Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Saperzy i złudzenia optyczne

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Trudno mi się jakoś przestawić z kadry i meczów reprezentacyjnych na naszą ligową piłeczkę. Jakoś mam ten przełącznik, że jak reprezentacja gra swoje ważne mecze, to moja uwaga odchodzi na chwilę od GieKSy i skupia się na drugiej najważniejszej dla mnie drużynie. Bo tylko im kibicuję – nie mam swojego ulubionego klubu zagranicznego, nie mam swojej ulubionej innej reprezentacji. Serce bardzo mocno bije jedynie przy GieKSie i Polsce.

To co wydarzyło się we wtorek to był cios. Zastanawiam się, jak to przełożyć w tym felietonie na nasz katowicki zespół. Bo trochę chcę popisać o meczu ze Szwecją i trochę o nadchodzącym z Wisłą Płock. No i chyba mam.

Mecz w Solnie był trudny, bo Polska do pewnego momentu dwukrotnie przegrywała, więc sama perspektywa odrabiania strat na wyjeździe jawi się jako zadanie ciężkie. Ale piłkarze Jana Urbana grali dobrze. Choć ściślej trzeba by powiedzieć – dobrze w ofensywie. I w środku boiska w destrukcji. ALe czy aby na pewno? Polacy dominowali, mieli przewagę, stworzyli sytuacje i strzelili dwa gole. To dużo jak na mecz wyjazdowy. Nie ma więc czego się tu specjalnie uczepić.

Nie jest jednak prawdą, że ostatecznie to był bardzo dobry mecz. I pojawiły się w związku z takimi twierdzeniami nowe, ale gruntujące się we mnie przez wiele lat refleksje. Takie, że naprawdę nie ma sensu mówić o tym, czy ktoś zagrał dobrze, bardzo dobrze, źle i tak dalej. To znaczy, nie ma to żadnego znaczenia. W futbolu liczy się wynik. Liczy się efektywna gra zarówno w obronie, jak i w ataku. I o ile w ofensywie – tak jak powiedziałem – mecz ten był bardzo dobry, to defensywa ostatecznie była fatalna. Naprawdę nie ma znaczenia to, że w destrukcji było całkiem nieźle, skoro trzy raz daliśmy się pokarać. W piłce nożnej gra defensywna to zawód sapera.

Ktoś powie, że słabszy zespół wygrał. Bzdura totalna. Takie twierdzenie można wysnuć wtedy, kiedy jest długi czas 0:0 i przeciwnik cufalem lub w wyniku błędu sędziego strzela bramkę. Ale na Boga – Szwedzi strzelili nie jedną bramkę, a trzy! Jak więc możemy mówić o tym, że byli drewniani? Trzy gole w meczu to jest przecież mega wynik. Szwedzi byli wyrachowani. Wykorzystali swoje okazje.

Nie powinno być czegoś takiego w trakcie meczu, że „przeciwnik jest do walnięcia”. Ilekroć w życiu to słyszałem – nie sprawdzało się. Można dominować i wyobrażać sobie spokojne i pewne zwycięstwo, a i tak z reguły na koniec przychodzi gong. Tak jak choćby w naszym meczu z Arką. Tak jak ostatnio z Cracovią. Tak teraz było w Szwecji.

Liczy się efektywność. Tylko i wyłącznie. Trzeba taktykę obrać tak, żeby była skuteczna. Efektowną i piękną piłkę zostawmy. Jeśli są wykonawcy – to spoko. Jeśli nie – trzeba grać inaczej. I nade wszystko należy zaczynać od defensywy. Bez niej w piłce nie osiągnie się nic.

Tak się składa, że dwa ostatnie mecze moich drużyn okazały się bardzo frustrujące. Przy czym konkretne emocje dotyczące spotkania Cracovii z GieKSą i Szwecji z Polską były różne. Wynikało to z tego, że mecz GKS był jednym z wielu ligowych. Polska grała swój finał – o być albo nie być. Po Cracovii więc dominowało czyste wkurzenie. Po barażu już tylko zwykły żal, smutek i poczucie bezpowrotnie straconej szansy.

Nas taki finał, a konkretnie półfinał czeka już za niespełna tydzień. Ale to już inna bajka niż nadchodzący sobotni mecz. I też inna niż mecz kadry – bo tutaj GieKSa już bardzo dużo osiągnęła. Polska nie osiągnęła ostatecznie nic.

I tak – mecz z Cracovią w pewnym sensie był podobny. Przy czym – GieKSa nie była tak „dobra” jak Polska. A już na pewno Pasy nie były tak efektywne, jak Szwecja. Efektywne jednak na tyle, by wygrać mecz. Po przypadkowym karnym. I ten mecz był zawalony. Bo nie strzeliliśmy nic. Polska zawaliła, bo nie wybroniła.

Człowiek uczy się tej piłki całe życie. I ma złudną nadzieję, że jak jego drużyna zaczyna cisnąć, to na pewno wygra. Ile razy to przerabialiśmy przez wiele lat. Potrafiliśmy zamykać rywali na swoich połowach czy trzydziestym metrze. I na koniec albo dostawaliśmy głupiego gonga, albo po prostu przeciwnik budził się i orientował, że nie jesteśmy mu w stanie nic wielkiego zrobić i sam przyatakował. Więc naprawdę zostawmy te złudzenia optyczne, że jesteśmy lepsi. Grajmy taktycznie, pod przeciwnika, czasem z 30-procentowym posiadaniem piłki. Ale bądźmy po prostu bardziej cwani i wyrachowani. Tu naprawdę nie trzeba być cudownie uzdolnionym piłkarsko i technicznie. Trzeba być po prostu w miarę dobrym, dobrym na poziom ekstraklasy i umieć tę „dobroć” wcielić w życie. Piłka to nie tylko jeden aspekt, na przykład dominacja, technika, wydolność, taktyka. To suma tych wszystkich plus jeszcze kilka innych. Trzeba mieć trochę szczęścia. Trzeba mieć trochę odwagi, ale też rozwagi (której na przykład zabrakło Grabarze przy wyrzucie). Trzeba mieć refleks. Trzeba być dobrym strategiem, żeby zarówno przed, jak i w trakcie meczu modyfikować taktykę. Trzeba umieć podejść przeciwnika psychologicznie, jak i samemu radzić sobie ze swoimi emocjami na boisku i ławce trenerskiej. Całą tą konfiguracją wygrywa się w piłce. A nie tym, że „lepiej wyglądaliśmy i dominowaliśmy, a Szwedzi drewniani”.

Przed nami bardzo ważne starcie z Wisłą Płock. Po wcześniejszej serii zwycięstw, ostatnio zanotowaliśmy dwie porażki. Mniej bolesną z Jagą i bardzo bolesną z Cracovią. Jak mieliśmy świetną sytuację w tabeli, tak znów sytuacja ta stała się średnia. Licho (liga) jednak nie śpi. Przed nami kolejne trudne spotkania i punktować nadal trzeba, bo utrzymanie nie jest pewne. Po Wiśle czekają nas bardzo trudne spotkania z Rakowem i Lechem. Choć starcie z Medalikami będzie innej rangi, to warto byłoby się pozytywnie nastawić przed tym spotkaniem. A przy Bułgarskiej z walczącym o mistrzostwo Lechem będzie niezwykle ciężko.

GieKSa udowodniła w tym sezonie już nieraz, że potrafi odpowiednio podejść do przeciwnika. Potrafimy zarówno wyczekiwać na rywala, jak i prowadzić grę. Brakuje czasem jedynie „tego czegoś”. I mam nadzieję, że nad tym pracowała drużyna w przerwie reprezentacyjnej. Bo takie mecze jak z Cracovią nie mogą się powtarzać. Rozumiem zagrać słabiej, rozumiem, gdy przeciwnik rzeczywiście jest lepszy. Jednak w tym przypadku mieliśmy rywala podanego na tacy i po prostu trzeba było to udokumentować.

Zaczynamy bardzo intensywny finisz sezonu. Już nie będzie przerwy na kadrę. Tylko cotygodniowa walka. Wkraczamy więc w bardzo interesujący okres, a emocji na pewno nam nie zabraknie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga