Dołącz do nas

Piłka nożna

Powtarzalność w mikro- i makroskali

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Polskie uniwersum piłkarskie jest dziś zdominowane przez kolejną awanturę w Radomiu, gdzie – jak donoszą media – Goncalo Feio po meczu z GieKSą miał zostać uderzony przez jednego z radnych tego pięknego miasta. Kanał Sportowy, Meczyki i zapewne inne media już omówiły szeroko ten temat, skupiając się to na akcie przemocy, to na osobowości Portugalczyka, który – jak mawiają – przyciąga tego typu sytuacje, niezależnie od tego, czy jest agresorem czy ofiarą. Nas jednak to nie powinno specjalnie interesować, bo mamy swoje… napisałbym problemy, ale nie. My mamy swoje radości. I o ile w niektórych klubach mają piekiełko, to w Katowicach obecnie jest bardzo dobry klimat do uprawiania… klubu piłkarskiego.

Natomiast powiedzmy, że przyczynowo-skutkowo całej tej afery nie byłoby, gdyby Radomiak spotkanie z GKS wygrał czy może nawet zremisował. Problem gospodarzy polegał na tym, że nie zdobyli ani jednego punktu. Mieli przeciw sobie bowiem drużynę, która po raz kolejny okazała się bardzo zorganizowana i mimo że znów nie była idealna – także taktycznie – to okazała się po prostu skuteczna.

Wygrać w Radomiu to nie jest oczywistość. Wiedziałem o tym, bo oglądam większość meczów ekstraklasy, ale gdy po meczu spojrzałem – dla odświeżenia – na wyniki Radomiaka w tym sezonie na swoim boisku, to aż chwyciłem się za głowę. Rozgromione czterema bramkami zostały tam Pogoń i Górnik. Przegrał Raków i obecny lider – Zagłębie. Trójkę dostała Cracovia. Wygrać tam potrafiły tylko Jagiellonia i Korona. Radom to naprawdę bardzo trudny teren.

Mecz miał dla mnie dwie fazy. Do około 67. minuty i później. Właśnie na nieco ponad 20 minut przed końcem Bartosz Nowak wykonywał rzut wolny z boku pola karnego i na tym jakakolwiek gra ofensywna GKS w tym meczu się skończyła. Pewne rzeczy się czuje i gdy potem przez dosłownie 1-2 minuty Radomiak przeniósł ciężar gry na naszą połowę, wiedziałem, że będzie mega ciężko. W powietrzu czasem czuć takie „przejście”, że zaraz zacznie się napór jednej drużyny. To są już takie kwestie niuansów i intuicji. I od tego momentu Radomiak zaczął cisnąć niemiłosiernie, a po wejściu Romario Baro, było jeszcze trudniej.

Tu coś nie poszło do końca po naszej myśli, bo to już nie była obrona niska, tylko solidne zepchnięcie do defensywy. Nie umieliśmy na to zareagować, pojawiły się błędy w wyprowadzaniu piłki, straty na własnej połowie i zero naszych akcji ofensywnych. No może prawie zero – problem w tym, że cokolwiek, co mogło się wydarzyć z przodu, było niedokładne i i tak Radomiak zaraz przeprowadzał swoją akcję. Rywale atakowali skrzydłami, wstrzeliwali te piłki i wchodzili w pole karne. Rafał Strączek nie był bezrobotny.

W tym jednak znów nasz zespół bronił światła bramki bardzo dobrze. Znów były doskoki, zasłanianie, ofiarność. W zasadzie raz majtnęli się wszyscy i wspomniany Romario w czystej pozycji na szczęście źle trafił w piłkę. Poza tym Radomiak próbował się przedrzeć, ale przez potrójne zasieki naszych piłkarzy, nie był w stanie tego zrobić. GieKSa znów ten mecz wybroniła, choć tym razem nieco bardziej rozpaczliwie – choć powtórzę: bardzo skutecznie i nieprzypadkowo.

Drugi trener gospodarzy na konferencji stwierdził, że przegrała drużyna lepsza. No nie, to jest starodawne myślenie, które opierało się kiedyś na tym, że jak ktoś ma przewagę optyczną i lepsze posiadanie piłki, to zasłużył na zwycięstwo. Czasy się zmieniły i nie od dziś wiadomo, że samo posiadanie piłki niewiele znaczy, bo trzeba jeszcze umieć coś z tą piłką zrobić. Ale tak swoją drogą, czy nawet statystyki były aż tak bardzo na korzyść Radomiaka? Posiadanie piłki tak: 67-33. Ale już w strzałach celnych było 2-2, a w xG 1,11-0,81. Jedynie w strzałach niecelnych Radomiak miał większą przewagę, ale jak wiemy, strzały niecelne bramek nie dają. Więc summa summarum, z gry gospodarzy było sporo wiatru, ale też bardzo mało efektywności. Wniosek o tej „lepszości” Radomiaka jest więc mocno naciągany. A gdy dodamy do tego, że do wspomnianej około 67. minuty z gry Radomiak nie miał już kompletnie nic – tym bardziej wzmacnia to obraz mówiący, że w piłce liczy się efektywność w ataku i obronie oraz wykorzystanie swoich momentów. Nie posiadanie piłki i aspekty wizualne.

Mankamenty oczywiście w naszej grze były. To cofnięcie było za mocne i jest to proszenie się o kłopoty. Zdarza się to już rzadziej niż na jesień, ale nadal się zdarza. Dodatkowo, gdy już mamy piłkę z przodu raz na jakiś czas, można by z tego lepiej skorzystać. Bartek Nowak czasem chce zagrać za ładnie, za elegancko i trochę wychodzi wtedy… nonszalancko. Oczywiście nadal będę mówił, że ten zawodnik… może to robić, bo jest naszym katowickim artystą piłkarskim, ale skoro ma takie umiejętności – to czasem można pewnie postawić na prostotę. Tak jak w sytuacji z końcówki, kiedy mógł spokojnie uderzać na bramkę, ale chciał jeszcze to pięknie rozegrać.

Oczywiście Bartek znów zaliczył asystę. Efektywność tego zawodnika jest niebywała. Na nos zagrał piłkę do Arkadiusza Jędrycha, a ten dziwnie tę piłkę dziubnął, ale tak, że dał sobie drugą szansę i pokonał zdezorientowanego Majchrowicza. To już piąty gol kapitana. Razem z pięcioma trafieniami Lukasa Klemenza, mamy aż 10 bramek dwóch stoperów. Niesłychane. A przecież dokładali oni trafienia jeszcze w Pucharze Polski.

Niesamowite jest to, że nadal idziemy łeb w łeb z poprzednim sezonem. Rok temu 9 marca mieliśmy na koncie 33 punkty, czyli tyle samo co teraz. Rok temu bramki wynosiły: 33-30, teraz 32-32. Jedynie wówczas mieliśmy rozegrany mecz więcej. Nawet wyjazdy rok temu były 4-2-6, a teraz są 4-1-6. Powtarzalność w mikro i makroskali.

Do utrzymania coraz bliżej. Granica 38 punktów jest już osiągalna za 5 oczek. Czyli bawimy się w bilanse potrzebne: 0-5-6, 1-2-8, 2-0-9. Jak widać nawet tak fatalne wyniki powinny dać nam utrzymanie. Nawet jeśli podnieślibyśmy tę granicę do 40 potrzebnych punktów, to i tak już niewiele brakuje. Grunt w tym, żeby to zrobić jak najszybciej, żeby móc potem bawić się w wyliczanie… matematycznego utrzymania. A potem pomyślimy o czymś więcej.

Pyrrusowe to było zwycięstwo, bo okupione żółtymi kartkami Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego. Niestety obu zawodników zabraknie z Lechią, co szczególnie dotkliwe jest w przypadku kapitana, gdyż przerwie on swoją niesłychaną serię meczów z rzędu. Plus dla niego będzie taki, że będzie mógł zasmakować Nowej Bukowej z innej perspektywy. Ale to tylko na chwilę – potem potrzebujemy go na boisku.

Mecz z rozpędzoną Lechią będzie bardzo ciężki, ale nie jest to drużyna nie do pokonania. Pokazało to Zagłębie Lubin, wygrywając ostatnio w Gdańsku. Znów po prostu trzeba zagrać swoje. GieKSa ostatnio zapunktowała świetnie i stworzyła sobie niezłą sytuację w tabeli. W komforcie można więc się przygotowywać to tego spotkania.

Od przyszłej soboty czekają nas znów wielkie emocje, bo w ciągu ośmiu dni zagramy trzy piekielnie trudne mecze: z Lechią właśnie, a potem wyjazdowe z Jagiellonią i Cracovią. Będzie się działo.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga