno Legia.

Mimo pewnych różnic w potencjale naszych drużyn, oba kluby są zarówno sąsiadami w ligowej tabeli, jak i rywalami w półfinale Pucharu. Sam nie wiem, na czym powinniśmy się skupiać bardziej. A na czym twoim zdaniem bardziej skupia się Raków?
Czytałem niedawno wywiad z Wojciechem Cyganem, który zapytany o cele zespołu pod wodzą Łukasza Tomczyka podtrzymał deklarację, że nasze ambicje się nie zmieniają: mierzymy w Puchar Polski i miejsce w lidze gwarantujące występy w Europie. Oba cele są dzisiaj realne, bo w lidze jeszcze nikt ani nic nie wygrał, ani nie przegrał – może oprócz Niecieczy. Nawet Lech, mimo że nieco odskoczył punktowo, nie może jeszcze mrozić szampanów. Dwa zwycięstwa lub porażki mogą wywrócić tabelę i sami też jesteście w takiej sytuacji. Wyniki Rakowa wiosną nie nastrajają optymistycznie, bo brakuje wygranych, a nawet jeśli ostatnio zwyciężyliśmy, to z blado wyglądającą Pogonią. Ponadto tracimy dużo bramek, szczególnie w ostatnich minutach – choćby w LKE czy pucharowym pojedynku z Avią. Martwi, że najbardziej doświadczona i zgrana formacja, a więc defensywa, nie wygląda najlepiej w tym sezonie. Z drugiej strony, poza meczem z Górnikiem, zazwyczaj nie jesteśmy słabsi od rywali i nadal jesteśmy w grze o wszystko, a moim zdaniem w czwartek zagramy najważniejszy mecz tej wiosny.

W zimowej przerwie byliśmy świadkami trenerskiej roszady na linii Warszawa – Częstochowa – Bytom. W Bytomiu zaszły już personalne korekty, Legia również gra poniżej oczekiwań, a jakie nastroje panują pod Jasną Górą? Pozycja Łukasza Tomczyka jest mocna?
Jak dotąd Raków miał trzech trenerów w Ekstraklasie, co świadczy o pewnej stabilizacji. Marek Papszun przez lata rósł razem z Rakowem i w pewnym momencie postanowił zmienić otoczenie, natomiast pewien niesmak zostawił styl tej zmiany – uśmiechy w stronę Legii, narzekanie na stadion, który wcześniej nie przeszkodził w zdobyciu mistrzostwa. Dziś za drużynę odpowiada Łukasz Tomczyk, który ma wsparcie zarówno w gabinetach, jak i na trybunach. Mecz z GieKSą raczej tego nie zmieni, choć jeśli przegramy, to zawód będzie spory. Pozostanie liga, w której do ostatniej kolejki będzie się sporo działo. Dlatego nie spodziewam się żadnych niespodziewanych ruchów aż do letniego okienka. Łukasz Tomczyk pracuje na materiale „odziedziczonym” po Marku Papszunie, który przez lata układał te klocki po swojemu. Kadra jest silna, moim zdaniem jedna z najsilniejszych w Ekstraklasie, ustępująca jedynie Lechowi.

Na ile jednak problemem tej kadry są kontuzje? Co jakiś czas wypada ważny zawodnik: Kochergina nie ma od wielu miesięcy, niedawno wypadł Tudor, z Widzewem nie zagrał Amorim, a na urazy narzekają też Pieńko i Ameyaw. Lista jest pewnie dłuższa, bo przecież sam Ivi Lopez co jakiś czas wypada z gry. Ławka jest odpowiednio szeroka?
Moim zdaniem latem zabrakło wzmocnień, przede wszystkim na wahadłach – dziś gotowi do gry są tylko Carlos i Ameyaw, który zagrał z Widzewem, choć zapowiadano jego dłuższą przerwę. Ponadto nie ma zmiennika dla Oskara Repki, bo wariant Struski – Bulat nie wygląda ostatnio dobrze. Problemy są również na „dziesiątkach”, bo pod nieobecność Iviego brakuje nam zawodników w stylu Bartka Nowaka.

Można to było zauważyć w sobotnim meczu z Widzewem, gdzie na bramki czekaliśmy do doliczonego czasu gry. Jak oceniasz występ Rakowa w tym pojedynku?
Nasza rywalizacja z Widzewem ma w sobie coś szczególnego, po prostu trzeba z nimi wygrać, co ostatnio często się udawało. Gdyby nie czerwona kartka Arsenicia, to w Wielką Sobotę mogło być podobnie. Wyrzucenie Zorana z boiska było zupełnie słuszne, a mógł wylecieć jeszcze wcześniej. Gdybyśmy grali po jedenastu, to wcześniej czy później bramki dla Rakowa by padły, bo Widzew nie dał nawet pół argumentu w ofensywie przemawiającego na ich korzyść. Grając prawie godzinę w przewadze oddali jeden strzał i zrobili zdecydowanie za mało, żeby wygrać w Częstochowie.

Mamy za sobą oba ligowe pojedynki, które dwukrotnie wygraliście 1:0. Ja żałuję szczególnie wyniku w Częstochowie, bo gdyby Adam Zreľák nie zmarnował sytuacji trzech na jednego, a Eman Marković trafił do bramki zamiast w poprzeczkę, to punkty nie musiały zostać przy Limanowskiego.
Zarówno w tym, jak i poprzednim sezonie, rywalizacja z GKS-em nie była dla nas łatwa. Trzy razy byliśmy górą, ale każdy z tych meczów był na styku. Na Raków trzeba uważać do samego końca, potrafimy, często w doliczonym czasie gry, przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

My też nie mamy się czego wstydzić pod tym względem, co pokazaliśmy m.in. w sobotę.
Zgadza się. Myślę, że piłkarze obu drużyn są tego świadomi, że dopóki nie zabrzmi ostatni gwizdek, to nie można tracić koncentracji. Jakość zawodników trafiających do Ekstraklasy rośnie z każdym sezonem i nie brakuje takich, którzy jedną akcją potrafią zmienić oblicze meczu.

Przed ostatnią kolejką Ekstraklasy zabawiłeś się na Twitterze w typowanie wyników i bezbłędnie trafiłeś rozstrzygnięcie meczu GieKSy z Wisłą. Jak oceniasz nasz potencjał, zarówno w lidze, jak i w perspektywie pojedynku pucharowego?
Nie jestem zaskoczony dobrą formą GieKSy w rundzie wiosennej. Trener Górak potrzebował czasu, aby wkomponować w zespół nowych zawodników, którzy zastąpili tych, którzy odeszli, m.in. Oskara Repkę. Ponadto, coraz większą rolę w drugiej linii odgrywa Nowak, powoli do składu przebija się Wędrychowski, którego bardzo lubię i uważam, że będziecie mieć z niego dużo radości. Zupełnie nietrafione były za to letnie decyzje kadrowe co do napastników, na szczęście dla was wyciągnięto odpowiednie wnioski. Zimą dołączył do Was „Wdówka”, który zaczął już trafiać do siatki, a o wspomnianym Nowaku trudno powiedzieć coś nowego – jest dziś gwiazdą ligi.

Przy okazji meczu z Rakowem musimy jednak zatrzymać się chwilę przy dwóch ostatnich wymienionych przez ciebie zawodnikach. Obaj mają przeszłość w Rakowie, z którym świętowali wiele sukcesów. Jak wspominasz tych piłkarzy?
Obu wspominam bardzo dobrze, bo dawali liczby, a to znaczy w piłce bardzo wiele. Bartek zaliczył podobne wejście do GieKSy jak do Rakowa, gdy trafiał do nas z Górnika. Strzelił 10 goli w Ekstraklasie, z czego większość jesienią, dawał asysty i choć nie był liderem na miarę roli, jaką dziś pełni w GKS-ie, to był bardzo pożytecznym zawodnikiem. W Częstochowie tych liderów było wtedy więcej, bo na „dziesiątce” był jeszcze Ivi, więc konkurencja była mocna. W Katowicach Bartek jest niekwestionowanym liderem i dobrze odnajduje się w tej roli. Z kolei Mateusz Wdowiak zrobił w Częstochowie wiele dobrego, natomiast w pewnym momencie uznano, że jego pozycję trzeba jeszcze bardziej wzmocnić. Nie jestem przekonany, czy to się udało. Moim zdaniem brakuje nam dzisiaj zawodnika o profilu „Wdówki” – szybkiego i bramkostrzelnego. Mateusz został oddany do Zagłębia, gdzie nie do końca się odnalazł. Mam wrażenie, że do was pasuje lepiej.

Wdowiak jest szczególnym amuletem, jeśli chodzi o Puchar Polski, bo wygrywał go już trzy razy – z Cracovią i dwukrotnie z Rakowem.
Nie wiem, jak będzie w czwartek, ale poprzednio w barwach Zagłębia Mateusz nie rozegrał dobrego pojedynku z Rakowem. Podobnie zresztą Bartek Nowak, któremu mecze w Częstochowie nie wychodzą najlepiej. Obaj trzymamy kciuki za swoje kluby, jednak najważniejsze, aby nasze zawody były dobrze posędziowane, a arbiter nie był głównym aktorem tego widowiska. Wydaje się, że wy macie w tym momencie bardziej ustabilizowaną formę, a u nas wahania są większe. Z drugiej strony nie przegraliśmy na Limance od czterech spotkań – jesienią prawie każdy u nas wygrywał, a teraz nie jest to już takie proste.

Wracając do rywalizacji w Rakowie, wasz potencjał ofensywny może imponować: Brunes, Rocha, Diaby-Fadiga, Brusberg czy Makuch – jest kim straszyć. Tymczasem w Ekstraklasie strzeliliście tyle samo bramek co GKS, który od początku sezonu ma swoje problemy w linii ataku. Czego brakuje, by ten worek z bramkami rozwiązać na dobre?
Na dzień dzisiejszy gole strzelają przede wszystkim Fadiga z Brunesem. Gdy gra się na trzy „dziewiątki”, jak choćby z Widzewem, to brakuje „dziesiątek” – zawodników, którzy mogą dogrywać piłki kolegom, bo napastnicy przeważnie grają na siebie. Najmniej zarzucałbym tu Brunesowi, który stał się jednym z liderów drużyny, motywatorem i zawodnikiem pracującym na rzecz kolegów.

Zostawiając na boku Ekstraklasę, ścieżka Rakowa do półfinału Pucharu nie była szczególnie wyboista, a najbliżej wykolejenia było na boisku 3-ligowca w Świdniku.
Porównując naszą i waszą drogę do półfinału, to rzeczywiście mieliśmy więcej szczęścia w losowaniach. Niektóre drużyny przekonały się jednak boleśnie, że szczęśliwe losowanie to nie wszystko, bo trzeba jeszcze wygrać na boisku. W Świdniku mieliśmy pewne trudności, bo gdy gra się z niżej notowanym rywalem, to trudno jest dawać z siebie sto procent przez cały mecz. Ale prawdę mówiąc, kiedy Raków przyspieszył, szczególnie na początku dogrywki, to różnica potencjałów była zauważalna. Szkoda, że musieliśmy grać dodatkowe 30 minut, szczególnie w tak trudnych warunkach, jakie były w Świdniku – zawodnicy ekstraklasowi są przyzwyczajeni do innych standardów. Trudno grać technicznie i kombinacyjnie na takiej nawierzchni.

Jakie miałeś odczucia po losowaniu par półfinałowych? Mogło być lepiej, ale mogło też być gorzej?
Marzył mi się finał Rakowa z GKS-em w Warszawie. Z drugiej strony obawiałem się rywalizacji z Górnikiem, bo mecze z Zabrzanami nie układają nam się ostatnio zbyt dobrze. Raków potrafi się jednak zmobilizować w decydujących meczach. Udowodniliśmy to w europejskich pucharach, także pod wodzą nowego trenera. Na przykład mecze z Fiorentiną, które nie były złe w naszym wykonaniu. Mieliśmy swoje szanse w konfrontacji z mocnym kadrowo zespołem z Włoch, który jeszcze niedawno dochodził do finału tych rozgrywek. Podobne nastawienie będziemy mieć na mecz z GKS-em i jestem przekonany, że będziemy do niego odpowiednio przygotowani.

W Wielką Sobotę graliśmy z Wisłą Płock, która słynie z żelaznej defensywy i pozwala rywalom na dłuższe operowanie piłką. Spodziewam się, że Raków będzie miał zgoła odmienny pomysł na nasz mecz. A jaki scenariusz ty przewidujesz?
Moim zdaniem dużym osłabieniem waszego środka pola będzie brak Kowalczyka. I choć zastąpi go Rasak, który jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, to brak Kowalczyka będzie zauważalny. Nawiasem mówiąc, pozytywnie zaskoczyły mnie wasze zimowe ruchy transferowe, szczególnie wspomniany Wdowiak i Rasak, którego sprowadzenie było dość nieoczywistym posunięciem. Stawianie na zawodników ogranych w polskiej lidze będzie procentować. Co do naszego meczu, spodziewam się, że GKS będzie ustawiony defensywnie, licząc na szybkiego Wdowiaka czy stałe fragmenty gry wykonywane przez Nowaka. Trzeba też będzie uważać na waszych wahadłowych, którzy są w stanie biegać w tę i z powrotem przez 90 minut, a jeśli będzie trzeba, to i przez 120. Z kolei u nas wahadła trochę się posypały, chyba że gotowy do gry będzie Tomek Pieńko. Moim zdaniem trener Górak ustawi wasz zespół w taki sposób, by czekać na swoje momenty i skwapliwie je wykorzystać. Natomiast Raków może być podrażniony kiepskimi wynikami w lidze i próbować zatrzeć gorsze wrażenie meczem w Pucharze. To tylko jeden mecz – nie ma rewanżu, przechodzisz dalej lub odpadasz. Myślę, że będziemy odpowiednio zmotywowani, by rozstrzygnąć ten mecz na naszą korzyść i znów zagrać na Narodowym.

Jak długo pogramy w czwartek? 90 czy 120 minut? Jaki wynik obstawiasz?
Myślę, że mecz rozstrzygnie się w 90 minut i zadecyduje jedna bramka, a Raków wygra 1:0. Na pocieszenie dorzucę typ, że na koniec sezonu GKS znajdzie się w pierwszej czwórce Ekstraklasy.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga