Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Janczyk: GieKSa to solidny projekt

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu Radomiaka z GieKSą porozmawialiśmy z Szymonem Janczykiem, dziennikarzem Weszło, który jak mało kto orientuje się w realiach radomskiego klubu. Szymon już wypowiadał się dla nas przed poprzednim meczem z Radomiakiem, teraz zapytaliśmy go o wrażenia po niedzielnym pojedynku.

Czy zgadzasz się z drugim trenerem gospodarzy, że Radomiak był lepszy w tym spotkaniu?

Pytanie, co rzeczywiście możemy określić mianem „byciem lepszym”. To że masz przewagę w posiadaniu piłki, także jeśli chodzi o wejście w tercję ataku, ale nie idą za tym konkretne sytuacje bramkowe – o czym trener Wojtasz wspomniał – to na końcu ciężko to wypośrodkować. Masz przewagę, która nie przekłada się na konkretne sytuacje. To nie był mecz, w którym Rafał Strączek musiał wspiąć się na wyżyny umiejętności i odbić kilka czy kilkanaście trudnych strzałów. Sytuacji dogodnych – strzelam, nie mając żądnych liczb – były jedna, góra dwie. Radomiak lepiej wyglądał z piłką przy nodze, ale czy to oznacza, że był lepszy? Chyba nie, bo jak widać, plan na to, by ten mecz przetrwać bez piłki przy nodze, ale solidnie w defensywie czy jak mówił trener Górak „solidnie strukturalnie”, okazał się po prostu skuteczniejszy. W Radomiu mamy jedną z gorszych muraw w lidze i czasami plan na mecz, który zakłada mniej gry piłką, a trochę bardziej podejście do przetrwania tego stanu rzeczy bywa skuteczniejszy, bo zespół nie musi bać się o to, jak ta piłka zachowa się na murawie, tylko o to, żeby wybronić pole karne i zabezpieczyć światło bramki i to GKS zrobił bardzo dobrze.

Dzisiaj odchodzimy od tezy, że posiadanie piłki gwarantuje zwycięstwo.

Bardziej myślałem o statystykach przewidywanych bramek i tego, która sytuacja była dobra pod kątem xG jednego strzału, bo myślę, że w tych sytuacjach nie było wielkiej przewagi Radomiaka. Raczej bym strzelał w ciemno, że jedna-dwie po stronie Radomiaka, no i jedna po stronie gości, bo jakby nie patrzeć – strzał Arkadiusza Jędrycha był z bardzo dobrej pozycji, z bliska.

Myślisz, że czwartkowy mecz z Arką wpłynął na postawę Radomiaka?

Na pewno wpłynął, ta murawa wchodzi w nogi i odczuwa się trudy grania na niej. Czas regeneracji też nie był zbyt wielki i to też skutkowało zmianami w składzie, bo nie było Vasco Lopesa, który w meczu z Arką wykręcił jedne z najlepszych wyników motorycznych w sezonie. Zabrakło go w jedenastce, bo obawiano się o te wskaźniki, markery zmęczeniowe. GKS natomiast też miał niedawno mecz Pucharu Polski, w którym miał sporo minut w nogach. I rozumiem, że tego czasu na regenerację było więcej, ale też trzeba było do Radomia przyjechać, więc mamy taki remis w tym kontekście.

O co gra Radomiak w tym sezonie?

Myślę, że o stabilny środek stawki. Słyszałem zapowiedzi i sam takie zapowiedzi robiłem przed sezonem, że zadowoliłby mnie wynik w postaci miejsc 8-10 czy 8-12. Wiadomo, że apetyty rosną w miarę jedzenia, a liga jest spłaszczona. Każde jedno zwycięstwo potrafi zmienić twoją perspektywę na kolejne mecze i na to, co możesz dalej zrobić. Zwłaszcza, że też dokonano niezbyt wielu, ale bardzo konkretnych ruchów. Ściągając zimą takiego piłkarza jak Luquinhas raczej patrzysz w górę, a nie za siebie. Co później z perspektywy murawy robi się problematyczne, gdy z sześciu spotkań wygrywasz jedno, jak to ma miejsce wiosną. Natomiast biorąc pod uwagę z kim i gdzie Radomiak grał, bo meczów wyjazdowych było więcej, środek stawki jest realną perspektywą. Pewnie z potencjałem na wystrzał wyżej, jeśli ta forma się poprawi.

A jak ci się podoba GieKSa?

Jest to zespół dobrze przygotowany fizycznie, po właściwie zdiagnozowanych problemach i słusznych ruchach zimą, co pomogło wzmocnić jakość i szerokość kadry. Wiadomo, że stałe fragmenty gry są czymś, co jest siłą GKS Katowice i to ma duże znaczenie w – jak to określił kiedyś trener Feio – „lidze zimowej”. Wtedy bowiem, gdy murawy nie są dobre – nie tylko w Radomiu, ale i w całej Polsce – na końcu to, że potrafisz wcisnąć bramkę po stałym fragmencie, bywa – jak w tym przypadku – najcenniejszą rzeczą, jaką możesz zrobić. I na końcu GieKSa z bardzo dobrze przygotowanymi stałymi fragmentami, zawodnikami świetnie radzącymi sobie w powietrzu, w zwarciu, a także takimi jak Bartek Nowak, który potrafi tę piłkę dograć, to jest klasa sama w sobie i wyciśnięcie tej cytryny na maksa. Fizycznie ten zespół wygląda dobrze, nawet dziś były elementy bardziej zapaśnicze niż piłkarskie w tych pojedynkach. Ale to też jest siła wybijać przeciwnika z rytmu i GieKSa ma do tego predyspozycje.

W Lidze Minus często, gdy dyskutujecie – gdy GieKSa jakieś dwa mecze przegra, to że jest głównym kandydatem do spadku, a gdy wygra, to że utrzymanie pewne. Jakie więc macie rzeczywiste myśli co do efektu, który GKS osiągnie w tym sezonie?

Nie mogę zabierać stanowiska za innych, bo w Weszło mamy taką święto zasadę, że każdy może mieć swoje zdanie i je wyrażać na naszych łamach, nie prezentując jednocześnie stanowiska redakcji. Moim zdaniem GKS jest solidnym zespołem środka stawki i nie powinien drżeć o utrzymanie. Miał pewne perturbacje jesienią, ale ta liga jest w tym sezonie na tyle wyrównana i zbita, że to nie są kłopoty na miarę takich, jakie ma Bruk Bet Termalica, tylko raczej były to przejściowe problemy. Solidny projekt budowany w oparciu o konkretne wymagania, według jednego pomysłu, który powtarza się przez lata i wszystko się tutaj zgadza.

GKS ma szansę z Rakowem w półfinale Pucharu Polski?

Ciekawy byłby to przypadek i fajny – coś nowego. W Radomiu pewnie woleliby, żeby Raków ten puchar wygrał, bo jeśli piąte miejsce ma być tzw. biorące, to trzeba na to liczyć – pewnie bardziej właśnie na Raków niż na Górnik. Myślę, że przy obecnej formie Rakowa, z obecnymi problemami, i stanem przejściowym, GKS – który wiosną jest na krzywej wznoszącej – może nawet będzie faworytem tego spotkania. Jeśli odrzemy to wszystko z nazw klubów, a skupimy się tylko na prezentowanej piłce.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga