Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Radomiakiem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz w Radomiu to już historia. GieKSa wygrała, zapisała kolejne trzy punkty i wróciła do Katowic z pełnymi rękoma. Czas jednak na kolejne wyzwania, bo teraz będziemy grać co trzy dni. Wracamy więc jeszcze raz do niedzieli, a potem – misja Lechia.

1. Do słonecznego Radomia wyruszyliśmy około godziny 10:00. Jechaliśmy w czwórkę w składzie: Filip, Misiek, Kazik i moja skromna osoba, a na miejscu czekały na nas posiłki w postaci Marcina.

2. Droga przebiegła bardzo spokojnie. Jako że mieliśmy nieco czasu, to zastołowaliśmy się w Karczmie u Antoniego, nieopodal Radomia. Przedziwne to było miejsce. Jakaś mega duża sala, muzyki brak, ludzi mnóstwo. Taka dziwna cisza – nie całkowita, bo ludzie gadali, ale taki pogłos ciszy.

3. Na jedzenie nie czekaliśmy długo. Kelnerka – pani rodem z PRL, ale sympatyczna – przyniosła żur Kazikowi szybko. Kazik zarzekał się, że nie chce wuszta na stadionie, ale w żurze chętnie przyjął.

4. Flifen wziął placki, ja z Miśkiem kotlet Antoniego. Myślałem, że to będzie coś innego, a to był kurczak pod serem i brokułem. I kalafiorem, żeby nie było.

5. Szybko się uwinęliśmy. Pogoda była miła, wiosenna, robi się coraz cieplej. Ruszyliśmy do Radomia.

6. Niedługo byliśmy pod stadionem. Policjantów udało się przekonać, że skoro jesteśmy z prasy, to powinniśmy przejechać tędy, a nie tamtędy.

7. Trochę poszukaliśmy miejsca do zaparkowania, ale udało się. Nic nie stało na przeszkodzie, aby udać się po odbiór akredytacji.

8. To co jest plusem stadionu w Radomiu, to fakt, że wszystko jest blisko siebie. Akredytacje, przejście na trybunę prasową, sala konferencyjna i pomieszczenie dla mediów tuż obok. To dużo ułatwia, bo na niektórych stadionach przejście z trybuny do Sali konferencyjnej to jest wyprawa – w praktycznego punktu widzenia bezsensowna np. w przerwie. W Katowicach też kawałek trzeba przejść.

9. Weszliśmy na trybunę. Bardzo ładnie wygląda ten obiekt w słońcu, w tej atmosferze wiosny. Aż nasuwało się na usta stwierdzenie: „nic, tylko grać w piłkę”. Naprawdę było bardzo sympatycznie.

10. Nam z Flifenem było jednak mało jedzenia, więc ruszyliśmy na poszukiwania kiełbasy. Miejsca VIP i prasowe były jednak całościowo bardzo oddzielone od reszty trybun. Na niektórych stadionach tak jest. Próbowaliśmy znaleźć drogę, ale nie znaleźliśmy. Ostatecznie przeszliśmy przez murawę i nikt nam problemów nie robił.

11. Swoją drogą Radomiak to jednak uniwersum. Po wydarzeniach z meczu z Koroną chyba sobie mocno wzięli do serca wszelkie głosy krytyki i audyt, bo spiker wielokrotnie potem mówił, żeby nie stać w przejściach itd. A kilkadziesiąt minut przed meczem ochrona przegoniła wszystkich z miejsc prasowych, nie wiedzieć czemu. Potem dziennikarze mogli wrócić.

12. Wróćmy do kiełbasy, bo jej nie było. Na stanowisku cateringowym można było tylko kupić hot doga ze zwykłą parówką lub zapiekankę. Pani powiedziała, że na całym stadionie nie ma kiełby. Więc wzięliśmy hot-doga, niby dobre i to, ale jak może nie być wuszta przy meczu piłkarskim?

13. Pod trybunami nie wygląda ciekawie. Te przejścia takie surowe, betonowe. Niby w Katowicach mamy tak samo, ale jednak bardziej estetycznie. Tu jakieś rury, ciągi i takie plamy na betonie. Do tego masa ptasich kup w jednym miejscu. Czy to chodzi o Gołębnik? Nie wiadomo.

14. Wróciliśmy na prasówkę. Ja jeszcze poszedłem do salki dla dziennikarzy po herbatę i były tam jakieś przekąski – koreczki czy takie babeczki z ciasta filo, Feio czy jakoś tak. Nie tykałem natomiast kanapek ze śledziem. Śmiem twierdzić, że zostały jeszcze z czwartku, z meczu z Arką.

15. Miejsca prasowe na Radomiaku są fatalne. Jednak przy budowie lub rozbudowie stadionu można by o to zadbać. Tak jak pisałem – na Arce kiedyś były studenckie krzesełka, a teraz jak byłem, normalne prasowe miejsca z solidnymi stołami i umiarkowaną przestrzenią.

16. Tutaj jest ciasnota straszna. Krzesełka studenckie z tym małym rozkładanym stolikiem. Do tego bardzo, bardzo ciasno – nie da się przejść. No i w dolnym rzędzie widać szybę i barierkę. To wszystko powoduje, że komfort relacjonowania meczu jest bardzo słaby. Już nie mówię o położeniu herbaty – musiała wylądować pod krzesełkiem. Ale o zwykłym, wygodnym siedzeniu.

17. Dziennikarz obok mnie się wycwanił i jechał na dwa krzesełka i dwa stoliki. I tak – tak można pracować. Ale na jednym jest trudno.

18. „Zawsze tam, gdzie Radomiak gra” – na melodię i słowa piosenki Lady Pank, robi wrażenie. Fajnie, że poszczególne kluby mają takie swoje rytuały, przyśpiewki. To powoduje, że w erze nowych stadionów, z których każdy jest dość podobny, czuć klimat danego miasta i konkretnego klubu. Tak jak choćby Arka, która ma swoje „Chodź pomaluj mój świat”. Zawsze lubiłem tę różnorodność.

19. Mecz jaki był, każdy widział. Dość wyrównany, a w 45. minucie Arkadiusz Jędrych zdobył bramkę do szatni. Znów asystę zaliczył Bartosz Nowak. Na trudnym terenie prowadziliśmy 1:0.

20. Niestety kapitan dostał czwartą żółtą kartkę i będzie pauzować w meczu z Lechią Gdańsk. Historia zatacza pewne koło, bo w pierwszej lidze właśnie z Lechistami Arkadiuszo dostał czerwoną kartkę, w wyniku której pauzował potem z Termaliką. Od 12. kolejki sezonu 2023/24 zaczął się niesamowity maraton tego zawodnika, który rozegrał z rzędu 80 kolejnych spotkań ligowych, wszystkie w pełnym wymiarze. Wyczyn absolutnie niebywały – w tym czasie strzelił 19 bramek.

21. Kibice obu drużyn bardzo dobrze się bawili – młynek szalikami na dwie trybuny Radomiaka był bardzo fajny, a w tym samym czasie GieKSa śpiewała swoje sztandarowe przyśpiewki.

22. Potem Radomiak cisnął niemiłosiernie, ale bez wielu klarownych sytuacji. Nie był efektywny w swojej grze i ostatecznie GieKSa to spotkanie wygrała. Było to drugie zwycięstwo z rzędu w lidze plus wygrana w Pucharze. Bardzo dobry czas.

23. Dla mnie była to trzecia wizyta w Radomiu. Po porażce w Pucharze Polski w 2016 roku i remisie w zeszłym sezonie, w końcu przyszedł czas na triumf.

24. A GieKSa systematycznie odczarowywała Radomiak. W końcu na inaugurację ekstraklasy po 19 latach, właśnie z tym rywalem przegraliśmy u siebie. Potem był wspomniany remis w Radomiu, w końcu w obecnych rozgrywkach – dwa zwycięstwa. To pierwszy rywal, z którym ustrzeliliśmy dublet w tym sezonie. W poprzednim sezonie mieliśmy cztery takie sytuacje (Cracovia, Lechia, Stal, Puszcza).

25. Obejrzeliśmy radość piłkarzy z sektorem gości, nagrałem nagrywkę i udaliśmy się do dalszej pracy – fotografowie obrabiać zdjęcia, Flifen szukać wywiadu, ja na konferencję prasową.

26. Jakiś ciekawy i dziwny podział się zrobił na salce, bo na jednej połowie sali stłoczyli się dziennikarze w bardzo dużej liczbie, a po drugiej stronie kamery (lewa-prawa) – my. Czułem się jakoś dziwnie wyizolowany, ale było to spoko.

27. Jeden z dziennikarzy zaczął zadawać pytanie naszemu trenerowi, ale ja podnosiłem rękę, więc oddał mi mikrofon, bo chciał być ostatni. Zbudował napięcie, a potem zapytał o kroki. Ja natomiast z tego wszystkiego zapomniałem się przedstawić, a to taki standard na konferencjach.

28. Drugi trener Radomiaka, obecny na konferencji, kojarzył mi się z byłym lekarzem GKS Katowice, takim panem starszym w okularach. Pamięć już nie ta, wydawało mi się, że się nazywał Bahr, ale to chyba jednak nie on, bo trener inaczej wygląda. W każdym razie tak śmiesznie ostentacyjnie w Ząbkach mówił kilka razy do sędziego: „Czas doliczony minął. Czas doliczony minął”.

29. Po konferencji zaczepił mnie (a wcześniej trenera Góraka) taki starszy dziennikarz. Bardzo sympatyczny, powiedział, że fajne pytania zadawałem, chwalił piłkarzy GieKSy i kibiców. Pamiętam go już z poprzedniej wizyty w Radomiu. Taki bardzo serdeczny człowiek, starej daty, ale to właśnie taka charakterystyczna uprzejmość dla osób, które niejedno w życiu widziały, a mają pogodę ducha.

30. Ja sam porozmawiałem z Szymonem Janczykiem z Weszło. Naprawdę fajnie, że można spotkać różnych dziennikarzy w tej ekstraklasie, pogadać sobie na luzie czy zrobić wywiad. W pierwszej lidze byli de facto tylko lokalsi, tutaj zahaczamy o ogólnopolskość.

31. Posiedzieliśmy jeszcze trochę na salce, nikt nas nie wyganiał i nie popędzał. Obrobiliśmy więc swoje materiały i powoli zaczęliśmy się zbierać do wyjścia.

32. Powrót się jakoś dłużył, a na domiar – na A4 na wysokości Chrzanowa był spory korek, który opóźnił nas o dobre 40 minut. W tym czasie obejrzeliśmy sobie mecz Legii z Cracovią. Nikt nie chce z tej ligi spaść.

33. Był oczywiście jeszcze fastowy postój w KFC. Trzeba było uzupełnić kalorię po piłkarskich emocjach.

34. W Katowicach byliśmy później niż zakładaliśmy, bo około 22. Ale szczęśliwi i radośni, że znów z delegacji udało się przywieźć trzy punkty.

35. Wszyscy na Lechię!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga