Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Pieczęć GieKSy i piąty finał z rzędu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki w ubiegłym tygodniu rozegrały dwa mecze wyjazdowe: z Rekordem oraz z Pogonią Tczew. W obu padł remis 1:1. Piłkarze najbliższe spotkanie rozegrają na Arenie Katowice w Wielką Sobotę (4 kwietnia o godzinie 12:15) z Wisłą Płock. Media informują o kontuzji Mateusza Kowalczyka oraz w dalszym ciągu nie wyleczonym urazie Adama Zreľáka.

Siatkarze pokonali 3:0 w wyjazdowym meczu SMS PZPS Spała. Kolejne spotkanie rozegramy 2 kwietnia o 20:00 na wyjeździe ze Stalą Nysa. Będzie to ostatnie mecz rundy zasadniczej. Nasza drużyna jest na pierwszym miejscu z przewagą dwóch punktów nad Aniołami Toruń.

W ostatnich dwóch meczach półfinałowych THL hokeiści wygrali po 3:1 z Unią Oświęcim, a w całej rywalizacji 4:3. W finale zmierzymy się z GKS-em Tychy. Pierwsze dwa spotkanie zostaną rozegrane jutro i pojutrze (1 i 2 kwietnia) w Satelicie. Początek odpowiednio o 18:00 i 20:30.

 

PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski z drugim remisem z rzędu
W zaległym spotkaniu 12. kolejki Orlen ekstraligi Rekord Bielsko-Biała zremisował 1:1 z GKS-em Katowice. Gospodynie objęły prowadzenie po bramce Agnieszki Glinki, a mistrzynie Polski do wyrównania doprowadziły za sprawą Aleksandry Nieciąg.
Gospodynie wyszły na prowadzenie w ósmej minucie, a na listę strzelczyń wpisała się wówczas Agnieszka Glinka. W 15. minucie Aleksandra Nieciąg wykorzystała błąd piłkarek Rekordu w rozegraniu od własnej bramki i doprowadziła do wyrównania. W 30. minucie gospodynie wyszły z atakiem – Alicja Bednarek przymierzyła zza pola karnego, a Katarzyna Nowak wybroniła jej uderzenie twarzą. Gospodynie miały kilka stałych fragmentów gry. Pod koniec pierwszej połowy mistrzynie Polski przejęły inicjatywę. W 42. minucie zmusiły Kingę Ptaszek do interwencji, jednak golkiperka Rekordu wyszła z tej sytuacji obronną ręką. Do przerwy utrzymywał się remis 1:1. W drugiej połowie obie ekipy szukały swoich szans, jednak wynik pozostawał bez zmian. W 85. minucie zmienniczka Rekordu Katarzyna Jaszek stanęła przed dogodną sytuacją strzelecką, jednak piłka po jej strzale minęła się z poprzeczką. Obie drużyny kończyły mecz w dziesiątkę – po stronie Gieksy meczu nie dokończyła Katarzyna Nowak, zaś w zespole Rekordu Katarzyna Jaszek (obie w konsekwencji dwóch napomnień).

Mistrzynie Polski tracą punkty w Tczewie
GKS Katowice nie zdołał przełamać serii remisów i wywiózł z Tczewa tylko jeden punkt. Mecz z Pogonią Dekpol Tczew w ramach 16. kolejki Orlen Ekstraligi zakończył się wynikiem 1:1.
Katowiczanki dobrze weszły w mecz i od pierwszych minut próbowały przejąć inicjatywę. Pierwszy sygnał ostrzegawczy dała Aleksandra Nieciąg, jednak na posterunku była Alexandra Reynolds. Pogoń odpowiedziała groźnie, a strzał Nanoki Iriguchi z rzutu wolnego odbił się od poprzeczki. W 22. minucie GKS objął prowadzenie po skutecznie rozegranym rzucie rożnym, który wykończyła Katerina Vojtkova. Do przerwy wynik mógł być wyższy, ale kolejne próby Jaszek i Włodarczyk nie znalazły drogi do siatki.
Po zmianie stron GieKSa kontrolowała tempo gry i stwarzała zagrożenie głównie po dośrodkowaniach. Brak drugiego gola zemścił się jednak w drugiej połowie, gdy Julia Drożak wykorzystała podanie wzdłuż bramki i doprowadziła do wyrównania. W końcówce katowiczanki naciskały, lecz nie były w stanie ponownie pokonać bramkarki gospodyń.

infokatowice.pl – GKS Katowice z problemami. Dwóch ważnych zawodników pod znakiem zapytania
Mateusz Kowalczyk wrócił do Katowic z urazem odniesionym na zgrupowaniu reprezentacji Polski U-21. Wciąż niepewna jest także dyspozycja Adama Zreľáka. Występ obu kluczowych dla GieKSy zawodników stoi pod znakiem zapytania.
Na ostatnie zgrupowanie reprezentacji Polski U-21 powołany został pomocnik GKS-u Katowice Mateusz Kowalczyk. W trakcie meczu z Armenią zawodnik doznał kontuzji, która wykluczyła go z udziału w kolejnym spotkaniu kadry. Jak poinformował oficjalny portal Łączy Nas Piłka, piłkarz doznał urazu mięśnia dwugłowego i opuścił zgrupowanie, wracając do Katowic na dalsze badania.
O aktualny stan zdrowia zawodnika zapytaliśmy w klubie. Rzecznik prasowy GKS Katowice, Michał Kajzerek, przekazał, że kluczowe będą wyniki badań. – Mateusz Kowalczyk dzisiaj ma kolejne badania i kiedy poznamy ich wyniki, powinniśmy wiedzieć więcej na temat jego stanu zdrowia – poinformował. Na ten moment nie wiadomo więc, kiedy jeden z filarów drużyny będzie gotowy do gry.
Niepewna pozostaje także sytuacja ofensywna GieKSy. Napastnik Adam Zreľák wciąż nie wrócił do pełnych treningów z zespołem. – Adam Zreľák jest wciąż w treningu indywidualnym i pracuje z fizjoterapeutą. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy będzie gotowy do gry na mecz z Wisłą Płock – dodał Kajzerek.
Choć oba przypadki różnią się charakterem, łączy je jedno – niepewność przed najbliższym spotkaniem ligowym. Sztab szkoleniowy GKS-u Katowice musi liczyć się z tym, że zarówno Kowalczyk, jak i Zreľák mogą nie być do dyspozycji na mecz z Wisłą Płock. Ostateczne decyzje dotyczące ich występu zapadną po wynikach badań i najbliższych dniach treningów.

 

SIATKÓWKA
lodzkips.pl – Dominacja siatkarzy GKS-u Katowice w Spale
GKS Katowice pokonał SMS PZPS Spała 3:0 w wyjazdowym spotkaniu PLS 1. Ligi. Zespół z Katowic wypracował przewagę dzięki skutecznej zagrywce Quirogi oraz punktowym blokom, które rozstrzygnęły losy meczu w kluczowych fragmentach gry. Wynik 25:17 w dwóch pierwszych partiach oraz 25:21 w trzeciej odsłonie przypieczętował zwycięstwo gości i zdobycie kompletu punktów.
Początek meczu przyniósł wyrównaną walkę punkt za punkt, a na tablicy szybko pojawił się wynik 8:8. GKS błyskawicznie wrzucił jednak wyższy bieg i systematycznie powiększał przewagę, wykorzystując serię punktową przy zagrywkach Gonzalo Quirogi. Gdy wynik wskazał 17:12 dla gości, Katowiczanie przejęli pełną inicjatywę. Kolejne mocne serwisy Krzysztofa Gibka podbiły prowadzenie do stanu 21:13, co ostatecznie odebrało gospodarzom chęć do walki. Choć SMS próbował poderwać się do odrabiania strat, zdołał ugrać jedynie cztery punkty, a goście zamknęli pierwszą partię wynikiem 25:17
Drugi set przyniósł całkowitą deklasację gospodarzy już w pierwszej fazie gry. Szczelny blok oraz bezbłędna skuteczność w ataku pozwoliły GKS-owi wypracować miażdżącą przewagę 10:2. W kolejnych minutach gra nieco się wyrównała, jednak wynik 20:11 brutalnie odebrał SMS-owi nadzieję na korzystne zakończenie seta. Pojedyncze udane akcje Oskara Trawki, Karola Lepperta czy Adama Potempy okazały się niewystarczające, by zniwelować straty z fatalnego początku. Katowiczanie utrzymali koncentrację i podobnie jak w poprzedniej odsłonie, zwyciężyli 25:17.
Trzecia partia przyniosła chwilowe przebudzenie SMS-u, który tym razem nie pozwolił rywalom na wczesną ucieczkę punktową. Dobra postawa Bartosza Sawickiego, który skutecznie uprzykrzał życie zawodnikom GKS-u, pozwoliła gospodarzom doprowadzić do remisu 9:9. Po dobrym serwisie Marcina Hływy Spała objęła nawet prowadzenie 17:16, jednak ich opór złamał Wojciech Ferens, meldując się w polu zagrywki i wyprowadzając GKS na 21:18. Decydujące akcje należały do Gonzalo Quirogi oraz Michała Superlaka, którzy przypieczętowali zwycięstwo w secie i całym meczu.
SMS PZPS Spała – GKS Katowice 0:3 (17:25, 17:25, 19:25)

 

HOKEJ
hokej.net – Dublet Andersona i genialny refleks Eliassona. GieKSa urwała się ze stryczka!
Hokeiści GKS-u Katowice pokonali na wyjeździe Unię Oświęcim 3:1 i uciekli spod topora. W ekipie GieKSy świetnie zaprezentowali się Jesper Eliasson i Stephen Anderson. Szwedzki golkiper obronił 32 uderzenia rywali, a Kanadyjczyk dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. O tym, kto z tej pary awansuje do finału przesądzi siódmy mecz, który odbędzie się w piątek w „Satelicie”.
Oświęcimianie mają czego żałować, bo nie zamknęli rywalizacji we własnej hali i przy żywiołowo reagującej publice. Czego im zabrakło? Chłodnych głów i czegoś, co w hokeju często określa się mianem instynktu killera.
Podopieczni Jacka Płachty wykorzystali swoje szanse, ofiarnie się bronili i mieli ogromne wsparcie w osobie swojego bramkarza. Jesper Eliasson rozegrał swój najlepszy mecz w tej serii, a po jego interwencjach zarówno zawodnicy, jak i kibice Unii łapali się za głowy.
Tym samym potwierdziły się słowa Grzegorza Pasiuta. Kapitan ekipy ze stolicy województwa śląskiego stwierdził, że jego zespół wróci do swojej hali na decydujący, siódmy mecz.
Trener Róbert Kaláber kolejny raz nie zmienił zwycięskiego składu. Sztab szkoleniowy katowickiego klubu zdecydował się na korekty w formacjach, a jako 13 napastnik zagrał dziś wracający po urazie Juho Koivusaari.
Pierwsze minuty przebiegły pod dyktando GieKSy, która po porażce we własnej hali 1:4, znalazła się nad przepaścią. Podopieczni Jacka Płachty rzucili się na Oświęcimian, ale konkretów w postaci bramek to nie przyniosło. Linus Lundin skutecznie interweniował po uderzeniach Bartosza Fraszki, Patryka Wronki i Sama Coatty.
Gospodarze nieco wolniej się rozkręcali, ale to właśnie oni wykreowali sobie najgroźniejszą okazję. W 8. minucie Łukasz Krzemień idealnie dograł do Damiana Tyczyńskiego, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Jesperem Eliassonem. Napastnik Unii uderzył z nadgarstka, ale szwedzki golkiper nie dał się pokonać. Eliasson świetnym refleksem popisał się też w osiem minut później, gdy obronił uderzenie Daniela Olssona Trkulji i dobitkę Ołeksandra Peresunki.
Na pierwszego gola trzeba było poczekać do 25. minuty. Do tercji wjechał Bartosz Fraszko, a następnie zostawił gumę Stephenowi Andersonowi, który precyzyjnym uderzeniem z prawego bulika zaskoczył oświęcimskiego bramkarza.
Zespół dowodzony przez Róberta Kalábera próbował szybko odpowiedzieć, ale precyzji i chłodnej głowy zabrakło kolejno Nickowi Moutreyowi i Mice Partanenowi. W 33. minucie Oświęcimianie zagrali w przewadze i błyskawicznie założyli zamek. W zasadzie jużpo kilku sekundach groźną sytuację miał Daniel Olsson Trkulja, ale uderzenie szwedzkiego środkowego odbiło się od słupka.
Później do odpoczywającego na ławce kar Albina Runessona dołączył Travis Verveda i biało-niebiescy przez 22 sekundy grali w piątkę przeciwko trójce rywali. Jednak nie wykorzystali tej szansy. Gdy wykluczenie odsiadywał już tylko Kanadyjczyk fantastycznym podaniem zza bramki popisał się Olsson Trkulja, a Ahopelto długo się nie zastanawiał i posłał gumę do siatki. Kibice na trybunach mieli pierwsze powody do radości. Do przerwy wynik się nie zmienił, więc emocje w szeregach obu drużyn były ogromne.
Goście grający z nożem na gardle znakomicie rozpoczęli ostatnią odsłonę. W 44. minucie krążek pod bandą wywalczył Mateusz Michalski, nieco go podholował, a następnie dograł na lewy bulik do Jacoba Lundegårda. Szwed uderzył bez przyjęcia w krótki róg i zaskoczył Linusa Lundina.
Ten gol wyraźnie podciął skrzydła zawodnikom Unii, którzy długo nie potrafili stworzyć sobie dogodnej okazji. Można było nawet odnieść wrażenie, że wkrótce obejrzymy trzeciego gola dla Katowiczan.
W 55. minucie pod bramką Jespera Eliassona mocno się zakotłowało, a szwedzki golkiper zwijał się jak w ukropie. Najpierw obronił uderzenie Villego Heikkinena, a następnie dobitki Aleksiego Mäkeli.
Na 63 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry trener Róbert Kaláber poprosił o czas, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Ta pokerowa zagrywka nie opłaciła się. Pieczęć na zwycięstwie postawił Stephen Anderson, który umieścił gumę w pustej bramce.

Pieczęć GieKSy i piąty finał z rzędu! Dublet Fraszki i fenomenalne asysty Wronki
W końcu poznaliśmy skład finału play-off! Do GKS-u Tychy dołączył dziś GKS Katowice, który w siódmym meczu pokonał Unię Oświęcim 3:1. Podopieczni Jacka Płachty o złoto powalczą po raz piąty z rzędu.
W przekroju całego meczu Katowiczanie zaprezentowali więcej hokejowych konkretów. Zagrali ofiarniej w destrukcji i byli aktywniejsi w ataku.
Mieli też w składzie Patryka Wronkę, który znakomicie kreował grę i niczym kelner restauracji z gwiazdką Michelin znakomicie obsługiwał swoich partnerów znakomitymi podaniami. „Wronczes” zaliczył fenomenalne asysty przy trafieniach Bartosza Fraszki i Lauriego Huhdanpy, które padły na początku i na końcu drugiej odsłony. „Frachol” zakończył mecz z dubletem, bo na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry posłał gumę do pustej bramki. W ten oto sposób postawił pieczęć na zwycięstwie i awansie do finału.
W ekipie GieKSy nie wystąpił Jean Dupuy, z kolei Róbert Kaláber nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych Bartosza Florczaka, Martina Kasperlíka i Radosława Galanta i Jakuba Kubeša. W miejsce Czecha zagrał Roman Diukow, a funkcję kapitana Unii pełnił Ville Heikkinen.
Początek meczu był ostrożny w wykonaniu obu ekip. Zarówno Katowiczanie, jak i Oświęcimianie starali się grać odpowiedzialnie w destrukcji i przede wszystkim nie popełnić błędów.
Pierwszą groźną okazję miał Roman Rác, ale jego uderzenie obronił Jesper Eliasson. Doświadczony Słowak, mając sporo miejsca i czasu, powinien lepiej uderzyć.
Później aktywniejsi byli gospodarze, którzy po pierwszej odsłonie mieli przewagę w strzałach 11-5. Sęk w tym, że nie potrafili znaleźć sposobu na Linusa Lundina. Szwed w największych opałach był w 8. minucie, ale Patryk Wronka przestrzelił z prawego bulika. Zgromadzeni na trybunach kibice aż złapali się za głowy.
Kluczowa dla losów spotkania okazała się druga odsłona. Już na jej początku na indywidualny rajd zdecydował się Wronka, który wjechał do tercji biało-niebieskich lewym skrzydłem, a następnie idealnie dograł do Bartosza Fraszki, a ten musiał tylko posłać gumę do odsłoniętej części siatki.
Unia po stracie gola odważniej ruszyła do przodu, ale nie przełożyło się to na gole. Dwa groźne strzały oddał Mika Partanen, ale katowicki golkiper był na posterunku.
Paradoksalnie najlepszą okazję biało-niebiescy stworzyli sobie podczas gry w osłabieniu. Gdy karę odsiadywał Damian Tyczyński, Erik Ahopelto dograł do Reece’a Scarletta, a ten od razu zdecydował się na strzał z bekhendu.
Podopieczni Jacka Płachty zeszli na drugą przerwę prowadząc 2:0. Albin Runesson uruchomił Patryka Wronkę, a ten znów popisał się znakomitym podaniem do Lauriego Huhdanpy. Fin, który miniony sezon kończył w zespole Unii skarcił swój były zespół, i był to jego pierwszy gol dla GieKSy w tym sezonie.
Gra nabrała rumieńców po przerwie. Wszystko za sprawą kontaktowego gola autorstwa Daniela Olssona Trkulji z 44. minuty. Szwedzki napastnik uderzył z prawego bulika, a guma znalazła się w siatce po uprzednim odbiciu od kija Mateusza Bepierszcza.
Zwycięzcy sezonu zasadniczego chwilę później mogli przesądzić o losach meczu, ale Lundin zanotował dwie kapitalne interwencje. Najpierw powstrzymał Stephena Andersona, a następnie Patryka Wronkę.
Skoro tego nie zrobili, na bramkę gospodarzy sunęły kolejne strzały Oświęcimian. Jednak Eliasson znów był dobrze dysponowany i nie dał się już pokonać. Gościom nie pomógł też manewr z wycofaniem golkipera i wprowadzeniem do gry dodatkowego napastnika. Na dodatek – na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry – kropkę nad „i” postawił Bartosz Fraszko, umieszczając gumę w pustej bramce. Kibice zgromadzeni w „Satelicie” zaczęli świętowanie awansu.

Ekspert TVP Sport ocenia półfinały i analizuje finał. Wskazał „delikatnego” faworyta
Za nami półfinały play-off, które szczegółowo omówił Grzegorz Piekarski. Były reprezentacyjny obrońca wskazał ocenił poczynania czterech zespołów, a także zdradził jak jego zdaniem może potoczyć się finał.
HOKEJ.NET:– Jesteś zaskoczony przebiegiem półfinałów?
Grzegorz Piekarski, były obrońca polskich klubów i reprezentacji Polski:
[…] Jeżeli chodzi o drugą parę półfinałową to można było przewidzieć że będzie to zacięta rywalizacja i prawdopodobieństwo zakończenia tej rywalizacji w 7 meczu było częściowo do przewidzenia. Natomiast jestem zaskoczony, że drużyna z Oświęcimia nie potrafiła wykorzystać atutu swojego lodowiska przy wyniku 3:2 mając w składzie zawodników z takim doświadczeniem i taką przeszłością. Tym bardziej, że potrafili wygrać trzy mecze z rzędu. A co najważniejsze nie potrafili wykorzystać absencji kontuzjowanego Jeana Dupuy, czyli najbardziej niebezpiecznego zawodnika Katowic. Zaskoczony jestem też faktem z braku wyciągania pewnych wniosków z poprzedniej rywalizacji, która skończyła się szczęśliwie golem w dogrywce numer siedem w rywalizacji z Toruniem.
Chyba najwięcej pretensji mogą mieć do siebie zawodnicy Unii Oświęcim, którzy zamiast dobić rywala u siebie w szóstym meczu, podali mu maskę z tlenem i przegrali też mecz numer siedem…
– Tak mogą mieć pretensje sami do siebie, bo mieli w meczu numer sześć bardziej klarowne sytuacje strzeleckie niż drużyna z Katowic. W tym dniu świetnie dysponowany Eliasson pomógł swojej drużynie, a biało-niebiescy nie potrafili znaleźć sposobu na szwedzkiego bramkarza. Strzał Moutreya z 50. minuty meczu z pierwszego uderzenia z okolic bulika był tego najlepszym przykładem. Dowodem, że jak idzie bramkarzowi, to potrafi wybronić strzał nawet głową i dowodem na bezsilność zawodników Unii, którzy mając tak dobrych zawodników w składzie w ostatnich dwóch meczach strzelili tylko 2 gole i stracili aż 6 goli, obnażając swoją najsłabszą stronę, czyli grę w defensywie.
W szóstym meczu stracili gole po szkolnych błędach obrońców, którzy mieli być motorem napędowym drużyny. To mówi wszystko.
[…] Kto i dlaczego wygra finałową rywalizację? Ilu spotkań mogą spodziewać się kibice?
– Wydaje mi się, że opierając się wyłącznie na meczach półfinałowych to delikatnym faworytem jest drużyna z Tychów. Należy jednak pamiętać, że rywalizacja rozpoczyna się w „Satelicie” a mała hala „Spodka” potrafi czasami odlecieć. Więc nie skreślałbym drużyny z Katowic. Zresztą sytuacje, w których wychodzi się z rywalizacji 2:3 grając szósty mecz na terenie przeciwnika i kończąc rywalizację w 7 meczu u siebie to jest to sytuacja, która wzmacnia i buduje dodatkowo drużynę.
Gdzie tkwi siła GKS-u Katowice? A co jest największą bolączką GieKSy?
– To piąty finał z rzędu drużyny z Katowic, więc ciężko znaleźć jakąś słabszą stronę tej drużyny.
Siła to doświadczenie, indywidualności i szkielet drużyny, który ze sobą jest już od kilku lat. Kilku solidnych obcokrajowców, bardzo dobra młodzież to sposób na budowę drużyny, która kolejny raz gra w finale.
Mówi się, że GKS Tychy to najlepiej zbalansowany zespół naszej ligi? Jakie są jego silne, ale też te słabsze strony?
– Najmocniejszą stronę tej drużyny to umiejętność jej budowania. Tam każdy zawodnik ma określone zadanie i dopasowuje się go do systemu, który ma grać drużyna. Szeroka kadra daje możliwości roszad i uzupełnienia składu w przypadku kontuzji, ale też pobudza drużynę do większej wewnętrznej rywalizacji. Bardzo podoba mi się gra Tyszan w obronie. Każdy obrońca kapitalnie jeździ na łyżwach i jest świetnie wyszkolony technicznie. Do tego kapitalne ataki i indywidualności robią różnicę. Słabsze strony? Niuanse.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga